Free Web space and hosting from fanspace.com
Search the Web

Zdalne wykrywanie nadchodzących trzęsień ziemi
z użyciem tzw. "Sejsmografu Zhang Henga"
(dwujęzycznie, po angielsku For English version click on this flag i polsku Dla polskiej wersji kliknij na ta flage)
Uaktualizowano:
7 stycznia 2011


Kliknij "X" lub "No" na np. planszy rzekomych błędów, lub na reklamie, jeśli te usiłują przeszkodzić w oglądnięciu tej strony.



Menu 1:

(Wybór języka:)


(Organizujące:)

Strona główna

Skorowidz

Menu 2

Menu 4

FAQ

(Po polsku:)

Sejsmograph

Artyfact

Źródłowa replika tej strony

26ty dzień

Aleksander Możajski

Magnokraft

Komora oscylacyjna

Darmowa energia

Telekineza

Napędy

Telepatia

Darmowa energia

Telekinetyczne ogniwo

Grzałka soniczna

Telekinetyka

Samochody bez spalin

Telekineza

Strefa wolna od telekinezy

Telepatia

Sejsmograf

Artyfakt

Koncept Dipolarnej Grawitacji

Totalizm

Pasożytnictwo

Karma

Prawa moralne

Nirwana

Dowód na duszę

Wehikuły czasu

Nieśmiertelność

Napędy

Magnokraft

Komora oscylacyjna

Militarne użycie magnokraftu

Tapanui

Nowa Zelandia

Atrakcje Nowej Zelandii

Dowody działań UFO na Ziemi

Fotografie UFO

Chmury-UFO

Bandyci wśród nas

Tornado

Huragany

Katrina

Lawiny ziemne

Zburzenie hali w Katowicach

Ludobójcy

26ty dzień

Przepowiednie

Plaga

Podmieńcy

WTC

Columbia

Kosmici

UFOnauci

Formalny dowód na istnienie UFO

Zło

Antychryst

O Bogu naukowo

Dowód na istnienie Boga

Biblia

Wolna wola

Prawda

O mnie (Prof. dr inż. Jan Pająk)

Poszukuję pracy

Aleksander Możajski

Świnka z chińskiego zodiaku

Zdjęcia ozdobnych świnek

Owoce tropiku

Uzdrawianie

Ewolucja ludzi

Wszystko-w-jednym

Grecka klawiatura

Rosyjska klawiatura

Rozwiązanie kostki Rubika 3x3=9

Rozwiązanie kostki Rubika 4x4=16

Wrocław

Malbork

Milicz

Bitwa o Milicz

Św. Andrzej Bobola

Liceum Ogólnokształcące w Miliczu

Klasa Pani Hass z LO Milicz

Absolwenci 1970

Nasz rok

Wieś Stawczyk

Wszewilki

Zwiedzaj Wszewilki i Milicz

Wszewilki jutra

Zlot "Wszewilki-2007"

Unieważniony Zjazd "2007"

Poprzedni Zlot "2006"

Raport Zlotu "2006"

Korea

Hosta

Lepsza ludzkość

Partia totalizmu

FAQ - częste pytania

Replikuj

Memoriał

Sabotaże

Menu 2

Menu 4

Źródłowa replika strony menu

Tekst [8p/2]

Tekst [8p]

Tekst [7]

Tekst [7/2]

Tekst [7b]

Tekst [6/2]

Tekst [5/4] 1, 2, 3

Tekst [4c]: 1, 2, 3

Tekst [4b]

Tekst [3b]

Tekst [2]

Tekst [1/3]: 1, 2, 3

X tekst [1/4]:

Monografia [1/4]:
P, 1, 2, 3, E, X

Monografia [1/5]:


(In English:)

Seismograph

Artefact

Source replica of this page

26th day

Aleksander Możajski

Magnocraft

Oscillatory Chamber

Free energy

Telekinesis

Propulsion

Telepathy

Free energy

Telekinetic cell

Sonic boiler

Telekinetics

Zero pollution cars

Telekinesis

Telekinesis Free Zone

Telepathy

Seismograph

Artefact

Concept of Dipolar Gravity

Totalizm

Parasitism

Karma

Moral laws

Nirvana

Proof of soul

Time vehicles

Immortality

Propulsion

Magnocraft

Oscillatory Chamber

Military use of magnocraft

Tapanui

New Zealand

New Zealand attractions

Evidence of UFO activities

UFO photographs

Cloud-UFOs

Bandits amongst us

Tornado

Hurricanes

Katrina

Landslides

Demolition of hall in Katowice

Predators

26th day

Prophecies

Plague

Changelings

WTC

Columbia

Aliens

UFOnauts

Formal proof for the existence of UFOs

Evil

Antichrist

About God

Proof for the existence of God

The Bible

Free will

Truth

About me (Prof. Dr Eng. Jan Pajak)

My job search

Aleksander Możajski

Pigs from Chinese zodiac

Pigs Photos

Tropical fruit

Healing

Evolution of humans

All-in-one

Greek keyboard

Russian keyboard

Solving Rubik's cube 3x3=9

Solving Rubik's cube 4x4=16

Wrocław

Malbork

Milicz

Battle of Milicz

St. Andrea Bobola

Village Stawczyk

Wszewilki

Wszewilki of tomorrow

Korea

Hosta

Better humanity

Party of totalizm

FAQ - questions

Replicate

Memorial

Sabotages

Menu 2

Menu 4

Source replica of page menu

Text [8e/2]

Text [8e]

Text [7]

Text [7/2]

Text [6/2]

Text [5/3]

X text [2e]

Text [2e]: 1, 2, 3

X text [1e]

Text [1e]: 1, 2, 3

X text [1/4]:

Monograph [1/4]:
E, 1, 2, 3, P, X

Monograph [1/5]


(Hier auf Deutsch:)

Seismograph

Freie Energie

Telekinesis

Moralische Gesetze

Totalizm

Über mich

Menu 2

Menu 4

Quelreplica dieser Seite


(Aquí en espańol:)

Seismograph

Energía libre

Telekinesis

Leyes morales

Totalizm

Sobre mí

Menu 2

Menu 4

Reproducción de la fuente de esta página


(Ici en français:)

Seismograph

Énergie libre

Telekinesis

Lois morales

Totalizm

Au sujet de moi

Menu 2

Menu 4

Reproduction de source de cette page


(Qui in italiano:)

Seismograph

Energia libera

Telekinesis

Leggi morali

Totalizm

Testo di [7]

Circa me

Menu 2

Menu 4

Replica di fonte di questa pagina




Menu 2:

(Przesuwne)

(Oto wykaz wszystkich stron z TEGO serwera, w zestawieniu językowym - w 8 językach. Wybierz interesującą Cię stronę manipulując suwakami, potem kliknij na nią aby ją uruchomić:)

Tu powinna być wyświetlona strona menu2.htm.

(Ten sam wykaz daje się też wyświetlić z "Menu 1" poprzez kliknięcie na "Menu 2".)



Menu 3: (Alternatywne adresy internetowe tej witryny, np.:)

energia.sl.pl

fortunecity.com/timevehicle

propulsion.250free.com

totalizm.nazwa.pl

chi.maroc.to

anzwers.org/free/wroclaw

alert.1hwy.com

magnocraft.20fr.com

totalizm.fanspace.com

pajak.orcon.net.nz

bandits.netfast.org

evil.php0h.com

fruit.sitesled.com

karma.phpnet.us




Menu 4:

(Przesuwne)

Oto wykaz wszystkich moich stron ze wszystkich serwerów. Strony te najpierw zestawione są językami (tj. jako strony po polsku, angielsku, niemiecku, francusku, hiszpańsku, włosku, grecku, oraz rosyjsku.) Dla każdego zaś języka strony zestawione są przedmiotowo. Wybierz interesującą Cię stronę manipulując suwakami, potem kliknij na nią aby ją uruchomić:

Tu powinna być wyświetlona strona menu.htm.

(Ten sam wykaz daje się też wyświetlić z "Menu 1" poprzez kliknięcie na "Menu 4".)


Witam na stronie internetowej o efektywnej zasadzie działania do zdalnego wykrywania nadchodzących trzęsień ziemi (a także wykrywania tornad i tsunami). Zasada ta została wdrożona z sukcesem już w 132 roku AD (czyli niemal 2000 lat temu) w starożytnym urządzeniu zwanym "houfeng didongy yi". Odnotuj, że niezależnie od niniejszej strony, urządzenie to i zasada są opisane w moim referacie o tytule "Signal processing in the 'Zhang Heng Seismograph' for remote sensing of impending earthquakes" zaprezentowanym na konferencji naukowej "the International Conference on Sensing Technology (ICST 2005), Massey University, Palmerston North, New Zealand, 21 to 23 November 2005. Teksty referatów na ową konferencję, włączając w to także tekst powyższego referatu, organizatorzy konferencji wystawili w internecie i po 2006 roku były one do wglądu zainteresowanych pod adresem icst.massey.ac.nz. Z opisów zaprezentowanych na niniejszej stronie internetowej, a także we w/w referacie, wynika że owa starożytna zasada zdalnego wykrywania nadchodzących trzęsień ziemi, po tym jak zostanie odpowiednio zmodernizowana, będzie w stanie wykrywać na odległość zarówno nadchodzące trzęsienia ziemi które mają nastąpić w naszym pobliżu, jak i te które mają uderzyć w inne kontynenty czy nawet w odległe planety. Ponadto, urządzenie realizujące tą zasadę może zostać zminiaturyzowane i wbudowane w telefon komórkowy. Może też zostać wbudowane w sztucznego satelitę Ziemi - tak aby zdalnie wykrywało gotujące się trzęsienia ziemi z orbity okołoziemskiej. W takim przypadku urządzenie to dostarczy zarówno nam osobiście, jak i całej naszej cywilizacji, systemu wczesnego ostrzegania przed nadchodzącymi trzęsieniami ziemi, falami tsunami, oraz tornadami.


Część #A: Informacje wprowadzające tej strony:

      

#A1. Cel tej strony:

       Każdego roku trzęsienia ziemi powodują śmierć setek, a niekiedy nawet i tysięcy ludzi. Tymczasem od niemal dwóch tysięcy lat znane jest urządzenie które pozwala wykryć na dużą odległość moment nadchodzenia niszczycielskiego trzęsienia ziemi i ostrzec o nim ludzi z wystarczającym wyprzedzeniem czasowym aby ci zdołali uchronić siebie i swoje mienie. Urządzenie to już zbudowano i wypróbowa w praktyce - wiadomo więc że z całą pewnością działa. Dlatego tylko z powodu rodzaju hipokryzji i uporu dzisiejszych naukowców nie jest ono obecnie odbudowane aby mogło ocalać życie i mienie tych tysięcy ludzi. Stąd celem niniejszej strony jest uświadomienie, że takie urządzenie do zdalnego wykrywania nadchodzących trzęsień ziemi już od dawna istnieje, wyjaśnienie jak ono działa, oraz opisanie jak można je zbudować.

Punkty #A2 i #A3 zostały celowo usunięte aby spełnić wymóg tego serwera że udostępniana na nim strona NIE może przekraczać 260 KB (aby zobaczyć także i tą część poszukaj pełnej wersji niniejszej strony pod adresami z "Menu 3")


Część #B: Dlaczego mordercze trzęsienia ziemi, oraz inne katastrofy, są nieszczęściami tylko z ludzkiego punktu widzenia:

       "Mordercze trzęsienia ziemi" należą do kategorii "klęsk żywiołowych" które spełniają definicję "kar boskich" dotykających całe społeczności. Wszakże oprócz uśmiercania i niszczenia, nie służą one żadnemu znaczącemu celowi pierwotnemu. (Tymczasem większość zjawisk które NIE podlegają definicji "kar boskich" typowo służy wielu istotnym celom pierwotnym naraz - np. rozważ wiatr, który np. zapyla, rozsiewa nasiona, przenosi chmury i deszcze, itp.) Aczkolwiek oficjalna nauka bada "trzęsienia ziemi", ja nigdy nie natknąłem się na jakiekolwiek oficjalne naukowe badania "kar boskich". Sytuacja więc z badaniem "trzęsień ziemi" a jednoczesnym unikaniem badań "kar boskich", jest więc powtórzeniem podobnej sytuacji z dzisiejszą medycyną ortodoksyjną - która nastawia się na "leczenie symptomów" jednak jak może tak unika "leczenia chorób". (To właśnie dlatego w społeczeństwie upowszechnia się coraz silniejsza opinia, że medycy celowo unikają "leczenia chorób", bowiem zdrowi ludzie byliby "złymi klientami" w kwitnącym dziś businessie ortodoksyjnej medycyny - patrz punkt #G2 na totaliztycznej stronie healing_pl.htm.) Ja jednak wierzę, że powodem braku oficjalnych badań "kar boskich" jest strach dzisiejszych naukowców przed zostaniem symbolicznie "spalonym na stosie" przez "naukową neo-inkwizycję" obecnego okresu "neo-średniowiecza". (Działalność owej "naukowej neo-inkwizycji" operującej w dzisiejszym okresie "neo-średniowiecza" wyjaśniam w punkcie #I7 totaliztycznej strony tapanui_pl.htm.) Jestem też gotów się założyć, że czytelnicy również o takich oficjalnych badaniach "kar boskich" nigdy nie słyszeli. A szkoda. Wszakże na temat tego czego nasza cywilizacja naukowo NIE bada, ludzie nie mają też najmniejszego pojęcia. Szczególnie zaś to dotyczy "kar boskich" wymierzanych całym dużym społecznościom (czyli "intelektom grupowym" - jak takie całe społeczności nazywa filozofia totalizmu). Wszakże np. religie ograniczają swoje zainteresowania głównie do indywidualnych ludzi, nie wskazują więc zasad unikania "kar boskich" przez większe społeczności. Tymczasem w punktach #B2 do #B4.4 na stronie o nazwie mozajski.htm dosyć niepodważalnie zostało udokumentowane na powszechnie sprawdzalnym materiale dowodowym, że "moralność" całych społeczności i wymierzane im "kary", są zarządzane i serwowane przez Boga w odmienny sposób niż moralność i kary indywidualnych ludzi. Innymi słowy, w sprawach "kar boskich" wymierzanych całym społecznościom, nasza cywilizacja preferuje pozostawanie w ciemnocie, niewiedzy i w równej "ślepocie", jak pozostaje ona w sprawach UFO. A wszystko to na przekór że np. chrześcijaństwo oficjalnie praktykujemy już od ponad 2000 lat, oraz że okresowe sprawdzenia stanu wiary regularnie potwierdzają iż aż około 90% ludzi ciągle w głębi ducha wierzy iż Bóg jednak istnieje - nawet jeśli otwarcie nie praktykują oni żadnej religii (po źródło tej danej patrz punkt #D1 na totaliztycznej stronie ufo_pl.htm). Wiadomo zaś że "bez pracy nie ma kołaczy" - w tym zaś przypadku "bez badań naukowych nie ma rzetelnej wiedzy". A w sprawach "kar boskich" dobrze byłoby posiadać jednak nieco nowoczesnej i rzetelnej wiedzy w rodzaju "co dokładnie" jest karalne, oraz "w jaki sposób" Bóg faktycznie wymierza kary większym społecznościom. Wszakże wiedząc prawdę na ten temat, zamiast dotychczasowego ślepego "dopraszania się o kary", poszczególne społeczności mogłyby zacząć świadomie kar tych unikać. A o fakcie że Bóg karze wybrane społeczności, nie ma już najmniejszej wątpliwości. Wszakze Bóg wyraźnie "obiecuje" nam to karanie w aż kilku miejscach Biblii (np. rozważ Wielki Potop, czy losy Sodomy i Gomory dyskutowane w punkcie #B5 poniżej). Na dodatek, co jakiś czas nam to karanie ilustruje - jako przykład rozważ trzęsienie ziemi z Haiti opisane w punkcie #C3 tej strony. Porzućmy więc na krótką chwilę ową modną ostatnio "dwulicowość", że na przekór iż zdecydowana większość ludzi w głębi ducha wierzy jednak w istnienie Boga, ciągle oficjalnie, otwarcie, rzetelnie i naukowo jakoby NIE wypada badać niczego na temat tegoż Boga. Zdobądźmy się wreszcie na odwagę aby logicznie, obiektywnie, oraz rzeczowo przeanalizować sprawę "kar boskich" wymierzanych większym społecznościom - tak jak zaleca nam to dzisiejszy sposób użycia metod i narzędzi nowoczesnej nauki.


#B1. Analizy pytań "dlaczego" ujawniają że nawet katastrofy i nieszczęścia są uzasadnione i też przynoszą korzyści, zaś będąc takimi najwyraźniej są one wywoływane celowo:

       Wszyscy znamy przysłowie "nie ma takiego złego, co by na dobre nie wyszło". Uczy nas ono, że wszystko to co my ludzie uważamy za "zło", faktycznie ma również i dobre następstwa. Przykładowo, każde zabójcze trzęsienie ziemi nie tylko zabija masy ludzi, ale także unicestwia dawne układy społeczne i instytucje które podtrzymywały zastój i korupcję, eliminuje stare, zagrzybiałe i niezdrowe budynki w których bez niego ludzie zmuszeni byliby mieszkać, stwarza okazję ludziom wierzącym w Boga aby mogli wykazać moc swojej wiary np. poprzez oddanie z jakim udzielają pomocy ofiarom, itd., itp. Podobnie każda wojna nie tylko że przetrzebia kraje, ale także zmusza ludzi do nowego sposobu myślenia i działania, eliminuje i odsuwa od rządów pasożytniczych ludzi i zwyrodniałe instytucje które w przeciwnym przypadku utrzymywałyby zastój i wstecznictwo, przypomina narodom wartość moralnego działania, pokoju i negocjacji, itd., itp. Z kolei np. komary nie tylko rozprzestrzeniają kilka morderczych chorób, ale także motywują postęp poprzez mobilizowanie ludzi do poszukiwań sposobów na jakie daje się ich pozbyć, wskazują ludziom te obszary na Ziemi w których już zapanowała niszczycielska filozofia zwana pasożytnictwem - która odbiera ludziom motywacje, inicjatywę i zdolność do działania (a stąd której upowszechnienie objawia się m.in. wysokim "zarobaczeniem" danej społeczności), oraz służą też kilku innym celom. Nawet ból i cierpienia też służą aż kilku pożytecznym celom - tak jak stara się to wyjaśnić strona o nazwie god_istnieje.htm. Innymi słowy, katastrofy i nieszczęścia są takimi tylko z punktu widzenia ludzi. Natomiast z globalnego punktu widzenia Boga są one głównie kolejnym z owych licznych narzędzi które pozwalają Bogu przywrócić balans i totaliztyczne zasady postępowania wszędzie tam gdzie te zostały już zarzucone.
       Dzisiejsza ateistyczna nauka przyzwyczaja nas do myśli, że katastrofy i nieszczęścia są wyłącznie "złe". Poprzez zaś takie myślenie, dotychczasowa nauka odbiera nam motywację do poszukiwania odpowiedzi na owe pytania "dlaczego", a stąd także i do odnotowywania owych pozytywnych następstw wszelkich katastrof i nieszczęść. Z kolei bez poznania owych pozytywnych następstw nasza cywilizacja NIE potrafi dostrzec "dlaczego" Bóg sprowadza na ludzi wszelkie katastrofy i nieszczęścia. Nie znając zaś odpowiedzi "dlaczego", nasza cywilizacja NIE uświadamia sobie istnienia bardzo prostych sposobów na które można zapobiec kataklizmom, ani NIE jest w stanie wypracować efektywnych metod obrony przed kataklizmami - w rodzaju sposobów i metod które ja opisuję w punktach #B6 i #C5.1 niniejszej strony, a także w punktach #A2.3 i #A2.2 odrębnej strony o nazwie totalizm_pl.htm. (Sposoby te i metody bazują na ochotniczym praktykowaniu w naszym życiu moralnej, pokojowej i postępowej filozofii totalizmu - która całkowicie eliminuje u Boga potrzebę sprowadzania na ludzi katastrof aby zmusić ich do wdrożenia w swym życiu tej właśnie filozofii.)
       Ateizm nie opanował jeszcze całego świata. Istnieją więc np. osoby takie jak ja, które wiedzą z całą pewnością że Bóg istnieje - ponieważ przykładowo poznały one dowody naukowe na istnienie Boga (w rodzaju dowodów opisanych na totaliztycznej stronie internetowej o nazwie "god_proof_pl.htm"). Takie osoby świadome istnienia Boga zapewne czasami zadają jednak sobie owe pytania "dlaczego". Niestety, nie znając wysoce efektywnej teorii wszystkiego zwanej "Konceptem Dipolarnej Grawitacji" - która dostarcza nam klucza do naukowego poznania Boga, typowo nie znajdują oni poprawnej odpowiedzi na te pytania "dlaczego". Dlatego w niniejszej części tej strony postaram się wspólnie z czytelnikiem odpowiedź tą znaleźć - bazując właśnie na owym Koncepcie Dipolarnej Grawitacji. Zanim jednak przystąpię do jej poszukiwania, chciałbym tutaj przypomnieć że utrzymuje ona swą ważność dla całego szeregu tego typu pytań, których omawianie rozciągnięte zostało aż na kilka totaliztycznych stron internetowych. Przytoczmy więc tutaj przykłady owych pytań typu "dlaczego" - odpowiedzi na które są udzielone w niniejszej części tej strony. "Dlaczego Bóg trapi ludność biednych krajów morderczymi trzęsieniami ziemi" - w rodzaju trzęsienia z Haiti opisanego poniżej w punkcie #C3 tej strony. "Dlaczego Bóg sprowadza na ludzi katastroficzne fale tsunami" - w rodzaju tych opisanych na odrębnej totaliztycznej stronie o nazwie "day26_pl.htm". "Dlaczego Bóg wyniszcza ludność niektórych obszarów niszczycielskimi huraganami" - w rodzaju tych opisanych na odrębnej totaliztycznej stronie o nazwie "katrina_pl.htm". "Dlaczego Bóg zmiata z powierzchni ziemi całe osiedla zabójczymi lawinami ziemi i błota" - w rodzaju tych opisanych na odrębnej totaliztycznej stronie o nazwie "landslips_pl.htm". "Dlaczego Bóg zsyła na wiele krajów zabójcze choroby" - w rodzaju tych opisanych na totaliztycznej stronie o nazwie "plague_pl.htm". Itd., itp.
       Dla ludzi którzy nabyli już naukowej pewności że Bóg istnieje oraz poznali metody działania Boga, nie ulega najmniejszej wątpliwości że wszystkie te katastrofy są zsyłane ludzkości przez Boga. Wszakże wszechmocny Bóg rozciąga absolutną kontrolę nad całym naszym światem fizycznym. Nic w całym wszechświecie NIE dzieje się bez Jego zgody i działania. Katastrofy NIE mogłyby się więc przytrafić bez wiedzy i udziału Boga. Ponadto, dla tych co uważnie badają owe katastrofy, Bóg zawsze pozostawia w nich kilka drobnych szczegółów, które dyskretnie mają im potwierdzić że katastrofy te faktycznie wywodzą się właśnie od Boga. Dlatego zanim na tej strone udzielona będzie zapytującym odpowiedź na owe pytania z grupy "dlaczego Bóg zsyła katastrofy na ludzi", najpierw przeglądnijmy w następnym punkcie kilka przykładów takich dyskretnych informacji wpisywanych przez Boga w typowe trzęsienia ziemi. Wszakże owe informacje potwierdzają konklusywnie, że każde duże i mordercze trzęsienie ziemi faktycznie jest wywoływane przez Boga. Ponadto przykłady te wskazują ów prosty sposób (opisany poniżej w punkcie #B6) na jaki ludzie mogą zapobiegać owym katastrofom.


#B2. Jak najróżniejsze regularności zawarte w rzekomo nieregularnych trzęsieniach ziemi potwierdzają że NIE są one inicjowane przypadkowo:

       Gdyby wszechświat NIE był rządzony rozumnym i sprawiedliwym Bogiem, wówczas trzęsienia ziemi pod każdym względem musiałyby mieć czysto przypadkowy charakter. Jeśli jednak nasz wszechświat JEST rządzony przez mądrego i sprawiedliwego Boga, wówczas nawet w tak zdawałoby się przypadkowe i chaotyczne zdarzenia jak owe trzęsienia ziemi, Bóg też dyskretnie wpisuje cały szereg regularności. Jak też się okazuje, uważny badacz faktycznie może wykryć różne regularności w uderzeniach morderczych trzęsień ziemi. Regularności owe z jednej strony potwierdzają że trzęsienia ziemi, podobnie jak wszystko co się dzieje w naszym świecie fizycznym, faktycznie są rządzone przez wysoce inteligentnego i przewidującego Boga. Z drugiej zaś strony wskazują one nam "dlaczego" ów mądry i sprawiedliwy Bóg prześladuje ludzi trzęsieniami ziemi. Ponadto stwarzają one ludziom możliwość przewidzenia miejsca i czasu kolejnego morderczego trzęsienia ziemi. Przeglądnijmy więc teraz najważniejsze z owych regularności występujących w trzęsieniach ziemi.
       1. Trzęsienia ziemi zawsze niszczą obszar którego mieszkańcy osiągnęli już poziom tzw. "intelektu agonalnego" w swoim praktykowaniu filozofii pasożytnictwa. Tak więc pierwsza regularność jaką każdy może odnotować zarówno w trzęsieniach ziemi, jak i we wszelkich innych katastrofach trapiących ludzi, to że "zawsze uderzają one w obszar który w danym okresie czasu charakteryzuje się najsilniejszym w danym regionie 'eksplozyjnym upuszczaniem energii moralnej' powodowanym przez praktykowanie przez ludność danego obszaru zaawansowanej formy filozofii zwanej pasożytnictwem". Regularność ta została dokładniej opisana w punkcie #B3 poniżej. Ponieważ objawy praktykowania filozofii pasożytnictwa obejmują m.in. zastój, korupcję, nieudolność, niezdolność do poprawy swojej sytuacji, prywatę, egoizm, biedę, chaos, niezdecydowanie, brak jedności i organizacji, uzależnienie od pomocy innych zamiast od własnych przedsięwzięć, itp., postronni widzowie takich trzęsień ziemi odnotowują niniejszą regularność jako subiektywne wrażenie, że trzęsienia ziemi zawsze zdają się uderzać i "krzywdzić" ludzi którzy nawet i bez nich są już bardzo bezradni, biedni i zdesperowani. Doskonałym przykładem trzęsienia ziemi które uderzyło właśnie w taką społeczność już wcześniej całkowicie sparaliżowaną ześlizgnięciem się w stadium "intelektu agonalnego" w jego praktykowaniu filozofii pasyżytnictwa, jest trzęsienie ziemi z Haiti opisane w punkcie #C3 poniżej.
       2. Trzęsienia ziemi i inne katastrofy zawsze wymownie oszczędzają co najmniej jeden obiekt religijny zlokalizowany w strefie zniszczenia. Ja osobiście wierzę, że owo celowe oszczędzanie obiektów religijnych jest najbardziej znamienną i wymowną regularnością którą Bóg wyraźnie daje nam do zrozumienia że dana katastrofa jest "karą boską za praktykowanie filozofii pasożytnictwa". Regularność ta rzuca się nam w oczy w praktycznie wszelkich naturalnych katastrofach - chyba że zaistniał religijny powód aby dane obiekty kultu lub religii zostały zniszczone. Po raz pierwszy odkryłem ową regularność już podczas analizy efektów tsunami opisanego na totaliztycznej stronie day26_pl.htm - podczas którego domy mieszkalne były tam masowo zniszczone, jednak meczety i świątynie buddyjskie przetrwały tam nietknięte. Potem ta sama regularność rzuciła mi się w oczy podczas tsunami z wyspy Samoa z wtorku ranem, 29 września 2009 roku. Na wyspie Samoa także domy mieszkalne zostały kompletnie zrujnowane, jednak stojący wśród nich miejscowy kościół pozostał nienaruszony - i to na przekór iż był on konstrukcją całkowicie zamkniętą która musiała stawiać ogromny opór uderzającej go fali wody. Ów ciągle tam stojący kościół z obszaru zniszczonego przez tsunami wzmiankowany był w artykule "Devotion among devastation" (tj. "Dewocja pośród zniszczenia") ze strony A2 nowozelandzkiej gazety The Dominion Post wydanie z wtorku (Tuesday), October 6, 2009. W końcu ta sama regularność była też potwierdzona w trzęsieniu ziemi z wyspy Haiti - o czym piszę poniżej w punkcie #C3.
       Już po pierwszym sformułowaniu niniejszego punktu moją uwagę zwróciły dwa dalsze potwierdzenia opisywanej tu regularności (tj. że "podczas katastrof Bóg zawsze pozostawia nam swój 'znak' poprzez oszczędzenie jakiegoś obiektu religijnego zlokalizowanego w środku strefy zniszczenia"). Jednym z tych potwierdzeń było przypomnienie sobie dziwnego zdarzenia z prastarą Biblią jakie podczas powodzi z miejscowości Wairarapa ze środy dnia 5 lipca 2006 roku było raportowane w nowozelandzkich wiadomościach telewizyjnych. Mianowicie, w nieco innej niż ta w której ja mieszkam części Wyspy Północnej Nowej Zelandii nastąpiła wówczas niszczycielska powódź która zatopiła wiele miejscowości i zniszczyła wiele domów. Ja wtedy powodzią tą bardzo się interesowałem, bowiem bałem się że ówczesne katastroficzne deszcze mogą przenieść się i na obszar w którym ja mieszkałem i że zatopione będzie również i moje mieszkanie - na szczęście tamte tzw. "oberwania chmury" ominęły dolinę "Hutt Valley" w której ja mieszkam (najprawdopodobniej dla powodów wyjaśnionych w punkcie #I4 totaliztycznej strony o nazwie day26_pl.htm). Rolnik-właściciel jednego z tych zniszczonych domów miał prastary i bardzo cenny egzemplarz Biblii. Kiedy powódź ustąpiła, wówczas egzemplarz ten znalazł się jak leżał na uprzednio zatopionej łące - był to tak niezwykły przypadek, że pokazywano go wtedy nawet w nowozelandzkiej telewizji. Niezwykłością owego zdarzenia którą ów rolnik wskazywał jako rodzaj cudu, było że woda zupełnie nie zamoczyła ani nie zniszczyła tej Biblii - tak jakby Biblia ta wogóle nie była zalana wodą i przez powódź przetrwała jakoś sucha. Już po napisaniu niniejszego punktu zacząłem uważniej niż poprzednio oglądać te części dzienników telewizyjnych które raportowały o jakichś katastrofach. Ku swemu zdumieniu, kiedy wieczorem w dniu 7 lutego 2010 roku dzienniki telewizyjne Nowej Zelandii raportowały o pierwszej rocznicy tzw. "czarnej soboty" - podczas której w Australii zginęły 173 osoby w wyniku katastroficznego pożaru lasu z ichniego Stanu Victoria, ponownie dostrzegłem opisywane tu potwierdzenie. Mianowicie, kiedy kamery przypominały zniszczenia z jednej takiej spalonej australijskiej miejscowości zwanej "Kinglake", obiektyw kamery przypadkowo skierował się na kościół który ocałał na przekór że wszystko wokoło niego spłonęło. Jednocześnie nastąpiła przerwa w komentarzu - niemal tak jakby ktoś z jakichś powodów celowo "wycenzurował" z komentarza informację iż ów kościół przetrwał nietknięty tą katastrofą. Intrygująco, w czasach kiedy rok wcześniej ów katastroficzny pożar lasu z Australii miał miejsce, ja uważnie czytałem wszystkie raporty i wysłuchiwałem wszelkich wiadomości na ten temat - celowo poszukując informacji czy jakikolwiek kościół przetrwał tam nietknięty. Wiem więc z całą pewnością, że informacja o ocaleniu owego kościoła NIE była wówczas nigdzie podana. Stąd teraz widzę w tym zagadki, pytania i refleksje. Wszakże jest nie do pomyślenia aby w demokratycznej Australii z jakichś powodów ktoś celowo i systematycznie "wycenzurowywał" informację o owym kościele. Zresztą aby to uczynić celowo w sytuacji kiedy działało tam wielu niezależnych reporterów, musiałaby to być jakaś duża konspiracja wyciszania. Z drugiej strony aż trudno sobie wyobrazić aby przetrwanie tego kościoła zostało zwyczajnie przeoczone przez wszystkich tych reporterów. Intrygujące jest też czy w sprawozdaniach z najróżniejszych innych katastrof, na podobnej zasadzie też jest pomijana istotna informacja o możliwym przetrwaniu tam obiektów religijnych znajdujących się w zasięgu zniszczenia.
       3. Mordercze trzęsienia ziemi preferują uderzanie w dniach świąt, a także w 13-tym i 26-tym dniu miesiąca. Kolejną już odnotowaną regularnością trzęsień ziemi są daty kiedy te najbardziej mordercze z nich uderzają swoje ofiary. Jak to wyjaśniono w punkcie #D8 na totaliztycznej stronie o nazwie "day26_pl.htm" oraz potwierdzona na przykładach z punktu #A2 i z części #C niniejszej strony, trzęsienia ziemi mają swoje ulubione dni w których preferują uderzyć swe ofiary. Najczęściej uderzają w czasie jakiegoś święta (często nawet w jego pierwszym dniu), ponadto w dniu 13-go danego miesiąca, albo też w dniu 26-go (tj. 13+13) danego miesiąca. Powody dla tej ich regularności starałem się wyjaśnić w podrozdziale V5.4 z tomu 16 monografii [1/4].
       4. Praktycznie każde trzęsienie ziemi jest przewidziane przez zwierzęta. Ta kolejna regularność wszelkich trzęsień ziemi ma wielowarstwową wymowę. Przykładowo dowodzi ona, że zwierzęta są niewinne ludzkiego praktykowania filozofii pasożytnictwa. Dlatego też Bóg zawsze pozwala zwierzętom wyczuć ostrzeżenia o nadchodzącej katastrofie. Zwierzęta doskonale więc wiedzą co nadchodzi i jeśli zechcą mogą uniknąć zagłady. Jak jest to wyjaśnione w dalszej części tej strony, zwierzęta dowiadują się o nadchodzeniu trzęsienia ziemi, ponieważ każde takie trzęsienie wysyła "ostrzeżenia" na swój temat w postaci szczególnego rodzaju "fal telepatycznych" które mogą być odebrane i zdekodowane zarówno przez zwierzęta, jak i przez odpowiednie urządzenia techniczne (jedno z których to urządzeń jest opisane na tej stronie). To dlatego niniejsza regularność dowodzi również, że gdyby ludzie potrafili przełamać w sobie wrodzone skłonności do poddawania się filozofii pasożytnictwa, wówczas mogliby zbudować opisywane na tej stronie urządzenie alarmowe które by ich ostrzegało z dużym wyprzedzeniem czasowym o nadchodzeniu każdego morderczego trzęsienia ziemi.


#B3. "Eksplozyjne" upuszczanie tzw. "energii moralnej" które sprowadza katastrofy:

       Uzasadnienie dla powodów dla których Bóg sprowadza naturalne katastrofy na niektóre obszary ziemi, wynika z teorii dwóch przeciwstawnych filozofii życiowych zwanych totalizm oraz pasożytnictwo. Gdyby powody te spróbować wyjaśnić w jednym zdaniu, wówczas stwierdzałyby one, że "w swoim dążeniu do przywracania moralności, sprawiedliwości, postępu i pokoju, Bóg uderza jakąś katastrofą w każdy obszar w którym panoszenie się niemoralnej filozofii pasożytnictwa osiągnęło już poziom 'intelektu agonalnego', zaś następstwami owej katastrofy Bóg przywraca tam praktykowanie moralnej filozofii totalizmu".
       Zgodnie z teoriami owych dwóch przeciwstawnych filozofii, wszystko co tylko w naszym życiu czynimy powoduje przepływ unikalnej energii zwanej "energią moralną" przez granicę oddzielającą dwa odmienne światy zwane "naszym światem" oraz "przeciw-światem". Jeśli to co czynimy jest "moralne" wówczas owa unikalna "energia moralna" przepływa z naszego świata do przeciw-świata. Stąd w naszym świecie fizycznym takie moralnie poprawne działania mają charakter "implozji" owej energii moralnej. Tak zaś się składa, że Bóg uczynił korzystnym dla ludzi wszystko czego zasada działania bazuje na "implozji" zachodzącej w naszym świecie fizycznym (wszystko zaś co bazuje na "eksplozji" Bóg uczynił niszczycielskim i niekorzystnym dla ludzi). Jeśli natomiast czynimy coś co jest "niemoralne", wówczas powoduje to że energia moralna jest eksplozyjnie upuszczana z przeciw-świata do naszego świata fizycznego. Czyli jeśli ktoś praktykuje ową niemoralną filozofię zwaną pasożytnictwem, wówczas czyni niemal wyłącznie to co jest niemoralne. Taka więc osoba, instytucja, społeczność, albo państwo o pasożytniczej filozofii powoduje lokalną "eksplozję" owej "energii moralnej" - to zaś sprowadza katastrofy.
       Powody dla których Bóg zmuszony jest niszczyć obszary na Ziemi w jakich lokalne społeczności praktykują filozofię zaawansowanego pasożytnictwa, opisane zostały w podrozdziale KA8.2 z tomu 7 monografii [8/2]. Mianowicie chodzi o to, że intelekty (tj. ludzie, instytucje, społeczności, lub państwa) które w swoim praktykowaniu filozofii pasożytnictwa ześlizgną się w dół do poziomu tzw. "intelektu agonalnego", nie mogą już zostać uratowane i jedyne wyjście jakie wobec nich pozostaje to pozwolić im umrzeć. Wszakże będąc już w stanie agonalnym NIE są już w stanie zmienić swoich niemoralnych zasad postępowania, zaś nawet jeśli ktoś ich usiłuje ratować i sztucznie przedłuża ich egzystencję - one jedynie będą konsumowały środki i energię ratującego, jednak ich stan moralny i zasady postępowania NIE ulegną już poprawie. Jeśli więc będą sztucznie utrzymywane przy życiu, nadal będą czyniły wiele złego, zaś ich niemoralne działania coraz usilniej będą domagały się przywrócenia sprawiedliwości. Na dodatek, ich filozofia pasożytnictwa jest wysoce "zaraźliwa". Jest więc jakby zakaźną chorobą moralną która szybko się rozprzestrzenia na obszary sąsiednie. Kiedy więc jakiś większy obszar na Ziemi ześlizgnie się już w dół do owego nieodwracalnego poziomu "intelektu agonalnego", wówczas aby uchronić sąsiednie obszary przed rozprzestrzenieniem się tej niebezpiecznej "choroby moralnej", a także aby przywrócić totalizm na owym obszarze, Bóg nie ma innego wyjścia niż przerzedzić i przesegregować ludność tego obszaru z pomocą jakiejś dużej katastrofy. Wszakże każda duża katastrofa unicestwia poprzednio prześladujące dany obszar układy ludzkie, wygodnickie zależności, pasożytnicze tradycje, zwyrodniałe instytucje, itp. Obala też panujący tam zastój, wyzysk, zmusza do moralnego działania, do udzielania sobie wzajemnej pomocy, do organizowania się, itp. W rezultacie takiej katastrofy, dany obszar doświadcza najróżniejszych nacisków, podejmuje nowe życie, nowi ludzie i nowe idee przejmują tam wiodacą rolę, itp. Stąd zamiast uprzedniej filozofii pasożytnictwa, obszar ten czasowo zmuszany jest do zaadoptowania totalizmu. Wszystkie więc obszary Ziemi gdzie zamieszkujący je ludzie ześlizgnęli się już do poziomu "intelektów agonalnych" w swoim praktykowaniu filozofii pasożytnictwa, Bóg dotyka lub unicestwia właśnie jakąś silną katastrofą. Gdyby bowiem pozostawił je sobie samym, wówczas ich pasożytnicza filozofia, jak rodzaj jakiejś fatalnej plagi, rozszerzyłaby się na sąsiednie obszary. Jednocześnie brak reakcji na ich wysoce niemoralne postępowanie uniemożliwiałby przywrócenie tam absolutnej sprawiedliwości. (Odnotuj że Bóg wyraźnie ostrzega ludzi za pośrednictwem bibilijnej historyjki o losach "Sodomy i Gomory", że obszary praktykujące zaawansowaną formę filozofii pasożytnictwa będą zniszczone kataklizmami - jako przykład patrz bibilijna "Księga Rodzaju", 18:22-33, 19:1-28.)
       Oczywiście, aby nie odbierać ludziom "wolnej woli" i nie zmieniać ich pogladów, Bóg zawsze tak dobiera rodzaj katastrofy jaką uderza daną społeczność, aby wygladała ona na całkowicie "przypadkowe" nieszczęście. Wszakże Bóg ma do wyboru cały arsenał katastyrof jakie może zaserwować, a nie tylko opisywane na tej stronie trzęsienia ziemi. Inne, też przypadkowo wyglądające katastrofy, obejmują: tsunami, tornada, huragany, lawiny ziemne, plagi, zawalenia się budynków, pożary, terroryzm, powodzie, eksplozje, itp., itd. Dla każdej więc sytuacji i grupy społecznej Bóg jest w stanie wybrać zarówno katastrofę, jak i okoliczności jej pojawienia się, tak aby te wygladały na zupełnie przypadkowe i wyjaśnialne zgodnie z owym "kanonem niejedoznaczności" opisywanym m.in. w punkcie #C2 na stronie will_pl.htm. W ten sposób cele Boga mogą być osiągane bez narzucania ludziom odmiennych poglądów czy zmieniania ich stosunku do Boga.


#B4. Jaki jest mechanizm zmiany filozofii u ludzi z obszarów dotkniętych katastrofą:

Motto: "Każde zdarzenie wszechświata służy jakiemuś istotnemu celowi, a stąd potwierdza ono celowe działanie nadrzędnej inteligencji."

       Praktykowanie niszczycielskiej filozofii pasożytnictwa wynika z zastoju. Zastój bowiem powoduje, że niektórzy ludzie nabywają trwałe nawyki pasożytnicze o wysoce niemoralnym charakterze. Nawyki te nabywają głównie osoby które nie posiadają silnego tzw. "szkieletu moralnego" wynikającego np. z ich religii, z pewności istnienia Boga, ze znajomości totalizmu, itp. Stąd przykładowo, jeśli taka pozbawiona szkieletu moralnego osoba przez długi okres czasu jest pozostawiona sama sobie i żyje w tych samych warunkach, wówczas z upływem czasu zaczyna ona dbać wyłącznie o siebie i o swoje interesy, postępuje tylko wzdłuż tzw. "linii najmniejszego oporu", czyni tylko to co absolutnie konieczne, odmiennie traktuje tych ludzi których zna, a zupełnie odmiennie postępuje z ludźmi których nie zna, mówi (kłamie) jedno a czyni coś zupełnie innego, itp., itd. Oczywiście, takie niemoralne osobniki o skłonnościach do nabywania pasożytniczych nawyków istnieją w praktycznie każdej społeczności. Dlatego niemal każda społeczność pozostawiona dłużej samej sobie i nie wystawiona na jakieś zewnętrzne naciski, zaczyna wykształtowywać różne pasożytnicze postępowania. Przykładowo, formuje nieformalne układy i związki które motywują ludzi do niemoralnych działań takich jak zatrudnianie tylko swoich krewnych i przyjaciół, kierowanie się zasadą "liczy się kogo znasz, a nie co potrafisz", uprawianie korupcji, znajdowanie sposobów na jakie daje się eksploatować innych, formowanie monopoli, wypłacanie sobie przez zarządy i dyrekcje coraz wyższych pensji i premii, itd., itp. Każda więc katastrofa, nawet jeśli tylko unicestwia ona część członków danej społeczności, przerywa zastój oraz niszczy te układy i nawyki. Wszakże eliminuje ona ludzi jacy formowali uprzednie wygodnickie układy i związki, zmusza tych co przeżyli do podjęcia nowych działań, pozycji i inicjatyw - co do których jeszcze nie wiedzą jak mogliby je wykorzystać na swoją korzyść, wprowadza do systemu nowych ludzi oraz najróżniejsze nowe naciski, zmusza niektórych kluczowych ludzi do wyprowadzenia się lub emigracji z danego obszaru, itd., itp. W ten sposób każda katastrofa zmusza daną społeczność do zmiany filozofii którą ona praktykuje jako większy "intelekt grupowy", z uprzedniej pasożytniczej na bardziej totaliztyczną. To dlatego np. zaraz po drugiej wojnie światowej niemal wszystkie społeczności z terytoriów dotkniętych działaniami wojennymi zaczęły praktykować filozofię totalizmu. (Np. ja doświadczyłem osobiście owej totaliztycznej filozofii za pośrednictwem społeczności mojej rodzinnej wsi Wszewilki.) Jednak w miarę jak czas upływał, nawyki i filozofia owych społeczności ponownie zaczęły "pełznąć" w kierunku pasożytnictwa. Stąd w chwili obecnej w niemal wszystkich społecznościach owych terytoriów ponownie panoszy się już pasożytnictwo. Z kolei na terytoriach które od dawna już nie zaznały ani działań wojennych, ani też jakiejś poważniejszej katastrofy, poziom panującej tam pasożytniczej filozofii zaczyna być już bliski owego nieodwracalnego "stanu agonalnego". Wkrótce więc Bóg nie będzie miał już innego wyjścia jak ponownie wstrząsnąć je jakąś kolejną katastrofą która przywróci w nich totalizm.


#B5. "Standardowa procedura" katastrofy:

       Teoria wszystkiego zwana "Konceptem Dipolarnej Grawitacji" wyjaśnia nam że Bóg jest to po prostu ogromny, samo-świadomy, naturalny program (po szczegóły patrz punkt #C2 na totaliztycznej stronie god_proof_pl.htm, lub punkt #I2 na totaliztycznej stronie dipolar_gravity_pl.htm). Będąc zaś programem, Bóg lubuje się w opracowywaniu "standardowych procedur działania" dla niemal wszystkich swoich przedsięwzięć (przykłady aż całego szeregu takich standardowych procedur działania Boga, włączając w to procedurę stwarzania kolejnych ras ludzi, opisane zostały w punktach #D1, #D2, oraz #D3 totaliztycznej strony newzealand_visit_pl.htm). Zapewne dlatego, Bóg posiada również "stadardową procedurę karania katastrofą". Najlepiej owa procedura sprowadzania katastrofy opisana został w wersetach od 18:20 do 19:28 z bibilijnej "Księgi Rodzaju" przy okazji omawiania tam zniszczenia Sodomy i Gomory. Składa się ona z aż kilku etapów, np. z: (1) ostrzegającego wyjaśnienia ludziom co i jak jest karane przez Boga, (2) kolejnego upewnienia się przez Boga że dana społeczność faktycznie osiągnęła już poziom "intelektu agonalnego" w swoim praktykowaniu filozofii pasożytnictwa i że NIE ma już powodów aby ją uratować (patrz bibilijna "Księga Rodzaju", wersety 18:20-32), (3) wyprowadzenia z dotykanego katastrofą obszaru tych "sprawiedliwych" którzy nie zasłużyli na karę (patrz tam wersety 19:12-22), (4) zesłanie samej katastrofy (patrz tam wersety 19:24-28). Omówmy więc teraz krótko te etapy.
       Ad. (1): Ostrzegające wyjaśnienie co i jak jest karane. Tą funkcję wypełnia Biblia i religie (a ostatnio również i filozofia totalizmu). Przykładowo, mnie osobiście fascynuje jak niewypowiedzianie inteligentnie i umiejętnie wersety 18:23-32 bibilijnej "Księgi Rodzaju", wyraźnie ostrzegają tych co wiedzą jak je czytać, zaś pretendują być zwykłym "bajdurzeniem starożytnych pastrzy" dla ateistów którzy czytają je z wewnętrznym uprzedzeniem. Jeśli bowiem ktoś poczyta sobie owe wersety, wówczas uderzy go w nich owo sześciokrotne powtarzanie zapewnienia o niezniszczeniu miasta przy coraz mniejszej liczbie "sprawiedliwych". Powtórzenia te wyłapują i zatrzymują więc uwagę co mniej uważnego i wnikliwego wierzącego, aby mimo wszystko mu uświadomić, że jeśli mieszka w obszarze w którym żyje spora liczba szczególnie moralnie postępujących ludzi (tj. "sprawiedliwych"), wówczas NIE powinien się lękać - jest bowiem bezpieczny. Wszakże Bóg wyraźnie obiecuje w autoryzowanej przez siebie Biblii, że nigdy NIE będzie karał ani niszczył obszaru zamieszkałego przez sporą liczbę "sprawiedliwych". Dodatkowo owe wersety podkreślają, że najmniejsza liczba owych szczególnie moralnych ludzi jaka ciągle jest w stanie uchronić daną miejscowość przed "karą Boga" jest dziesięciu sprawiedliwych. Stąd jeśli ktoś chce się upewnić, czy dany obszar jest bezpieczny przed "karą Boga" - na przekór że duża proporcja jego mieszkańców wcale NIE zachowuje się moralnie, wówczas powienien tylko policzyć, czy faktycznie zna tam co najmniej "dziesięciu sprawiedliwych" mieszkających lokalnie. Ważne jest też przy tym aby zwrócił uwagę na dokładne znaczenie użytego w biblii słowa "sprawiedliwy", a stąd nie policzył za owych "10 sprawiedliwych" jakichś 10 osób które "sprawieliwymi" wcale NIE są. Wszakże "sprawiedliwy" to nie tylko ten kto wsłuchuje się w głos sumienia, sam żyje moralnie, oraz kto daje moralny przykład innym, ale także ktoś kto czyni coś co polega na osądzaniu i kategoryzowaniu innych - czyli ktoś kto aktywnie udziela się społecznie, kto polaryzuje, przyciąga i skupia wokół siebie innych moralnie postępujących ludzi, kto wywiera moralny wpływ na innych, itp. Na przekór tak istotnego znaczenia dla wierzących, dla zwykłych czytających oraz dla ateistów, te same powtórzenia z wersetów biblii na temat owych sprawiedliwych służą równocześnie zupełnie odwrotnemu celowi - mianowicie zniechęceniu. Stąd np. u ateistów zapobiegają one wzięciu na poważnie i dokładnemu przeanalizowaniu treści tychże wersetów. (Wszakże Bóg czyni wszystko zgodnie z tzw. "kanonem niejednoznaczności" opisanym w punkcie #C2 totaliztycznej strony will_pl.htm.) Jeśli jednak ktoś posiada tzw. "szkielet moralny", zaś dzięki niemu potraktuje te wersety poważnie jako "wiadomość od Boga", a stąd dokładnie je przeanalizuje, wówczas odkrywa dwa istotne fakty. Pierwszym z nich jest że wersety 18:27-32 już NIE referują do Sodomy, a referują do dowolnego "miasta" na świecie. Drugim zaś faktem jest że wersety te zostały celowo i umiejętnie tak sformułowane, aby wyrażały wszystko w czasie przyszłym. Innymi słowy, owe wersety to ostrzeżenia i wyjaśnienia jakie Bóg udziela wszystkim społecznościom i wszystkim miastom na Ziemi, a jakie rozciągają swoją ważność na wszystkie czasy.
       Ad. (2): Potwierdzenie stanu "intelektu agonalnego". Dla ludzi "implozje" i "eksplozje" energii moralnej pozostają niewidzialne. Wszakże sama "energia moralna" jest niewidzialna dla ludzkiego wzroku. Jednak Bóg stworzył ową energie i widzi jej przepływ. Dla Boga więc obszary w których ludzie masowo praktykują filozofię pasożytnictwa wyglądają jak rodzaje wulkanów rozpraszających energię moralną. Bóg więc łatwo może odnotować i wybrać te obszary na Ziemi, które z powodu masowego praktykowania filozofii pasożytnictwa osiągnęły już poziom "intelektu agonalnego" - a stąd domagają się aby Bóg je dotknął jakąś katastrofą.
       Biblia również informuje (patrz "Księga Rodzaju", wersety 18:20-21 oraz 19:1-11), że na dodatek do wizualnego ogarnięcia poziomu zaawansowania filozofii pasożytnictwa na danym obszarze, przed zesłaniem katastrofy Bóg zawsze wysyła tam swoje "cielesne reprezentacje" aby te osobiście doświadczyły potraktowania jakie mieszkańcy danego obszaru serwują obcym przybyszom. (Czym są owe "cielesne reprezentacje Boga" wyjaśniam to dokładniej w "Ad. (3)" punktu #D1 na totaliztycznej stronie newzealand_visit_pl.htm.) Jeśli społeczność owego obszaru faktycznie udowodni im swoje pasożytnicze nawyki, wówczas decyzja o katastrofie zostaje ostatecznie podjęta.
       Ad. (3): Wyprowadzenie "sprawiedliwych". W praktycznie niemal każdej katastrofie istnieją ludzie którzy jej unikają przez jakiś cudowny "zbieg okoliczności". Aczkolwiek takie zbiegi okoliczności daje się wyjaśniać ateistycznie jako zwykłe "przypadki", jeśli dobrze się zastanowić, faktycznie są one owym "wyprowadzeniem 'sprawiedliwych' z obszaru dotykanego karą danej katastrofy". Szczerze mówiąc, ja sam miałem aż kilka przypadków w swoim życiu, kiedy moje życie ochroniły właśnie tego typu "przypadki" (przykład tych moich osobistych "zbiegów okoliczności" opisany jest w punkcie #77 z podrozdziału A4 w tomie 1 monografii [1/4], zaś krótko wzmiankowany w punkcie #K3 strony fe_cell_pl.htm, oraz w punkcie #H2 totaliztycznej strony god_proof_pl.htm.)
       Ad. (4): Zesłanie katastrofy. Jeśli dana społeczność ma zostać ukarana katastrofą, wówczas moment i okoliczności kiedy katastrofa ta uderza jest celowo tak dobrany, aby spowodować możliwie najwięcej zniszczeń i śmierci oraz aby utrudnić udzielenie pomocy jej ofiarom.


#B6. Prosty sposób na jaki większe społeczności są jednak w stanie zatrzymać nadejście morderczych trzęsień ziemi i innych katastrof:

       Obrona przed trzęsieniami ziemi i przed innymi katastrofami jest bardzo prosta. Wystarczy bowiem aby społeczność z danego obszaru wyeliminowała powody dla których Bóg jest zmuszony je "karać" poprzez zsyłanie na nie owych katastrof. Owo zaś wyeliminowanie ma miejsce już wtedy kiedy dana społeczność jako całość zacznie ochotniczo praktykować w swoim postępowaniu moralną filozofię zwaną totalizmem. (Np. praktykować tzw. "intuitywny totalizm" - który sprowadza się do prostego słuchania i realizowania podszeptów własnego organu "sumienia".) Innymi słowy, obszary na których ludność praktykuje jakąś wersję filozofii totalizmu będą omijane przez wszelkie katastrofy. Wszakże katastrofy te uderzają jedynie w obszary na jakich ludność praktykuje odwrotność totalizmu, czyli filozofię zwaną pasożytnictwem.
       Innym także efektywnym sposobem chronienia danej społeczności lub danego miasta przed katastrofami jest upewnienie się że w żyje tam i działa owych co najmniej "dziesięciu sprawiedliwych" o których wyraźnie nas upewnia werset 18:32 z bibilijnej "Księgi Rodzaju". Poprzez udzielenie nam takiego zapewnienia w autoryzowanej przez siebie świętej księdze, Bóg wyraźnie daje nam do zrozumienia, że osoby żyjące "sprawiedliwie" (czyli zgodnie z nakazami własnego sumienia) są pod szczególną opieką Boga. (Trzeba jednak odróżniać owych faktycznych "sprawiedliwych" od np. "dewotek" czy nawet od niektórych kapłanów o pasożytniczych skłonnościach.) Stąd każda społeczność powinna być wysoce zainteresowana aby takie święte osoby osiedlały się u niej i współzamieszkiwały w jej gronie. Wszakże jeśli w danej społeczności żyje 10 lub więcej takich "sprawiedliwych" osób, wówczas społeczność ta NIE będzie dotknięta żadną morderczą katastrofą. (Jeśli jednak żyje ich tam mniej niż 10-ciu, wówczas katastrofa ciągle może nadejść, ponieważ Bóg spowoduje iż owe osoby z jakichś powodów odejdą stamtąd na czas owej katastrofy, lub że następstwa katastrofy ich wybiorczo ominą.) Co ciekawsze, Bóg nie tylko udzielił nam owej obietnicy, ale także bez przerwy ilustruje prawdziwym życiem iż jest ona dotrzymywana. Jako przykłady rozważmy miasto Rzym i kraj Indie. W Rzymie mieszka Papierz i jego kardynałowie. Na przekór więc że Włochy mają wulkany i są często wstrząsane trzęsieniami ziemi oraz innymi katastrofami, a także na przekór że wielu zwykłych mieszkańców Rzymu jest daleka od "moralnego postępowania", Rzym zawsze wychodzi bez większego szwanku. Podobnie jest z krajem Indie którego zwykli mieszkańcy wcale NIE są aniołkami. Jednak wśród ludzi mieszka tam wielu "sprawiedliwych" mistyków którzy postępują jak święci. Wszakże w dzisiejszych czasach tylko w Indiach ciągle daje się znaleźć mistyków w rodzaju niejakiego Prahlad Jani z Ahmedabad, o którego niezwykłych zdolnościach informowały zaszokowane gazety - np. patrz artykuł "Mystic who lives on air staggers docs" (tj. "Mystyk który żyje z powietrza podważył wiedzę lekarzy") ze strony A15 gazety The New Zealand Herald (wydanie z wtorku (Tuesday), May 11, 2010). Okazuje się bowiem że aby żyć, ów mistyk wcale NIE potrzebuje ani żywności ani wody - a żyje z powietrza. Niewierzący w jego możliwości lekarze poddali go ścislemu testowi aby sprawdzić czy faktycznie wyżyje bez żywności i wody. W tym celu zamknęli go na 15 dni w szpitalu z Ahmedabad, nieustannie otaczając go aż 30-ma lekarzami, bez przerwy sprawdzając reakcje jego oragnizmu, oraz w sposób ciągły śledząc każdy jego ruch kamerami telewizyjnymi. Okazało się wówczas że przez owe 15 dni żył, zachowywał się i reagował on normalnie, niczego nie jedząc ani nie pijąc, a także nie udając się do toalety. Test ów kompletnie podważył więc konwencjonalną wiedzę medyczną dzisiejszych czasów. Nic dziwnego że mając takich świętych ludzi, poza kilkoma małymi obszarami które są z daleka omijane przez owe indyjskie święte osoby, Indie jako całość wogóle nie są niszczone katastrofami. Jednak położone tuż przy granicy Indii obszary sąsiednich krajów, np. Pakistanu, Sri Lanki, czy Bangladeszu, są już trapione częstymi katastrofami. Wyjaśnienie - w owych innych krajach brak jest owych co najmniej "dziesięciu sprawiedliwych" współzamieszkujących w danej miejscowości ze zwykłymi ludźmi podatnymi na wpływy filozofii pasożytnictwa.
       Innym miejscem na Ziemi które ja osobiście sprawdziłem, że w jego bliskości faktycznie też żyje wymagana liczba owych "10 sprawiedliwych", są okolice Petone w Nowej Zelandii (w której to miejscowości m.in. żyję również i ja). Jak też dokładniej raportuję to w punktach #I1 do #I4 strony day26_pl.htm - owe Petone także starannie omijane jest przez naturalne katastrofy, nawet jeśli katastrofy te dotykają sąsiadujące z nim miejscowości.
       Oczywiście, społeczności które praktykują filozofię totalizmu będą wykazywały również wystarczająco otwarte głowy aby akceptować, rozwijać i urzeczywistniać wszelkie nowatorskie idee. Z kolei owe idee dostarczą im również ateistycznych uzasadnień i możliwości które spowodują że katastrofy będą ich omijały. W ten sposób praktykowanie filozofii totalizmu będzie chroniło przed katastrofami niezależnie czy ktoś wierzy w Boga czy też nie. Przykładowo, społeczności wyznające totalizm już dawno zbudowałyby urządzenie opisane na tej stronie i zwane "sejsmografem Zhang Henga". (Natomiast społeczności praktykujące filozofię pasożytnictwa nigdy do takiego zbudowania NIE będą w stanie się zebrać, zaś nawet gdyby ktoś dał im je za darmo to i tak by je zmarnowały - tak jak starożytni Izraelici zmarnowali kiedyś daną im za darmo Arkę Przymierza - patrz bibilijna "Księga Wyjścia", 25:10-28, zaś Mongołowie zmarnowali opisane tu urządzenie - patrz "Fot. #F4" poniżej.) Z kolei urządzenie to chroniłoby je przed padnięciem ofiarami trzęsień ziemi (a także innych katastrof naturalnych) których nadchodzenie owo urządzenie będzie zdalnie wykrywało.
       Tak nawiasem mówiąc, to niestety w ostatnich czasach coraz więcej obszarów na Ziemi zbliża się do poziomu "intelektu agonalnego". Jest więc pewnym, że liczba morderczych katastrof będzie w najbliższym czasie szybko się zwiększała. Tylko więc czekać jak zostanie nimi uderzony np. obszar w którym my sami mieszkamy, albo jakieś inne obszary Ziemi - np. kraj Somalia czy miasto Londyn. Wszakże chociaż z naszego niedoskonałego (bo ziemskiego) punktu widzenia narazie nie zawsze jest widać jaki poziom zaawansowania filozofii pasożytnictwa osiągnęła ludność poszczególnych obszarów Ziemi, ciągle Bóg ma doskonałe rozeznanie w tej sprawie. Stąd Bóg wie dokładnie którą społeczność powinien następnym razem skierować na właściwe tory z pomocą jakiejś katastrofy.
       Przygotowane z nieco odmiennego punktu widzenia wyjaśnienie dlaczego ludzkość jest trapiona przez Boga trzęsieniami ziemi oraz innymi klęskami, podane też zostało w punkcie #J1 totaliztycznej strony internetowej newzealand_visit_pl.htm.


#B7. Jakie oznaki informują nas że mieszkamy w gronie społeczności która jest bliska stanu "intelektu agonalnego" w swoim praktykowaniu filozofii pasożytnictwa (a stąd bliska katastrofy):

       Jak to wyjaśniłem już dokładniej w punktach #I5 i #I6 totaliztycznej strony tapanui_pl.htm, w dzisiejszych czasach, w których władzę nad Ziemią sprawuje pokolenie "Midasów na odwyrtkę", filozofia pasożytnictwa szybko się pogłębia w praktycznie każdym kraju świata. Nie ma więc wątpliwości że wszyscy żyjemy w społecznościach które już od dawna praktykują filozofię pasożytnictwa. Jedyną wątpliwość jaką możemy ciągle mieć, to czy poziom zaawansowania owej filozofii w naszej społeczności jest już bliski stanu "intelektu agonalnego" - który dla Boga jest znakiem że należy zaserwować jakąś katastrofę. Dlatego dobrze jest poznać kilka najbardziej charakterystycznych oznak owego stanu "intelektu agonalnego". Oto one:
       1. "Wynalazcza impotencja" - czyli brak wdrożenia choćby najmniejszego wynalazku na obszarze danego kraju. Pierwszymi oznakami że dany kraj zapadł się już niebezpiecznie głęboko w filozofię pasożytnictwa, jest "wynalazcza impotencja" spowodowana szalejącym w tym kraju tzw. "przekleństwem wynalazców" opisywanym w punktach #G1 do #G9 totaliztycznej strony eco_cars_pl.htm. To "przekleństwo wynalazców" powoduje że w owym kraju NIE daje się już wdrożyć do trwałego dorobku ludzkości żadnego, nawet najmniej złożonego, wynalazku technicznego czy odkrycia - którego wdrożenie zależy od dobrej woli i od poparcia całego szeregu ludzi. Oczywiście, taka "wynalazcza impotencja" wcale NIE oznacza że dany kraj czy naród zupełnie NIE posiada swoich twórczych wynalazców, ani że owi wynalazcy wcale NIE tworzą wartościowych wynalazków, a jedynie oznacza, że dominująca tam filozofia pasożytnictwa uniemożliwia wdrożenie lokalnych wynalazków do technicznego dorobku ludzkości. Dzieje się tam tak ponieważ lokalni pasożyci tak usilnie prześladują wynalazców w owych krajach, że ci albo zmuszani są do całkowitego zarzucenia prób zbudowania swego wynalazku (tak jak to zostało opisane w punktach #H1 do #H2 strony newzealand_visit_pl.htm), albo też zdobywają się na zbudowanie swego wynalazku jednak lokalni pasożyci uniemożliwiają im jego wdrożenie do użytku (tak jak to opisuje strona boiler_pl.htm), albo też ponadludzkim wysiłkiem wynalazcy ci przełamują opory i budują swój wynalazek, a nawet przełamują opory pasożytów i wdrażają swój wynalazek do użytku, jednak miejscowi pasożyci ciągle marnotrawią potem ten wynalazek poprzez uniemożliwienie jego wdrożenia do dorobku całej ludzkości (tak jak to opisuje totaliztyczna strona mozajski.htm). Przyczyną owej "wynalazczej impotencji" jest, że zasada działania "przekleństwa wynalazców" sprowadza się do takiego "organizowania" losów danego wynalazcy, aby w jego wysiłkach urzeczywistnienia swego wynalazku musiał on pokonywać opory najbardziej pasożytniczych przeciwników jego wynalazku jacy tylko żyją w danym kraju. Dzięki bowiem takiemu ustanowieniu zasady działania tego przekleństwa, Bóg upewnia się że postęp techniczny jest dokonywany jedynie w najbardziej totaliztycznych krajach świata, oraz że tylko społeczności owych najbardziej totaliztycznych krajów świata jako pierwsi korzystają z owoców i dobrodziejstw wynalazczości oraz postępu. Do przykładów krajów, które już dawno osiągnęły aż tak znaczący upadek w filozofię pasożytnictwa że panuje w nich całkowita "wynalazcza impotencja", należą m.in. też oba kraje z którymi los związał moje życie, czyli Polska i Nowa Zelandia. Żaden z obu tych bliskich memu sercu krajów nie może się poszczycić iż na jego terytorium wdrożono choćby najmniejszy wynalazek którego urzeczywistnienie wymagało totaliztycznej kooperacji co najmniej kilku jego obywateli.
       2. Szybki i wyraźny spadek poziomu energii moralnej, oraz pojawienie się symptomów tego spadku, takich jak niemoralność, przeczulenie, niesprawiedliwość, zakłamanie, przekładanie formy nad treścią, itp. Następstwem praktykowania filozofii pasożytnictwa jest szybki i wyraźny spadek średniego poziomu energii moralnej w danym społeczeństwie. Z kolei oznakami tego spadku są wszelkie objawy omawiane m.in. w punkcie #D4 strony parasitism_pl.htm oraz w (iv) z punktu #F2 strony nirvana_pl.htm, takie jak m.in. niemoralność, przeczulenie, niesprawiedliwość, wyzysk, lenistwo, bezrobocie, bieda, głód, fałsz, zakłamanie, depresja, nałogi, zboczenia, przestępczość, bandytyzm, zdziczenie, itp. Jeśli te zaczynają uderzać nas w oczy na każdym kroku i przy każdej okazji, oraz jeśli towarzyszą im coraz bardziej alarmujące zjawiska w rodzaju tych opisanych w artykule "Rampant spread of the vile germ that spreads acute sensitivity disorder" (ze strony B5 gazety The Dominion Post, wydanie z wtorku (Tuesday), May 11, 2010), wówczas to oznacza, że pomału nadchodzi kolej i na ukaranie przez Boga społeczności w której i my żyjemy.
       3. Zanik "eksportowania" pasożytniczych zachowań oraz skierowanie agresji ku wewnątrz. Następstwem ześlizgiwania się w szpony pasożytnictwa zawsze jest wzrost agresji. In głębiej jakiś intelekt tkwi w pasożytnictwie, tym jest bardziej agresywny. Z kolei w owej agresji pasożytniczych intelektów istnieją dwie wyraźne fazy, które można nazwać (1) agresja kierowana na zewnątrz (tj. agresja eksportowana), oraz (2) agresja kierowana do wewnątrz. W przypadku indywidualnych pasożytów, agresja (1) kierowana na zewnątrz zwykle sprowadza się do "eksportu agresji" czyli do bicia (a nawet zabijania) zupełnie obcych sobie ludzi lub przechodniów, do prześladowania podwładnych i kolegów w pracy, do kłótni z sąsiadami, itp. Natomiast agresja (2) kierowana do wewnątrz sprowadza się do prześladowania i bicia własnej rodziny, do zabijania żony lub męża, itp. Z kolei w przypadku pasożytniczych społeczności, agresja (1) kierowana na zewnątrz zawsze polega na "esporcie pasożytniczych zachowań" - tak jak to ma miejsce np. w pasożytniczej Somalii (która generuje piratów jacy napadają na statki przepływające w okolicy tego kraju). Oczywiście, przejawami "eksportu agresji" jakiegoś pasożytniczego intelektu zbiorowego są nie tylko piraci, ale także wojny, terroryzm, utarczki na granicach, pogróżki, itp. Natomiast agresja (2) kierowana do wewnątrz wyładowuje całe zło w obrębie własnej społeczności - tak jak to miało miejsce np. w pasożytniczej Haiti czy w bibilijnej Sodomie i Gomorze. Jak wynika to z dotychczasowych analiz, Bóg NIE 'karze" katastrofami tych pasożytniczych intelektów które są ciągle w fazie "eksportowania agresji". Jedynie ostrzega je coraz częściej z pomocą np. "aktów terroryzmu" czy "wypadków" (w rodzaju tych opisanych w punkcie #H2 strony eco_cars_pl.htm), że są już blisko "stanu agonalnego". Uderzane morderczymi katastrofami są dopiero te intelekty które osiągną fazę agresji (2) skierowanej do wewnątrz. Dlatego jeśli czytelniku zamierzasz śledzić poziom zagrożenia katastrofą miesca swego zamieszkania, wówczas powinieneś zwrócić uwagę na chwilę kiedy społeczność w której mieszkasz zaniecha "eksportu egresji" a zacznie agresję tą kierować ku wewnątrz. Ten moment jest bowiem już początkiem końca.
       4. Brak "dziesięciu sprawiedliwych". Jeśli ustalimy że w miejscu naszego zamieszkania faktycznie zapanował już stan "intelektu agonalnego" - bowiem widzimy tam już oznaki opisane w poprzednich punktach 1 do 4 powyżej, wówczas warto abyśmy policzyli ilu "sprawiedliwych" mieszka w najbliższej okolicy. Jeśli bowiem w naszym bliskim sąsiedztwie NIE możemy się doliczyć owych co najmniej 10 społecznie aktywnych ludzi, którzy wypełniają definicję "sprawiedliwych" - tj. którzy nie tylko mówią o moralności i dobru, ale także wdrażają moralność i dobro we wszystkich swych działaniach, a stąd dla wszystkich wokoło są wzorcami moralnego i sprawiedliwego postępowania (czyli którzy zgodnie z opisami w punkcie #B6 tej strony chroniliby swe otoczenie przed katastrofą), wówczas warto zacząć się przygotowywać na nadejście nieuniknionego.
       5. Nasilające się katastrofy. Jeśli na jakimś obszarze panuje filozofia pasożytnictwa, wówczas niektóre miasta i społeczności z tego obszaru są bardziej zaawansowane od innych w jej praktykowaniu. Te zaś z nich które już osiągnęły poziom "intelektu agonalnego" będą karane przez Boga najróżniejszymi katastrofami. Jeśli więc blisko nas zaczynają się pojawiać częste i powtarzalne katastrofy w rodzaju trzęsień ziemi, fal tsunami, tornad, huraganów, powodzi, deszczów, obsuwisk ziemi, mrozów, śnieżyc, zanieczyszczeń, dymu, pyłów, plag, susz, pożarów, zawaleń, eksplozji, aktów terroryzmu, bandytyzmu, epidemii, chorób, itp., wówczas jest to oznaką że właśnie osiągamy stan "intelektu agonalnego". Od tego czasu wszystko może się stać w chwili kiedy najmniej się tego spodziewamy.
       6. Agresywne zachowania pogody i natury. Nawet dzisiejsza ateistyczna nauka przyznaje że "środowisko kształtuje ludzi". Jednak jeśli sprawę podda się dokładnym badanim wówczas się okazuje, że "moralność i filozofia ludzi kształtuje zachowanie się natury i pogody" (czyli że moralność ludzi kształtuje ich środowisko). W rezultacie, jeśli ktoś potrafi oddzielić aktualne zachowywania się pogody i natury danego obszaru, od długoterminowych cech powpisywanych w jego klimat, wówczas się okazuje, że owe aktualne zachowania się pogody i natury są rodzajem "znaków" które są w stanie dokładnie nas poinformować jaki jest aktualny stan moralności i filozofii społeczności mieszkającej na danym obszarze. Tym samym "znaki" owe potrafią ostrzec jeśli do miejsca tego zbliża się jakiś morderczy kataklizm. Dokładniej tą niezwykłą zdolność lokalnej pogody do odzwierciedlania stanu moralności i filozofii mieszkańców danego obszaru, opisuje punkt #I4 na totaliztycznej stronie day26_pl.htm.
       Oczywiście, powyższe wcale nie wyczerpuje wszystkich oznak zbliżania się danej społeczności (np. miasta) do stanu "intelektu agonalnego", a stąd do zesłania na nią jakiejś morderczej katastrofy. Po podsumowanie dalszych informacji na ten temat - patrz strona internetowa o filozofii pasożytnictwa. Natomiast pełny opis tego stanu zawarty jest w tomie 7 monografii naukowej [8/2] "Totalizm", a także w tomach 8 dwóch starszych monografii [1/4] i [1/5].


#B8. Czy owo lawinowe nasilanie się trzęsień ziemi, powodzi i innych naturalnych katastrof oznacza iż właśnie zbliża się "koniec świata"?

Motto: "Świat fizyczny istnieje dla bardzo istotnych powodów, stąd aby się skończył również musiałyby zaistnieć bardzo istotne powody."

       Jak długo sięgam pamięcią, co kilka lat jacyś następni "fałszywi prorocy zagłady" obwieszczają, że właśnie nadchodzi "koniec świata" i wyznaczają nawet termin kiedy cały świat ma ulec ostatecznej zagładzie. Potem, gdy termin ów mija i nic się NIE staje, wyznaczają oni następny termin i udają że wiedzą o czym mówią a nawet podpierają się w tym celu jakimiś "autorytatywnymi danymi". W latach 2009 i 2010 na całym świecie hałaśliwie zaczęła zakłócać życie ludzi coraz bardziej histeryczna kampania owych "fałszywych proroków", strasząca że w 2012 roku świat ma jakoby się skończyć. W tym punkcie uzasadnię na empirycznym materiale dowodowym, dlaczego osoby praktykujące jakąkolwiek formę filozofii totalizmu nie powinni się zbytnio przejmować owym straszeniem.
       Po kolejnym fiasku takich "przewidywań" dla roku 2000, kiedy to zgodnie z prognozami wielu fatalistów świat miał się skończyć m.in. z powodu komputerowego wirusa "Y2K", owi "fałszywi prorocy" wyznaczyli następny termin "końca świata", jakim według ich opinii ma być grudzień 2012 roku. Tym razem jakoby termin ma być wiarygodny, bowiem opiera się na starożytnym tzw. "kalendarzu Majów" - ciągle pamiętającym epokę kamienia łupanego, chociaż znanym z historii jako niezdolny do ujawnienia swoim mocodawcom, Majom, że właśnie nadchodził ich koniec.
       Ponieważ na niniejszej stronie wyjaśniam najważniejsze aspekty problemu naturalnych katastrof, za swój obowiązek uważam również rozwianie obaw co do owego roku 2012. Mianowicie, gwarantuję tu każdemu, że świat się NIE skończy w grudniu 2010 roku. Niemniej spowodowane przez niemoralnych ludzi nasilanie się katastrof naturalnych w połączeniu z uporem ludzi w dalszym wyniszczaniu naszej planety, może spowodować spore wyludnienie Ziemi jakie będzie miało miejsce już w niedalekiej przyszłości. Wyludnienie to może nawet doprowadzić do już niedługiego wypełnienia się owej starej polskiej przepowiedni opisanej w punktach #H1 do #H4 totaliztycznej strony przepowiednie.htm, że nasza planeta aż tak się wyludni, iż "człowiek będzie całował ziemię jeśli zobaczy na niej ślady innego człowieka". Wszakże Bóg używa katastrof tylko dla korygowania moralności ludzi. Niedoskonali ludzie są zaś Bogu ogromnie potrzebni. Stanowią oni bowiem narzędzie i pomoc eksperymentalną jakie Bóg nieustannie używa w celu powiększania swojej wiedzy - tak jak to opisałem m.in. w punkcie #F1 totaliztycznej strony rok.htm.
       Ja wcale NIE jestem jedyną osobą, która od dawna stara się upewnić innych ludzi, że ani w grudniu 2012 roku, ani o żadnej innej dacie jaką zapewne po roku 2012 ponownie wyznaczą owi "prorocy całkowitej zagłady ludzkości", wcale NIE będzie "końca świata". Podobne upewnienia, tyle że uzasadniane zupełnie innymi przesłankami niż te które wynikają z moich badań, co jakiś czas ukazują się w publikatorach. Przykładowo, jedno z nich opublikowane było w pisanej formie w artykule "World not ending, says guru" (tj. "Świat się nie kończy, potwierdza guru"), ze strony 6 malezyjskiej gazety The Sun (free copy), wydanie z wtorku (Tuesday), August 17, 2010. Artykuł ten powtarza wypowiedź "guru z Indii", tj. niejakiego Sri Sri Ravi Shankar, 54, założyciela i właściciela "Art of Living Foundation" - tj. fundacji która opłacana jest przez Narody Zjednoczone (United Nation) aby działa w zniszczonych wojną obszarach, takich jak Kosovo, Irak, czy Afganistan. Zapewne w ramach tego zadania, w pokojowej Malezji fundacja ta realizowała serię programów jakie przekonywały ludzi aby wyzbyli się uprzedzeń na temat rasy, religii, wykształcenia, przynależności społecznej, itp., oraz nauczały Malezyjczyków jak mają się rehabilitować, motywować, modlić i żyć w pokoju. Na temat końca świata, ów guru przekazał 8000 tłumowi ze stadionu w Penang, Malezja, że w 2012 roku świat jedynie dozna transformacji na bardziej duchowy i oparty na większej miłości bliźniego. Artykuł nie wyjaśnił jednak, ani co będzie napędzało ową transformację, ani jak zdaniem owego guru transformacja ta się dokona.
       Dostępny jest również najróżniejszy materiał dowodowy, który także dowodzi że w grudniu 2012 roku wcale NIE będzie "końca świata". Jednym z najbardziej ilustracyjnych przykładów takiego materiału dowodowego są "wglądy do przyszłości". Wszakże niektórzy ludzie (np. rozważ Nostradamusa) byli w przeszłości, oraz ciągle są obecnie, zabierani do przyszłości, gdzie jest im demonstrowane że świat ciągle będzie wówczas istniał. Przykładowo, w punkcie #J3 strony wszewilki_jutra.htm opisana jest dokładniej moja podróż do przyszłości. Podróż ta wybiegała znacznie poza rok 2012, bowiem widziałem w niej stare drzewa mające około 50 do 100 lat, jakie rosły w mojej rodzinnej wsi Stawczyk w miejscach gdzie obecnie wcale NIE ma drzew. Obecnie więc szacuję, że najprawdopodobniej byłem w Stawczyku przyszłości w 2222 roku - po szczegóły patrz punkt #C4 ze strony stawczyk.htm. Owo oszacowanie oznacza, że prawdopodobnie był mi dany wgląd do przyszłości która odległa jest od dzisiaj o ponad 212 lat (niniejszą notatkę piszę bowiem w sierpniu 2010 roku). Fakt więc, że niektórzy ludzie zabierani są do przyszłości i widzą tam, że świat ciągle będzie wówczas istaniał i nawet "miał się zupełnie dobrze", dowodzi dosyć jednoznacznie, że obecne straszenie ludzi rokiem 2012 jest tylko kolejnym z długiej listy przykładów "straszenia końcem świata", które to straszenie jest tak ulubionym zajęciem tych których Biblia opisuje mianem "fałszywych proroków".
       Jednym z najpewniejszych sposobów oszacowania stopnia zbliżenia się ludzkości do "końca świata", jest oszacowanie jak zrealizowany został tzw. "boski plan". Podobnie bowiem jak życie każdego z ludzi jest rządzone rodzajem "programu życia", jakiego ponowne uruchamianie pozwala np. na urzeczywistnianie tzw. "uwięzionej nieśmiertelności", również życie całego świata fizycznego jest rządzone specjalnym programem który w Koncepcie Dipolarnej Grawitacji nazywany jest "przestrzenią czasową". Treść owego programu została częściowo ujawniona ludziom różnymi źródłami, np. rozważ te wersety Biblii które wyjaśniają że ludzie pokonają śmierć dopiero przy samym końcu czasów. Jak też dokumentują to niektóre fakty z życia, przykładowo działanie tzw. "przekleństwa wynalazców" opisywanego m.in. w punkcie #F1 strony rok.htm - które NIE pozwala aby przedwczesne wynalazki popsuły precyzję urzeczywistniania tego planu, Bóg stopniowo wprowadza w życie ten swój "boski plan" z iście żelazną konsekwencją. Jeśli więc ludzie chcą się dowiedzieć kiedy dokładnie nastąpi "koniec świata", wówczas powinni sprawdzić na jakim poziomie realizacji owego "boskiego planu" ludzkość właśnie się znajduje. Doskonałym zaś wskaźnikiem poziomu zrealizowania tego "boskiego planu" jest tzw. "Tablica Cykliczności" mojego wynalazku, opisywana na całym szeregu totaliztycznych opracowań - m.in. w podrozdziałach B1 i M6 z tomów 2 i 10 darmowej monografii [1/4], czy na totaliztycznych stronach internetowych o nazwach propulsion_pl.htm, magnocraft_pl.htm i pajak_jan.htm. Zgodnie z informacją dostarczaną nam ową "Tablicą Cykliczności", do chwili obecnej Bóg pozwolił ludziom urzeczywistnić jedynie niecałe 30% wynalazków (i to jedynie tych najbardziej prymitywnych i prostych) jakie ludzkość ma urzeczywistnić przed nadejściem "końca świata". To zaś oznacza, że świat fizyczny istnieje dopiero przez NIE dłużej niż jakieś 30% zaplanowanego przez Boga czasu swego istnienia.
       Warto tutaj też podkreślić, że do "końca świata" odnosi się też owa osobista obietnica Boga wyrażona w wersecie 18:32 z "Księgi Rodzaju" w Biblii, a dotycząca znaczenia tzw. "10 sprawiedliwych" (już opisywanych powyżej na tej stronie w punkcie #B6). Mianowicie, owa obietnica wyraża osobiste zapewnienie Boga, że NIE zniszczy On danej społeczności i obszaru, jeśli zamieszkowało w nich będzie co najmniej 10 osób spełniających boską definicję tzw. "sprawiedliwych". Ponieważ zaś "koniec świata" ze swojej definicji mógłby nastąpić tylko wówczas, kiedy zarówno cała Ziemia, jak i wszystkie społeczności zamieszkuijące Ziemię, zostałyby zniszczone przez Boga, owa obietnica z definicji rozciąga swoją ważność również na "koniec świata". Wyrażając to innymi słowami, ludzkość ma również osobistą obietnicę Boga, że "końca świata" NIE nastąpi przez aż tak długo, przez jak długo w obrębie tzw. "strefy zniszczenia" ciągle będzie zamieszkiwało co najmniej 10 ludzi spełniających boską definicję "sprawiedliwych". Oczywiście, wiele osób niewierzących w Boga będzie wyrażało najróżniejsze zastrzeżenia co do wiarygodności osobistych obietnic Boga zawartych w Biblii. Typowym powodem takich zastrzerzeń jest, że dotychczas praktycznie nikt na świecie nie badał czy Bóg faktycznie dotrzymuje swoich obietnic, a także że dotychczasowy poziom wiedzy ludzkiej na temat Boga i boskich wymagań moralnych był ciągle zbyt niski aby ludzie dokładnie wiedzieli jakich zachowań moralnych Bóg spodziewa się po ludziach. (Przykładowo, w odniesieniu do opisywanej tutaj obietnicy na temat "10 sprawiedliwych", faktycznie to do niedawna nikt NIE mógł dokonywać sprawdzeń jak Bóg dotrzymuje tejże obietncy, bowiem uprzednio NIE była jeszcze sformułowana filozofia totalizmu. Stąd ludzie uprzednio NIE potrafili jeszcze zdefiniować poprawnie pojęcia moralność - a wiec także NIE byli w stanie zdefiniować kto właściwie wypełnia boską definicję "sprawiedliwego".) Dlatego ja prawdopodobnie byłem pierwszym naukowcem, który dokonał takiego sprawdzenia i opisał je w punkcie #I3 totaliztycznej strony day26_pl.htm. Jak też wynika z tych moich badań i sprawdzeń, faktycznie Bóg z iście "żelazną konsekwencją" dotrzymuje swojej obietnicy o nieniszczeniu obszaru w którym zamieszkuje co najmniej "10 sprawiedliwych".
       Podsumowując rozważania z tego punktu, oraz esencję ustaleń zawartych na innych totaliztycznych stronach, na bazie raczej rozległego materiału dowodowego daje się dosyć jednoznacznie wykazać, że NIE będzie "końca świata fizycznego" ani w 2012 roku, ani też w następnych latach jakie będą poprzedzały zbudowanie przez ludzi wehikułu czasu. Dopiero po zbudowaniu "wehikułów czasu", oraz po uzyskaniu (dzięki tym wehikułomi czasu) powszechnego "dostępu do tzw. 'uwięzionej nieśmiertelności' ", będzie mógł mieć miejsce "koniec świata" - jeśli ówczesne władze NIE będą pedantycznie przestrzegały wymagania że dostęp do "uwięzionej nieśmiertelności" jest zarezerwowany wyłącznie do osób przeżywających zapracowaną nirwanę. Ja od wielu już lat badam tego typu sprawy, stąd mam podstawy logiczne i empiryczne aby z całym swym autorytetem gwarantować, że straszenie "końcem świata" w roku 2012 jest jedynie kolejnym upowszechnianiem paniki przez tzw. "fałszywych proroków". Jednak zaprzeczając tu definitywnie możliwości "końca świata", chciałbym jednocześnie wyraźnie podkreślić, że ostatnio niemoralność ludzka stacza się coraz bliżej poziomu "intelektu agonalnego" z filozofii pasożytnictwa - którego Bóg najwyraźniej NIE ma zamiaru dalej tolerować. Dlatego, zgodnie z tym co wyjaśniłem na stronach niniejszej i day26_pl.htm, z coraz większą pewnością należy się spodziewać, że w najbliższych latach owo nasilanie się naturalnych katastrof, albo stopniowo, albo też raptownie, usunie z Ziemi większość niemoralnych osobników i niemoralnych społeczności. Dla tych zaś niemoralnych ludzi którzy z powodu praktykowania filozofii pasożytnictwa już wkrótce będą musieli umrzeć, faktycznie ich niewielkie światki niedługo się skończą. Niemniej osoby które praktykują jakąś formę filozofii totalizmu nie mają powodu aby się obawiać. Empiryka bowiem wykazuje, że kiedy nadejdzie zagłada, oni na najróżniejsze sposoby będą ratowani. Ponieważ zaś praktykujący totalizm ocaleją, bez względu na to ilu ich się ostanie, ciągle świat fizyczny i ludzkość będą nadal istniały i nadal będą konstunuowały wypełnianie funkcji jakie Bóg na nich nałożył.


#B9. Co strachliwsi mogą odetchnąć z ulgą - nigdy NIE będzie światowej wojny nuklearnej:

       W podobny sposób jak poprzedni punkt #B8 wykazuje na łatwo sprawdzalnym przez każdego materiale dowodowym, że na "koniec świata" owi zasiewający panikę "fałszywi prorocy" będą musieli jeszcze poczekać przez co najmniej kilkanaście tysięcy lat, również podobnie sprawdzalny materiał dowodowy wykazuje, że na Ziemi nigdy NIE będzie "światowej wojny nuklernej". (Tj. że nigdy NIE będzie wojny która swoim promieniowaniem i opadami radioaktywnymi całkowicie wyniszczyłaby ludzkość, zaś w wyniku której Ziemia by opustoszała.) Ponieważ jednak omówieniu tematyki wojen poświęcona jest cała odrębna totaliztyczna strona, ów materiał dowodowy że "światowej wojny nuklearnej" nigdy NIE będzie, omówiony został w "części #J" (tj. w punktach #J1 do #J4) odmiennej strony o nazwie bitwa_o_milicz.htm. Tam też odsyłam czytelników aby się zapoznali z owym materiałem dowodowym.


Część #C: Przegląd najbardziej morderczych trzęsień ziemi z 21 stulecia działających jako "kary boskie" serwowane co bardziej niemoralnym społecznościom:

      

#C1. Ziemia się trzęsie bez przerwy - tyle że w większości przypadków jest to rodzaj "zasłony dymnej" która ma ukryć przed ludźmi celowość i wybiorczość katastrof zsyłanych przez Boga:

       W wielu krajach świata ziemia trzęsie się bez przerwy, chociaż zazwyczaj niezbyt silnie. Przykładami takich krajów jest Nowa Zelandia czy Japonia. Aby np. naocznie odnotować te nieustanne (choć słabe) trzęsienia ziemi w Nowej Zelandii, wystarczy zaglądnąć na wskazania sejsmografów pokazywane na żywo m.in. na stronach internetowych www.geonet.org.nz/drums.html czy www.gns.cri.nz/what/earthact/earthquakes/. Owe nieustanne chociaż słabe trzęsienia ziemi są Bogu potrzebne dla umożliwienia niektórym ludziom utrzymania ateistycznych poglądów. Wszakże skoro ziemia trzęsie się bez przerwy, ateiści mają podstawy aby sądzić że trzęsienia ziemi są zjawiskami "naturalnymi" jakie następują w czysto "przypadkowy" sposób. Natomiast dla wierzących, Bóg zawsze wpisuje w owe katastroficzne trzęsienia ziemi kilka dyskretnych wskazówek, w rodzaju tych opisanych w punkcie #B2, że faktycznie to On sprawuje nad nimi pełną kontrolę.


#C2. Trzęsienie ziemi z Chin z dnia 12 maja 2008 roku:

       W poniedziałek dnia 12 maja 2008 roku, o godzinie 2:28 po południu czasu lokalnego, w południowych Chinach miało miejsce trzęsienie ziemi o mocy 7.9 na skali Richtera. (W dniu owego trzęsienia ziemi, na objętych nim obszarach było właśnie jakieś lokalne święto.) Epicentrum owego chińskiego trzęsienia ziemi było zlokalizowane koło 10 km pod ziemią w prowincji Sichuan. Jego szeroki opis przytoczony jest w punkcie #E3 z totaliztycznej strony katrina_pl.htm, stąd nie będę go już tutaj powtarzał.


#C3. Trzęsienie ziemi z Haiti z dnia 13 stycznia 2010 roku:

       We wtorek dnia 12 stycznia 2010 roku (w sporej części świata, włączając w to Nową Zelandię, była wówczas już środa dnia 13 stycznia 2010 roku) około godziny 4:30 po południu lokalnego czasu (tj. o 16:30), potężne trzęsienie ziemi o mocy 7.0 stopni na skali Richtera zdewastowało kompletnie wyspę-państwo Haiti z Morza Karaibskiego (tj. sąsiada Kuby). W rezultacie tego trzęsienia ziemi zginęło około ćwierć miliona ludzi - chociaż dokładna liczba jego ofiar nigdy nie będzie znana z powodu chaosu oraz braku państwowej dokumentacji jakie panują w owym kraiku kompletnie już sparaliżowanym praktykowaniem pasożytniczej filozofii. Przedstawiciele "czerwonego krzyża" twierdzili, że po tym trzęsieniu ziemi zmuszeni byli podjąć największą operację ratunkową w całej swojej dotychczasowej historii.
       Trzęsienie ziemi z Haiti jest dla nas ogromnie edukacyjne. Wszakże nawet owi "sceptyczni" ludzie którzy będą zaprzeczali temu co niniejsza strona stwierdza, NIE będą w stanie zaprzeczyć że w chwili owego trzęsienia ziemi społeczność Haiti osiągnęła już stan "intelektu agonalnego" w swoim praktykowaniu filozofii pasożytnictwa. Podczas więc kiedy powszechny brak wiedzy co do sytuacji panującej na innych obszarach poprzednio uderzanych trzęsieniami ziemi (oraz innymi katastrofami) NIE upewnił nas wcześniej że katastrofy zawsze dotykają tylko te obszary które praktykują zaawansowaną formę pasożytnictwa, trzęsienie ziemi w Haiti dostarczyło tego przełomowego upewnienia. Haiti jest bowiem szczególną wyspą-państwem. Mianowicie, dla osoby która jest świadoma istnienia owej wysoce niemoralnej filozofii zwanej pasożytnictwem, Haiti jest przykładem wyspy całkowicie sparaliżowanej tą filozofią. Praktykowanie przez Haitian owej pasożytniczej filozofii widać tam na każdym kroku. Wszędzie panuje tam korupcja, wyzysk, krzywda, bieda, oszustwo, bandytyzm, oraz wszelkie inne sytuacje i oznaki charakterystyczne dla stadium "intelektu agonalnego" w czyimś praktykowaniu filozofii pasożytnictwa - jako przykład patrz artykuł "Bandits running amok, warn police" (tj. "Bandyci szaleją, ostrzega policja") ze strony B1 nowozelandzkiej gazety The Dominion Post Weekend, wydanie z soboty (Saturday), January 30, 2010 (artykuł ten opisuje jak bandyci z Haiti wykorzystują po-trzęsieniową bezbronność i bezradność miejscowej ludności aby tym efektywniej ją rabować i gwałcić), a także artykuł "Chaos as crowds storm food aid centres" (tj. "Chaos gdy dzicz zaatakowała ośrodki rozdające żywność") ze strony A25 nowozelandzkiej gazety Weekend Herald, wydanie z soboty (Saturday), January 30, 2010 (ten zaś artykuł opisuje jak w stolicy Haiti, czyli mieście zwanym Port-Au-Prince, tłum bandytów napadł, obrabował i zdewastował trzy ośrodki rozdające ludności pomoc żywnościową). Wszyscy na świecie doskonale też już zresztą wiedzą, że dokładnie tak jak zawsze ma się to z każdym "intelektem agonalnym", NIE ma takiej darmowej pomocy ani takich rozdawanych pieniędzy jakie byłyby w stanie wyciągnąć Haiti z jej moralnej "czarnej dziury" do której zepchnęły ją lata praktykowania filozofii pasożytnictwa - co bardzo klarownie wyraził i uzasadnił przykładami artykuł "A country where aid billions achieve nothing" (tj. "Kraj w którym nawet biliony dolarów pomocy nie są w stanie nic osiągnąć", ze strony B5 nowozelandzkiej gazety The Dominion Post, wydanie z poniedziałku (Monday), March 8, 2010. Nie trzeba więc być nawet biegłym w swej znajomości oznak pasożytnictwa, aby mieć absolutną pewność, że ludność Haiti już dawno temu osiągnęła poziom owego "intelektu agonalnego", czyli najbardziej zaawansowanego stadium w swym praktykowaniu tej niemoralnej i złowieszczej filozofii.
       Wszystkie fakty wskazują na to, że opisywane tutaj trzęsienie ziemi z Haiti było spowodowane właśnie owym powszechnym praktykowaniem przez Haitian tej niemoralnej filozofii zwanej pasożytnictwem. W zaawansowanym stadium owa filozofia powoduje bowiem rodzaj "eksplozyjnego upustu energii moralnej" - tak jak to wyjaśnia punkt #B3 tej strony. Istnieją też dosyć liczne przesłanki pisane które zdają się potwierdzać ten fakt. Przykładowo artykuł "Pact with the devil brings ruins" (tj. "Pakt z diabłem sciągnął ruinę") ze strony B3 nowozelandzkiej gazety The Dominion Post (wydanie z piątku (Friday), January 15, 2010) opisuje jak w 1791 roku niewolnicy z owej Haiti zawarli "pakt z diabłem" który respektują tam do dzisiaj. Z powodu owego paktu, mieszkańcy Haiti do dzisiaj praktykują wiarę która jest rodzajem mieszaniny chrześcijaństwa oraz tzw. "voodoo" (pisanego też "vodou") - tj. odmiany "czarnej magii" zadedykowanej kultowi diabła. Tematowi owej dziwnej religii mieszkańców Haiti poświęcony był też artykuł "Chaos in the city of the dead" ze strony A23 i A25 nowozelandzkiej gazety Weekend Herald (wydanie z soboty (Saturday), January 16, 2010), oraz "Christians monopolising aid says voodoo 'supreme master' " ze strony B3 nowozelandzkiej gazety The Dominion Post (wydanie z wtorku (Tuesday), February 2, 2010). To praktykowanie pasożytniczej religii, jest dodatkowo uzupełniane w Haiti praktykowaniem filozofii pasożytnictwa w codziennym życiu tej wyspy, a więc w działaniach jej rządu, polityków, mieszkańców, businessmenów, gangów, itp. W rezultacie tego, na owej wyspie panuje okropna bieda, bezrobocie, nierząd, chaos, bandyctwo, korupcja, itp. - np. patrz artykuł "Earthquake was the only misery Haitians had not endured" (tj. "Trzęsienie ziemi było dotąd jedynym nieszczęściem jakiego Haitianie uprzednio jeszcze nie doświadczyli") ze strony B7 nowozelandzkiej gazety The Dominion Post (wydanie z piątku (Friday), January 15, 2010). Artykuł ten pisze, że średni zarobek mieszkańców owej wyspy wynosił tylko około NZ$2.70 na dzień. Mnie jednak w owym artykule szczególnie uderzyła fotografia załączona dla jego zilustrowania. Pokazywała ona bowiem m.in. nietknięty przez trzęsienie ziemi, duży i kruchy marmurowy krzyż jaki był otoczony morzem ruin z kompletnie porozwalanych, silnych (bo betonowych) budynków. Ów nietknięty przez trzęsienie ziemi duży, kruchy, marmurowy krzyż, wypełniał bowiem kolejną regularność jaką wykazują obszary dotknięte klęskami z rąk Boga, na których to obszarach domy mieszkalne i biura są niszczone, jednak obiekty religijne (np. kościoły, krzyże, świątynie, meczety, itp.) pozostają tam nietknięte. W Haiti wprawdzie zrujnowana została centralna katedra chrześcijańska, jednak jest to zrozumiałe - wziąwszy pod uwagę że praktykowano w niej ową mieszaninę chrześcijaństwa i voodoo. Jednak ów kruchy marmurowy krzyż - będący czystym symbolem moralnego chrześcijaństwa, cudownie przetrwał tam nietknięty przez to mordercze trzęsienie ziemi.
       Materiał dowodowy dokumentuje, że Bóg ma taki zwyczaj iż jeśli jedna "klęska żywiołowa" nie zdoła skierować danej społeczności na drogę odnowy moralnej i totaliztycznych zasad postępowania, wówczas serwowana jest jej następna klęska żywiołowa o znacznie zwiększonej sile, lub nawet cała seria klęśk - i tak aż do skutku. Trzęsienie ziemi z Haiti najwyraźniej NIE osiągnęło zamierzonego celu. Zamiast stać się narodem moralniejszym i bardziej totaliztycznym, mieszkańcy Haiti stają się coraz bardziej dzicy, barbarzyńscy i pasożytniczy. Ilustruje to np. artykuł "Women at risk as rapists prowl tent cities" (tj. "Kobiety są zagrożone jak gwałciciele plądrują miasteczka namiotów") ze strony B2 nowozelandzkiej gazety The Dominion Post, wydanie z czwartku (Thursday), March 18, 2010. Także międzynarodowa pomoc, zamiast faktycznie dopomagać i podnosić moralnie, była tam tak kierowana że tylko zwiększała ona nierówności społeczne, poczucie krzywdy, oraz przypadki niesprawiedliwości. Nic więc dziwnego, że po daniu Haiti niemal roku czasu aby jej mieszkańcy mogli się wykazać, Bóg stracił cierpliwość i w październiku 2010 roku zaserwował im kolejną serię nieszczęść. Pierwszym z nich była epidemia zabójczej choroby "cholera" - patrz artykuł "Cholera epidemic reaches capital" (tj. "Epidemia cholery dotarła do stolicy") ze strony A16 gazety The New Zealand Herald (wydanie z wtorku (Tuesday), October 26, 2010). Drugim nieszczęściem były powodzie które niemal równocześnie z cholerą zalały sporą cześć owej wyspy i dodatkowo przyspieszyły rozprzestrzenianie się epidemii. Owa druga seria nieszczęść potwierdza, że w przypadkach kiedy dany naród wymaga moralnego skorygowania przez samego Boga, wówczas korygowanie to jest powtarzane z coraz większą siłą, aż odniesie wymagany skutek. Ponieważ władze i mieszkańcy Haiti okazują się wyjątkowo oporni w zrozumieniu lekcji moralnej jaka jest im udzielana, nie powinno nas zdziwić, jeśli za jakiś czas dowiemy się o następnej morderczej katastrofie jaka uderzy ten pasożytniczy naród.


#C4. Trzęsienie ziemi z Chile z soboty 27 lutego 2010 roku:

       O godzinie 3:34 nad ranem w sobotę dnia 27 lutego 2010 roku (tj. o godzinie 7:34 wieczorem - czasu nowozelandzkiego) miało miejsce podwodne trzęsienie ziemi w Chile o sile 8.8 stopni na skali Rychtera. Epicentrum tego trzęsienia ziemi umiejscowione było 34 km pod dnem morza koło chilijskiej miejscowości Talca. Stąd spowodowało ono NIE tylko wstrząsowe zniszczenia budynków na lądzie, ale także potężną falę tsunami która np. tylko w nadbrzeżnym mieście Vichato (BioBio region) zmiotła do morza setki domów. W jego wyniku w samych Chile trzęsienie to odebrało życie ponad 800 ludzkim ofiarom. Fale zaś spowodowanego przez nie morskiego tsunami zawędrowały aż tak daleko jak Nowa Zelandia i Japonia - gdzie na szczęście NIE wyrządziły one większych szkód. W sposób wysoce wymowny, największe zniszczenia bydynków, a także najwięcej ofiar ludzkich, to trzęsienie ziemi spowodowało w chilijskiej miejscowości o religijnej nazwie "Concepcion" (co znaczy "Niepokalane Poczęcie"). Najwyraźniej Bóg w ten sposób stara się dać nam do zrozumienia że "szlachectwo zobowiązuje". Znaczy, jeśli ktoś żyje w miejscowości o religijnej nazwie, powinien zachowywać się w niej jak przystało na miejscowość o takiej nazwie. (To powinno zacząć martwić mieszkańców nowozelandzkiego miasta o nazwie Christchurch, tj. "Kościół Chrystusa" - które to miasto ostatnio coraz częściej trafia do wiadomości z zupełnie niewłaściwych powodów.)
       Owo chilijskie trzęsienie ziemi ponownie obrazowo potwierdza, że Bóg "karze katastrofami" wyłącznie te społeczności które ześlizgnęły się już w szpony "stanu agonalnego" w swoim praktykowaniu filozofii pasożytnictwa. Na przekór bowiem że w społeczeństwie Chile praktykowana jest pokazowa "pobożność", jeśli ją się przeanalizuje wówczas wyraźnie widać że ma ona charakter "dewotkarski". Mianowicie, ludzie wprawdzie często tam się modlą, jednak w codziennym życiu wielu z nich wcale NIE praktykuje tego co religia i biblia im czynić nakazuje. Ich codzienne życie jest więc zapełnione zakłamaniem, oszustwami, wyzyskiem, oraz niemoralnością. Ilustratywnym tego potwierdzeniem były zresztą rabunki i przestępstwa popełnione przez dotkniętą trzęsieniem ziemi ludność w krótki czas po tamtejszej katastrofie - np. patrz artykuł "Rampaging looters speed slide into chaos" (tj. "Szalejący rabusie przyspieszają ześlizgiwanie się w chaos") ze strony A13 gazety The New Zealand Herald (wydanie ze środy (Wednesday), March 3, 2010), czy artykuł "Army moves in to quell chaos" (tj. "Armia wysłana aby zdusić chaos") ze strony B1 nowozelandzkiej gazety The Dominion Post (wydanie z czwartku (Thursday), March 4, 2010).
       Wybory obszaru i sposobu zniszczenia owym chilijskim trzęsieniem ziemi zdają się celowo być tak zaprojektowane, jakby zesłaniem owej "kary" Bóg ponownie chciał nam wyraźnie przypomnieć, że NIE aprobuje kierunku w jakim obecnie zdążają chrześcijanie w Chile i w niektórych innych krajach. Przykładowo, w owym chilijskim trzęsieniu ziemi zawalona została m.in. wieża dzwonowa w historycznym kościele "Nuestra Senora de la Providencia" z Concepcion - np. patrz artykuł "Terror in the night" (tj. "Nocna trwoga") ze strony A13 nowozelandzkiej gazety The New Zealand Herald (wydanie z poniedziałku (Monday), March 1, 2010). Tymczasem z najróżniejszych innych katastrof wynika już jednoznacznie, że Bóg niszczy i zawala obiekty religijne tylko w przypadku jeśli chce wyrazić swoje niezadowolenie z wypaczeń jakimi zaczyna obrastać praktykowanie religii na danym obszarze. Wszakże przykładowo to właśnie z tego powodu Bóg najwyraźniej zawalił katedrę w Haiti (patrz poprzedni punkt #C3) - gdzie chrześcijanie trwają przy zawartym kiedyś "pakcie z diabłem".
       Jak najwyraźniej Bóg ponownie stara się nam to przypomnieć, prowadzenie "moralnego życia" i praktykowanie chrześcijaństwa wcale NIE polega tylko na dewotkarskim chodzeniu do kościoła, głośnym i widowiskowym modleniu się, czy czytaniu Biblii - kiedy jednocześnie w codziennym życiu praktykuje się dokładną odwrotność tego co Biblia nam nakazuje, tj. niemoralność, zboczenia, krzywdy, wyzysk, itp. Aby "żyć moralnie" przede wszystkim trzeba więc wypełniać na codzień (tj. praktykować) to co Biblia nam nakazuje. Ilustratywnym przypomnieniem tego faktu było dla nas właśnie powyżej opisane chilijskie trzęsienie ziemi. Jest nim także cały szereg innych "kar boskich" w formie nieszczęść, katastrof i klęsk żywiołowych - jakie ostatnio coraz częściej widzimy wokoło siebie.
       Tsunami i trzęsienie ziemi z Chile jest także dyskutowane w punkcie #F3 na pokrewnej stronie o nazwie day26_pl.htm.


#C5. Trzęsienie ziemi z Christchurch w Nowej Zelandii, z soboty 4 września 2010 roku:

       W sobotę dnia 4 września 2010 roku, o godzinie 4:35 nad ranem lokalnego czasu, silne trzęsienie ziemi uderzyło w drugie co do wielkości, około 340 tysięczne miasto Nowej Zelandii, noszące nazwę "Christchurch". (Tłumaczenie nazwy tego miasta na język polski brzmi "Kościół Chrystusa".) Epicentrum tego trzęsienia ziemi położone było na głębokości około 10 km, jakieś 40 km na zachód od Christchurch, mniej więcej w połowie odległości pomiędzy miejscowościami Darfield i Rolleston. Mapa obszaru dotkniętego tym trzęsieniem ziemi opublikowana była w artykule o tytule "Earthquake" (tj. "Trzęsienie ziemi"), jaki ukazał się na stronie A3 nowozelandzkiej gazety [1#C5] o nazwie The Press, wydanie z poniedziałku, September 6, 2010 (na stronach A6 i A7 ta sama gazeta [1#C5] publikuje liczne zdjęcia z owego trzęsienia). Główne wstrząsy samego trzęsienia ziemi trwały przez około 40 sekund. Pierwsze uderzenie tych wstrząsów miało początkową moc 7.4 w skali Richtera, pozostałość zaś głównych wstrząsów miała moc 7.1.
       Owo trzęsienie ziemi z Christchurch było dosyć szczególne i wyraźnie różniło się od innych trzęsień ziemi opisanych na tej stronie. Przykładowo, o takich innych trzęsieniach ziemi zwykle miałem niewiele informacji - bowiem ich opisy nie pojawiały się w publikatorach do których ja mam dostęp. Tymczasem na temat tego trzęsienia ziemi w Christchurch miałem dostęp do olbrzymiej ilości informacji - wszakże nastąpiło ono w kraju w którym normalnie mieszkam. Faktycznie to zastrzęsło ono nawet domem w jakim znajduje się moje mieszkanie - wzbudzając panikę sąsiadki która mieszka ponad moim mieszkaniem. Tyle tylko że w chwili kiedy ono nastąpiło ja przebywałem właśnie na swoich wakacjach w odległym Kuala Lumpur, Malezja. Stąd pierwsze jego cechy mogłem ustalić tylko na podstawie opisów i zdjęć jakie opublikowane były w malezyjskich gazetach. Jednak w 8 dni po nim powróciłem już do Nowej Zelandii i mogłem na bieżąco wyfiltrować najważniejsze informacje z całego oceanu gazetowych i telewizyjnych opisów jakie tam się pojawiały na jego temat. Jedyny problem jaki ograniczał moje badania, to że żyjąc w Nowej Zelandii bez zatrudnienia już od 2005 roku, oraz nie otrzymując tam żadnego zasiłku dla bezrobotnych czy jakiegokolwiek innego wsparcia finansowego - tak jak to wyjaśniłem w punktach #A2 i #B1 swojej autobiografii, nie stać mnie było aby wybrać się osobiście do Christchurch i dokonać badań oraz sprawdzeń na miejscu tego trzęsienia ziemi. Stąd wszystkie zaprezentowane tutaj informacje uzyskałem zdalnie poprzez analizę artykułów i zdjęć w gazetach i w wiadomości telewizyjnych. Szczególne w owym trzęsieniu ziemi z Christchurch było również, że ja przewidywałem jego nadejście, tyle tylko że nie wiedziałem kiedy dokładnie ono nastąpi. Te swoje przewidywania oględnie opisałem już na szereg miesięcy wcześniej zanim ono nastąpiło - czytelnik znajdzie je ostrożnie wkodowane zarówno w treść poprzednich punktów z niniejszej strony, jak i w "części #I" innej pokrewnej strony o nazwie day26_pl.htm. Poniżej dokonam przeglądu najważniejszych cech owego trzęsienia ziemi z Christchurch, wyfiltrowanych z ogromnej ilości informacji jakie ukazały się na jego temat. Cechy te ujawniają intencje, mądrość, dalekowzroczność, przezorność oraz troskę z jakimi Bóg zaserwował ten kataklizm. Owo owe cechy:
       1. Cudowny brak śmiertelnych ofiar. Ani jeden człowiek NIE zginął w tym trzęsieniu ziemi. Tylko dwóch ludzi doznało nieco poważniejszych niż inni obrażeń i zostało zabrane do szpitala. Jednak już niedługo później zostali oni przywróceni do zdrowia. Przywódca Nowej Zelandii w swoim przemówieniu w TV stwierdził, że był to cud iż nikt z ludzi NIE zginął. Przykładowo zgodnie z artykułem [1#C5.1] "Quake scare for M'sians" (tj. "Trzęsienie wystraszyło Malezyjczyków") ze strony N3 malezyjskiej gazety Sunday Star (wydanie z niedzieli, 5 września 2010 roku), w 1968 roku podobne trzęsienie ziemi o sile tylko 7.1, jakie zdarzyło się w niemal bezludnym nowozelandzkim obszarze zwanym "West Coast", ciągle zdołało uśmiercić aż 3 ludzi. Z kolei trzęsienie ziemi z Haiti (również o podobnej sile) odebrało życie licznym ludziom - patrz jego opisy w punkcie #C3 powyżej na niniejszej stronie, lub patrz artykuł [2#C5.1] "Haiti's quake similar but deadlier" (tj. "Trzęsienie ziemi z Haiti podobne jednak bardziej mordercze"), ze strony A2 gazety The New Zealand Herald, wydanie z czwartku (Thursday), September 9, 2010. Wymowę cudownego charakteru tego trzęsienia ziemi z Christchurch podkreśla dodatkowo fakt, że miało ono miejsce w dużym mieście tuż nad ranem, kiedy niemal wszyscy ludzie głęboko spali w budynkach jakich ściany owo trzęsienie ziemi pozawalało. Zanim też ludzie ci zdołali pobudzić się ze snu i rozważyć ucieczkę ze strefy zagrożenia, faktycznie było już po wszystkim.
       Fakt że oczywisty cud towarzyszący owemu trzęsieniu ziemi uchronił poszkodowanych nim ludzi przed śmiercią, sugeruje, że owo trzęsienie ziemi prawdopodobnie miało jedynie wstępny charakter ostrzeżenia i potwierdzenia - tak jak wyjaśnia to punkt #B5 powyżej na niniejszej stronie. Zapewne dopiero jeśli owo potwierdzenie i ostrzeżenie NIE odniesie zamierzonego skutku, tylko wówczas może być rozważone zesłanie głównego kataklizmu, który - zgodnie z tym co wyjaśniam w punktcie #I2 odrębnej strony o nazwie day26_pl.htm, a także zgodnie z tym co napisałem w poprzednim punkcie #C4 niniejszej strony, najprawdopodobniej uderzyłby wtedy w największe miasto Nowej Zelandii zwane Auckland. (Trzecie bowiem duże miasto Nowej Zelandii, tj. Wellington - w którym obecnie ja mieszkam, narazie jest chronione przed kataklizmem przez owych "10 sprawiedliwych" opisanych w punkcie #I3 strony day26_pl.htm.)
       2. Nieproporcjonalny ogrom zniszczeń miasta Christchurch i jego okolicy. W dużej ilości budynków zawalone zostały ich ściany fasadowe, powaliły się kominy, pozarywały co bardziej spadziste dachy. W jezdni i w chodnikach ukazały się rowy i uskoki. Na drogach pojawiły się szerokie pęknięcia i doły które uczyniły je nieprzejezdne. Zaparkowane samochody były miażdżone opadającym gruzem. Podziemne kable, rury z wodą i gazem, oraz rurociągi kanalizacyjne uległy zniszczeniu, zaś ulice zostały zalane ściekami i odchodami. Koryta rzek zostały zablokowane, zaś spora część miasta zalana została spowodowaną w ten sposób powodzią. Na dodatek, równocześnie z owym trzęsieniem ziemi w Christchurch pojawiły się huraganowe wiatry oraz trudne do wytrzymania zimno - np. patrz artykuł "High winds lift roofs, knock out power" (tj. "Silne wiatry pozrywały dachy i przerwały dopływ prądu"), ze strony A9 gazety [1#C5]. Wstępne oszacowania strat materialnych dokonane zaraz po tym trzęsieniu ziemi, oceniały jego koszt na co najmniej 2 biliony dolarów nowozelandzkich. Artykuł [1#C5.2] "Christchurch 'wobbled like jelly'" (tj. "Christchurch 'trzęsło się jak galareta'") ze strony W41 malezyjskiej gazety Sunday Star (wydanie z niedzieli, 5 września 2010 roku) opisuje że całe miasto trzęsło się jak galareta, zaś ludzie (a także meble, telewizory, itp.) byli rzucani tym trzęsienim ziemi po mieszkaniach i czuli się jakby znaleźli się w ogromnej maszynie do prania.
       Rozmiary zniszczenia spowodowanego tym trzęsieniem ziemi mogą sugerować, że niezależnie od służenia jako potwierdzenie i ostrzeżenie, trzęsienie owo zostało zapewne tak zaplanowane aby spowodować też znaczącą odnowę - tak jak to wyjaśnia punkt #B4 niniejszej strony.
       3. Towarzyszenie temu trzęsieniu ziemi całego szeregu wysoce tajemniczych i zagadkowych zjawisk nieznanych w innych trzęsieniach ziemi. Dokonajmy tutaj przeglądu chociaż najbardziej niezwykłych z owych zjawisk.
       3.1. Przed-trzęsieniowy zanik elektryczności. Artykuł [1#C5.1] twierdzi, że już na spory czas przed tym zanim owo trzęsienie ziemi uderzyło, obszar położony niedaleko od jego epicentrum doświadczył zaniku elektryczności. (Taki przedtrzęsieniowy zanik elektryczności odnotowany został np. w miejscowości "Lincoln".) Skoro zaś owo trzęsienie ziemi było poprzedzone jakimś zjawiskiem zdolnym do całkowitego zablokowania przepływu elektryczności, naukowcy powinni je intensywnie badać - wszakże w przyszlości zjawisko to mogłoby być użyte do ostrzegania iż właśnie nadchodzi taki silny kataklizm. (Z moich odmiennych badań wynika, że owym zjawiskiem blokującym przepływ elektryczności są te same "fale telepatyczne" które w starożytnym "Seismografie Zhang Henga" opisywanym w dalszej części niniejszej strony wykorzystywane były do wczesnego ostrzegania że silne trzęsienie ziemi własnie nadchodzi na dany obszar.)
       3.2. Masowe ataki serca. Równoczesnie z owym zatrzęsieniem ziemi, w przestrzeni propagowała się jakaś fala która indukowała ataki serca u podatnych na nie ludzi. Zgodnie z artykułem [1#C5.3.2] "Quakes cause heart attacks" (tj. "Wstrząsy powodują ataki serca") ze strony A1 nowozelandzkiej gazety The Dominion Post (wydanie z piątku (Friday), September 10, 2010), każdej fali sejmicznej towarzyszyła fala ludzi z atakami serca zalewająca szpitale. Z zawartych w artykule liczb wynika że ilość ataków serca była co najmniej trzykrotnie wyższa niż normalnie. Ich interesującym aspektem było, że czynnikiem jaki je powodował wcale zdawał się NIE być np. strach indukowany przez wstrząsy, a jakiś rodzaj promieniowania jaki owo trzęsienie ziemi wysyłało w przestrzeń. (Tj. zapewne był to ten sam rodzaj "fal telepatycznych" który powoduje zadziałanie "Seismografu Zhang Henga" opisywanego dalej na tej stronie.)
       3.3. Utrata poczucia kierunku u psów i kotów. Artykuł [1#C5.3.3] "Did cattle know tremor was coming?" (tj. "Czy bydło wiedziało że trzęsienie nadchodzi?") ze strony A2 gazety The Dominion Post Weekend (wydanie z soboty-niedzieli (Saturday-Sunday), October 2-3, 2010), raportował interesujące reakcje zwierząt (włączając domowe zwierzęta), odnotowane przed omawianym tu trzęsieniem ziemi. Reakcje te nazywali tam "earthquake precursors" - co można tłumaczyć jako "zapowiedzi trzęsienia". Jak tam opisano, rolnicy odnotowali że na króko przed nadejściem trzęsienia ziemi najpierw świnie zaczęły głośno piszczeć - zaś ich pisk nasilał się z czasem i stawał się coraz to piskliwszy. Potem do świń dołączyły się krowy które zaczęły głośno ryczeć. Jednocześnie różne ptaki zaczęły świergotać bardzo głośno i chaotycznie, jakby ze strachu. W końcu cały ten hałas zwierząt raptownie się uciął i zapanowała cisza. Jakieś 10 do 20 sekund później grunt zaczął się trząść. Najbardziej jednak moim zdaniem znacząca informacja zawarta w owym artykule dotyczyła zaginięć psów i kotów w tygodniu poprzedzającym owo trzęsienie. Jak bowiem się okazało, w tygodniu poprzedzającym trzęsienie ziemi zgłoszono co najmniej dwa razy więcej zaginięć psów i kotów niż w inne dni, zaś w samym dniu trzesienia nawet aż kilka razy więcej zaginięć (np. w wiadomościach nadawanych na kanale 1 TVNZ we wtorek dnia 12 października 2010 roku o godzinie 16:30, twierdzono że oficjalnie zgłoszonych w ostanim dniu przed trzęsieniem ziemi było aż sześciokrotnie więcej zaginięć psów niż w tym samym dniu ale poprzedniego roku). To zaś oznacza, że przed trzęsieniem ziemi ziemia emitowała w przestrzeń coś coraz silniejszego, co u zwierząt potrafiło zakłócić ich poczucie kierunku i położenia. Tym czymś NIE mogły jednak być ani fale elektromagnetyczne ani zakłócenia pola magnetycznego. Wszakże te dwie wielkości są obecnie nieustannie monitorowane przez najróżniejsze instrumenty zainstalowane w całym szeregu instytucji badawczych. Owe zaś instrumenty NIE wykrywają regularnych zakłóceń w polu magnetycznym ani falach elektromagnetycznych pojawiających się przed każdym trzęsieniem ziemi. Jedynym więc wyjaśnieniem jest, że opisywane tu trzęsienie ziemi emitowało silne fale telepatycznego hałasu które wprowadzały konfuzję w umysłach zwierząt. Innymi słowy, owe raporty o utracie poczucia kierunku u zwierząt już na cały tydzień poprzedzający trzęsienie, stanowią jednocześnie przesłankę dowodową, że nadchodzae trzęsienie ziemi faktycznie emituje silną falę hałasu telepatycznego zdolną wyzwolić zadziałanie "Sejsmografu Zhang Henga" opisywanego na tej stronie. Hałas ten pojawia się co najmniej już tydzień wcześniej niż dane trzęsienie ziemi i nasila się z upływem czasu. Szkoda więc że dzisiejsi naukowcy tak uparcie ignorują ustalenia mojego Konceptu Dipolarnej Grawitacji na temat zjawiska telepatii. Wszakże gdyby te ustalenia były brane pod uwagę, zaś badania jakie prowadzę były oficjalnie popierane, wówczas zapewne już dawno temu ja otrzymałbym możliwość zbudowania urządzenia zdolnego do wczesnego wykrywania nadchodzących trzęsień ziemi, bazującego na zdalnym identyfikowaniu fal telepatycznych wysyłanych przez obszar na jakim trzęsienie ziemi ma w przyszłości nastąpić. Nie trzeba tu wyjaśniać ile mienia i istnień ludzkich takie urządzenie by mogło ocalić.
       Interesująco, ów zanik zmysłu kierunku u zwierząt zakłócanego silną falą teleptycznego hałąsu emitowaną przez gotujące się trzęsienie ziemi, potwierdza dowodowo wyjaśnienie mojego Konceptu Dipolarnej Grawitacji jaki jest mechanizm działania zmysłu kierunku u zwierząt, zaś unieważnia obecne wyjaśnienie tego zmysłu dawane przez dzisiejszą naukę. Mianowicie, dzisiejsza nauka twierdzi błędnie, że zwierzęta poznają kierunek w którym leży ich dom lub gniazdo poprzez oszacowanie swego położenia względem pola magnetycznego Ziemi. Stąd, zgodnie z dzisiejszymi naukowcami, zwierzęta nawigują w swoich wędrówkach na tej samej zasadzie jak kiedyś nawigowali ludzie po morzach. Natomiast mój Koncept Dipolarnej Grawitacji wyjaśnia nawigację zwierząt na zupełnie odmiennej zasadzie. Mianowicie stwierdza on, że zwierzęta mają dodatkowy zmysł podobny do ludzkiego zmysłu "sumienia". Zmysł ten "podpowiada" im inteligentnie wszystko co tylko zechcą wiedzieć, np. gdzie jest ich gniazdo lub dom, jakich potraw nie wolno im jeść bo są trujące, którą ofiarę mogą łatwiej złapać i zjeść bo jest chora, jakie zioło będzie pomocne na ich chwilową dolegliwość, itp. Przykład działania u niedźwiedzi owego zmysłu podobnego do ludzkiego "sumienia" opisany jest w punkcie #F4.1.2 strony o nazwie stawczyk.htm. Z kolei ów organ podobny do sumienia uzyskuje informacje potrzebne danemu zwierzęciu poprzez telepatyczne komunikowanie się z inteligentną "przeciw-materią", tj. na podobnej zasadzie jak dzisiejsi różdżkarze i radisteci uzyskują od owej przeciw-materii odpowiedzi na swoje zapytania. (Jaki jest mechanizm działania różdżkarstwa wyjaśnia to podrozdział I8.2.1 z tomu 5 monografii [1/4].) Jeśli więc zbliża się silne trzęsienie ziemi, owa telepatyczna komunikacja pomiędzy zwierzęciem i inteligentną przeciw-materią zostaje przerwana przez zakłócający ją hałas telepatyczny. W wyniku tego zwierzęta NIE są już wówczas w stanie m.in. wrócić do swoich gniazd i domów - jeśli oddaliły się od nich zbyt daleko.
       3.4. Ogłuszający bang oraz rytmiczne metaliczne zgrzyty. Artykuł [1#C5.3.4] "Quake hits Christchurch" (tj. "Trzęsienie uderzyło Christchurch") ze strony 39 malezyjskiej gazety New Sunday Times (wydanie z niedzieli, 5 września 2010 roku), stwierdza że owo trzęsienie ziemi było zapoczątkowane przez rodzaj jakby przepotężnego sonicznego "bangu" - jaki było słychać jak przepotężną eksplozję. Potem zaś, podczas całego okresu trwania tego trzęsienia, ludzie słyszeli owe ogłuszające, rytmiczne metaliczne zgrzyty i niezwykły hałas które porównywali do odgłosu ciężkiego pociągu przetaczającego się przez ich sypialnie. Faktycznie to ów niezwykły hałas komuś udało się nawet nagrać i anonimowo był on odgrywany w środę, dnia 3 listopada 2010 roku, o godzinie 19:15, w programie zwanym "Campbell Live" na kanale 3 telewizji nowozelandzkiej. Kiedy ja go wysłuchiwałem, przypominał mi on rytmiczne klekotanie powtarzalnego "tuu tutut, ..." pociągu dawnego typu który jedzie po poskręcanych segmentowych szynach starego typu. Tyle, że na owe "tuu tutut, tuu tutut, ..." - o tonie rytmicznie skrobanych o siebie kamieni, nałożony był dodatkowy dźwięk jakby głośnego i również rytmicznego bulgotania.
       Ja sam przeżyłem przez aż kilka trzęsień ziemi i doskonale wiem, że typowo same trzęsienia ziemi są bezgłośne. Jedyne dzwięki jakie podczas nich słychać są wytwarzane przez obiekty jakimi one rzucają - np. przez meble w zatrzęsionym mieszkaniu. Niesamowitą (eerie) bezgłośność typowych trzęsień ziemi potwierdza też artykuł [2#C5.3.4] o tytule "Interesting twist to the quake tale" (tj. "Isteresujący zwrot w opisach trzęsienia"), ze strony A25 gazety Weekend Herald wydanie z soboty (Saturday), September 11, 2010.
       3.5. Zawalanie ścian budynków przez czynnik przybyły drogą napowietrzną, a nie przez wstrząsy gruntu. Jak wyraźnie sugerują to zdjęcia zniszczeń, to właśnie ów jakby soniczny "bang" propagujący się drogą napowietrzną (a nie ruchy ziemi) spowodował pozawalanie się frontowych ścian tych budynków, które były zorientowane niemal prostopadle do kierunku epicentrum trzęsienia ziemi. Co nawet bardziej intrygujące, zawaleniu uległy tylko te budynki i te ich ściany frontowe, które NIE były osłonięte przed siłą owego "bangu" sonicznego przez jakiś inny budynek lub ścianę. W rezultacie, w sporej części budynków, zawalone zostały jedynie górne fragmenty ich ścian frontowych (a także wieże, dachy i kominy) - bowiem tylko one pozostawały wystawione na ow "bang" soniczny propagujący się drogą napowietrzną. Pozostałe zaś zniszczenia spowodowane zostały przez upadek owych zawalających się górnych fragmentów ścian.
       3.6. Symetryczne "rozdęcie" wylotu setek kominów. Poprzez działanie jakiegoś tajemniczego czynnika, setki kominów z Christchurch które posiadały otwarte otwory skierowane dokładnie w górę, zostały "rozdęte" od wewnątrz we wszystkich możliwych kierunkach - wszystkie w jednakowej odległości od swego wylotu wynoszącej około jednego metra. Wygląd owych kominów przypominał mi wygląd rozdęcia intensywnie granych fujarek z wierzbowej kory, jakie w czasach mojej młodości dzieci same sobie sporządzały (w takich fujarkach z kory wierzbowej, owa kora była relatywnie słaba, stąd jeśli się na nich intensywnie grało, fala dźwiękowa powodowała ich rozdęcie na określonej odległości od ustnika). Strażacy z Christchurch zmuszeni byli postrącać dosłownie setki tak właśnie "rozdętych" kominów. Tajemniczy w owych kominach jest fakt, że owo ich "rozdęcie" we wszystkich kominach wyglądało tak samo i we wszystkich kominach pojawiło się w takiej samej odległości od ich wylotu. To zaś eliminuje wstrząsy gruntu jako powód ich powstania, zaś sugeruje że spowodowane ono było przez jakąś falę prawdopodobnie dźwiękową, propagującą się drogą napowietrzną. Niestety, nikt nie zadał sobie trudu aby zbadać owe tajemnicze rozdęcia, czy choćby aby zwrócić uwagę na ich tajemnicze cechy.
       3.7. Uprzedni brak pęknięcia skorupy zwanego "fault" w epicentrum trzęsienia ziemi. Wysoce tajemnicze w owym trzęsieniu ziemi było też, że zgodnie z uprzednimi badaniami i zapewnieniami naukowców, równina Canterbury (na której leży miasto Christchurch) uprzednio nie miała żadnego tzw. geologicznego "fault" (czyli pęknięcia w skorupie ziemi które staje się zaczątkiem trzęsień ziemi). Owe uprzednie zapewnienia naukowców nowozelandzkich, że równina Canterbury NIE zawiera geologicznego "fault", były potem nawet wyszydzane w wysoce sarkastycznej fotografii [1#C5.3.7] opublikowanej na stronie A23 gazety The Press, wydanie ze środy, September 8, 2010 roku. Owa wykonana z samalotu fotografia ukazuje zrypaną trzęsieniem ziemi zieloną łąkę jakiegoś rolnika (czy też zielone pole z młodą zasiewą), zlokalizowaną właśnie na owym nowym geologicznym "fault" pomiędzy miejscowościami Rolleston i Greendale, na jakiej to łące (czy też polu) ów rolnik wypalił wysoce sarkastyczny napis stwierdzający "NO FAULT HERE - yeah right" (co można tłumaczyć jako "tu nie ma faultu - tak oczywiście"). Zgodnie z naukowcami, najbliższy taki geologiczny "fault" miał jakoby istnieć dopiero pod grzebietami tzw. "Alp Południowych" - jakich łańcuch przebiega ponad 100 km na zachód od Christchurch. Tymczasem owo trzęsienie ziemi ukazało uprzednio nieznany i jakby właśnie tworzony taki zupełnie nowy "fault" - jakiego przebiegu ani cech miejscowi naukowcy nadal dokładnie zdają się ani nie znać ani nie badać. Co nawet bardziej intrygujące, ów "fault" wcale nie przebiega liniowo, a układa się jakby we fragment zamknietego obwodu - co może sugerować że jest on zaczątkim przyszłego wulkanu. W sumie, wszystko to zdaje się sugerować, że Bóg wcale z góry nie zakładał iż kiedykolwiek będzie zmuszony potraktować trzęsieniem ziemi miasto o nazwie "Chrischurch" (tj. "Kościół Chrystusa"). Zapewne dopiero ostatnie zachowania mieszkańców tego miasta, wyraźnie zaprzeczające opisanemu w poprzednim punkcie #C4 tej strony staropolskiemu powiedzeniu że "szlachectwo zobowiązuje", zmusiły Boga do użycia wobec nich aż tak drastycznego posunięcia.
       3.8. Smród siarki. We wschodnich przedmieściach Christchurch miejscowi odnotowali silny smród siarki, jaki porównywali do smrodu odczuwanego w nowozelandzkim mieście Rotorua. Smród ten opisany jest w krótkim artykule [1#C5.3.8] "Sulphur smell not gas" (tj. "Smród siarki a nie gazu"), ze strony A5 nowozelandzkiej gazety The Dominion Post (wydanie z czwartku (Thursday), September 9, 2010). Aczkolwiek smród ten został szybko zignorowany i mało-kto zwrócił na niego uwagę, w połączeniu z okrężnym obiegiem nowego geologicznego "fault" (opisanym w poprzednim punkcie) zdaje się on zapowiadać niebezpieczeństwo, że pod ziemią koło Christchurch zwolna formuje się i napełnia eksplozyjną energią zupełnie nowy potężny wulkan. Wszakże zapach siarki zawsze ulatnia się z ziemi w okolicy czynnych wulkanów. (Po nieco informacji o zapachu siarki ulatniającym się w wulkanicznej Rotorua, patrz artykuł [2#C5.3.8] "Deadly gas warning for hot pools" (tj. "Ostrzeżenie o morderczym gazie dla gorących basenów") ze strony A3 gazety The Dominion Post, wydanie ze środy (Wednesday), March 24, 2010.) Gdyby zaś taki nowy potężny wulkan zgromadził wystarczającą ilość energii aby przebić się przez zastałą skorupę ziemi i eksplodować, z całą pewnością jego siła byłaby aż tak duża, że zapewne miałby on charakter tzw. "pyroclastic flow" - czyli że zmiótłby on z powierzchni ziemi wszelkie ślady po istnieniu tam miasta Christchurch i jego mieszkańców. Warto więc byłoby sprawdzić badaniami, czy przypadkiem nie zanosi się że już niedługo nasza planeta otrzyma drugą wersję Pompei zlokalizowaną w centrum Nowej Zelandii.
       Typowo ludzie nie wierzą, że na obszarze równinnym może nagle eksplodować zupełnie nowy wulkan. Jednak równiny Canterbury na których lezy miasto Christchurch miały już raz taką równinną eksplozję. Jej ślady widać do dzisiaj w tzw. "Centennial Park" zlokalizowanym na obrzeżu miasteczka Timaru odległego zaledwie o około 160 km od Christchurch. To właśnie pod warstwą lawy z takiego równinnego wulkanu, znaleziono w Timaru najstarsze z dotychczas znanych kości ptaka Moa.
       3.9. Zagadka uporu wtórnych wstrząsów potrzęsieniowych (tzw. "aftershocks"). Niemal każde trzęsienie ziemi wywołuje kilka wstrząsów wtórnych. Jednak po trzęsieniu ziemi z Christchurch owe wstrząsy wtórne jakby nigdy nie miały zamiaru ustać. Przykładowo w końcowych dniach września 2010 roku ich liczba przekroczyła już ponad 1000. Każdy też z nich był sporej siły, bo rzędu 4 na skali Richtera, a sporo przekraczało nawet ponad 5 - czyli każdy z nich był jakby nowym znaczącym trzęsieniem ziemi. Nękały one ciągle Christchurch nawet w połowie października 2010 roku (kiedy to aktualizowałem niniejsze informacje), zaś przykładowo wiadomość z wieczornego dziennika telewizyjnego na kanale 3 TVNZ z godziny 18:00 w piątek dnia 8 października 2010 roku, stwierdzała że do owego czasu całkowita liczba takich wstrząsów wtórnych wynosiła już aż 1575. (W owym dniu Christchurch doświadczył dwóch następnych takich wstrząsów o siłach 4.4 i 4.2 jakie pojawiły się w odstępach 12 minut od siebie.) Ich uporczywe pojawianie się można więc też rozumieć jako sugestię, że owo trzęsienie ziemi wcale NIE było jednorazowym wydarzeniem, a jest ciągłym procesem który prowadzi do czegoś jeszcze znaczniej poważniejszego. Szkoda że wygląda iż ich wymowa jest ignorowana zamiast być intensywnie badaną. Wszakże mogłaby prowadzić do wykrycia czego one są zapowiedzią.
       3.10. Wędrówka epicentrum ku środkowi Christchurch. Niezwykłą cechą nietypowo licznych i długotrwałych wtórnych wstrząsów potrzęsieniowych (tzw. "aftershocks") z Christchurch jest, że ich epicentra wędrują i stopniowo zbliżają się ku środkowi miasta Christchurch. W rezultacie, w święto po angielsku zwane "Boxing Day" z dnia 26 grudnia 2010 roku, seria relatywnie niewielkich wstrząsów wtórnych - najsilniejszy z których (z godziny 10:30 rano) miał siłę zaledwie 4.9 na skali Richtera, spowodowały w centrum Christchurch ponowne zniszczenia które opisywane były jako nawet większe niż zniszczenia od oryginalnego trzęsienia ziemi z dnia 4 września 2010 roku o sile 7.1 - po przykład opisów tych zniszczeń patrz artykuł [1#C5.3.10] "Major aftershock cruel blow for struggling stores" (tj. "Znaczący wstrząs wtórny okrutnym ciosem dla zmagających się sklepów") ze strony A2 gazety The New Zealand Herald wydanie z wtorku (Tuesday), December 28, 2010. Zniszczenia od tamtych wstrząsów wtórnych były aż tak duże, że władze zdecydowały iż legalnie (np. dla celów ubezpieczeń) będzie ono traktowane jako zupełnie nowe trzęsienie ziemi. Powód zaś dla aż takich zniszczeń z relatywnie łagodnych powstrząsów oficjalnie tłumaczono jako wynikający z faktu że ich epicentrum znalazło się dokładnie pod samym środkiem Christchurch - np. patrz artykuł [2#C5.3.10] "Quake directly beneath city" (tj. "Trzęsienie dokładnie pod miastem") ze strony A3 gazety The Dominion Post, wydanie z poniedziałku (Monday), December 27, 2010. Ów artykuł informował, że pod względem siły owe wstrząsy wtórne były dopiero na 17 miejscu - jednak pod względem zniszczeń okazały się być przodujące.
       Jeśli jednak zamiast patrzeć ateistycznie na ową wędrówkę wstrząsów wtórnych, spojrzymy na nie z punktu widzenia intencji Boga, wówczas wyglądają one jak zechęta do "opuszczania miasta" - zgodne z procedurą kataklizmów opisaną w "Ad. (3)" z punktu #B5 powyżej. Mianowicie, owa wędrówka epicentrum ku środkowi Christchurch może wyglądać jak doping "jeśli możesz to przenieś się w inne miejsce - tutaj staje się już niebezpiecznie". NIE bez symbolicznego znaczenia jest też fakt, że owe opisywane tu niszczycielskie wstrząsy wtórne miały miejsce 26-go grudnia, czyli w dzień który dla dotkniętych nim ludzi zdaje się przenosić wiadomość o treści "ja NIE aprobuję Waszych wierzeń, filozofii i zachowań". (O istnieniu wiadomości ukrywającej się pod datą 26-tego, ja staram się ostrzegać m.in. w 3 z punktu #B2 niniejszej strony, a także w punkcie #D8 odrębnej strony o nazwie day26_pl.htm.) Nie powinno więc dziwić, że niektórzy mieszkańcy Christchurch już potraktowali poważnie owe ostrzeżenia i wyprowadzają się z tego miasta jeśli tylko mają taką możliwość.
       3.11. Prawdopodobne zaistnienie przesłanek, że telepatyczne zjawiska zaindukowane gotowaniem się nadejścia trzęsienia ziemi do Christchurch, zaindukowały aż tak "nadprzyrodzone" i zakłócające spokój zachowywanie się repliki starożytnego wykrywacza nadchodzących trzęsień ziemi pokazanego poniżej na "Fot. #D1", że zmusiło to muzeum do usunięcia tego zdalnego wykrywacza z aktywnej wystawy. (Niestety, oficjalne potwierdzenie tych przesłanek przekracza moje możliwości.)
       3.12. Dysproporcja pomiędzy stanem moralnym części mieszkańców Christchurch opisywanym przez publikatory, a następstwami tego trzęsienia ziemi. Od sporego już czasu miasto Christchurch zaczyna trafiać do wiadomości z powodów z jakich jego mieszkańcy wcale nie mogą być dumni. Na dodatek mieszkańcy Christchurch wykazali spory gniew i wrogość wobec możliwości że Drugi Jezus odwiedził ich miasto w 1999 roku - tak jak to opisane w punkcie #G2 ze strony o nazwie przepowiednie.htm. Pomimo tego Bóg potraktował ich wyjątkowo delikatnie. Jest więc tajemnicą wartą wyjaśnienia dlaczego tak się stało i jakie były intencje Boga kiedy dokonywał tak delikatnego trzęsienia ziemi. Wszakże istnieje możliwość iż było ono tylko rodzajem potwierdzenia, przypomnienia i ostrzeżenia - jakie w przypadku zignorowania będą miały znacznie poważniejsze następstwa w przyszłości.
       3.13. Zgodność z zaprognozowaniem. Już na sporo miesięcy przed pojawieniem się trzęsienia ziemi z Christchurch, ja przewidywałem że ono nastąpi. Faktycznie też uderzyło ono zgodnie z moimi przewidywaniami. Taka zgodność moich prognoz z faktycznymi zdarzeniami jest raczej niezwykła. Z moich dotychczasowych badaniach wynika bowiem, że Bóg typowo unika potwierdzania przepowiedni i przewidywań jakiegokolwiek człowieka. Wszakże fakt czy swoimi działaniami Bóg potwierdzi, czy też NIE potwierdzi, przewidywania jakiegoś człowieka, jest tym istotnym szczegółem jaki m.in. decyduje o różnicy pomiędzy np. "naukową prognozą" a czyimś "ignoranckim bajdurzeniem", albo pomiędzy np. "prawdziwym prorokiem" i "fałszywym prorokiem". Tymczasem Bóg jest zbyt wszechwiedzący, dalekowzroczny, przewidujący, oraz ma On w swojej dyspozycji zbyt wielkie możliwości, aby bez istotnego powodu nadawać jakiemuś człowiekowi zdolności przepowiadania i popierać swoimi działaniami jego przewidywania czy ostrzeżenia. To dlatego, jeśli ktoś z ludzi przewiduje iż już wkrótce ma nastąpić jakas katastrofa, w typowych przypadkach jest niemal pewnym że katastrofa ta NIE nastąpi w przewidywanym miejscu i okresie czasu. Potwierdzeniem tej właśnie zasady jest np. tzw. "pandemia" ptasiej i potem świńskiej grypy, jaka zgodnie z przewidywaniami najróżniejszych uczonych w piśmie miała nastąpić już około 2008 roku, a jaka do dzisiaj się nie pojawiła. W podobny sposób wielokrotnie już przewidywany "koniec świata" nigdy NIE nastąpił w wyznaczonym przez ludzi terminie. (Włączony w owe "fałszywe przepowiednie" jest także i ów "koniec świata" który według przewidywań najróżniejszych "fałszywych proroków" ma jakoby nastąpić w grudniu 2012 roku - tak jak to wyjaśnia dokładniej punkt #B8 w poprzedniej części niniejszej strony.) W podobny sposób ludzkość nigdy NIE będzie doświadczona "jądrową (3-cią) wojną światową" - bez przerwy przewidywaną przez najróżniejszych "fałszywych proroków". (Po więcej szczegółów dlaczego taka "światowa wojna nuklearna" nie może mieć miejsca na Ziemi - patrz punkt #J4 na totaliztycznej stronie bitwa_o_milicz.htm.) Jeśli więc, na przekór kierowania się przez Boga zasadą aby ogromnie rzadko potwierdzać ostrzeżenia i przewidywania indywidualnej osoby, Bóg ciągle potwierdził przewidywania opisywanego tu kataklizmu, najwyraźniej miał ku temu naprawdę istotne powody i wyraźnie życzy sobie aby spisane zostało to co prezentuje niniejsza strona, a także aby na ostrzeżenia te (i na wyjaśnienia ich powodów) ludzie zaczęli jednak zwracać uwagę.
       Fakt że trzęsienie ziemi z Christchurch dało się przewidzieć na podstawie sytuacji filozoficznej i moralnej w Nowej Zelandii wprowadza sobą najróżniejsze implikacje. Jedną z nich jest następstwo podobieństwa Anglii (UK) i Nowej Zelandii. Nowozelandczycy są ogromnie dumni ze swoich związków z macierzystą UK i zawsze podkreślają że ich kraj jest niemal dokładną kopią kultury, języka, religii, filozofii, moralności, itp., w UK. Duża liczba Nowozelandczyków ma nawet brytyjskie paszporty i spędza znaczącą proporcję swego życia w UK. Z kolei nowozelandzka telewizja i gazety omawiają niemal wyłącznie UK i angielskojęzyczne kraje, przeważająco ignorując wiadomości z innych miejsc i krajów. Takie zaś ścisłe związki z UK sugerują, że jeśli filozofia i moralność Nowozelandczyków stanowiła powód dla opisywanego tutaj kataklizmu, wówczas ich podobieństwo do UK implikuje iż już wkrótce i w UK należy się spodziewać równie potężnego kataklizmu.
       3.14. Takie zrealizowanie owego trzęsienia ziemi, że jego pochodzenie, wymowa i następstwa dają się interpretować aż na kilka odmiennych sposobów. Wszakże obecność w trzęsieniu ziemi z Christchurch aż tak dużej liczby tajemniczych i wcześniej nieznanych zjawisk jak niektóre z tych opisanych powyżej, pozwala badaczom wyznającym cały szereg zupełnie odmiennych poglądów wypracować i udokumentować co najmniej 3 drastycznie różniące się od siebie wyjaśnienia dla pochodzenia tego trzęsienia ziemi. Zgodnie też z ustaleniami opisanymi w podpisie pod "Fot. #D8", oraz w punkcie #C2 strony o nazwie day26_pl.htm, każde też z tych wyjaśnień może zadowalać odmiennych ludzi w obecnym świecie pełnym drastycznie różniących się światopoglądów. Przykładowo, obecność powyższych cech pozwala aby zależnie od wyznawanego światopoglądu to trzęsienie ziemi dało się wytłumaczyć jako (1) bezmyślne działanie dzikiej natury, (2) celowe zniszczenia wywołane przez UFOnautów, lub (3) moralnie i filozoficznie korygujące działanie Boga. Na dodatek do tego, trzęsienie to dostarcza też silnych przesłanek, aby w każdym z tych tłumaczeń doszukać się zapowiedzi że niedługo będzie jeszcze dopisany dalszy ciąg do tego trzęsienia ziemi.
       W powyższych punktach ujawnione są tylko te tajemnicze zjawiska, których zaistnienie w Christchurch udało mi się ustalić zdalnie poprzez analizę artykułów w gazetach i raportów w dziennikach telewizyjnych. Oczywiście, gdybym mógł wybrać się do Christchurch i dokonać badań oraz sprawdzeń na miejscu, z całą pewnością wykryłbym, sprawdziłbym w terenie, oraz opisałbym, znacznie więcej takich tajemniczych zjawisk. Niektóre z nich być może byłyby w stanie w przyszłości ocalić czyjeś mienie lub nawet życie. Niestety, pozostając bezrobotnym już od 2005 roku, oraz nie mając żadnego źródła dochodu ani nie otrzymując zasiłku dla bezrobotnych - tak jak to wyjaśniłem na swojej stronie autobiograficznej o nazwie pajak_jan.htm, finansowo po prostu mnie nie stać abym tam się wybrał. Wszakże Christchurch znajduje się na odmiennej wyspie niż ta na której ja mieszkam, a ponadto bazująca na monopolach struktura ekonomiczna Nowej Zelandii powoduje że podróżowanie jest w niej okropnie drogie i zupełnie nie na moją kieszeń. A szkoda. Wszakże mój wieloletni trening w wykrywaniu i wyjaśnianiu tajemnic natury, wsparty przez moją szeroką i wielodyscyplinarną wiedzę reprezentowaną przez teorię wszystkiego zwaną "Konceptem Dipolarnej Grawitacji" którą ja sam wypracowałem, pozwoliłby mi na wykrycie oraz zinterpretowanie tych zjawisk i śladów materialnych, których istnienie normalni naukowcy zwyczajnie przeoczą. Na dodatek, moja odwaga osobista i oddanie moralności oraz prawdzie pozwoliłaby mi na opublikowanie nawet ustaleń których normalni naukowcy nigdy nie odważyliby się podać do wiadomości publicznej. Nie muszę się też tutaj już rozwodzić, że gdybym był na miejscu w Christchurch, wówczas w rozmowach z lokalnymi postarałbym się również ustalić moralne i filozoficzne powody dla których Bóg zesłał tam ów kataklizm, a ponadto postarałbym się ustalić czy faktycznie działania ludzi w odpowiedzi na ów kataklizm już od początku zakręcają w moralnie niedozwolonym kierunku - jak to zdają się sugerować raporty w nowozelandzkiej prasie i telewizji (tym samym ustaliłbym też czy kataklizm ten już wkrótce będzie powtórzony). Wszakże jak narazie ja jestem jedynym naukowcem na Ziemi który wypracował narzędzia i metody przeprowadzenia tego rodzaju oszacowań, jedynym naukowcem który jest w stanie zakwalifikować filozofie swoich rozmówców już na podstawie kilku zdań jakie oni wypowiedzą, a także prawdopodobnie i jedynym naukowcem który miałby odwagę opublikować swoje ustalenia na ów temat.
       4. Niewidzialność naukowców. Po trzęsieniu ziemi aż tak pełnym niewyjaśnionych tajemnic, możnaby się spodziewać, że naukowcy rzuciliby się do ich badania i do wyjaśniania zainteresowanej społeczności. Tymczasem w potrzęsieniowym Christchurch nowozelandzcy naukowcy byli zupełnie niewidzialni. Jedynym śladem jaki mi pozwolił odnotować że ciągle oni istnieją, był niewielki artykuł [1#C5.4] "Fault awakens after 16,000 years of inactivity" (tj. "Fault zbudził się po 16000 lat braku aktywności"), ze strony A11 gazety The Press, wydanie z wtorku, September 7, 2010 roku. Niestety, treść tego artykułu dokumentuje że naukowcy którzy go zasugerowali wcale nie ruszyli się ze swoich foteli z poręczami aby przebadać sytuację na miejscu. Jest on bowiem pełem spekulacji zupełnie oderwanych od realiów obecnych na miejscu tego trzęsienia. Nie dostarcza też wyjaśnienia dla żadnej z zagadek wskazywanych powyżej w 3.1 do 3.9. Powstanie zupełnie nowego "fault" wyjaśnia on jako istnienie tego "fault" już od 16000 lat - jednak nie adresuje pytania jak to możliwe że naukowcy uprzednio nie mieli pojęcia o jego istnieniu. Nie ustosunkowuje się też do wielu zagadek owego "fault", przykładowo dla faktu że jest on zakrzywiony - tak jakby był on fragmentem okrężnego pęknięcia, albo do faktu że jego długość wynosi jedynie około 30 km zaś jego oba końce wcale nie łaczą się z żadnym innym "fault". Warto tez odnotować, że ów artykuł [1#C5.4] ukazał się w porannej gazecie już na 3-ci dzień po trzęsieniu ziemi - co oznacza że musiał być pisany nie później niż na drugi dzień. Tylko naukowcy siedzący w wygodnych "krzesłach z poręczami" i oglądający świat z wysokości swojej "wieży z kości słoniowej" już na drugi dzień po trzęsieniu ziemi wiedzą z całą pewnością że spowodował je nieznany wcześniej "fault" jaki spał pod powierzchnią ziemi przez ostatnie 16000 lat.
       W (1) z punktu #E1 na stronie o nazwie rok.htm wyjaśniłem, że począwszy od 1989 roku uczelnie wyższe Nowej Zelandii "ujeżdżają tygrysa" - czego efektem jest nieustanny spadek jakości ich nauczania oraz spadek ich osiągnięć naukowych. Ów spadek został już zresztą obiektywnie potwierdzony np. badaniami opisanymi w artykule [2#C5.4] "Universities slide down world ranks" (tj. "Uniwersytety ześlizgują się w dół w zajmowanych pozycjach") ze strony A7 gazety The New Zealand Herald wydanie ze środy (Wednesday), September 8, 2010. Według informacji z owego artykułu, uczelnie Nowej Zelandii spadły już do pozycji pomiędzy 68 i 302. Nie powinno więc nikogo dziwić, że w potrzęsieniowym Christchurch miejscowi naukowcy pozostawali niewidzialni.
       5. Uszkodzenie kilku kościołów Christchurch, w tym zawalenie wieży prezbyteriańskiego kościoła z Hororata. Raport telewizyjny jaki po raz pierwszy widziałem w Malezji w wiadomościach nadawanych przez stację "Al Jazeera", pokazywał że owo trzęsienie ziemi zawaliło wieżę 99-letniego, historycznego kościoła prezbyteriańskiego z Hororata - pod wezwaniem św. Jana. Fotografię zniszczeń owego kościoła publikował też artykuł [1#C5.5] "Tremors strike historic church" (tj. "Wstrząsy uderzyły historyczny kościół"), ze strony A14 gazety [1#C5]. W połowie września 2010 roku w internecie fotografia owego kościoła dostępna była pod adresami www.chch.anglican.org.nz/Lifestyle/Earthquake-Update oraz www.anglicanlife.org.nz/Anglican-Life-Home/Lifestyle/Earthquake-Update/Earthquake-Hit-Churches.
       Podczas trzęsienia ziemi z Christchurch Bóg działał ogromnie wybiorczo. Zniszczeniu uległy tylko niektóre starannie wybrane budynki, co nawet odnotowali zaskoczeni dziennikarze - patrz artykuł [2#C5.5] "Surprise as most houses left intact" (tj. "Zaskoczenie jako że większość domów pozostała nietknięta"), opublikowany na stronie A13 gazety [1#C5]. To zaś znaczy, że każde zniszczenie z tego trzęsienia ziemi było NIE tylko aktem Boga, ale także wyraźną wiadomością od Boga. Na dodatek, z innych kataklizmów wiadomo, że w typowych sytuacjach Bóg oszczędza obiekty religijne, pozostawiając je nietknięte. Stąd owe znaczące zniszczenia w anglikańskich kościołach, też wyrażają sobą konkretną wiadomość od Boga - na którą to wiadomość staram się już zwracać uwagę czytelnika w punktach #C3 i #C4 tej strony. Można się domyślać, że owe zniszczenia są oznaką dezaprobaty Boga dla dającego się odnotować już od jakiegoś czasu stopniowego "rozmywania" granic tego co odróżnia moralne od niemoralnego, na jakie pozwalają kapłani tego kościoła. Przykłady owego "rozmywania granic" obejmują m.in. przedmiot nakazu powtarzanego w Biblii aż wielokrotnie i wyrażonego np. słowami z bibilijnej Księgi Kapłańskiej (Leviticus), werset 18:22 - cytuję: "Nie będziesz obcował z mężczyzną, tak jak się obcuje z kobietą". Albo stanowisko wyrażone artykułem [3#C5.5] "Archdeacon backs atheist ads-on-buses campaign" (tj. "Arcydziekan aprobuje ateistyczną kampanię ogłoszeń-na-autobusach"), ze strony A6 gazety The New Zealand Herald wydanie z wtorku (Tuesday), March 2, 2010. Albo też inicjatywy w rodzaju wyeksponowania przy kościele w Auckland słynnego plakatu (billboard) który pokazywał św. Józefa w łóżku z Matką Boską - tak jak wyjaśnia to artykuł [4#C5.5] "Anger at biblical bed scene" (tj. "Dezaprobata bibilijnej sceny w łóżku"), ze strony A3 gazety The New Zealand Herald (wydanie z czwartku (Thursday), December 17, 2009), zaś zilustrowała fotografia owego "billboard" pokazana przy artykule [5#C5.5] "Billboard will stay, despite upsetting bishop" (tj. "Plakat pozostanie, na przekór że wzburzył biskupa"), ze strony A9 Weekend Herald (wydanie z soboty (Saturday), December 19, 2009).
       6. Po głównym trzęsieniu ziemi, Christchurch było trapione setkami wstrząsów wtórnych (tzw. "aftershocks"). Zgodnie z artykułem [1#C5.6] "Aftershocks strike" (tj. "Po-trzęsieniowe wstrząsy uderzają") opublikowanym na stronie 14 malezyjskiej gazety The Malay Mail (darmowe wydanie z wtorku, 7 września 2010 roku), tylko podczas następnej nocy po owym trzęsieniu ziemi, Christchurch zostało uderzone przez około 20 po-trzęsieniowych "aftershocks" największe z których miały siłę 5.4. W przedziale zaś całej doby od owego trzęsienia, naliczono tam ponad 100 owych "aftershocks" o wielkości od 3.2 do 5.4 w skali Richtera. Owe wtórne trzęsienia ziemi pojawiały się powtarzalnie aż przez kilkanaście następnych dni, wstrzymując ludzi przed wejściem do swoich domów, pogłębiając na ulicach niepewność i poczucie zagrożenia, oraz dodając dalszych zniszczeń do tych spowodowanych głównym trzęsieniem ziemi. Przykładowo, o całej ich serii ciągle zaistniałej 14 września 2010 roku informowały owego dnia wieczorne dzienniki TVNZ. Jak w owych wiadomościach to podkreślano, do wówczas Christchurch doświadczył już ponad 300 takich wstrząsów wtórnych powstrzymujących powrót stabilności i normalności do życia mieszkańców owego miasta. Owe wtórne wstrząsy ciagle trwały nawet w listopadzie 2010 roku. Przykładowo, o kolejnych dwóch z nich o sile niemal 5 na skali Richtera informuje artykuł "More shakes" (tj. "Więcej wstrząsów") ze strony A3 gazety The Dominion Post, wydanie z poniedziałku (Monday), November 15, 2010). W owym artykule informowano, że do wówczas Christchurch był już wstrząsany przez aż kilka tysięcy podobnych wstrząsów wtórnych.
       Takie wydłużanie poczucia zagrożenia i niepewności sprzyja zapewne rachunkowi sumienia, poszukiwaniu przez ludzi prawdy, oraz bardziej poważniejszemu potraktowaniu przez nich niezbędności odnowy - zgodnie ze staropolskim powiedzeniem kiedy trwoga to do Boga. Jak wysoką atmosferę zagrożenia wprowadzają owe wtórne "aftershocks" doskonale oddają to słowa burmistrza Christchurch opublikowane w artykule [2#C5.6] "Big aftershock rocks New Zealand city again" (tj. "Silne wstrząsy ponownie zakołysały Nową Zelandią") ze strony 14 malezyjskiej gazety The Malay Mail (darmowe wydanie ze środy, 8 września 2010 roku). Burmistrz ów stwierdził, cytuję: "Aż wnętrzności mi się wywracają. Kiedy to wszystko się skończy? To jest jak życie w wirówce. ... Nasz personel popłakuje, wozy straży pożarnej uganiają się po centrum miasta, elektryczność nie dopływa, zaś wielu, wielu ludzi jest całkowicie przytłoczone tym wszystkim." (W angielskojęzycznym oryginale (Mayor, Bob Parker, said): "My guts is churning up here. When will this thing end? It is like living in a maelstrom. ... We have got staff in tears, we have got fire engines going through the middle of the city, power is out and a lot of people are very, very churned up by that.")
       7. Symboliczna wymowa mojej nieobecności w Nowej Zelandii w chwili owego trzęsienia ziemi. Z powodu kiepskiej sytuacji finansowej, od 2008 roku ja nie wyjeżdżałem na wakacje. W 2010 roku też nie miałem zamiaru wyjechać. Do wyjazdu zmusił mnie głównie przewlekły kaszel, jaki w owym zimnym, przeciekającym i zagrzybionym mieszkanku jakie wynajmuję nie chciał ustąpić przez wiele miesięcy. Wierzyłem więc że pobyt w gorącej Malezji pozwoli mi ów przewlekły kaszel wyleczyć - co też faktycznie się stało. Potem jednak się okazało, że mój wyjazd z Wellington miał też wysoce symboliczne znaczenie. Ujawnił bowiem, że Bóg - jeśli tylko zechce, wówczas z łatwością może niepostrzeżenie usunąć każdą osobę z zasięgu katastrofy jaką właśnie przygotowuje dla danego obszaru. To z kolei oznacza, że miasto Wellington przy którym ja mieszkam wcale nie jest trwale chronione przed kataklizmami przez owych "10 sprawiedliwych" których opisuję w punkcie #I3 strony day26_pl.htm. Jeśli więc mieszkańcy Wellington ześlizgną się do niedozwolonego poziomu filozofii pasożytnictwa - który stworzy potrzebę "korygującego kataklizmu", zaś niektórzy z owych "10 sprawiedliwych" z niego się wyprowadzą, wówczas Bóg bez trudności tymczasowo usunie z miasta pozostałych z owych "10 sprawiedliwych" jacy narazie ciągle je chronią, poczym zaserwuje miastu wymagany kataklizm.
       8. Stworzenie szansy dla Christchurch, aby wypełnić powiedzenie "nie ma takiego złego co by na dobre nie wyszło". Brak ofiar ludzkich, selektywność zniszczeń, oraz gotowość rządu Nowej Zelandii do udzielenia pomocy finansowej ludziom dotkniętym tym trzęsieniem ziemi, ujawnia że owo trzęsienie ziemi może też z czasem okazać się rodzajem "dobrodziejstwa" dla Christchurch. Chodzi bowiem o to, że Nowa Zelandia, włączając w to miasto Christchurch, ma najbardziej pożałowania godne warunki mieszkaniowe ze wszystkich krajów jakie ja znam, włączając w to kraje tzw. "trzeciego świata" - np. Malezję. Typowe mieszkania w Nowej Zelandii są w domach zbudowanych z dykty i zupełnie niezaizolowanych przed zimnem. Typowo mają one błędnie zaprojektowaną architekturę która ignoruje realia klimatyczne i koncentruje się wyłącznie na wyglądzie. Ich dachy i źle osłonięte ściany zwykle przeciekają - w rezultacie czego owe domy z dykty gniją, zaś ich mieszkania są wilgotne, zagrzybione i wysoce niezdrowe dla zamieszkujących je ludzi. Mieszkania są też zimne, bowiem ich nieszczelne ściany, okna i cała architektura uniemożliwiają ich efektywne ogrzewanie. Nie bedę się tu już rozpisywał, że obecna cena rynkowa owych podrzędnych jakościowo domostw jest ponad 10 razy wyższa niż wynosi ich faktyczna wartość - tak że normalny Nowozelandczyk nie jest już ich w stanie sobie zakupić. (To zaś praktycznie oznacza, że na zakup domów stać jedynie tych bardziej bogatych Nowozelandczyków, którzy potem je wynajmują swoim biednym współziomkom, wykorzystując ową sztucznie stworzoną trudną sytuację mieszkaniową jako narzędzia dla bezwzględnej eksploatacji biednych Nowozelandczyków przez ich bogatych współziomków.) W rezultacie, opisywane tu trzęsienie ziemi może być okazją jaką wyjaśnia artykuł [1#C5.8] "Opportunity to build houses suitable for our climate" (tj. "Okazja aby budować domy odpowiednie dla naszego klimatu"), ze strony A21 gazety The Press, wydanie ze środy, September 8, 2010 roku.
       9. Niemal równoczesne uderzenie Nowej Zelandii przez całą gamę innych kar i kataklizmów. Trzęsienie ziemi z Christchurch było tylko jednym z całego szeregu kataklizmów które ostatnio zaczęły uderzać w Nową Zelandię, a których nieprzerwane pojawianie się jest wskazówką że Bóg stracił już cierpliwość dla nieustannego ześlizgiwania się mieszkańców owego kraju w szpony filozofii pasożytnictwa. Już wrótce po trzęsieniu ziemi z Christchurch, hodowcy owoców "kiwi" z owego kraju, uparcie popierający niemoralne zasady monopolistycznej sprzedaży owych owoców, zostali ukarani wysoce niszczycielską chorobą PSA - patrz artykuł "Grower begins to destroy kiwifruit" (tj. "Sadownik zaczął niszczenie owoców kiwi") ze strony A6 gazety The New Zealand Herald (wydanie z wtorek (Tuesday), November 16, 2010) - która to choroba PSA w listopadzie 2010 roku zaczęła raptownie dewastować nowozelandzkie sady z owocami "kiwi" - tak jak to opisałem w punkcie #D5 strony o nazwie fruit_pl.htm. Dziwna choroba nagle zaczęła dziesiątkować również poszukiwane na świecie nowozelandzkie ostrygi, których eksport generuje około 30 milionów dolarów zysku rocznie - po szczegóły patrz artykuł "Mystery as oysters wiped out" (tj. "Tajemnicze wymieranie ostryg") ze strony A3 nowozelandzkiej gazety The Dominion Post, wydanie z piątku (Friday), December 3, 2010. Ponadto u wybrzeży Nowej Zelandii, lub na jej plażach, co jakiś czas pojawiają się ogromne ławice martwych ryb - patrz artykuł "Mass of floating snapper a mystery to officials" (tj. "Masa zdechłych snapperów zagadką dla urzędników") ze strony A9 gazety The New Zealand Herald (wydanie z czwartku (Thursday), Decemb 2, 2010). Nie wpomnę tutaj już, że nieodpowiedzialne wylewanie trucizn na lasy, łąki i pola Nowej Zelandii spowodowały masowe wyginięcie jej pszczół - tak że obecnie zobaczenie pszczoły np. koło mojego domu jest już niemal niemożliwe. Z kolei kopalnia węgla zwana "Pike River Coal Mine" została wstrząśnięta eksplozją gazu o godzinie 15:43 w piątek dnia 19 listopada 2010 roku - patrz artykuł "Don't seal the mine, beg relatives" (tj. "Nie zamurowujcie kopalni, błagają krewni") ze strony A5 nowozelandzkiej gazety The Dominion Post, wydanie z piątku (Friday), November 26, 2010. W wyniku tej eksplozji w kopalni zostało uwięzionych 29 górników, zaś każda kolejna próba ich uwolnienia była udaremniana coraz to innym dziwnym "zbiegiem okoliczności". W rezultacie zapewne NIE uda się wydobyć na powierzchnię nawet ich ciał. Do tego wszystkiego dadają się fenomeny pogodowe które dewastują rolnictwo Nowej Zelandii. Przykładowo, we wtorek 28 grudnia 2010 roku obszar Nowej Zelandii znany jako "Golden Bay" został uderzony największą od 150 lat powodzią - patrz artykuł "Clean-up begins after storm inflicts worst flooding in 150 years" (tj. "Sprzątanie się zaczyna po tym jak sztorm spowodał najgorszą powódź od 150 lat") ze strony A2 gazety The New Zealand Herald (wydanie z czwartku (Thursday), December 30, 2010). Interesująco, owa "Golden Bay" leży niedaleko Petone w której ja mieszkam - faktycznie gdyby NIE góry otaczające Petone, wówczas zapewne byłoby ją widać z mojego domu. Jednak kiedy w "Golden Bay" szalała najgorsza powódź od 150 lat, w Petone świeciło wówczas słońce - aż tak duża jest moc ochronna owych "12 sprawiedliwych" których bronienie Petone przed kataklizmami zostało opisane w punkcie #I3 strony day26_pl.htm. W sumie, tylko dla ludzi pozbawionych zdolności do patrzenia ciągle nie jest jeszcze widocznym, że Bóg jest coraz bardziej rozgniewany na to co się dzieje w Nowej Zelandii. (Oczywiście, Nowa Zelandia jest tylko jednym z całego szeregu krajów o szybko obniżających się moralnościach, którym Bóg coraz wyraźniej ujawnia swój narastający gniew seriami najróżniejszych kataklizmów podobnych do tych które tutaj zostały opisane jako przykłady ilustrujące objawy czyjegoś ześlizgiwania się w niedozwolony obszar pasożytnictwa i niemoralności. Jedynym zaś powodem dla którego pisze tutaj o Nowej Zelandii, zamiast np. o Pakistanie, Afganistanie, czy Zimbabwe, jest że dostęp do faktów i do precyzyjnych informacji mam głównie o kraju w którym aktualnie mieszkam. Wcale jednak to NIE oznacza, że w innych krajach sytuacja moralna ich mieszkańców jest lepsza niż ta którą tu opisuję.)
* * *
       Niestety, problem - a zapewne również i "test na moralność" jakiemu Bóg poddaje Nową Zelandię za pośrednictwem tego trzesienia ziemi, polega na tym że zarówno decydenci jak i poszkodowani obywatele owego kraju sprawiają wrażenie zbyt już zasiedziałych (complacent) i zbyt głęboko zanurzonych w filozofię pasożytnictwa aby owo trzęsienie ziemi obrócić dla dobra ludzi. Przykładowo, z zapewne cenzurowanych a stąd raczej ostrożnych wypowiedzi w prasie i w telewizji, wyłania się obraz że ofiary trzęsienia są jednak trapione wieloma plagami reprezentującymi typowe manifestacje pasożytniczej filozofii. I tak, np. trapi ich nadmierna biurokracja paralizująca niemal wszelkie działania, odwlekanie i brak rozstrzygajacych decyzji, monopolizowanie wszystkich działań i decyzji przez instytucje i władze które są zbyt wolne i zbyt nieudolne aby podołać obowiązkom - które jednak upierają się przy utrzymywaniu swego monopolu i nie chcą dzielić robót (a stąd i zysków) z innymi, monopolistycznie nastawione prawa które wyróżniają wybrane jednostki i grupy kosztem postępu i dobra całego społeczeństwa, itd., itp. Jeden poszkodowany przez owo trzęsienie ziemi skarżył się w telewizji w dniu 15 listopada 2010 roku, że potrzęsieniowa biurokracja jest tak silna, zaś istniejące prawa tak mocno krępują działania obywateli, że on osobiście się przekonał iż zbudowanie zupełnie nowego domu na całkowicie nowej działce budowalnej przychodzi mu łatwiej, szybciej i mniej kosztownie niż naprawienie kilku uszkodzeń w starym domu. Jak mocno owe monopolistycznie zorientowane prawa potrafią paraliżować obywateli, ja też przekonałem się na własnej skórze około 10/10/10 - kiedy to wysiadł mi programator w mojej pralce nowozelandzkiej produkcji. Na przekór że jestem byłym profesorem wykładającym kiedyś m.in. elektronikę, oraz na przekó że na Politechnice w Timaru prowadziłem kurs dla elektyryków, ciągle nie mam nowozelandzkich uprawnień rzemielśniczych elektryka uprawniających do naprawy pralek. (Kiedyś miałem takie uprawnienia na Polskę, gdy jako student dorabiałem sobie jako maszynista młockarni - jednak polskie uprawnienia NIE są ważne w Nowej Zelandii.) Stąd sklepom NIE wolno sprzedać mi nowego programatora wartego około 20 dolarów. Aby go więc wymienić musiałbym zawołać "specjalistę" który za "diagnozowanie" najpierw pobiera 100 dolarów, potem zaś za "wymianę programatora" każe sobie zapłacić około 200 dolarów. Tymczasem nowa pralka kosztuje 699 dolarów. Naprawa kosztowałaby mnie więc niemal połowę ceny nowej, podczas gdy pralka ciągle byłaby już stara i zapewne wkrótce coś innego by w niej nawaliło. Tak więc odkryłem wówczas, że na przekór iż w pralce nawaliła mi część warta 20 dolarów, oraz na przekór że aby wymienić tą część potrzebny jest jedynie śrubokręt warty około 5 dolarów, z powodu anty-postępowych praw jakie obowiązują w Nowej Zelandii korzystniej się okazuje kupić sobie nową pralkę za 699 dolarów niż naprawić starą. Podobne prawa działają też w niemal każdym innym obszarze. Ich efekt na społeczeństwo miejscowi nazywają "red tape" (tj. "czerwona taśma") - ponieważ zakuwają one ludzi i obezwładniają ich działania tak samo skutecznie jakby ludzie zostali cali pooklejani lepką taśmą. Do biurokracji i do zakuwających wszelką inicjatywę praw, w Christchurch zdają się też dodawać problemy z dystrybucją funduszy i pomocy, problemy społeczne spowodowane brakiem gotowości ludności do samodzielnego działania i czekaniem aż inni wszystko dla nich zorganizują, brak informacji i niewiedza co naprawdę się dzieje, itd., itp. W rezultacie, wygląda na to że zamiast odnowić moralnie, owo trzęsienie ziemi z Christchurch tylko ugruntowuje zasiedziałość i niektóre niemoralne zachowania. To zaś oznacza, że po jakimś czasie zapewne usłyszymy o następnym katakliźmie, np. o następnym trzęsieniu ziemi, tym razem znacznie już bardziej niszczącym i pozbawionym cudu jaki poprzednio miał miejsce w Christchurch.


#C5.1. Istnieje bardzo prosty (i tani) sposób na jaki Christchurch (a także inne miasta i społeczności) mogłoby się chronić przed wszelkimi kataklizmami - niestety miasto to postępuje dokładnie odwrotnie do tego sposobu:

Motto: "Jeśli chcesz wieść spokojne życie dalekie od kataklizmów, wówczas 'ufunduj stypednium dla aktywnego totalizty'."

       Najbardziej wartościowa dla nas byłaby filozofia która potrafi nas wybronić przed kataklizmem lub stratą. Dlatego ambicją filozofii totalizmu jest wskazanie prostej i taniej metody z użyciem której miasta i społeczności, włączając w to Christchurch, mogłyby się wybronić przed kataklizmami. Wypracowanie zaś takiej metody wymaga aby zacząć od ustalenia, co naprawdę było powodem danego kataklizmu. Dla opisywanego poprzednio przykładu Christchurch, filozofia totalizmu wyjaśnia, że istnieją dwa główne powody dla których począwszy od pamiętnego 1999 roku Christchurch dotykany jest całą serią kataklizmów, włączając w to trzęsienia ziemi opisane w punkcie #C5 powyżej. Powody te obejmują: (a) brak w mieście owych "10 sprawiedliwych" którzy chroniliby Christchurch przed kataklizami - tak jak to wyjaśniłem w punkcie #A2.3 ze strony totalizm_pl.htm, oraz (b) niewłaściwa filozofia (a stąd i niewłaściwe wierzenia) które miasto to wyznaje jako tzw. "intelekt grupowy". ("Intelekt grupowy" jest wyjaśniony m.in. w punktach #B2 do #B4.4 strony mozajski.htm.) Mianowicie, zamiast np. przyciągać i nakłaniać "sprawiedliwych" do osiedlania się w owym mieście, mieszkańcy Christchurch wolą ich "wypędzać", zaś przyciągać ludzi którzy reprezentują odwrotność "sprawiedliwych" i którzy potem czynią to miasto sławne z zupełnie niewłaściwych powodów. Ja jestem świadomy o dwóch przypadkach kiedy miasto owo faktycznie "odpychało" od siebie "sprawiedliwych" mogących zmienić jego losy (zamiast ich przyciągać). Jednak jest oczywiste, że przypadki te reprezentują trwały "trent" jaki w nim dominuje. Pierwszym przypadkiem jest ten z 1999 roku, kiedy to w mieście nastąpiło cudowne objawienie że Christchurch będzie wizytowany przez "Drugiego Jezusa" - co opisałem szerzej w punkcie #G2 ze strony o nazwie przepowiednie.htm. Zamiast jednak pomagać dyrektorowi który przygotowywał owo miasto do tamtej istotnej wizyty, miasto wolało go wyszydzać i usunąć z zajmowanej posady. Drugim przypadkiem są moje własne starania o pracę w Christchurch. Mianowicie, począwszy od czasu wyemigrowania do Nowej Zelandii, ja osobiście składałem co najmniej jedno podanie każdego roku o pozycję na University Canterbury z Christchurch. Wszakże ja uwielbiam to miasto i chciałem w nim zamieszkać. Jednak wszystkie te moje liczne podania były systematycznie odrzucane. Odrzucanie to NIE mogło też bazować na mojej wiedzy, wykształceniu, doświadczeniu i umiejętnościach - wszakże tymi zawsze biłem na głowę innych kandydatów. Musiało więc wynikać z moich poglądów które były znane osobom z komisji kwalifikacyjnych, a które są dalekie od ateizmu i od ortodoksyjności dominujących ten uniwersytet i miasto. Nie muszę tu już wyjaśniać, że wierzenia ludzkie będące źródłami motywów dla obu powyższych przypadków "odrzucania" przez Christchurch "sprawiedliwych" mogących chronić to miasto, były źródłem powodu (b) powyżej dla którego miasto to gnębione jest seriami kataklizmów.
       Po zidentyfikowaniu powodów dla których zarówno Christchurch, jak i wiele innych miast i społeczności, są gnębione kataklizmami, filozofia totalizmu pozwala wypracować kilka prostych sposóbów jak wyeliminować te powody - a tym samym jak przywrócić do nich spokój i balans moralny. Tutaj wyjaśnię tylko jak działałby jeden taki sposób, jaki odnosi się do Christchurch, jednak jaki daje dobre pojęcie jak zaprojektować podobne sposoby dla innych miast i społeczności. Dla Christchurch, taki najprostrzy i najtańszy z tych sposobów stwierdza, że "wystarczy oficjalnie zaprosić Jana Pająk do zamieszkania w Christchurch na koszt jego mieszkańców,a katakizmy natychmiast zaczną omijać to miasto". Działanie tego oficjalnego zaproszenia opierałoby się na filozoficznych efektach zrealizowania procedury wystąpienia z takim zaproszeniem. Takie procedury spowodowałoby bowiem wyeliminowanie zarówno powodu (a) jak i powodu (b) powyżej. Wyeliminowanie powodu (a) wynikałoby z faktu, że moja (szeroko już znana) postawa moralna kwalifikuje mnie jako jednego z owych "sprawiedliwych" który chroniłby Christchurch przed kataklizmami. Na dodatek, po zamieszkaniu w Christchurch ja wkrótce otoczyłbym się grupką zwolenników totalizmu, uzupełniając w ten sposób liczbę sprawiedliwych do co najmniej 10-ciu. Z kolei wyeliminowanie powodu (b) wynikałoby z samego procesu wystosowania dla mnie oficjalnego zaproszenia do zamieszkania w Christchurch na koszt miasta. Procedura takiego wystosowania spowodowałaby bowiem znaczącą modyfikację filozofii i wierzeń dominujących w owym mieście traktowanym jako tzw. "intelekt grupowy". Z kolei taka zmiana filozofii i wierzeń w mieście wyeliminowałaby działanie owej zasady Boga opisanej w punkcie #A2.2 ze strony totalizm_pl.htm, "aby zawsze traktować ludzi materiałem dowodowym który jest odpowiedni dla wierzeń jakie ludzie ci wyznają i na bazie których podejmują oni swoje działania". Innymi słowy, gdybym ja faktycznie został zaproszony do zamieszkania w Christchurch na koszt miasta, wówczas ów fakt zrealizowałby metodę obrony przed "złośliwościami rzeczy martwych" opisaną w punkcie #A2.2 ze strony totalizm_pl.htm. Do powyższego warto też dodać, że w mojej obecności zawsze dzieją się dosyć dziwne rzeczy które daje się opisac nazwą "cichych cudów". Wykaz ich przykładów podałem w punkcie #H2 strony god_proof_pl.htm. Gdybym więc zamieszkał w Christchurch na koszt owego miasta, wówczas też zaczęłyby tam się zdarzać takie "ciche cuda", zaś wszelkie kataklizmy zaczęłyby omijać to miasto z daleka - tak jak obecnie omijają one miasteczko Petone w którym mieszkam. (Po dowody omijania Petone przez kataklizmy - patrz punkt #I3 na stronie day26_pl.htm.)
       Opisana powyżej metoda obrony przez "ufundowanie stypendium dla aktywnego totalizty" jest szybka i efektywna. Doskonale nadaje się więc ona do "sytuacji kryzysowych" - tj. dla przypadków kiedy filozofia danej społeczności już osiągnęła stan przy którym Bóg zesyła kataklizmy. Jednak w dzisiejszych czasach takie sytuacje panują już w wielu obszarach świata, np. w Nowej Zelandii obejmują już sporą liczbę miast i prowincji regularnie trapionych suszami, pożarami, powodziami, mrozami, śniegiem, huraganami, trzęsieniami ziemi, itp. Z kolei w Australii objęte jest nimi już aż kilka stanów regularnie trapionych suszami, pożarami, powodziami, burzami pyłowymi, tornadami, plagami szarańczy, itp. Nie będę się tutaj już rozwodził nad resztą świata, włączając w to Polskę i całą Europę, gdzie najróżniejsze kataklizmy są na porządku dziennym. Oczywiście, przy stosowaniu tej metody, "sprawiedliwym" zaproszonym do osiedlenia się na koszt danej społeczności niekoniecznie musi być moja osoba, a może być dowolny aktywny "totalizta" praktykujący "totalizm formalny" który wypełnia pecyzjnie wyjaśnioną w treści Biblii boską definicję "sprawiedliwego" i który na dodatek jest szeroko znany w świecie z aktywnego promowania owej nieortodoksyjnej filozofii. Wszakże w opisanej tutaj metodzie taki zapraszany "sprawiedliwy" wcale sam nie powstrzymuje kataklizmów, a jedynie działa na filozofię miejscowych ludzi na podobnej zasadzie jak aktywne "katalizatory" działają w reakcjach chemicznych - tj. wyzwala swoimi poglądami i działaniami zmiany filozofii w danej społeczności, zaś dopiero efektem owych zmian filozofii i wierzeń jest zanik kataklizmów.
       Jak czytelnik może się tego doczytać z mojej autobiografii, totalizm ciągle jest prześladowaną filozofią - tak jak w pierwszych stuleciach AD prześladowane było chrześcijaństwo. Wszakże wszystko co wnosi istotny postęp, w tym totalizm, prześladowane jest tzw. "przekleństwem wynalazców" opisywanym w punkcie B4.4 strony mozajski.htm. Większość więc "totaliztów" ukrywa przed swym otoczeniem praktykowanie tej filozofii. Jednak dużo z nich jest w kontakcie ze mną - wszakże ja jestem twórcą totalizmu. Dlatego jeśli ktoś pragnie wejść z kontakt z najbliższymi siebie totaliztami, powinien w tym celu zwrócić się do mnie.
       Oczywiście, totalizm wskazuje także metody dla długoterminowego "zapobiegania" kataklizmom (działające jako odwrotności powyższej metody szybkiego i krótkoterminowego oddalania już zaistniałego "kryzysu" spowodowanego kataklizmami). Najpewniejsza z owych metod zaleca zagrożonym społecznościom włączcie do programu nauki w swych szkołach i uczelniach dwa dodatkowe przedmioty, tj. "totalizm" oraz "Koncept Dipolarnej Grawitacji", tak aby balansowały one "ateizm" i "naukową ortodoksyjność" monopolistycznie forsowane obecnie w wysoce stronniczej edukacji.
       Na zakończenie chciałbym wyjaśnić "dlaczego ja opisuję tutaj to wszystko, mimo że realistycznie wiem z góry iż dzisiejsi ateistyczni ludzie zupełnie to zignorują, a niektórzy z nich zaczną nawet z tego szydzić". Są ku temu trzy powody. (1) W sytuacji Christchurch znajduje się obecnie wiele miast i społeczności na Ziemi. Na przykładzie więc miasta Christchurch niniejszy punkt wskazuje im wszystkim, jak prosto i tanio mogą się one wszystkie bronić przed coraz częstrzymi dzisiaj kataklizmami. (2) Gdybym, znając metodę obrony, zdecydował się ją przemilczeć, wówczas winę za następstwa brałbym na swoje barki. Jeśli jednak inni ludzie zostaną poinformowani co powinni uczynić aby uniknąć kataklizmów, jednak na własną odpowiedzialność zdecydują się tego NIE uczynić, wówczas to na nich spada cała odpowiedzialnośc za to co się staje. Ponadto, (3) powysze opisy wskazują oczywisty materiał dowodowy na faktyczne działanie na Ziemi wyjaśnionego tutaj powodu (b) dla zaistnienia dzisiejszych kataklizmów. Wszakże powodem tym są niewłaściwe filozofie i wierzenia dzisiejszych ludzi, zaś punkt ten wyraźne uświadomia że te filozofie i wierzenia stały się już aż tak dominujące iż faktycznie uniemożliwiają one wdrażanie tak prostej i tak dobrze już udokumentowanej metody ochrony przed kataklizmami jak ta opisana tutaj. Zamiast więc faktycznie bronić się przed kataklizmami, dzisiejsi ludzie wolą raczej postępować tak jak podps pod "Fot. #D1" poniżej wyjaśnia że pracownicy "Te Papa" postąpili z "houfeng didongy yi" - tj. wolą usuwać z widoku i chować po piwnicach ten materiał dowodowy który dokumentuje iż weszli na zupełnie błędną drogę.


Część #D: Ta część została celowo usunięta aby móc wypełnić wymóg niniejszego serwera że strona NIE może przekraczać 260 KB (aby zobaczyć także i tą część poszukaj pełnej wersji niniejszej strony pod adresami z "Menu 3")




Część #E: Sejsmograf Zhang Henga który umożliwia przewidzenie i zdalne wykrycie właśnie nadchodzącego trzęsienia Ziemi:

      

#E1. Starożytna idea "chi" (tj. "fal telepatycznych") dostarcza zasady działania dla wczesnego wykrywania nadchodzących trzęsień ziemi:

       Starożytni Chińczycy zgromadzili wyjątkową wiedzę na temat zjawiska jakie oni nazywają "chi". (Zjawisko to znane jest także w innych kulturach. Dla przykładu Japończycy nazywają je "reiki", Indyjczycy zwą je "vril", Europejczycy nazywają je "promieniowaniem piramid", zaś Australijczycy i Nowozelandczycy zwą je "vibes".) Ich wiedza o owym "chi" była na tak wysokim poziomie, że nawet dzisiaj ludzie bez przerwy z niej korzystają. Aby było śmieszniej, dzisiejsza ortodoksyjna nauka ciągle ani nie ustaliła, ani nie garnie się aby ustalić, czym owo "chi" właściwie jest. Dlatego w chwili obecnej cała nasza wiedza na temat "chi" pochodzi ze starożytnych Chińskich manuskryptów. Na szczęście ja dokonałem swoich prywatnych badań nad "chi". Niektóre z wniosków do jakich doszedłem zaprezentowane są w podrozdziałach H2 i H7.1 monografii [1/4], której egzemplarze można sobie załadować za darmo poprzez "Menu 1" lub "Menu 4" niniejszej strony internetowej (w celu takiego załadowania wystarczy kliknąć w owych menu na "Tekst [1/4]"). Zgodnie z moimi ustaleniami, nazwa "chi" używana była przez starożytnych Chińczyków dla opisania całego zbioru najróżniejszych zjawisk jakie następują w tzw. przeciw-świecie. Obejmują one, między innymi, zjawiska jakie w monografii [1/4] są opisane takimi nazwami jak: fale telepatyczne (patrz podrozdział H7.1 z tomu 4 monografii [1/4]), energia moralna (patrz podrozdział I4.3 z tomu 5 monografii [1/4]), energia życiowa (patrz podrozdział I5.6 z tomu 5 monografii [1/4]), oraz myśląca substancja nazywana przeciw-materią (patrz podrozdział I2 z tomu 5 monografii [1/4]). Z owych odmiennych składników "chi", najbardziej interesujące z punktu widzenia trzęsień ziemi są "fale telepatyczne". Powodem jest, że fale telepatyczne faktycznie są odpowiednikami dla dźwięków, tyle że rozchodzą się one w przeciw-świecie. Jako takie, są one wytwarzane w sposób ciągły przez każdy obiekt i przez każdy proces. Jednak ich ton, a stąd także i wiadomość jaką w sobie przenoszą, zależy od procesu jakiemu dany obiekt został poddany. Dlatego, kiedy trzęsienie ziemi się zaczyna, owe telepatyczne "dźwięki" rozprzestrzeniają bardzo unikalny "hałas" jaki faktycznie powiadamia każdego kto się w niego wsłuchuje, że trzęsienie ziemi właśnie się gotuje i że już wkrótce uderzy. Jednak jak dotychczas tylko zwierzęta i bardzo szczególni ludzie zwani "psychikami" byli w stanie przechwycić owe telepatyczne informacje na temat nadciągającego trzęsienia ziemi. Czas więc abyśmy zbudowali urządzenie techniczne które byłoby w stanie to też uczynić. Fot. #E1. Oto przykłady które illustrują unikalny kształt "parabolicznej anteny komorowej" przyjmowany przez instrument obecnie znany pod mylącą nazwą "Zhang Heng Seismograph" (choć instrument ten wcale nie stosuje zasady działania dzisiejszych sejsmografów inercyjnych):

Fot. #E1a

Fot. #E1a. Oto prawdopodobnie najdokładniejsza replika odzwierciedlająca kształt zewnętrzny "Zhang Heng seismograph". Daje ona dosyć dobry pogląd jak ten instrument faktycznie wyglądał. Dla przykładu, pokazuje ona że oryginalnie jedynie głowy smoków były zamocowane do "komory antenowej", nie zaś całe smoki jakie są widoczne na innych replikach. (Faktycznie to całe smoki przytwierdzone do "komory antenowej" moim zdaniem mogą nawet wypaczyć poprawny odbiór telepatycznego sygnału alarmowego, czyli "chi".) Jedyna nieścisłość w powyższej replice to najbardziej górna część - oryginalnie była ona fragmentem czaszy kulistej i nie posiadała kołnierza widocznego na powyższej replice. W 2003 roku powyższa replika była pokazywana na następujących stronach internetowych: inventors.about.com or www.sra-4kids.com. Zachęcam do oglądnięcie przynajmniej jednej z nich, lub obu.

Fot. #E1b.

Fot. #E1b: Stary rysunek "houfeng didongy yi". Pokazany on jest w artykule pióra Sara Rhodes, "Chinese Contribution" (tj. "Wkład Chinczyków"), w 2003 roku dostępnym na stronie internetowej home.earthlink.net (proponuje rzucić okiem na ów ciekawy artykuł). Odnotuj z kształtu jego "komory antenowej" jak doskonale kształt ten jest dostosowany do skupiania sygnałow telepatycznych odbijających się od ścianek na wlotach wody do pysków smoków.

Fot. #E1c.

Fot. #E1c: Jeszcze jedna stara replika "houfeng didongy yi". Również bardzo dobrze odzwierciedla ona paraboliczny kształt "komory antenowej" tego urządzenia. W 2003 roku pokazana ona była na stronie internetowej szkoły "Albertson College" z Idaho, USA. Każdy może odwiedzić ową interesujacą stronę szkolną pod adresem: www.albertson.edu (proponuje rzucić na nią okiem).

Fot. #E1d.

Fot. #E1d: Sensacyjna starożytna replika "Zhang Heng seismograph". Wzór na niej zdaje się sugerować, że może ona pochodzić z okresu Western Zhou (1100 BC do 770 BC). To z kolei mogłoby oznaczać, że "Zhang Heng seismograph" mógłby być nawet ponad 1000 lat starszy niż obecnie w to się wierzy. Niestety, sporo szczegółów tego "artyfaktu" zdaje się jednocześnie wskazywać, że jest on jedynie zręczną fabrykacją spreparowaną już w dzisiejszych czasach. Więcej danych o tej kontrowersyjnej replice "Zhang Heng seismograph" może dostarczyć Mr Keewee Tan, z którym daje się skontaktować pod adresem emailowym keeweetan@pacific.net.sg. Z kolei dalsze dane o samej tej replice zaprezentowane są na odrębnej stronie internetowej artefact dostepnej z tej strony poprzez jej "Menu 1" i "Menu 2" (zachęcam do rzucenia na nią okiem).


#E2. Czym są fale telepatyczne (starożytne "chi"):

       Zachowania i cechy fal telepatycznych były opisywane przez dziedzinę wiedzy starożytnych Chińczyków zwykle nazywaną "feng shui" (patrz podrozdział H7.1 z tomu 4 monografii [1/4]), lub "hou feng". Właściwie to "feng shui" lub "hou feng" to po prostu zbiór wiedzy jaka podsumowuje naturalne prawa które rządzą odbijaniem, koncentrowaniem, osłanianiem, oraz wpływem medycznym fal telepatycznych. Najbardziej interesującym atrybutem "fal telepatycznych" jest, że niezwykle potężne spiętrzenie tych fal jest emitowane przez epicentrum każdego trzęsienia ziemi tuż przed tym kiedy owo trzęsienie ziemi ma nastąpić. Dlatego to spiętrzenie fal telepatycznych może zostać użyte w zasadzie wczesnego wykrywania nadchodzących trzęsień ziemi. Jest ono w stanie dostarczyć wyprzedzające ostrzeżenia o nadchodzących trzęsieniach ziemi na długo zanim owe trzęsienia nas uderzą. Ta zasada jest też faktycznie użyta w przeciw-trzęsieniowym urządzeniu alarmowym jakie opisuję na niniejszej stronie internetowej.
       Ponieważ nauka ortodoksyjna nie wyjaśnia czym właściwie są owe fale telepatyczne (lub "houfeng"), najlepiej jeśli tutaj krótko podsumuję najważniejsze informacje na ich temat. (Dla pełnego zrozumienia czym one są najlepiej przeczytać rozdział H z tomu 4 monografii [1/4] opisujący tzw. "Koncept Dipolarnej Grawitacji", zaś szczególnie jego podrozdział H7.1 który dla jego lepszego zrozumienia poprzedzony będzie wcześniejszym przeczytaniem wstępu aż do podrozdziału H3 włącznie.) Dla potrzeb opisywanego tutaj urządzenia wystarczy mi uwierzyć na słowo, że fale telepatyczne daje się objśnić jako rodzaj przeciw-materialnych fal podobnych do dźwięku z naszego świata, które: (1) rozprzestrzeniają się nieskończenie szybko, (2) przenikają przez każdy obiekt tak jakby był dla nich całkowicie przeźroczysty, dlatego są w stanie z łatwością przeniknąć nawet przez takie ogromnie obiekty jak ziemia czy słońce, (3) są częściowo odbijane od każdej powierzchni, (4) są nieustannie emitowane przez każde zjawisko i każdy obiekt, przenosząc w sobie kompletną informację o tym zjawisku lub obiekcie, oraz (5) mogą być przechwytywane i rozszyfrowywane przez rośliny, zwierzęta, ludzi, a także przez urządzenia techniczne.

Fot. #E2

Fot. #E2. Spektakularna replika z Taiwanu opisywanego tutaj instrumentu niesłusznie nazywanego "Zhang Heng seismograph". (Zreprodukowana i hyperlinkowana za pozwoleniem Centrum Komputerowego Ministerstwa Edukacji, datowanego 3 listopada 2003 roku, autoryzowana przez Yenchen Lin, Inżyniera Centrum, yenjen@mail.moe.gov.tw.) Znajduje się ona na wystawie w słynnym "National Museum of Natural Science" (tj. "Narodowym Muzeum Naturalnych Nauk"), z Tai Chung na Taiwanie. Powyzsza fotografia znajduje się na wystawie w słynnym "National Museum of Natural Science", in Tai Chung (Taiwan). W 2003 roku była ona dostępna do oglądania na stronie internetowej która pokazuje najróżniejsze eksponaty z owego muzem. Owa strona posiada adres: content.edu.tw. Proponuję rzucić na nią okiem, bowiem pokazuje ona szczegóły paszczy smoka trzymającego "perłę". Pokazuje ona też rysunek techniczny "inercyjnego" mechanizmu, jaki zgodnie z opiniami niektórych naukowców ortodoksyjnych powodował wypadanie owych "pereł". (Odnotuj że niniejsza strona polemizuje z owymi opiniami i wyjaśnia że urządzenie to wcale NIE działało na zasadzie inercji.)


#E3. "Houfeng didongy yi" działający na "chi":

       W starożytnych Chinach został zbudowany i sprawdzony w działaniu sejsmograf jaki wykorzystywał "chi" dla wykrywania trzęsień ziemi na długi czas zanim one uerzyły. Zasada działania tego sejsmografu była tak zaprojektowana, że reagował on na owo spiętrzenie potężnych fal telepatycznych jakie jest wytwarzane przez epicentrum każdego trzęsienia ziemi tuż przed tym zanim owo trzęsienie ziemi uderzy. To cudowne urządzenie alarmowe do wykrywania nadchodzących trzęsień ziemi i do podnoszenia wczesnych alarmów ostrzegawczych pokazane jest na rysunku N6. Zbudowane ono zostało w 132 roku AD przez genialnego astronoma i matematyka Chińskiego o nazwisku Zhang Heng. Dlatego obecnie znane jest ono pod niemal nic nie mówiącą angielskojęzyczną nazwą Zhang Heng seismograph. Jednak jego oryginalna Chińska nazwa była bardziej wymowna. Brzmiała ona "houfeng didongy yi" co zwykle jest tłumaczone jako "instrument dla śledzenia przepływu fluidu i poruszeń ziemi". Odnotuj jednak, że segment "hou feng" owej nazwy specificznie referuje do fal telepatycznych. Segment ten precyzyjnie wskazuje, że owo urządzenie m.in. wykrywało ruchy chińskiego "chi". Pechowo jednak, w dzisiejszych czasach chińska nazwa "hou feng" jest błędnie tłumaczona jako "wiatry", podczas gdy powininna być tłumaczona jako "chi", a nawet jeszcze lepiej jako "fale telepatyczne". Stąd owa starożytna nazwa chińska dla tego urządzenia bezpośrednio podkreśla, że działało ono na zasadzie fal telepatycznych (tj. "houfeng"), a nie na zasadzie inercji. Opisy owego cudownego urządzenia mogą być znalezione w internecie jeśli słowa kluczowe "Zhang Heng seismograph" wpisze się w dowolnej angielskojęzycznej wyszukiwarce. Połowy wielkości replikę tego urządzenia wykonaną z miedzi, zarząd miasta Beljing (Pekinu) w Chinach podarował ciągle trapionej trzęsieniami ziemi Nowej Zelandii. Replika ta ma wysokość około 1.5 metra, zaś średnica jej beczko-kształtnego zbiornika w najszerszym miejscu wynosi niemal 1 metr. Waży ona 600 kg. W 2003 roku ta replika umieszczona była na wystawie do publicznego oglądania w muzeum nazywanym "Te Papa" (Nasze Miejsce), jakie znajduje się Wellington czyli w stolicy Nowej Zelandii - i zaledwie kilka kilometrów od mieszkania jakie wynajmowałem w 2003 roku. To właśnie ta replika została przeze mnie sfotografowana i pokazana na zdjęciu "Fot. #D1".

Fot. #E3

Fot. #E3. W Hong Kong'u istnieje fabryka nazywanjąca się "Sinopro International Ltd.", która zajmuje się produkcją replik tego instrumentu dla zainteresowanych klientów. Powyższa fotografia pokazuje dwie repliki "Zhang Heng seismograph", które były wyprodukowane właśnie przez ową fabrykę i zaisntalowane w Sheraton Hotel z Chengdu, Chiny. Zdjęcia owych replik, a także innych - też wyprodukowanych przez "Sinpro", w 2003 roku można było oglądać na stronie internetowej tej fabryki, która znajdowała się pod adresem www.sinopro.com. Powyższa fotografia zreprodukowana została za uprzejmym pozwoleniem Pana Wayne Thompson, Sinopro (wrtomson@sinopro.com).


#E4. Historia życia Zhang Heng'a jest dosyć niezwykła:

       Zhang Heng (czasami też pisany "Chang Heng") żył w latach od 72 AD do 139 AD, podczas rządów Wschodniej Dynastii Hanów. Większość swego życia spędził w mieście Luoyang (dzisiejsze miasto Nanyang), jakie było stolicą chińskiej prowincji Henan. W końcowym etapie życia był on nawet ministrem zarządzającym historycznymi zapisami dla swego władcy, chociaż jest nam wiadomym że odmówił przyjęcia wielu ważnych urzędów jakie były mu oferowane. W naszym dzisiejszym zrozumieniu był on niezwykłą osobą. Chociaż jego oficjalnym zajęciem była matematyka i astronomia, jego faktyczne zainteresowania leżały w moralności, filozofii, oraz w niewyjaśnionych zjawiskach. (Znaczy że był on jakby starożytną wersją mnie samego.) Dokonał on zapisów, jakie ujawniają że w dzisiejszym nazewnictwie mógłby być nazywany "świadomym uprowadzanym do UFO". Dla przykładu, opisywał on własną podróż przez kosmos, odmienne planety, oraz kosmiczne widoki, w ten sposób sugerując, że faktycznie to osobiście je widział i pamiętał. (Np. pisał "Niebo jest jak parasol, ziemia jest jak odwrócone naczynie", oraz "oglądnąłem się za siebie i widziałem obracające się słońce i księżyc".) W 132 roku AD zbudował on instrument opisywany na niniejszej stronie internetowej. Owo urządzenie było jednym z cudów technicznych naszej planety. Nawet dzisiaj wyprzedza ono stan naszej ortodoksyjnej nauki i techniki o co najmniej 100 lat. Jednak żadna dokumentacja techniczna owego cudownego urządzenia nie przetrwała do dzisiejszych czasów. Osobiście wierzę, że taka dokumentacja konstukcyjna istniała, jednak później została celowo zniszczona. Na szczęście dla nas, ów ktoś kto zniszczył ową dokumentację, przeoczył jeden bardzo krótki paragraf laickich opisów wyjaśniających jak owo urządzenie wyglądało i jakie były wyniki jego działania. Owe opisy zachowały się w biografii Zhang Heng'a z "Hou Han shu" - znaczy z "Historii Późniejszej Dynastii Hanów". Sejsmograf Zhang Heng'a był tak czuły, że wykrył on trzęsienie ziemi jakie w dniu 1 marca 138 roku AD zniszczyło miasto Longxi z zachodniej prowincji Gansu. Owo miasto było oddalone o około 500 kilometrów od tego urządzenia. Fizyczne wstrząsy z tego trzęsienia ziemi były zupełnie niewyczuwalne dla ludzi żyjących w Luoyang - to było powodem dla jakiego początkowo, kiedy sejsmograf głośno zaalarmował wszystkich o owym odległym trzęsieniu ziemi, Zhang Heng został okrzyknięty kłamcą, podczas gdy jego urządzenie - oszustwem. Na szczęście dwa dni później do Luoyang przybyli gońcy na koniach z wiadomością o trzęsieniu, jaka potwierdziła precyzję i wysoką czułość działania tego urządzenia.
       Po tym jak Zhang Heng umarł w 139 roku AD, nie istniał nikt kto byłby w stanie naprawiać i podstrajać owo urządzenie. Dlatego wkrótce zaprzestało ono działania. W rezultacie zostało ono przeniesione na cmentarz w Luoyang, w chińskiej Prowincji Henan, gdzie Zhang Heng był pochowany. Pozostawało ono w grobowcu Zhang Henga aż do czasu kiedy zostało zniszczone kilkaset lat później przez Mongołów. Po raz pierwszy zostało ono zrekonstruowane w 1875 roku przez japońskiego naukowca. W 1951 roku Chiński badacz, Wang Zhenduo, zrekonstruował je ponownie zgodnie z modelem inercyjnym jaki w jego opinii urządzenie to wykorzystywało w działaniu. Jego replika została potem wystawiona na widok publiczny w "Beijing Observatory - Tien Ven Tai", w Pekinie, Chiny. Dalsze repliki też zostały sporządzone. Połowy wielkości replika owego urządzenia podarowana muzeum Te Papa w Nowej Zelandii jest podobno pierwszym przypadkiem repliki wykonanej przez Chińczyków jaka została udostępniona poza granicami Chin.
Fot. #E4.

Fot. #E4: Zhang Heng - genialny matematyk i astronom z Chin. Powyższa podobizna pochodzi z artykułu pióra Shi Ke, zatytułowanego "The Universe Unlimited in Both Space and Time" (tj. "wszechświat nieograniczony zarówno w przestrzeni jak i w czasie"), jaki w 2003 roku udostępniany był na stronie internetowej www.pureinsight.org (proponuje rzucić okiem na ów ogromnie interesujący artykuł, jeśli ciągle dostępny jest w internecie).


Część #F: Moje badania "Sejsmografu Zhang Henga":

      

#F1. Ja sam badam prywatnie "houfeng didongy yi" od 1993 roku:

       O istnieniu i działaniu tego cudownego urządzenia dowiedziałem się już w 1993 roku od zaprzyjaźnionych Chińczyków zamieszkujących Malezję. Nastąpiło to wkrótce po podjęciu przeze mnie profesury na Uniwersytecie Malaya w Kuala Lumpur. Od owego też czasu sporadycznie udawało mi się zbierać różne skąpe informacje na jego temat. To z kolei umożliwiało mi studiowanie jego zasady działania. Jednak sfotografować i opisać to urządzenie zdołałem dopiero w 2003 roku, kiedy zupełnie przypadkowo odkryłem je w Wellington. Aby móc zobaczyć w działaniu, przebadać i sfotografować to unikalne urządzenie, kiedyś zamierzałem nawet wybrać się prywatnie do Chin. Jednak powstrzymywał mnie przed ową podróżą brak dokładnych danych co do adresu miejsca w jakim oryginał tego urządzenia się znajduje. Obecnie wiem już, że powodem dla którego było tak trudno ustalić ten adres, jest że oryginał tego urządzenia po prostu został zniszczony bardzo dawno temu. Opóźniałem więc tamten wyjazd do Chin, ponieważ nie posiadam wystarczających funduszy aby urządzenie to odszukiwać dopiero po przybyciu do Chin. Jak jednak widać, "ponieważ Mohamed nie mógł przybyć do góry, góra sama przybyła do Mohameda". (Czy też powinienem powiedzieć: "skoro Pająk nie mógł przybyć do sejsmografu, sejsmograf musiał przybyć do Pająka".) W marcu 2003 roku całkiem niespodziewanie dla siebie i zupełnie przez przypadek stąpnąłem na to urządzenie w muzeum Te Papa w Wellington, czyli w mieście w jakim wówczas zamieszkiwałem. Oczywiście natychmiast je sfotografowałem i poddałem szczegółowym analizom funkcjonalnym. Do końca października 2003 roku miałem już działanie tego urządzenia całkowicie rozpracowane i opisane w treści niniejszej strony internetowej. Wysoce przydatna do tego rozpracowania okazała się przy tym moja poprzednia wiedza jaką zgromadziłem na temat jego działania. Wszakże na wystawie w Wellington jedynie wysoce mylące wyjaśnienia dla działania tego urządzenia zostały zaprezentowane. Bazowały one wyłacznie na wykorzystaniu sił inercji. Przykładowo, aby lepiej podeprzeć owo inercyjne wyjaśnienie, tak kluczową informację wygodnie "zapomniano" przytoczyć, jak że urządzenie to faktycznie jest fontanną. Tymczasem absolutnie koniecznym warunkiem faktycznej jego zasady działania objaśnionej poniżej, jest przepływ modulowanej telepatycznie wody przez paszcze ośmiu smoków. To zaś oznacza, że owo urządzenie nie byłoby w stanie zadziałać bez wody, czyli że przemilczenie udziału wody całkowicie wypacza nasze zrozumienie jego zasady działania.


Fot. #F1

Fot. #F1. To jestem ja, Dr Jan Pająk. Rozpracowanie prawdziwej zasady działania "houfeng didongy yi" jest jednym z moich osiągnieć naukowych. Swoje badania nad owym niezwykłym urządzeniem rozpocząłem w 1993 roku. Jego faktyczną zasadę działania rozpracowałem w 2003 roku. Począwszy zaś od 2003 roku aż do dzisiaj bezskutecznie poszukuję miejsca pracy i badań gdzie mógłbym urzeczywistnić działający prototyp tego cudowanego instrumentu zdolnego uratować życie tysięcy ludzi.


#F2. Kształ i współdziałanie podzespołów w omawianym instrumencie:

       Opisywane tutaj urządzenie do alarmowania o nadchodzących trzęsieniach ziemi ma postać ozdobnej fontanny. W fontannie tej wypływająca woda najpierw gromadzona jest i ustalana w osiowo-symetrycznej "komorze antenowej" odlanej z najprzedniejszego brązu i ukształtowanej jak beczka lub jak duża butla (lub garnek czy "amfora") na wino z kopulastą przykrywką. Największa średnica tej komory wynosiła osiem starożytnych stóp chińskich, znaczy około 1.9 metra. Była ona wysoka na niemal 3 metry. Woda w owej komorze wyłapywana jest przez wloty do ośmiu "rur wylotowych". Wloty te otaczają pionową oś centralną tego urządzenia. Potem woda ta wypływa rurami do ośmiu stylizowanych "pysków smoczych" poumieszczanych na największym obwodzie owej beczkowatej "komry antenowej". Aby zminimalizować tarcie i zwiększyć niezawodność pracy tego urządzenia, wnętrze każdego smoczego pyska jest pozłacane. W paszczy każdego z tych ośmiu smoków umieszczona jest luźna metalowa "perła". Powtarzam tutaj nazwę "perła", ponieważ oryginalna chińska mitologia stwierdza, że smoki lubowały się w noszeniu pereł w swoich pyskach. Stąd metalowe kule jakie znajdują się w pyskach owych ośmiu smoków z omawianego tutaj urządzenia, przez Chińczyków nazywane są "perłami". Jednak faktycznie są to zwykłe kule wykonane z metalu niepodatnego na korozję - według moich informacji oryginalnie z pozłacanego brązu. Po omyciu owych "pereł", woda ta wypływa z pysków smoków i łagodnym łukiem wpada do otwartych pysków małych spiżowych "dzwonów w kształcie żab" umieszczonych pod każdym z ośmiu smoków. Żaby te są tak skonstruowane, że praktycznie działają one jak spiżowe dzwony. Jeśli więc na którąś z nich upadnie jedna z metalowych "pereł" umieszczonych powyżej w pyskach smoków, żaba ta wydaje głośny dźwięk uderzenia w dzwon. Dźwięk ten jest wystarczająco donośny i wyraźny, aby zwrócić na siebie uwagę wszystkich ludzi dookoła i aby wywołać alarm. Zgodnie z historycznymi zapisami, dźwięk upadających pereł był wystarczająco donośny aby obudzić cały dwór władcy Chin, ostrzegając ich przed nadciągającym trzęsieniem ziemi. Ponieważ alarm zawsze był podnoszony z wyprzedzeniem czasowym, dawał on możliwość każdemu aby uciec z niebezpiecznego miejsca. W normalnym jednak przypadku, "perły" tkwią w pyskach smoków i nie podnoszą żadnego alarmu. Aby precyzyjnie wyregulować siłę jaka jest konieczna aby woda wyrwała daną "perłę" z pyska smoka, stopień zamknięcia i pochylenia tego pyska podlega dokładnej regulacji za pośrednictwem układu "dźwigni dostrajających" uruchamianych drążkiem sterowniczym umieszczonym w środku komory. Dlatego tylko dopiero kiedy zbliża się faktyczne trzęsienie ziemi, ta z "pereł" jaka znajduje się po stronie z której owo trzęsienie nadchodzi, wypada z pyska smoka i wpada do pyska żaby, dzwoniąc przy tym głośno na alarm. Po wznieceniu alarmu, strumień wody skierowany ku nadchodzącemu trzęsieniowi ziemi utrzymuje burzliwy wypływ i strzela na odległość dłuższą niż normalnie. Poprzez ogarnięcie odległości na jaką strumień ten strzela, a także intensywności jego burzliwości, niszczycielska moc nadchodzącego trzęsienia ziemi może być łatwo oceniona. Ponadto precyzyjne regulowanie stopnia otwarcia pysków poszczególnych smoków pozwala aby urządzenie to ustawić na wzniecanie alarmu tylko kiedy moc danego trzęsienia ziemi przekracza nastawioną wartość progową.
Fot. #F2.

Fot. #F2: Rysunek techniczny który pokazuje projekt inercyjnej repliki omawianego tutaj instrumentu. (Odnotuj jednak, że nigdy nie zdołano zbudować działającego prototypu który pracowałby na owej "inercyjnej zasadzie". Stąd powyższy projekt jest czysto hipotetyczny i nigdy nie udowodnił swojej zdolności do działania.) Wewnętrzne szczegóły zostały uwidocznione. W 2003 roku powyższy rysunek był pokazany i opisany na stronie internetowej international.tamu.edu. Strona ta jest faktycznie warta oglądnięcia. Dla przykładu pokazuje ona też widok cmentarza na jakim omawiany sejsmograf ułożony został do swego ostatniego spoczynku.


#F3. Zasada działania "houfeng didongy yi":

       Zasada działania omawianego tutaj urządzenia alarmowego opiera się na zdolności beczko-kształtnej komory rezonasowej fontanny do odbijania i ogniskowania fal telepatycznych. Każde bowiem trzęsienie ziemi wzbudza sobą spiętrzenie wysoko-amplitudowych fal telepatycznych. Fale te z nieskończoną prędkością rozchodzą się koncentrycznie po liniach prostych od epicentrum tego trzęsienia. Owe fale docierają też natychmiast do każdego miejsca na ziemi, do jakiego wolne zafalowania gruntu pochodzące z owego trzęsienia ziemi dotrą dopiero po jakimś czasie. Stąd fale te przybywają ze znacznym wyprzedzeniem czasowym do obszarów jakie zostaną potem zniszczone danym trzęsieniem ziemi. Między innymi, owe fale telepatyczne przenikają też i przez beczko-kształtną komorę rezonansową omawianej fontanny. Część z nich odbija się od wewnętrznej powierzchni owej beczki, podobnie jak fale dźwiękowe odbijają się od powierzchni wklęsłej muszli. Z uwagi na beczkowaty kształt komory rezonansowej fontanny, a także z powodu właściwego umieszczenia otworów wlotowych do rur z których woda przepływa do pysków poszczególnych smoków, owe odbite fale teleptyczne koncentrowane są właśnie na wodzie wypływającej do pyska wybranego smoka. Po skoncentrowaniu na owej wypływającej wodzie, fale te zmieniają charakter jej wypływu. W normalnym bowiem przypadku, woda przepływa przez pyski smoków w sposób jaki hydromechanika nazywa "przepływem laminarnym". Przepływ ten jest tylko możliwy jeśli woda w danym naczyniu z jakiego wypływa jest ustalona, oraz jeśli spływa ona w sposób zupełnie niezakłócony. Taki przepływ laminarny charakteryzuje się szczególnie niskim współczynnikiem tarcia, a stąd też niskim ciągiem przepływającej wody. Nie jest on więc w stanie pociągnąć za sobą i wyrzucić na zewnątrz "pereł" jakie woda ta omywa w pyskach smoków. Jeśli jednak na danym ujściu wody do pyska któregoś ze smoków skoncentrowane zostanie silne spiętrzenie wibracji telepatycznych, wibracje te zmieniają charakterystykę przepływu wody. Z "przepływu laminarnego" woda ta przechodzi na "przepływ burzliwy". Nauka hydromechaniki stwierdza, że przepływ burzliwy charakteryzuje się wysokim współczynnikiem tarcia, a stąd też i wysokim ciągiem. Objęta nim woda jaka omywa daną "perłę", porywa więc tą "perłę" ze sobą i zrzuca ją do pyska żaby położonej poniżej pyska smoka. Za pośrednictwem więc opisanego tutaj mechanizmu zmieniania charakteru przepływu wody przez fale telepatyczne zogniskowane parabiliczną komorą rezonansową owej fontanny, fontanna ta z powodzeniem wypełnia funkcję przeciw-trzęsieniowego urządzenia alarmowego.
Fot. #F3.

Fot. #F3: Spektakularna replika "Zhang Heng seismograph". W 2003 roku była ona wystawiona na stronie internetowej pod nastepującym adresem www.kepu.com.cn (warto rzucić na nią okiem). Dosyć dobrze ona ilustruje jak pięknie wyglądała oryginalna fontanna z tego instrumentu, oraz dlaczego instrument ten był ozdobą i dumą pałacu ówczesnego władcy Chin.


#F4. Błędne inercyjne wyjaśnienie działania tego instrumentu:

       Powyższe moje objaśnienie faktycznej zasady działania tego urządzenia, koniecznie musi być uzupełnione informacją, że tylko jeden egzemplarz tego sejsmografu został zbudowany przez Zhang Heng'a. Wkrótce po jego śmierci w 139 roku AD, egzemplarz ten przestał działać. Niedługo później został on przeniesiony do jego grobowca. Potem zaś został zniszczony gdy Mongołowie podbili Chiny. Także dokumentacja oryginalnej konstrukcji tego urządzenia poznikała. Jedyna informacja jaka przetrwała o nim do naszych czasów są krótkie opisy oraz zewnętrzny rysunek wykonane przez jakiegoś laika który widział je w działaniu. Stąd faktycznie stawiani jesteśmy obecnie przed wyzwaniem wynalezienia tego cudownego urządzenia od samego początku. Poczynając więc od 19 wieku, na bazie tych laickich opisów najróżniejsi ludzie starali się zrekonstruować owo cudowne urządzenie (a ściślej - wynaleźć je od nowa). Jednym z nich był Anglik o nazwisku Dr John Milne, który sam był wynalazcą i budowniczym sejsmografu inercyjnego. Zasugerował on, że sejsmograf Zhang Heng'a działa na zasadzie sił inercji, znaczy bardzo podobnie do działania jego własnego sejsmografu inercyjnego. Dr Milne pradopodobnie wziął drążki strownicze które używane są do regulowania stopnia rozwarcia i nachylenia paszcz smoków, za dźwignie które mechanicznie zwalniają wypadanie "pereł". Idee Dra Milne były później powielane przez innych, w ten sposób wzmacniając inercyjne wyjaśnienie dla tego urządzenia, oraz upowszechniając to wyjaśnienie po świecie. W 1951 roku Wang Zhenduo zrekonstruował to urządzenie właśnie na założeniu że działa ono na zasadzie sił inercji. Począwszy od owego czasu każda replika tego urządzenia, włączając w to replikę która jest wystawiona w Nowej Zelandii, była rekonstruowana zgodnie z inercyjnym modelem Wang Zhenduo'a (lub inercyjną zasadą Dra Johna Milne). Pechowo, owo błędne wyjaśnienie inercyjne ortodosksyjnych naukowców nie ujawnia faktycznych możliwości tego cudownego urządzenia. Na dodatek do tego wprowadza ono też wiele konfuzji.
Fot. #F4.

Fot. #F4: To jest grobowiec Zhang Heng'a zlokalizowany w chińskiej prowincji Henan. To właśnie do tego grobowca "houfeng didongy yi" został przemieszczony wkrótce po śmierci tego genialnego twórcy. To także tutaj instrument ten został w końcu zniszczony podczas inwazji Mongołów na Chiny. Powyższa fotografia, razem z opisami tej i innych atrakcji turystycznych wartych odwiedzenia w owym historycznym mieście wartym zobaczenia, do 2005 roku zawarta była na doskonalej stronie internetowej prowincji Henan która istniała kiedyś pod adresem www.henan-window.com.cn/tour/lvyoue.htm (niestety, nie istniejącej już od początka 2005 roku).


#F5. Dlaczego "houfeng didongy yi" nie miał prawa działać na zasadzie inercji:

       Faktycznie to istnieje całe zatrzęsienie dowodów i przesłanek logicznych, jakie wyraźnie wskazują że opisywany tutaj telepatyczny wykrywacz trzęsień ziemi działał na zasadzie "chi" (znaczy "fal telepatycznych") a nie inercji, a stąd że obecne inercyjne wyjaśnienie tego działania propagowane przez naukę ortodoksyjną jest całkowicie błędne. Wymieńmy tutaj najważniejsze rodzaje tego materiału dowodowego:
      #i. Kształt. Uformowanie komory rezonansowej tego wykrywacza trzęsień ziemi na kaształt parabolicznego lustra wklęsłego jest zadaniem ogromnie trudnym i kosztownym. Wszakże, pionowy przekrój przez ową komorę ukazuje precyzyjny kształt paraboli, na jaki muszą być też ukształtowane dzisiejsze satelitarne anteny telewizyjne. Znacznie łatwiej i taniej byłoby uformować tą komorę na kształt prostego cylindra, czy nawet prostokątnej skrzynki. Oczywiście, dla inercyjnego sejsmografu wystarczyłby taki prosty kształt cylindryczny, albo nawet zwykły kształt skrzynki, aby chronić mechanizm zawarty w środku. (Nawet łatwiej przyszłoby zbudowanie tego urządzenia wogóle bez komory i wody - znaczy w sposób jak budowane są dzisiejsze sejsmografy inercyjne.) Jednak dla telepatycznego wykrywacza trzęsień ziemi ten kształt musi być dokładnie taki jak pokazany na rusunku N6. Jest tak ponieważ musi on działać jak wklęsłe lustro które skupia fale telepatyczne na wlotach do rur które doprowadzają wodę do pysków smoków.
      #ii. Działanie jako fontanna. Gdyby owo urządzenie działało na zasadzie inercji, wówczas woda w jego wnętrzu jedynie wprowadzałaby problemy. Stąd dla inercyjnego działania, nie byłoby trzeba budować go jako fontanny. To właśnie dlatego dzisiejsze wyjaśnienia inercyjne wygodnie "zapominają" nawet wzmiankować wodę oraz działanie tego urządzenia jako fontanny. Jednak woda i działanie jak fontanna są absolutnie konieczne dla przechwytywania fal telepatycznych.
      #iii. Wyłapywanie odpływającej wody tuż przy osi centralnej fontanny. Jak wskazują na to stare ilustracje chińskie, woda jaka wypływała z pysków poszczególnych smoków, dostarczana była do tych pysków długimi rurami do których wloty umieszczone były tuż przy pionowej osi centralnej urządzenia. Oczywiście w sensie technicznym takie rozwiązanie nie miałoby żadnego sensu gdyby nie podyktowane było zasadą działania owego urządzenia. Wszakże pyski smoków przymocowane były do ścianek bocznych komory rezonansowej jaka gromadziła w sobie wodę. Aby więc dostarczyć wodę do tych pysków, wystarczyło ścianki te przedziurawić i nie trzeba było używać owych długich rur doprowadzających. Jednak rury owe stają się konieczne jeśli urządzenie to działa na fale telepatyczne ("chi"). Wszakże wówczas fale te koncentrowane są właśnie na osi centralnej urządzenia. Czyli aby wyłapywać wodę jaka jest modulowana przez te fale, koniecznym staje się użycie owych długich rur doprowadzających rozbiegających się od osi centranej ku pyskom poszczególnych smoków.
      #iv. Umiejscowienie paszcz smoków mniej więcej w połowie wysokości "komory antenowej". Taka wysokość ich umieszczenia nie ma najmniejszego sensu ani z punktu widzenia działania tego urządzenia jako inercyjnego sejsmografu, ani też z punktu widzenia działania tego urządzenia jako fontanny. Mianowicie, aby zmaksymilizować czułość wyzwalania dźwigni w przypadku działania tego urządzenia jako inercyjnego sejsmografu przy "stojącym" ustawieniu wahadła inercyjnego, paszcze smoków powinny być umieszczone tuż przy wierzchołku komory rozonansowej. Takie ich umieszczenie czyniłoby także wszelkie działania regulacyjne i sterownicze na mechaniźmie wyzwalającym znacznie łatwiejsze i dające prostszy dostęp osobom obsługującym to uządzenie. Z kolei gdyby urządzenie to było fontanną z mechanizmem inercyjnym w środku, wówczas upływ jej wody byłby najsilniejszy gdyby pyski smoków znajdowały się tuż przy jej podstawie, zaś wahadło wyzwalające umieszczone było w pozycji "wiszącej", zawieszone u wierzchołka komory rezonansowej. Wszakże umieszczenie pysków smoków w połowie wysokości komory rezonansowej powodowuje jedynie, że dolna połowa tej komory pozostaje przestrzenią martwą jaka zupełnie nie zostaje wykorzystana dla zwiększania ciśnienia wytrysku wody z fontanny. W przypadku jednak jeśli urządzenie to działa na "chi", wówczas umieszczenie pysków smoków w połowie wysokości tej komory czyni jak największy sens. Wszakże wówczas ścianki komory rozonansowej wypełniają funkcję wklęsłych zwierciadeł skupiających, jakie koncentrują fale teleptyczne właśnie mniej więcej w połowie wysokości komory rezonansowej. Tam też umieszczone muszą być wloty do rur odprowadzająych wodę modulowaną tymi falami.
      #v. "Chi". Starożytna Chińska nazwa tego urządzenia zawiera słowo "houfeng". To zaś jednoznacznie wskazuje że "chi" (znaczy "fale telepatyczne") były w sposób zamierzony potwierdzane jako użyte w działaniu tego urządzenia. Także sam Zhang Heng był bardziej obznajomiony z własnościami fal telepatycznych niż z siłami inercji i drganiami. Wszakże istnieje całe zatrzęsienie dowodów pisanych, że w jego czasach fale telepatyczne były doskonale znane jako składowe "chi". Przykładowo do dzisiaj jego rodzima prowincja Henan jest światowym liderem w tradycji praktycznego wykorzystania chi, będąc np. miejscem słynnej szkoły "kung-fu" mnichów buddyjskich z Shaolinu (więcej na temat niezwykłych wyczynów mistrzów kung-fu z Shaolinu wyjaśnione zostało w podrozdziale JB3.3 z tomu 6 monografii [1/4]). Jednak niemal nie istnieje żaden dowód, że ludzie w jego czasach byli obznajomieni z siłami inercji i z mechanicznymi wibracjami na poziomie wymaganym do zbudowania inercyjnego sejsmografu. Dlatego dla niego było bardziej racjonalne użycie "chi" w działaniu tego urządzenia, niż użycie sił "inercji" i mechanicznych drgań gruntu.
      #vi. Symetria. Wibracje mechaniczne zawsze są symetryczne. Stąd jeśli ktoś rozważy działanie dzisiejszych sejsmografów, ich podzespół inercyjny zawsze dokonuje symetrycznych oscylacji w odniesieniu do chasse. Jest to doskonale pokazane na dzisiejszych sejsmogramach, w których rysowana linia zawsze odchyla się symetrycznie w obu kierunkach z położenia równowagi. To oznacza, że jeśli inercyjny podzespół wychyli sie o wartość "x" w jednym kierunku, wkrótce także musi wychylić się o podobną wartość "x" również i w odwrotnym kierunku. W przypadku więc gdyby omawiany tutaj wykrywacz trzęsień ziemi działał na zasadzie inercyjnej, takie symetryczne wychylenia musiałyby także się w nim pojawić. Praktycznie to oznacza, że po tym jak fale uderzeniowe dotarły do tego urządzenia, dwie kule z dwóch odwrotnych stron urządzenia musiałyby upaść w dół, a nie jedna. Pierwsza kula upadłaby w dół kiedy fala trzęsienia ziemi wychyliłaby podzespół inercyjny w jednym kierunku, podczas gdy kula po przeciwstawnej stronie wypadłaby kiedy ten sam podzespół inercyjny przechyliłby się w odwrotnym kierunku. Z kolei przy działaniu tego urządzenia na zasadzie "chi" (znaczy "fal telepatycznych") - jak to opisałem poprzednio, tylko jedna kula wypadłaby w dół z tylko jednego pyska smoka. Faktycznie też zapisy historyczne wyraźnie wskazują, że zawsze tylko jedna kula spadała w dół. To zaś potwierdza, że owo urządzenie z całą pewnością działało na zasadzie fal telepatycznych, a stąd że zawsze wyrzucało ono w dół tylko jedną kulę.
      #vii. Alarm dźwiękowy. Sejsmograf Zhang Heng'a wytwarzał alarm dźwiękowy - to dlatego używał on spiżowych żab jakie wytwarzały głośny dźwięk bicia w dzwon. Jednak gdyby urządzenie to działało na zasadzie inercji, wówczas wytwarzałoby ono alarm tylko kiedy dane trzęsienie ziemi już nim wstrząsnęło. Oczywiście, w takim przypadku alarm dźwiękowy nie miałby sensu, ponieważ towarzyszył by on doskonale widocznym manifestacjom i dźwiękom trzęsienia ziemi, takim jak zawalanie się budynków, wywracanie się i przesuwanie mebli, spadanie zawieszonych przedmiotów, kołysanie się podłogi i sufitów, itp. Stąd jedyne uzasadnienie dla użycia alarmu dźwiękowego leżało w tym, że alarm ten pojawiał się na długo przed tym zanim dane trzęsienie ziemi uderzyło. To zaś oznacza, że owo urządzenie musiało działać na zasadzie "chi".
      #viii. Czułość. Jak podają historyczne źródła, oryginalny sejsmograf Zhang Heng'a był ogromnie czuły. Faktycznie to wykrywał on trzęsienia ziemi jakich epicentrum było oddalone o ponad 500 kilometrów, oraz jakich wstrząsy mechaniczne pozostawały zupełnie nieodczuwalne dla ludzi. Tymczasem zasada działania dzisiejszych replik inercyjnych jest tak sformułowana, że aby one zadziałały trzęsienie ziemi musiałoby mieć epicentrum niemal tuż pod nimi, zaś samo urządzenie musiałoby zostać tak silnie wstrząśnięte, że całe głowy smoków by od niego poodpadały. Faktycznie też do dnia pisania niniejszego punktu w połowie listopada 2003 roku zdołałem ustalić położenie i dane około 10 rzekomo "wiernych" replik inercyjnych tego urządzenia zlokalizowanych w różnych muzeach i istytucjach świata. Jak dotychczas jednak nie zdołałem odkryć nawet jednej repliki której mechanizm inercyjny faktycznie by działał w praktyce i faktycznie by wykrywał trzęsienia ziemi, aczkolwiek o wszytkich ich się twierdzi że są "wiernymi" kopiami owego oryginalnego urządzenia. Wszystkie obecnie istniejące repliki tego urządzenia są jedynie replikami ozdobnymi, jakie starają się imitować wygląd zewnętrzny tego urządzenia, oraz jakie tylko twierdzą, że posiadają działający mechnizm inercyjny w swym wnętrzu. Jednak żadna z owych replik inercyjnych nie działa. Na podstawie też mojej znajomości działania proponowanego dla tego urządzenia inercyjnego mechnizmu dźwigniowego osobiście jestem głęboko przekonany, że NIE jest możliwe aby mechanizm taki był wystarczająco czuły dla wykrycia trzęsienia ziemi nieodczuwalnego dla ludzi. Ponadto musimy pamiętać, że czułość takiego mechanizmu dźwigniowego dodatkowo by zmniejszał fakt jego pracy w wodzie oraz związaną z tym szybko postępującą korozją przegubów dźwigni.
      Podsumowując powyższe, inercyjne wyjaśnienie dzisiejszych naukowców ortodoksyjnych dla działania tego telepatycznego urządzenia jest całkowicie błędne. Wydedukowane ono zostało na sposób wyłącznie teoretyczny, bez uwzględnienia faktycznych realiów pracy tego cudownego urządzenia. Ponadto, owo teoretyczne wyjaśnienie nigdy nie było testowane w faktycznym działaniu, zaś wyniki jakie by ono praktycznie dawało podczas działania nigdy nie były porównywane z historycznymi zapisami. Stąd owo teoretyczne wyjaśnieniami jest jedynie poprawne na papierze, nigdy nie działałoby w praktyce, zaś jedyny aspekt w jakim naprawdę imituje ono oryginalne urządzenie to kztałt zewnętrzny. Jako takie, dewaluuje ono i poniża faktyczną wartość tego niezwykłego urządzenia telepatycznego. Prawdziwe wyjaśnienie dla tego urządzenia kryje się w użyciu fal telepatycznych wynikających z wiedzy o "chi" ("houfeng") przez starożytnych Chińczyków.
Fot. #F5.

Fot. #F5: Pełnej wielkości replika "houfeng didongy yi". Zauważ że jest ona około 3 metrów wysokości. Prawdopodobnie jest to jedyna replika która wyraźnie ilustruje dla oglądających, że instrument ten faktycznie był fontanną. Inne repliki nie podkreślają wpływu przepływającej wody na prawidłowe działanie tego unikalnego instrumentu. Owa interesująca replika w 2003 roku była pokazana na stronie internetowej international.tamu.edu. Warto na nią rzucić okiem, ponieważ zawiera ona także sporo innych informacji o Zhang Heng'u i jego instrumencie.


#F6. "Houfeng didongy yi" wyprzedza stan dzisiejszej nauki ortodoksyjnej o co najmniej 100 lat:

       Aczkolwiek dzisiejsza nauka ortodoksyjna tak hełpi się swoimi osiągnięciami, faktycznie omówione powyżej urządzenie alarmowe z 132 roku AD ciągle wyprzedza ją o co najmniej jakieś 100 lat. Owa liczba 100 lat wynika z moich oszacowań, że dzisiejsza nauka ortodoksyjna potrzebuje co najmniej dalszych 50 lat aby zaakceptować istnienie fal telepatycznych. Potem potrzebuje dalsze co najmniej 30 lat aby poznać te fale wystarczająco dobrze dla znalezienia sposobów ich technicznego wykorzystania. Potem ciągle jeszcze potrzebuje co najmniej 20 lat do zaprojektowania, wytestowania i doszlifowania urządzenia technicznego, takiego jak to opisane powyżej.
       Warto jednak uświadomić sobie, że ów długi proces mógłby zostać skrócony do jedynie około 5 do 10 lat, jeśli już obecnie zaakceptujemy fakt, że sejsmograf Zhang Heng'a działał na zasadzie fal telepatycznych ("houfeng"), oraz po prostu rozpoczniemy nasze uczenie się technicznej telepatii of skonstruowania nowoczesnego odpowiednika dla tego cudu starożytnej techniki.
Fot. #F6.

Fot. #F6: Replika "houfeng didongy yi" która była wystawiona w Kanadzie na wystawie zatytułowanej "China! 7000 Years of Innovation" zlokalizowanej w Vancouver's Science World. Powyższa fotografia została zreprodukowana za uprzejmym pozwoleniem Kim M. Fong (kim@china4visitors.com), ze strony internetowej china4visitors.com. (warto jest zobaczyć ową interesującą stronę!)


Części #G do #J: Te części zostały celowo usunięte aby spełnić wymóg tego serwera że udostępniana na nim strona NIE może przekraczać 260 KB (aby zobaczyć także i te części poszukaj pełnej wersji niniejszej strony pod adresami z "Menu 3")


Część #K: Podsumowanie, oraz informacje końcowe tej strony:


#K1. Podsumowanie tej strony:

       W odniesieniu do urządzeń naprawdę istotnych ludzie wykazują zagadkową postawę. Mianowicie im bardziej coś byłoby im przydatne, tym większe opory stawiają przeciwko zbudowaniu tego.


#K2. Emaile i dane kontaktowe autora tej strony:

       Aktualne adresy emailowe autora tej strony, tj. dra inż. Jana Pająka (a przez okres 2007 roku - Prof. dra inż. Jana Pająka), pod jakie można wysyłać ewentualne uwagi, zapytania, lub odpowiedzi na zadane tu pytania, podane są na stronie internetowej o mnie (Dr Jan Pajak). Tam również dostępne są adres pocztowy i numery telefonu autora.
       Proszę też odnotować, że z powodu mojego chronicznego deficytu czasu, ja bardzo niechętnie odpowiadam na emaile, które zawierają TYLKO wykonawczo czasochłonne prośby, jednocześnie zaś dokumentują zupełną ignorancję ich autora w tematyce którą ja badam.


#K3. Copyrights © 2010 by Dr Jan Pająk:

       Copyrights © 2010 by Dr Jan Pająk. Wszelkie prawa zastrzeżone. Niniejsza strona stanowi raport z wyników badań jej autora - tyle że napisany jest on popularnym językiem (aby mógł być zrozumiany również przez czytelników o nienaukowej orientacji). Idee zaprezentowane na tej stronie są unikalne dla badań autora i dlatego w tym samym ujęciu co na tej stronie (oraz co w innych opracowaniach autora) idee te uprzednio NIE były jeszcze publikowane przez żadnego innego badacza. Jako taka, strona ta prezentuje idee które stanowią intelektualną własność jej autora. Dlatego jej treść podlega tym samym prawom intelektualnej własności jak każde inne opracowanie naukowe. Szczególnie jej autor zastrzega dla siebie intelektualną własność odkryć naukowych i wynalazków opisanych na tej stronie. Dlatego zastrzega sobie, aby podczas powtarzania w innych opracowaniach jakiejkolwiek idei zaprezentowanej na niniejszej stronie (tj. jakiejkolwiek teorii, zasady, dedukcji, intepretacji, urządzenia, dowodu, itp.), powtarzająca osoba oddała pełny kredyt autorowi tej strony, poprzez wyraźne wyjaśnienie iż autorem danej idei jest Dr Jan Pająk, poprzez wskazanie internetowego adresu niniejszej strony pod którym idea ta i strona oryginalnie były opublikowane, oraz poprzez podanie daty najnowszego aktualizowania tej strony (tj. daty wskazywanej poniżej).
* * *


If you prefer to read English,
click on the flag below

(jeśli preferujesz czytanie po angielsku,
kliknij na poniższą flagę)

Data pierwszego opracowania niniejszej strony: marzec 2003 roku.
Data najnowszego jej aktualizowania: 7 stycznia 2011 roku.
(Sprawdź pod adresami z "Menu 3" czy już istnieje nawet nowsza aktualizacja!)
Licznik