Zdalne wykrywanie nadchodzących trzęsień ziemi
z użyciem tzw. "Sejsmografu Zhang Henga"
(dwujęzycznie, po angielsku i
polsku )
Uaktualizowano:
7 stycznia 2011
Kliknij "X" lub "No" na np. planszy rzekomych błędów, lub na reklamie, jeśli te usiłują przeszkodzić w oglądnięciu tej strony.
(Oto wykaz wszystkich
stron z TEGO serwera, w zestawieniu językowym - w 8 językach.
Wybierz interesującą Cię stronę manipulując suwakami, potem kliknij
na nią aby ją uruchomić:)
(Ten sam wykaz daje się też wyświetlić
z "Menu 1" poprzez kliknięcie na
"Menu 2".)
Oto wykaz wszystkich moich stron
ze wszystkich serwerów. Strony te najpierw zestawione są językami
(tj. jako strony po polsku,
angielsku, niemiecku,
francusku, hiszpańsku,
włosku, grecku, oraz
rosyjsku.) Dla każdego zaś języka strony zestawione
są przedmiotowo.
Wybierz interesującą Cię stronę manipulując suwakami, potem kliknij
na nią aby ją uruchomić:
(Ten sam wykaz daje się też wyświetlić
z "Menu 1" poprzez kliknięcie na
"Menu 4".)
Witam na stronie internetowej o efektywnej zasadzie działania
do zdalnego wykrywania nadchodzących trzęsień ziemi (a także
wykrywania tornad i tsunami). Zasada ta została wdrożona z
sukcesem już w 132 roku AD (czyli niemal 2000 lat temu) w
starożytnym urządzeniu zwanym "houfeng didongy yi". Odnotuj,
że niezależnie od niniejszej strony, urządzenie to i zasada są
opisane w moim referacie o tytule
"Signal processing in the 'Zhang Heng Seismograph' for remote sensing of impending earthquakes"
zaprezentowanym na konferencji naukowej "the International
Conference on Sensing Technology (ICST 2005), Massey
University, Palmerston North, New Zealand, 21 to 23 November
2005. Teksty referatów na ową konferencję, włączając w to
także tekst powyższego referatu, organizatorzy konferencji
wystawili w internecie i po 2006 roku były one do wglądu
zainteresowanych pod adresem
icst.massey.ac.nz.
Z opisów zaprezentowanych na niniejszej stronie internetowej,
a także we w/w referacie, wynika że
owa starożytna zasada zdalnego wykrywania nadchodzących
trzęsień ziemi, po tym jak zostanie odpowiednio zmodernizowana,
będzie w stanie wykrywać na odległość zarówno nadchodzące
trzęsienia ziemi które mają nastąpić w naszym pobliżu, jak i te
które mają uderzyć w inne kontynenty czy nawet w odległe planety.
Ponadto, urządzenie realizujące tą zasadę może zostać
zminiaturyzowane i wbudowane w telefon komórkowy.
Może też zostać wbudowane w sztucznego satelitę Ziemi -
tak aby zdalnie wykrywało gotujące się trzęsienia ziemi
z orbity okołoziemskiej.
W takim przypadku urządzenie to dostarczy zarówno
nam osobiście, jak i całej naszej cywilizacji, systemu
wczesnego ostrzegania przed nadchodzącymi
trzęsieniami ziemi, falami tsunami, oraz tornadami.
Część #A:
Informacje wprowadzające tej strony:
#A1.
Cel tej strony:
Każdego roku trzęsienia ziemi powodują śmierć
setek, a niekiedy nawet i tysięcy ludzi. Tymczasem
od niemal dwóch tysięcy lat znane jest urządzenie
które pozwala wykryć na dużą odległość moment
nadchodzenia niszczycielskiego trzęsienia ziemi
i ostrzec o nim ludzi z wystarczającym wyprzedzeniem
czasowym aby ci zdołali uchronić siebie i swoje mienie.
Urządzenie to już zbudowano i wypróbowa w praktyce -
wiadomo więc że z całą pewnością działa. Dlatego
tylko z powodu rodzaju hipokryzji i uporu dzisiejszych
naukowców nie jest ono obecnie odbudowane
aby mogło ocalać życie i mienie tych tysięcy
ludzi. Stąd celem niniejszej strony jest uświadomienie,
że takie urządzenie do zdalnego wykrywania
nadchodzących trzęsień ziemi już od dawna
istnieje, wyjaśnienie jak ono działa, oraz opisanie
jak można je zbudować.
Punkty #A2 i #A3 zostały celowo usunięte aby spełnić wymóg tego
serwera że udostępniana na nim strona NIE może przekraczać 260 KB
(aby zobaczyć także i tą część poszukaj pełnej wersji niniejszej strony pod adresami z "Menu 3")
Część #B:
Dlaczego mordercze trzęsienia ziemi, oraz inne katastrofy,
są nieszczęściami tylko z ludzkiego punktu widzenia:
"Mordercze trzęsienia ziemi" należą do kategorii
"klęsk żywiołowych" które spełniają definicję
"kar boskich" dotykających całe społeczności.
Wszakże oprócz uśmiercania i niszczenia,
nie służą one żadnemu znaczącemu celowi
pierwotnemu. (Tymczasem większość zjawisk
które NIE podlegają definicji "kar boskich" typowo
służy wielu istotnym celom pierwotnym naraz -
np. rozważ wiatr, który np. zapyla, rozsiewa
nasiona, przenosi chmury i deszcze, itp.)
Aczkolwiek oficjalna nauka bada "trzęsienia
ziemi", ja nigdy nie natknąłem się na jakiekolwiek
oficjalne naukowe badania "kar boskich".
Sytuacja więc z badaniem "trzęsień ziemi" a
jednoczesnym unikaniem badań "kar boskich",
jest więc powtórzeniem podobnej sytuacji z
dzisiejszą medycyną ortodoksyjną - która
nastawia się na "leczenie symptomów" jednak
jak może tak unika "leczenia chorób". (To
właśnie dlatego w społeczeństwie upowszechnia
się coraz silniejsza opinia, że medycy celowo
unikają "leczenia chorób", bowiem zdrowi
ludzie byliby "złymi klientami" w kwitnącym
dziś businessie ortodoksyjnej medycyny -
patrz punkt #G2 na totaliztycznej stronie
healing_pl.htm.)
Ja jednak wierzę, że powodem braku oficjalnych
badań "kar boskich" jest strach dzisiejszych
naukowców przed zostaniem symbolicznie "spalonym
na stosie" przez "naukową neo-inkwizycję" obecnego
okresu "neo-średniowiecza". (Działalność owej
"naukowej neo-inkwizycji" operującej w
dzisiejszym okresie "neo-średniowiecza"
wyjaśniam w punkcie #I7 totaliztycznej strony
tapanui_pl.htm.)
Jestem też gotów się założyć, że czytelnicy
również o takich oficjalnych badaniach "kar boskich"
nigdy nie słyszeli. A szkoda. Wszakże
na temat tego czego nasza cywilizacja naukowo
NIE bada, ludzie nie mają też najmniejszego pojęcia.
Szczególnie zaś to dotyczy "kar boskich" wymierzanych
całym dużym społecznościom (czyli "intelektom
grupowym" - jak takie całe społeczności nazywa
filozofia totalizmu).
Wszakże np. religie ograniczają swoje zainteresowania
głównie do indywidualnych ludzi, nie wskazują więc zasad
unikania "kar boskich" przez większe społeczności.
Tymczasem w punktach #B2 do #B4.4 na stronie o nazwie
mozajski.htm
dosyć niepodważalnie zostało udokumentowane na
powszechnie sprawdzalnym materiale dowodowym,
że "moralność" całych społeczności i wymierzane
im "kary", są zarządzane i serwowane przez
Boga
w odmienny sposób niż moralność i kary indywidualnych ludzi.
Innymi słowy, w sprawach "kar boskich" wymierzanych
całym społecznościom, nasza cywilizacja preferuje
pozostawanie w ciemnocie, niewiedzy i w równej
"ślepocie", jak pozostaje ona w sprawach
UFO.
A wszystko to na przekór że np. chrześcijaństwo
oficjalnie praktykujemy już od ponad 2000 lat, oraz
że okresowe sprawdzenia stanu wiary regularnie
potwierdzają iż aż około 90% ludzi ciągle w głębi
ducha wierzy iż Bóg jednak istnieje - nawet jeśli
otwarcie nie praktykują oni żadnej religii (po źródło
tej danej patrz punkt #D1 na totaliztycznej stronie
ufo_pl.htm).
Wiadomo zaś że "bez pracy nie ma kołaczy" - w tym
zaś przypadku "bez badań naukowych nie ma rzetelnej
wiedzy". A w sprawach "kar boskich" dobrze byłoby
posiadać jednak nieco nowoczesnej i rzetelnej wiedzy w
rodzaju "co dokładnie" jest karalne, oraz "w jaki sposób"
Bóg faktycznie wymierza kary większym społecznościom.
Wszakże wiedząc prawdę na ten temat, zamiast dotychczasowego
ślepego "dopraszania się o kary", poszczególne społeczności
mogłyby zacząć świadomie kar tych unikać. A o fakcie
że Bóg karze wybrane społeczności, nie ma już
najmniejszej wątpliwości. Wszakze Bóg wyraźnie
"obiecuje" nam to karanie w aż kilku miejscach
Biblii
(np. rozważ Wielki Potop, czy losy Sodomy i
Gomory dyskutowane w punkcie #B5 poniżej).
Na dodatek, co jakiś czas nam to karanie ilustruje -
jako przykład rozważ trzęsienie ziemi z Haiti opisane
w punkcie #C3 tej strony. Porzućmy więc na krótką
chwilę ową modną ostatnio "dwulicowość", że na
przekór iż zdecydowana większość ludzi w głębi ducha
wierzy jednak w istnienie Boga, ciągle oficjalnie, otwarcie,
rzetelnie i naukowo jakoby NIE wypada badać niczego
na temat tegoż Boga. Zdobądźmy się wreszcie na odwagę
aby logicznie, obiektywnie, oraz rzeczowo przeanalizować
sprawę "kar boskich" wymierzanych większym
społecznościom - tak jak zaleca nam to dzisiejszy
sposób użycia metod i narzędzi nowoczesnej nauki.
#B1.
Analizy pytań "dlaczego" ujawniają że nawet katastrofy i nieszczęścia są uzasadnione
i też przynoszą korzyści, zaś będąc takimi najwyraźniej są one wywoływane celowo:
Wszyscy znamy przysłowie "nie ma takiego
złego, co by na dobre nie wyszło". Uczy nas
ono, że wszystko to co my ludzie uważamy
za "zło", faktycznie ma również i dobre następstwa.
Przykładowo, każde zabójcze trzęsienie
ziemi nie tylko zabija masy ludzi, ale także
unicestwia dawne układy społeczne i instytucje
które podtrzymywały zastój i korupcję,
eliminuje stare, zagrzybiałe i niezdrowe budynki
w których bez niego ludzie zmuszeni byliby
mieszkać, stwarza okazję ludziom wierzącym
w Boga aby mogli wykazać moc swojej wiary
np. poprzez oddanie z jakim udzielają pomocy
ofiarom, itd., itp. Podobnie każda wojna
nie tylko że przetrzebia kraje, ale także zmusza
ludzi do nowego sposobu myślenia i działania,
eliminuje i odsuwa od rządów
pasożytniczych
ludzi i zwyrodniałe instytucje które w przeciwnym
przypadku utrzymywałyby zastój i wstecznictwo,
przypomina narodom wartość moralnego działania,
pokoju i negocjacji, itd., itp. Z kolei np. komary
nie tylko rozprzestrzeniają kilka morderczych
chorób, ale także motywują postęp poprzez
mobilizowanie ludzi do poszukiwań sposobów
na jakie daje się ich pozbyć, wskazują ludziom
te obszary na Ziemi w których już zapanowała
niszczycielska filozofia zwana
pasożytnictwem -
która odbiera ludziom motywacje, inicjatywę
i zdolność do działania (a stąd której upowszechnienie
objawia się m.in. wysokim "zarobaczeniem"
danej społeczności), oraz służą też kilku innym
celom. Nawet ból i cierpienia też służą
aż kilku pożytecznym celom - tak jak stara się
to wyjaśnić strona o nazwie
god_istnieje.htm.
Innymi słowy, katastrofy i nieszczęścia
są takimi tylko z punktu widzenia ludzi.
Natomiast z globalnego punktu widzenia
Boga
są one głównie kolejnym z owych licznych narzędzi
które pozwalają Bogu przywrócić balans i
totaliztyczne zasady postępowania
wszędzie tam gdzie te zostały już zarzucone.
Dzisiejsza ateistyczna nauka przyzwyczaja nas
do myśli, że katastrofy i nieszczęścia są wyłącznie
"złe". Poprzez zaś takie myślenie, dotychczasowa
nauka odbiera nam motywację do poszukiwania
odpowiedzi na owe pytania "dlaczego", a stąd także
i do odnotowywania owych pozytywnych następstw
wszelkich katastrof i nieszczęść. Z kolei bez
poznania owych pozytywnych następstw nasza
cywilizacja NIE potrafi dostrzec "dlaczego" Bóg
sprowadza na ludzi wszelkie katastrofy i nieszczęścia.
Nie znając zaś odpowiedzi "dlaczego", nasza
cywilizacja NIE uświadamia sobie istnienia bardzo
prostych sposobów na które można zapobiec
kataklizmom, ani NIE jest w stanie wypracować
efektywnych metod obrony przed kataklizmami -
w rodzaju sposobów i metod które ja opisuję w
punktach #B6 i #C5.1 niniejszej strony, a także
w punktach #A2.3 i #A2.2 odrębnej strony o nazwie
totalizm_pl.htm.
(Sposoby te i metody bazują na ochotniczym
praktykowaniu w naszym życiu moralnej,
pokojowej i postępowej
filozofii totalizmu -
która całkowicie eliminuje u Boga potrzebę
sprowadzania na ludzi katastrof aby zmusić
ich do wdrożenia w swym życiu tej właśnie filozofii.)
Ateizm nie opanował jeszcze całego świata.
Istnieją więc np. osoby takie jak ja, które
wiedzą z całą pewnością że Bóg istnieje -
ponieważ przykładowo poznały one dowody
naukowe na istnienie Boga (w rodzaju
dowodów opisanych na totaliztycznej
stronie internetowej o nazwie
"god_proof_pl.htm").
Takie osoby świadome istnienia Boga
zapewne czasami zadają jednak sobie
owe pytania "dlaczego". Niestety,
nie znając wysoce efektywnej
teorii wszystkiego
zwanej
"Konceptem Dipolarnej Grawitacji" -
która dostarcza nam klucza do naukowego
poznania Boga, typowo nie znajdują oni
poprawnej odpowiedzi na te pytania
"dlaczego". Dlatego w niniejszej części
tej strony postaram się wspólnie z czytelnikiem
odpowiedź tą znaleźć - bazując właśnie
na owym Koncepcie Dipolarnej Grawitacji.
Zanim jednak przystąpię do jej poszukiwania,
chciałbym tutaj przypomnieć że utrzymuje
ona swą ważność dla całego szeregu tego
typu pytań, których omawianie rozciągnięte
zostało aż na kilka totaliztycznych stron
internetowych. Przytoczmy więc tutaj przykłady
owych pytań typu "dlaczego" - odpowiedzi
na które są udzielone w niniejszej części
tej strony. "Dlaczego Bóg trapi ludność biednych
krajów morderczymi trzęsieniami ziemi" -
w rodzaju trzęsienia z Haiti opisanego
poniżej w punkcie #C3 tej strony. "Dlaczego
Bóg sprowadza na ludzi katastroficzne
fale tsunami" - w rodzaju tych opisanych na
odrębnej totaliztycznej stronie o nazwie
"day26_pl.htm".
"Dlaczego Bóg wyniszcza ludność
niektórych obszarów niszczycielskimi
huraganami" - w rodzaju tych opisanych
na odrębnej totaliztycznej stronie o nazwie
"katrina_pl.htm".
"Dlaczego Bóg zmiata z powierzchni ziemi
całe osiedla zabójczymi lawinami ziemi
i błota" - w rodzaju tych opisanych na
odrębnej totaliztycznej stronie o nazwie
"landslips_pl.htm".
"Dlaczego Bóg zsyła na wiele krajów
zabójcze choroby" - w rodzaju tych opisanych
na totaliztycznej stronie o nazwie
"plague_pl.htm".
Itd., itp.
Dla ludzi którzy nabyli już naukowej pewności
że Bóg istnieje oraz poznali metody działania
Boga, nie ulega najmniejszej wątpliwości że
wszystkie te katastrofy są zsyłane ludzkości
przez Boga. Wszakże wszechmocny Bóg
rozciąga absolutną kontrolę nad całym naszym
światem fizycznym. Nic w całym wszechświecie
NIE dzieje się bez Jego zgody i działania.
Katastrofy NIE mogłyby się więc przytrafić bez
wiedzy i udziału Boga. Ponadto, dla tych co
uważnie badają owe katastrofy, Bóg zawsze
pozostawia w nich kilka drobnych szczegółów,
które dyskretnie mają im potwierdzić że katastrofy
te faktycznie wywodzą się właśnie od Boga.
Dlatego zanim na tej strone udzielona będzie
zapytującym odpowiedź na owe pytania z
grupy "dlaczego Bóg zsyła katastrofy na ludzi",
najpierw przeglądnijmy w następnym punkcie
kilka przykładów takich dyskretnych informacji
wpisywanych przez Boga w typowe trzęsienia
ziemi. Wszakże owe informacje potwierdzają
konklusywnie, że każde duże i mordercze
trzęsienie ziemi faktycznie jest wywoływane
przez Boga. Ponadto przykłady te wskazują
ów prosty sposób (opisany poniżej w punkcie
#B6) na jaki ludzie mogą zapobiegać owym
katastrofom.
#B2.
Jak najróżniejsze regularności zawarte w rzekomo nieregularnych trzęsieniach ziemi potwierdzają że NIE są one inicjowane przypadkowo:
Gdyby wszechświat NIE był rządzony rozumnym
i sprawiedliwym Bogiem, wówczas trzęsienia ziemi
pod każdym względem musiałyby mieć czysto
przypadkowy charakter. Jeśli jednak nasz wszechświat
JEST rządzony przez mądrego i sprawiedliwego
Boga, wówczas nawet w tak zdawałoby się przypadkowe
i chaotyczne zdarzenia jak owe trzęsienia ziemi,
Bóg też dyskretnie wpisuje cały szereg regularności.
Jak też się okazuje, uważny badacz faktycznie
może wykryć różne regularności w uderzeniach
morderczych trzęsień ziemi. Regularności owe
z jednej strony potwierdzają że trzęsienia ziemi,
podobnie jak wszystko co się dzieje w naszym
świecie fizycznym, faktycznie są rządzone przez
wysoce inteligentnego i przewidującego Boga.
Z drugiej zaś strony wskazują one nam "dlaczego"
ów mądry i sprawiedliwy Bóg prześladuje ludzi
trzęsieniami ziemi. Ponadto stwarzają one ludziom
możliwość przewidzenia miejsca i czasu kolejnego
morderczego trzęsienia ziemi. Przeglądnijmy więc
teraz najważniejsze z owych regularności występujących
w trzęsieniach ziemi.
1. Trzęsienia ziemi zawsze niszczą obszar którego
mieszkańcy osiągnęli już poziom tzw. "intelektu
agonalnego" w swoim praktykowaniu filozofii
pasożytnictwa. Tak więc pierwsza regularność
jaką każdy może odnotować zarówno w trzęsieniach
ziemi, jak i we wszelkich innych katastrofach trapiących
ludzi, to że "zawsze uderzają one w obszar który w
danym okresie czasu charakteryzuje się najsilniejszym
w danym regionie 'eksplozyjnym upuszczaniem
energii moralnej' powodowanym przez praktykowanie
przez ludność danego obszaru zaawansowanej
formy filozofii zwanej
pasożytnictwem".
Regularność ta została dokładniej opisana w punkcie
#B3 poniżej. Ponieważ objawy praktykowania
filozofii pasożytnictwa obejmują m.in. zastój, korupcję,
nieudolność, niezdolność do poprawy swojej sytuacji,
prywatę, egoizm, biedę, chaos, niezdecydowanie,
brak jedności i organizacji, uzależnienie od pomocy
innych zamiast od własnych przedsięwzięć, itp., postronni
widzowie takich trzęsień ziemi odnotowują niniejszą
regularność jako subiektywne wrażenie, że trzęsienia
ziemi zawsze zdają się uderzać i "krzywdzić" ludzi
którzy nawet i bez nich są już bardzo bezradni, biedni
i zdesperowani. Doskonałym przykładem trzęsienia
ziemi które uderzyło właśnie w taką społeczność już
wcześniej całkowicie sparaliżowaną ześlizgnięciem
się w stadium "intelektu agonalnego" w jego
praktykowaniu filozofii pasyżytnictwa, jest trzęsienie
ziemi z Haiti opisane w punkcie #C3 poniżej.
2. Trzęsienia ziemi i inne katastrofy zawsze
wymownie oszczędzają co najmniej jeden obiekt
religijny zlokalizowany w strefie zniszczenia.
Ja osobiście wierzę, że owo celowe oszczędzanie
obiektów religijnych jest najbardziej znamienną
i wymowną regularnością którą Bóg wyraźnie daje
nam do zrozumienia że dana katastrofa jest "karą boską
za praktykowanie filozofii pasożytnictwa". Regularność
ta rzuca się nam w oczy w praktycznie wszelkich
naturalnych katastrofach - chyba że zaistniał religijny
powód aby dane obiekty kultu lub religii zostały
zniszczone. Po raz pierwszy odkryłem ową
regularność już podczas analizy efektów tsunami
opisanego na totaliztycznej stronie
day26_pl.htm -
podczas którego domy mieszkalne były tam masowo
zniszczone, jednak meczety i świątynie buddyjskie
przetrwały tam nietknięte.
Potem ta sama regularność rzuciła mi się w oczy podczas
tsunami z wyspy Samoa z wtorku ranem, 29 września 2009 roku.
Na wyspie Samoa także domy mieszkalne zostały
kompletnie zrujnowane, jednak stojący wśród nich miejscowy
kościół pozostał nienaruszony - i to na przekór iż był on
konstrukcją całkowicie zamkniętą która musiała
stawiać ogromny opór uderzającej go fali wody.
Ów ciągle tam stojący kościół z obszaru zniszczonego
przez tsunami wzmiankowany był w artykule
"Devotion among devastation" (tj. "Dewocja pośród
zniszczenia") ze strony A2 nowozelandzkiej gazety
The Dominion Post
wydanie z wtorku (Tuesday), October 6, 2009.
W końcu ta sama regularność była też potwierdzona
w trzęsieniu ziemi z wyspy Haiti - o czym piszę
poniżej w punkcie #C3.
Już po pierwszym sformułowaniu niniejszego
punktu moją uwagę zwróciły dwa dalsze potwierdzenia
opisywanej tu regularności (tj. że "podczas katastrof
Bóg zawsze pozostawia nam swój 'znak' poprzez oszczędzenie
jakiegoś obiektu religijnego zlokalizowanego w środku
strefy zniszczenia"). Jednym z tych potwierdzeń
było przypomnienie sobie dziwnego zdarzenia z
prastarą Biblią jakie podczas powodzi z miejscowości
Wairarapa ze środy dnia 5 lipca 2006 roku
było raportowane w nowozelandzkich wiadomościach
telewizyjnych. Mianowicie, w nieco innej niż ta w której
ja mieszkam części Wyspy Północnej Nowej Zelandii
nastąpiła wówczas niszczycielska powódź która zatopiła
wiele miejscowości i zniszczyła wiele domów. Ja wtedy
powodzią tą bardzo się interesowałem, bowiem bałem
się że ówczesne katastroficzne deszcze mogą przenieść
się i na obszar w którym ja mieszkałem i że zatopione
będzie również i moje mieszkanie - na szczęście tamte
tzw. "oberwania chmury" ominęły dolinę "Hutt Valley"
w której ja mieszkam (najprawdopodobniej dla powodów
wyjaśnionych w punkcie #I4 totaliztycznej strony o nazwie
day26_pl.htm).
Rolnik-właściciel jednego z tych zniszczonych domów
miał prastary i bardzo cenny egzemplarz Biblii. Kiedy
powódź ustąpiła, wówczas egzemplarz ten znalazł
się jak leżał na uprzednio zatopionej łące - był to
tak niezwykły przypadek, że pokazywano go wtedy
nawet w nowozelandzkiej telewizji. Niezwykłością
owego zdarzenia którą ów rolnik wskazywał jako
rodzaj cudu, było że woda zupełnie nie zamoczyła
ani nie zniszczyła tej Biblii - tak jakby Biblia ta wogóle
nie była zalana wodą i przez powódź przetrwała jakoś sucha.
Już po napisaniu niniejszego punktu zacząłem uważniej
niż poprzednio oglądać te części dzienników telewizyjnych
które raportowały o jakichś katastrofach. Ku swemu
zdumieniu, kiedy wieczorem w dniu 7 lutego 2010 roku dzienniki
telewizyjne Nowej Zelandii raportowały o pierwszej rocznicy
tzw. "czarnej soboty" - podczas której w Australii zginęły
173 osoby w wyniku katastroficznego pożaru lasu
z ichniego Stanu Victoria, ponownie dostrzegłem
opisywane tu potwierdzenie. Mianowicie, kiedy
kamery przypominały zniszczenia z jednej takiej
spalonej australijskiej miejscowości zwanej "Kinglake",
obiektyw kamery przypadkowo skierował się
na kościół który ocałał na przekór że wszystko
wokoło niego spłonęło. Jednocześnie nastąpiła
przerwa w komentarzu - niemal tak jakby ktoś z
jakichś powodów celowo "wycenzurował" z komentarza
informację iż ów kościół przetrwał nietknięty
tą katastrofą. Intrygująco, w czasach kiedy rok
wcześniej ów katastroficzny pożar lasu z Australii
miał miejsce, ja uważnie czytałem wszystkie raporty
i wysłuchiwałem wszelkich wiadomości na ten temat -
celowo poszukując informacji czy jakikolwiek kościół
przetrwał tam nietknięty. Wiem więc z całą pewnością,
że informacja o ocaleniu owego kościoła NIE była
wówczas nigdzie podana. Stąd teraz widzę w tym
zagadki, pytania i refleksje. Wszakże jest nie do pomyślenia
aby w demokratycznej Australii z jakichś powodów
ktoś celowo i systematycznie "wycenzurowywał"
informację o owym kościele. Zresztą aby to uczynić
celowo w sytuacji kiedy działało tam wielu niezależnych
reporterów, musiałaby to być jakaś duża konspiracja
wyciszania. Z drugiej strony aż trudno sobie wyobrazić
aby przetrwanie tego kościoła zostało zwyczajnie
przeoczone przez wszystkich tych reporterów. Intrygujące
jest też czy w sprawozdaniach z najróżniejszych innych
katastrof, na podobnej zasadzie też jest pomijana
istotna informacja o możliwym przetrwaniu tam obiektów
religijnych znajdujących się w zasięgu zniszczenia.
3. Mordercze trzęsienia ziemi preferują uderzanie
w dniach świąt, a także w 13-tym i 26-tym dniu
miesiąca. Kolejną już odnotowaną regularnością
trzęsień ziemi są daty kiedy te najbardziej mordercze
z nich uderzają swoje ofiary. Jak to wyjaśniono w
punkcie #D8 na totaliztycznej stronie o nazwie
"day26_pl.htm"
oraz potwierdzona na przykładach z punktu #A2
i z części #C niniejszej strony, trzęsienia ziemi
mają swoje ulubione dni w których preferują
uderzyć swe ofiary. Najczęściej uderzają w czasie
jakiegoś święta (często nawet w jego pierwszym
dniu), ponadto w dniu 13-go danego miesiąca,
albo też w dniu 26-go (tj. 13+13) danego miesiąca.
Powody dla tej ich regularności starałem się
wyjaśnić w podrozdziale V5.4 z tomu 16 monografii
[1/4].
4. Praktycznie każde trzęsienie ziemi jest przewidziane
przez zwierzęta. Ta kolejna regularność wszelkich
trzęsień ziemi ma wielowarstwową wymowę.
Przykładowo dowodzi ona, że zwierzęta
są niewinne ludzkiego praktykowania filozofii
pasożytnictwa. Dlatego też Bóg zawsze pozwala
zwierzętom wyczuć ostrzeżenia o nadchodzącej
katastrofie. Zwierzęta doskonale więc wiedzą co
nadchodzi i jeśli zechcą mogą uniknąć zagłady.
Jak jest to wyjaśnione w dalszej części tej
strony, zwierzęta dowiadują się o nadchodzeniu
trzęsienia ziemi, ponieważ każde takie trzęsienie
wysyła "ostrzeżenia" na swój temat w postaci szczególnego
rodzaju "fal telepatycznych" które mogą być
odebrane i zdekodowane zarówno przez zwierzęta,
jak i przez odpowiednie urządzenia techniczne
(jedno z których to urządzeń jest opisane na tej
stronie). To dlatego niniejsza regularność dowodzi
również, że gdyby ludzie potrafili przełamać w sobie
wrodzone skłonności do poddawania się filozofii
pasożytnictwa, wówczas mogliby zbudować
opisywane na tej stronie urządzenie alarmowe
które by ich ostrzegało z dużym wyprzedzeniem
czasowym o nadchodzeniu każdego morderczego
trzęsienia ziemi.
#B3.
"Eksplozyjne" upuszczanie tzw. "energii moralnej" które sprowadza katastrofy:
Uzasadnienie dla powodów dla których Bóg
sprowadza naturalne katastrofy na niektóre
obszary ziemi, wynika z teorii dwóch
przeciwstawnych filozofii życiowych zwanych
totalizm oraz
pasożytnictwo.
Gdyby powody te spróbować wyjaśnić w jednym
zdaniu, wówczas stwierdzałyby one, że "w swoim
dążeniu do przywracania moralności, sprawiedliwości,
postępu i pokoju, Bóg uderza jakąś katastrofą w każdy
obszar w którym panoszenie się niemoralnej
filozofii pasożytnictwa
osiągnęło już poziom 'intelektu agonalnego',
zaś następstwami owej katastrofy Bóg przywraca
tam praktykowanie moralnej
filozofii totalizmu".
Zgodnie z teoriami owych dwóch przeciwstawnych
filozofii, wszystko co tylko w naszym życiu
czynimy powoduje przepływ unikalnej energii
zwanej "energią moralną" przez granicę
oddzielającą dwa odmienne światy zwane
"naszym światem" oraz "przeciw-światem".
Jeśli to co czynimy jest "moralne" wówczas
owa unikalna "energia moralna" przepływa
z naszego świata do przeciw-świata.
Stąd w naszym świecie fizycznym takie
moralnie poprawne działania mają charakter
"implozji" owej energii moralnej. Tak zaś się
składa, że Bóg uczynił korzystnym dla ludzi
wszystko czego zasada działania bazuje na
"implozji" zachodzącej w naszym świecie fizycznym
(wszystko zaś co bazuje na "eksplozji" Bóg
uczynił niszczycielskim i niekorzystnym dla ludzi).
Jeśli natomiast czynimy coś co jest "niemoralne",
wówczas powoduje to że energia moralna
jest eksplozyjnie upuszczana z przeciw-świata
do naszego świata fizycznego. Czyli jeśli ktoś
praktykuje ową niemoralną filozofię zwaną
pasożytnictwem,
wówczas czyni niemal wyłącznie to co jest
niemoralne. Taka więc osoba, instytucja,
społeczność, albo państwo o pasożytniczej
filozofii powoduje lokalną "eksplozję" owej
"energii moralnej" - to zaś sprowadza katastrofy.
Powody dla których Bóg zmuszony jest niszczyć
obszary na Ziemi w jakich lokalne społeczności
praktykują filozofię zaawansowanego pasożytnictwa,
opisane zostały w podrozdziale KA8.2 z tomu 7 monografii
[8/2].
Mianowicie chodzi o to, że intelekty (tj. ludzie,
instytucje, społeczności, lub państwa) które
w swoim praktykowaniu filozofii pasożytnictwa
ześlizgną się w dół do poziomu tzw. "intelektu agonalnego",
nie mogą już zostać uratowane i jedyne wyjście
jakie wobec nich pozostaje to pozwolić im umrzeć.
Wszakże będąc już w stanie agonalnym NIE
są już w stanie zmienić swoich niemoralnych
zasad postępowania, zaś nawet jeśli ktoś ich
usiłuje ratować i sztucznie przedłuża ich
egzystencję - one jedynie będą konsumowały
środki i energię ratującego, jednak ich stan moralny
i zasady postępowania NIE ulegną już poprawie.
Jeśli więc będą sztucznie utrzymywane przy
życiu, nadal będą czyniły wiele złego, zaś ich
niemoralne działania coraz usilniej będą domagały
się przywrócenia sprawiedliwości. Na dodatek,
ich filozofia pasożytnictwa jest wysoce "zaraźliwa".
Jest więc jakby zakaźną chorobą moralną
która szybko się rozprzestrzenia na obszary
sąsiednie. Kiedy więc jakiś większy obszar
na Ziemi ześlizgnie się już w dół do owego
nieodwracalnego poziomu "intelektu agonalnego",
wówczas aby uchronić sąsiednie obszary
przed rozprzestrzenieniem się tej niebezpiecznej
"choroby moralnej", a także aby przywrócić
totalizm na owym obszarze, Bóg nie ma
innego wyjścia niż przerzedzić i przesegregować
ludność tego obszaru z pomocą jakiejś dużej
katastrofy. Wszakże każda duża katastrofa
unicestwia poprzednio prześladujące dany
obszar układy ludzkie, wygodnickie zależności,
pasożytnicze tradycje, zwyrodniałe instytucje,
itp. Obala też panujący tam zastój, wyzysk,
zmusza do moralnego działania, do udzielania
sobie wzajemnej pomocy, do organizowania się,
itp. W rezultacie takiej katastrofy, dany obszar
doświadcza najróżniejszych nacisków, podejmuje
nowe życie, nowi ludzie i nowe idee przejmują
tam wiodacą rolę, itp. Stąd zamiast uprzedniej
filozofii pasożytnictwa, obszar ten czasowo
zmuszany jest do zaadoptowania totalizmu.
Wszystkie więc obszary Ziemi gdzie
zamieszkujący je ludzie ześlizgnęli się już
do poziomu "intelektów agonalnych" w swoim
praktykowaniu filozofii pasożytnictwa, Bóg
dotyka lub unicestwia właśnie jakąś silną katastrofą.
Gdyby bowiem pozostawił je sobie samym,
wówczas ich pasożytnicza filozofia, jak rodzaj
jakiejś fatalnej plagi, rozszerzyłaby się na
sąsiednie obszary. Jednocześnie brak reakcji
na ich wysoce niemoralne postępowanie
uniemożliwiałby przywrócenie tam absolutnej
sprawiedliwości. (Odnotuj że Bóg wyraźnie
ostrzega ludzi za pośrednictwem
bibilijnej historyjki o losach "Sodomy i Gomory",
że obszary praktykujące zaawansowaną formę
filozofii pasożytnictwa będą zniszczone kataklizmami -
jako przykład patrz bibilijna "Księga Rodzaju", 18:22-33, 19:1-28.)
Oczywiście, aby nie odbierać ludziom "wolnej
woli" i nie zmieniać ich pogladów, Bóg zawsze
tak dobiera rodzaj katastrofy jaką uderza daną
społeczność, aby wygladała ona na całkowicie
"przypadkowe" nieszczęście. Wszakże Bóg ma
do wyboru cały arsenał katastyrof jakie może
zaserwować, a nie tylko opisywane na tej
stronie trzęsienia ziemi. Inne, też przypadkowo
wyglądające katastrofy, obejmują:
tsunami,
tornada,
huragany,
lawiny ziemne,
plagi,
zawalenia się budynków,
pożary,
terroryzm,
powodzie, eksplozje, itp., itd. Dla każdej więc
sytuacji i grupy społecznej Bóg jest w stanie
wybrać zarówno katastrofę, jak i okoliczności
jej pojawienia się, tak aby te wygladały na
zupełnie przypadkowe i wyjaśnialne zgodnie
z owym "kanonem niejedoznaczności" opisywanym
m.in. w punkcie #C2 na stronie
will_pl.htm.
W ten sposób cele Boga mogą być osiągane
bez narzucania ludziom odmiennych poglądów
czy zmieniania ich stosunku do Boga.
#B4.
Jaki jest mechanizm zmiany filozofii u ludzi z obszarów dotkniętych katastrofą:
Motto:
"Każde zdarzenie wszechświata służy jakiemuś istotnemu celowi, a stąd potwierdza ono celowe działanie nadrzędnej inteligencji."
Praktykowanie niszczycielskiej filozofii
pasożytnictwa
wynika z zastoju. Zastój bowiem powoduje,
że niektórzy ludzie nabywają trwałe nawyki
pasożytnicze o wysoce niemoralnym
charakterze. Nawyki te nabywają głównie
osoby które nie posiadają silnego tzw. "szkieletu
moralnego" wynikającego np. z ich religii,
z pewności istnienia Boga, ze znajomości
totalizmu, itp. Stąd przykładowo, jeśli taka
pozbawiona szkieletu moralnego osoba przez
długi okres czasu jest pozostawiona sama
sobie i żyje w tych samych warunkach, wówczas
z upływem czasu zaczyna ona dbać wyłącznie
o siebie i o swoje interesy, postępuje tylko
wzdłuż tzw. "linii najmniejszego oporu", czyni
tylko to co absolutnie konieczne, odmiennie
traktuje tych ludzi których zna, a zupełnie
odmiennie postępuje z ludźmi których nie zna,
mówi (kłamie) jedno a czyni coś zupełnie innego,
itp., itd. Oczywiście, takie niemoralne osobniki
o skłonnościach do nabywania pasożytniczych
nawyków istnieją w praktycznie każdej społeczności.
Dlatego niemal każda społeczność pozostawiona
dłużej samej sobie i nie wystawiona na jakieś
zewnętrzne naciski, zaczyna wykształtowywać
różne pasożytnicze postępowania. Przykładowo,
formuje nieformalne układy i związki które
motywują ludzi do niemoralnych działań takich
jak zatrudnianie tylko swoich krewnych i przyjaciół,
kierowanie się zasadą "liczy się kogo znasz,
a nie co potrafisz", uprawianie korupcji,
znajdowanie sposobów na jakie daje się
eksploatować innych, formowanie monopoli,
wypłacanie sobie przez zarządy i dyrekcje coraz
wyższych pensji i premii, itd., itp. Każda więc
katastrofa, nawet jeśli tylko unicestwia ona
część członków danej społeczności, przerywa
zastój oraz niszczy te układy i nawyki. Wszakże
eliminuje ona ludzi jacy formowali uprzednie
wygodnickie układy i związki, zmusza tych
co przeżyli do podjęcia nowych działań,
pozycji i inicjatyw - co do których jeszcze
nie wiedzą jak mogliby je wykorzystać na
swoją korzyść, wprowadza do systemu
nowych ludzi oraz najróżniejsze nowe
naciski, zmusza niektórych kluczowych
ludzi do wyprowadzenia się lub emigracji
z danego obszaru, itd., itp. W ten sposób
każda katastrofa zmusza daną społeczność
do zmiany filozofii którą ona praktykuje
jako większy "intelekt grupowy", z uprzedniej
pasożytniczej na bardziej totaliztyczną. To
dlatego np. zaraz po drugiej wojnie światowej
niemal wszystkie społeczności z terytoriów dotkniętych
działaniami wojennymi zaczęły praktykować
filozofię totalizmu.
(Np. ja doświadczyłem osobiście owej totaliztycznej
filozofii za pośrednictwem społeczności mojej rodzinnej
wsi Wszewilki.)
Jednak w miarę jak czas upływał, nawyki
i filozofia owych społeczności ponownie
zaczęły "pełznąć" w kierunku pasożytnictwa.
Stąd w chwili obecnej w niemal wszystkich
społecznościach owych terytoriów ponownie
panoszy się już pasożytnictwo. Z kolei na
terytoriach które od dawna już nie zaznały
ani działań wojennych, ani też jakiejś
poważniejszej katastrofy, poziom panującej
tam pasożytniczej filozofii zaczyna być już
bliski owego nieodwracalnego "stanu agonalnego".
Wkrótce więc Bóg nie będzie miał już innego
wyjścia jak ponownie wstrząsnąć je jakąś
kolejną katastrofą która przywróci w nich totalizm.
#B5.
"Standardowa procedura" katastrofy:
Teoria wszystkiego
zwana
"Konceptem Dipolarnej Grawitacji"
wyjaśnia nam że Bóg jest to po prostu ogromny,
samo-świadomy, naturalny program (po szczegóły
patrz punkt #C2 na totaliztycznej stronie
god_proof_pl.htm,
lub punkt #I2 na totaliztycznej stronie
dipolar_gravity_pl.htm).
Będąc zaś programem, Bóg lubuje się w opracowywaniu
"standardowych procedur działania" dla niemal
wszystkich swoich przedsięwzięć (przykłady aż
całego szeregu takich standardowych procedur
działania Boga, włączając w to procedurę
stwarzania kolejnych ras ludzi, opisane zostały
w punktach #D1, #D2, oraz #D3 totaliztycznej strony
newzealand_visit_pl.htm).
Zapewne dlatego, Bóg posiada również "stadardową
procedurę karania katastrofą". Najlepiej owa procedura
sprowadzania katastrofy opisana został w wersetach
od 18:20 do 19:28 z bibilijnej "Księgi Rodzaju" przy
okazji omawiania tam zniszczenia Sodomy i Gomory.
Składa się ona z aż kilku etapów, np. z: (1)
ostrzegającego wyjaśnienia ludziom co i jak jest
karane przez Boga, (2) kolejnego
upewnienia się przez Boga że dana społeczność
faktycznie osiągnęła już poziom "intelektu agonalnego"
w swoim praktykowaniu filozofii pasożytnictwa i że NIE
ma już powodów aby ją uratować (patrz bibilijna "Księga
Rodzaju", wersety 18:20-32), (3) wyprowadzenia
z dotykanego katastrofą obszaru tych "sprawiedliwych"
którzy nie zasłużyli na karę (patrz tam wersety 19:12-22),
(4) zesłanie samej katastrofy (patrz tam wersety
19:24-28). Omówmy więc teraz krótko te etapy.
Ad. (1): Ostrzegające wyjaśnienie co i jak jest
karane. Tą funkcję wypełnia Biblia i religie
(a ostatnio również i
filozofia totalizmu).
Przykładowo, mnie osobiście fascynuje jak
niewypowiedzianie inteligentnie i umiejętnie
wersety 18:23-32 bibilijnej "Księgi Rodzaju",
wyraźnie ostrzegają tych co wiedzą jak je
czytać, zaś pretendują być zwykłym "bajdurzeniem
starożytnych pastrzy" dla ateistów którzy czytają
je z wewnętrznym uprzedzeniem. Jeśli bowiem
ktoś poczyta sobie owe wersety, wówczas
uderzy go w nich owo sześciokrotne powtarzanie
zapewnienia o niezniszczeniu miasta przy
coraz mniejszej liczbie "sprawiedliwych".
Powtórzenia te wyłapują i zatrzymują więc
uwagę co mniej uważnego i wnikliwego wierzącego,
aby mimo wszystko mu uświadomić, że jeśli
mieszka w obszarze w którym żyje spora
liczba szczególnie moralnie postępujących
ludzi (tj. "sprawiedliwych"), wówczas NIE
powinien się lękać - jest bowiem bezpieczny.
Wszakże Bóg wyraźnie obiecuje w
autoryzowanej przez siebie Biblii,
że nigdy NIE będzie karał ani niszczył obszaru
zamieszkałego przez sporą liczbę "sprawiedliwych".
Dodatkowo owe wersety podkreślają, że najmniejsza
liczba owych szczególnie moralnych ludzi
jaka ciągle jest w stanie uchronić daną
miejscowość przed "karą Boga" jest
dziesięciu sprawiedliwych. Stąd
jeśli ktoś chce się upewnić, czy dany obszar
jest bezpieczny przed "karą Boga" - na
przekór że duża proporcja jego mieszkańców
wcale NIE zachowuje się moralnie, wówczas
powienien tylko policzyć, czy faktycznie zna
tam co najmniej "dziesięciu sprawiedliwych"
mieszkających lokalnie. Ważne jest też przy
tym aby zwrócił uwagę na dokładne znaczenie
użytego w biblii słowa "sprawiedliwy", a stąd
nie policzył za owych "10 sprawiedliwych"
jakichś 10 osób które "sprawieliwymi" wcale
NIE są. Wszakże "sprawiedliwy" to nie
tylko ten kto wsłuchuje się w głos sumienia,
sam żyje moralnie, oraz kto daje moralny
przykład innym, ale także ktoś kto czyni
coś co polega na osądzaniu i kategoryzowaniu
innych - czyli ktoś kto aktywnie udziela się
społecznie, kto polaryzuje, przyciąga i skupia
wokół siebie innych moralnie postępujących ludzi,
kto wywiera moralny wpływ na innych, itp.
Na przekór tak istotnego znaczenia dla
wierzących, dla zwykłych czytających
oraz dla ateistów, te same powtórzenia
z wersetów biblii na temat owych sprawiedliwych
służą równocześnie zupełnie odwrotnemu
celowi - mianowicie zniechęceniu. Stąd
np. u ateistów zapobiegają one wzięciu
na poważnie i dokładnemu przeanalizowaniu
treści tychże wersetów. (Wszakże Bóg
czyni wszystko zgodnie z tzw. "kanonem
niejednoznaczności" opisanym w punkcie
#C2 totaliztycznej strony
will_pl.htm.)
Jeśli jednak ktoś posiada tzw. "szkielet moralny",
zaś dzięki niemu potraktuje te wersety poważnie
jako "wiadomość od Boga", a stąd dokładnie je
przeanalizuje, wówczas odkrywa dwa istotne
fakty. Pierwszym z nich jest że wersety
18:27-32 już NIE referują do Sodomy,
a referują do dowolnego "miasta" na
świecie. Drugim zaś faktem jest że wersety
te zostały celowo i umiejętnie tak sformułowane,
aby wyrażały wszystko w czasie przyszłym.
Innymi słowy, owe wersety to ostrzeżenia
i wyjaśnienia jakie Bóg udziela wszystkim
społecznościom i wszystkim miastom na Ziemi,
a jakie rozciągają swoją ważność na wszystkie czasy.
Ad. (2): Potwierdzenie stanu "intelektu agonalnego".
Dla ludzi "implozje" i "eksplozje" energii moralnej
pozostają niewidzialne. Wszakże sama "energia
moralna" jest niewidzialna dla ludzkiego wzroku.
Jednak Bóg stworzył ową energie i widzi jej
przepływ. Dla Boga więc obszary w których
ludzie masowo praktykują filozofię pasożytnictwa
wyglądają jak rodzaje wulkanów rozpraszających
energię moralną. Bóg więc łatwo może odnotować
i wybrać te obszary na Ziemi, które z powodu
masowego praktykowania filozofii pasożytnictwa
osiągnęły już poziom "intelektu agonalnego" - a
stąd domagają się aby Bóg je dotknął jakąś katastrofą.
Biblia również informuje (patrz "Księga Rodzaju",
wersety 18:20-21 oraz 19:1-11), że na dodatek
do wizualnego ogarnięcia poziomu zaawansowania
filozofii pasożytnictwa na danym obszarze, przed
zesłaniem katastrofy Bóg zawsze wysyła tam swoje
"cielesne reprezentacje" aby te osobiście
doświadczyły potraktowania jakie mieszkańcy danego
obszaru serwują obcym przybyszom. (Czym są
owe "cielesne reprezentacje Boga" wyjaśniam to
dokładniej w "Ad. (3)" punktu #D1 na totaliztycznej stronie
newzealand_visit_pl.htm.)
Jeśli społeczność owego obszaru faktycznie
udowodni im swoje pasożytnicze nawyki, wówczas
decyzja o katastrofie zostaje ostatecznie podjęta.
Ad. (3): Wyprowadzenie "sprawiedliwych". W
praktycznie niemal każdej katastrofie istnieją ludzie
którzy jej unikają przez jakiś cudowny "zbieg okoliczności".
Aczkolwiek takie zbiegi okoliczności daje się wyjaśniać
ateistycznie jako zwykłe "przypadki",
jeśli dobrze się zastanowić, faktycznie są one owym
"wyprowadzeniem 'sprawiedliwych' z obszaru dotykanego
karą danej katastrofy". Szczerze mówiąc, ja sam miałem
aż kilka przypadków w swoim życiu, kiedy moje
życie ochroniły właśnie tego typu "przypadki" (przykład
tych moich osobistych "zbiegów okoliczności" opisany
jest w punkcie #77 z podrozdziału A4 w tomie 1 monografii
[1/4],
zaś krótko wzmiankowany w punkcie #K3 strony
fe_cell_pl.htm,
oraz w punkcie #H2 totaliztycznej strony
god_proof_pl.htm.)
Ad. (4): Zesłanie katastrofy. Jeśli dana społeczność
ma zostać ukarana katastrofą, wówczas moment
i okoliczności kiedy katastrofa ta uderza jest celowo
tak dobrany, aby spowodować możliwie najwięcej
zniszczeń i śmierci oraz aby utrudnić udzielenie
pomocy jej ofiarom.
#B6.
Prosty sposób na jaki większe społeczności są jednak w stanie zatrzymać nadejście morderczych trzęsień ziemi i innych katastrof:
Obrona przed trzęsieniami ziemi i przed innymi
katastrofami jest bardzo prosta. Wystarczy
bowiem aby społeczność z danego obszaru
wyeliminowała powody dla których Bóg jest
zmuszony je "karać" poprzez zsyłanie na nie
owych katastrof. Owo zaś wyeliminowanie
ma miejsce już wtedy kiedy dana społeczność
jako całość zacznie ochotniczo praktykować w
swoim postępowaniu moralną filozofię zwaną
totalizmem.
(Np. praktykować tzw. "intuitywny totalizm" -
który sprowadza się do prostego słuchania i realizowania
podszeptów własnego organu "sumienia".)
Innymi słowy, obszary na których ludność
praktykuje jakąś wersję filozofii totalizmu będą omijane
przez wszelkie katastrofy. Wszakże katastrofy
te uderzają jedynie w obszary na jakich ludność
praktykuje odwrotność totalizmu, czyli filozofię zwaną
pasożytnictwem.
Innym także efektywnym sposobem chronienia
danej społeczności lub danego miasta przed
katastrofami jest upewnienie się że w żyje tam
i działa owych co najmniej "dziesięciu sprawiedliwych"
o których wyraźnie nas upewnia werset 18:32
z bibilijnej "Księgi Rodzaju". Poprzez udzielenie
nam takiego zapewnienia w
autoryzowanej przez siebie świętej księdze,
Bóg wyraźnie daje nam do zrozumienia, że
osoby żyjące "sprawiedliwie" (czyli zgodnie
z nakazami własnego sumienia) są pod szczególną
opieką Boga. (Trzeba jednak odróżniać owych faktycznych
"sprawiedliwych" od np. "dewotek" czy nawet
od niektórych kapłanów o pasożytniczych
skłonnościach.) Stąd każda społeczność powinna
być wysoce zainteresowana aby takie święte
osoby osiedlały się u niej i współzamieszkiwały
w jej gronie. Wszakże jeśli w danej społeczności
żyje 10 lub więcej takich "sprawiedliwych" osób,
wówczas społeczność ta NIE będzie dotknięta
żadną morderczą katastrofą. (Jeśli jednak żyje
ich tam mniej niż 10-ciu, wówczas katastrofa
ciągle może nadejść, ponieważ Bóg spowoduje
iż owe osoby z jakichś powodów odejdą stamtąd
na czas owej katastrofy, lub że następstwa
katastrofy ich wybiorczo ominą.) Co ciekawsze,
Bóg nie tylko udzielił nam owej obietnicy, ale także
bez przerwy ilustruje prawdziwym życiem iż jest ona
dotrzymywana. Jako przykłady rozważmy miasto
Rzym i kraj Indie. W Rzymie mieszka Papierz i
jego kardynałowie. Na przekór więc że Włochy
mają wulkany i są często wstrząsane trzęsieniami
ziemi oraz innymi katastrofami, a także na przekór
że wielu zwykłych mieszkańców Rzymu jest daleka
od "moralnego postępowania", Rzym zawsze
wychodzi bez większego szwanku. Podobnie jest
z krajem Indie którego zwykli mieszkańcy wcale
NIE są aniołkami. Jednak wśród ludzi mieszka tam
wielu "sprawiedliwych" mistyków którzy postępują jak
święci. Wszakże w dzisiejszych czasach tylko w
Indiach ciągle daje się znaleźć mistyków w rodzaju
niejakiego Prahlad Jani z Ahmedabad, o którego
niezwykłych zdolnościach informowały zaszokowane
gazety - np. patrz artykuł "Mystic who lives on air
staggers docs" (tj. "Mystyk który żyje z powietrza
podważył wiedzę lekarzy") ze strony A15 gazety
The New Zealand Herald
(wydanie z wtorku (Tuesday), May 11, 2010). Okazuje
się bowiem że aby żyć, ów mistyk wcale NIE potrzebuje
ani żywności ani wody - a żyje z powietrza. Niewierzący
w jego możliwości lekarze poddali go ścislemu testowi
aby sprawdzić czy faktycznie wyżyje bez żywności
i wody. W tym celu zamknęli go na 15 dni w szpitalu
z Ahmedabad, nieustannie otaczając go aż 30-ma
lekarzami, bez przerwy sprawdzając reakcje jego
oragnizmu, oraz w sposób ciągły śledząc każdy jego
ruch kamerami telewizyjnymi. Okazało się wówczas
że przez owe 15 dni żył, zachowywał się i reagował on
normalnie, niczego nie jedząc ani nie pijąc, a także nie
udając się do toalety. Test ów kompletnie podważył więc
konwencjonalną wiedzę medyczną dzisiejszych czasów.
Nic dziwnego że mając takich świętych ludzi,
poza kilkoma małymi obszarami które są z daleka
omijane przez owe indyjskie święte osoby, Indie
jako całość wogóle nie są niszczone katastrofami.
Jednak położone tuż przy granicy Indii obszary
sąsiednich krajów, np. Pakistanu, Sri Lanki, czy
Bangladeszu, są już trapione częstymi katastrofami.
Wyjaśnienie - w owych innych krajach brak jest
owych co najmniej "dziesięciu sprawiedliwych"
współzamieszkujących w danej miejscowości ze
zwykłymi ludźmi podatnymi na wpływy filozofii
pasożytnictwa.
Innym miejscem na Ziemi które ja osobiście
sprawdziłem, że w jego bliskości faktycznie
też żyje wymagana liczba owych "10 sprawiedliwych",
są okolice Petone w Nowej Zelandii (w której to
miejscowości m.in. żyję również i ja). Jak też
dokładniej raportuję to w punktach #I1 do #I4 strony
day26_pl.htm -
owe Petone także starannie omijane jest przez
naturalne katastrofy, nawet jeśli katastrofy te
dotykają sąsiadujące z nim miejscowości.
Oczywiście, społeczności które praktykują
filozofię totalizmu będą wykazywały również
wystarczająco otwarte głowy aby akceptować,
rozwijać i urzeczywistniać wszelkie nowatorskie
idee. Z kolei owe idee dostarczą im również
ateistycznych uzasadnień i możliwości które
spowodują że katastrofy będą ich omijały. W
ten sposób praktykowanie filozofii totalizmu
będzie chroniło przed katastrofami niezależnie
czy ktoś wierzy w Boga czy też nie.
Przykładowo, społeczności wyznające totalizm
już dawno zbudowałyby urządzenie opisane
na tej stronie i zwane "sejsmografem Zhang
Henga". (Natomiast społeczności praktykujące
filozofię pasożytnictwa nigdy do takiego zbudowania
NIE będą w stanie się zebrać, zaś nawet gdyby
ktoś dał im je za darmo to i tak by je zmarnowały -
tak jak starożytni Izraelici zmarnowali kiedyś
daną im za darmo
Arkę Przymierza -
patrz
bibilijna "Księga Wyjścia", 25:10-28,
zaś Mongołowie zmarnowali opisane tu
urządzenie - patrz "Fot. #F4" poniżej.)
Z kolei urządzenie to chroniłoby je przed
padnięciem ofiarami trzęsień ziemi (a także
innych katastrof naturalnych) których
nadchodzenie owo urządzenie będzie
zdalnie wykrywało.
Tak nawiasem mówiąc, to niestety w ostatnich
czasach coraz więcej obszarów na Ziemi zbliża
się do poziomu "intelektu agonalnego". Jest
więc pewnym, że liczba morderczych katastrof
będzie w najbliższym czasie szybko się
zwiększała. Tylko więc czekać jak zostanie
nimi uderzony np. obszar w którym my sami
mieszkamy, albo jakieś inne obszary Ziemi -
np. kraj Somalia czy miasto Londyn. Wszakże
chociaż z naszego niedoskonałego (bo ziemskiego)
punktu widzenia narazie nie zawsze jest
widać jaki poziom zaawansowania filozofii
pasożytnictwa osiągnęła ludność poszczególnych
obszarów Ziemi, ciągle Bóg ma doskonałe
rozeznanie w tej sprawie. Stąd Bóg wie
dokładnie którą społeczność powinien
następnym razem skierować na właściwe
tory z pomocą jakiejś katastrofy.
Przygotowane z nieco odmiennego punktu
widzenia wyjaśnienie dlaczego ludzkość jest
trapiona przez Boga trzęsieniami ziemi oraz
innymi klęskami, podane też zostało w punkcie
#J1 totaliztycznej strony internetowej
newzealand_visit_pl.htm.
#B7.
Jakie oznaki informują nas że mieszkamy w gronie społeczności
która jest bliska stanu "intelektu agonalnego" w swoim praktykowaniu
filozofii pasożytnictwa
(a stąd bliska katastrofy):
Jak to wyjaśniłem już dokładniej w punktach
#I5 i #I6 totaliztycznej strony
tapanui_pl.htm,
w dzisiejszych czasach, w których władzę
nad Ziemią sprawuje pokolenie "Midasów
na odwyrtkę", filozofia pasożytnictwa szybko
się pogłębia w praktycznie każdym kraju
świata. Nie ma więc wątpliwości że wszyscy
żyjemy w społecznościach które już od
dawna praktykują
filozofię pasożytnictwa.
Jedyną wątpliwość jaką możemy ciągle mieć,
to czy poziom zaawansowania owej filozofii
w naszej społeczności jest już bliski stanu
"intelektu agonalnego" - który dla Boga
jest znakiem że należy zaserwować jakąś
katastrofę. Dlatego dobrze jest poznać
kilka najbardziej charakterystycznych
oznak owego stanu "intelektu agonalnego".
Oto one:
1. "Wynalazcza impotencja" - czyli brak wdrożenia
choćby najmniejszego wynalazku na obszarze danego
kraju. Pierwszymi oznakami że dany kraj zapadł
się już niebezpiecznie głęboko w filozofię pasożytnictwa,
jest "wynalazcza impotencja" spowodowana szalejącym
w tym kraju tzw. "przekleństwem wynalazców" opisywanym
w punktach #G1 do #G9 totaliztycznej strony
eco_cars_pl.htm.
To "przekleństwo wynalazców" powoduje że w owym
kraju NIE daje się już wdrożyć do trwałego dorobku
ludzkości żadnego, nawet najmniej złożonego,
wynalazku technicznego czy odkrycia - którego
wdrożenie zależy od dobrej woli i od poparcia
całego szeregu ludzi. Oczywiście, taka
"wynalazcza impotencja" wcale NIE oznacza
że dany kraj czy naród zupełnie NIE posiada
swoich twórczych wynalazców, ani że owi
wynalazcy wcale NIE tworzą wartościowych wynalazków,
a jedynie oznacza, że dominująca tam filozofia
pasożytnictwa uniemożliwia wdrożenie lokalnych
wynalazków do technicznego dorobku ludzkości.
Dzieje się tam tak ponieważ lokalni pasożyci tak
usilnie prześladują wynalazców w owych krajach,
że ci albo zmuszani są do całkowitego zarzucenia
prób zbudowania swego wynalazku (tak jak to
zostało opisane w punktach #H1 do #H2 strony
newzealand_visit_pl.htm),
albo też zdobywają się na zbudowanie swego
wynalazku jednak lokalni pasożyci uniemożliwiają
im jego wdrożenie do użytku (tak jak to opisuje strona
boiler_pl.htm),
albo też ponadludzkim wysiłkiem wynalazcy ci
przełamują opory i budują swój wynalazek, a
nawet przełamują opory pasożytów i wdrażają
swój wynalazek do użytku, jednak miejscowi pasożyci
ciągle marnotrawią potem ten wynalazek poprzez
uniemożliwienie jego wdrożenia do dorobku całej
ludzkości (tak jak to opisuje totaliztyczna strona
mozajski.htm).
Przyczyną owej "wynalazczej impotencji" jest, że
zasada działania "przekleństwa wynalazców"
sprowadza się do takiego "organizowania" losów
danego wynalazcy, aby w jego wysiłkach
urzeczywistnienia swego wynalazku musiał on
pokonywać opory najbardziej pasożytniczych
przeciwników jego wynalazku jacy tylko żyją w
danym kraju. Dzięki bowiem takiemu
ustanowieniu zasady działania tego przekleństwa,
Bóg
upewnia się że postęp techniczny jest dokonywany
jedynie w najbardziej totaliztycznych krajach świata,
oraz że tylko społeczności owych najbardziej totaliztycznych
krajów świata jako pierwsi korzystają z owoców i
dobrodziejstw wynalazczości oraz postępu. Do
przykładów krajów, które już dawno osiągnęły aż
tak znaczący upadek w filozofię pasożytnictwa
że panuje w nich całkowita "wynalazcza impotencja",
należą m.in. też oba kraje z którymi los związał moje
życie, czyli Polska i Nowa Zelandia. Żaden z obu
tych bliskich memu sercu krajów nie może się poszczycić
iż na jego terytorium wdrożono choćby najmniejszy
wynalazek którego urzeczywistnienie wymagało
totaliztycznej kooperacji co najmniej kilku jego obywateli.
2. Szybki i wyraźny spadek poziomu energii moralnej,
oraz pojawienie się symptomów tego spadku, takich
jak niemoralność, przeczulenie, niesprawiedliwość,
zakłamanie, przekładanie formy nad treścią, itp.
Następstwem praktykowania filozofii pasożytnictwa
jest szybki i wyraźny spadek średniego poziomu
energii moralnej w danym społeczeństwie. Z kolei
oznakami tego spadku są wszelkie objawy omawiane
m.in. w punkcie #D4 strony
parasitism_pl.htm
oraz w (iv) z punktu #F2 strony
nirvana_pl.htm,
takie jak m.in. niemoralność, przeczulenie, niesprawiedliwość,
wyzysk, lenistwo, bezrobocie, bieda, głód, fałsz, zakłamanie,
depresja, nałogi, zboczenia, przestępczość,
bandytyzm, zdziczenie, itp. Jeśli te zaczynają
uderzać nas w oczy na każdym kroku i przy
każdej okazji, oraz jeśli towarzyszą im coraz
bardziej alarmujące zjawiska w rodzaju tych
opisanych w artykule "Rampant spread of the
vile germ that spreads acute sensitivity disorder"
(ze strony B5 gazety
The Dominion Post,
wydanie z wtorku (Tuesday), May 11, 2010),
wówczas to oznacza, że pomału nadchodzi
kolej i na ukaranie przez Boga społeczności
w której i my żyjemy.
3. Zanik "eksportowania" pasożytniczych zachowań
oraz skierowanie agresji ku wewnątrz.
Następstwem ześlizgiwania się w szpony pasożytnictwa
zawsze jest wzrost agresji. In głębiej jakiś intelekt
tkwi w pasożytnictwie, tym jest bardziej agresywny.
Z kolei w owej agresji pasożytniczych intelektów
istnieją dwie wyraźne fazy, które można nazwać
(1) agresja kierowana na zewnątrz (tj. agresja
eksportowana), oraz (2) agresja kierowana do
wewnątrz. W przypadku indywidualnych pasożytów,
agresja (1) kierowana na zewnątrz zwykle sprowadza
się do "eksportu agresji" czyli do bicia (a nawet
zabijania) zupełnie obcych sobie ludzi lub
przechodniów, do prześladowania podwładnych
i kolegów w pracy, do kłótni z sąsiadami, itp.
Natomiast agresja (2) kierowana do wewnątrz
sprowadza się do prześladowania i bicia własnej
rodziny, do zabijania żony lub męża, itp. Z kolei
w przypadku pasożytniczych społeczności, agresja
(1) kierowana na zewnątrz zawsze polega na
"esporcie pasożytniczych zachowań" - tak
jak to ma miejsce np. w pasożytniczej Somalii
(która generuje piratów jacy napadają na statki
przepływające w okolicy tego kraju). Oczywiście,
przejawami "eksportu agresji" jakiegoś pasożytniczego
intelektu zbiorowego są nie tylko piraci, ale także
wojny, terroryzm, utarczki na granicach, pogróżki, itp.
Natomiast agresja (2) kierowana do wewnątrz
wyładowuje całe zło w obrębie własnej społeczności -
tak jak to miało miejsce np. w pasożytniczej Haiti
czy w bibilijnej Sodomie i Gomorze. Jak wynika
to z dotychczasowych analiz, Bóg NIE 'karze"
katastrofami tych pasożytniczych intelektów które
są ciągle w fazie "eksportowania agresji". Jedynie
ostrzega je coraz częściej z pomocą np. "aktów
terroryzmu" czy "wypadków" (w rodzaju tych
opisanych w punkcie #H2 strony
eco_cars_pl.htm),
że są już blisko "stanu agonalnego". Uderzane
morderczymi katastrofami są dopiero te intelekty
które osiągną fazę agresji (2) skierowanej do
wewnątrz. Dlatego jeśli czytelniku zamierzasz
śledzić poziom zagrożenia katastrofą miesca
swego zamieszkania, wówczas powinieneś
zwrócić uwagę na chwilę kiedy społeczność
w której mieszkasz zaniecha "eksportu egresji"
a zacznie agresję tą kierować ku wewnątrz.
Ten moment jest bowiem już początkiem końca.
4. Brak "dziesięciu sprawiedliwych". Jeśli
ustalimy że w miejscu naszego zamieszkania
faktycznie zapanował już stan "intelektu agonalnego"
- bowiem widzimy tam już oznaki opisane w
poprzednich punktach 1 do 4 powyżej, wówczas
warto abyśmy policzyli ilu "sprawiedliwych"
mieszka w najbliższej okolicy. Jeśli bowiem
w naszym bliskim sąsiedztwie NIE możemy
się doliczyć owych co najmniej 10 społecznie
aktywnych ludzi, którzy wypełniają definicję
"sprawiedliwych" - tj. którzy nie tylko mówią
o moralności i dobru, ale także wdrażają moralność
i dobro we wszystkich swych działaniach, a
stąd dla wszystkich wokoło są wzorcami moralnego
i sprawiedliwego postępowania (czyli którzy
zgodnie z opisami w punkcie #B6 tej strony
chroniliby swe otoczenie przed katastrofą),
wówczas warto zacząć się przygotowywać
na nadejście nieuniknionego.
5. Nasilające się katastrofy. Jeśli na
jakimś obszarze panuje filozofia pasożytnictwa,
wówczas niektóre miasta i społeczności
z tego obszaru są bardziej zaawansowane
od innych w jej praktykowaniu. Te zaś z nich
które już osiągnęły poziom "intelektu agonalnego"
będą karane przez Boga najróżniejszymi
katastrofami. Jeśli więc blisko nas zaczynają
się pojawiać częste i powtarzalne katastrofy
w rodzaju trzęsień ziemi, fal tsunami, tornad,
huraganów, powodzi, deszczów, obsuwisk
ziemi, mrozów, śnieżyc, zanieczyszczeń,
dymu, pyłów, plag, susz, pożarów, zawaleń,
eksplozji, aktów terroryzmu, bandytyzmu,
epidemii, chorób, itp., wówczas jest to oznaką
że właśnie osiągamy stan "intelektu agonalnego".
Od tego czasu wszystko może się stać w chwili
kiedy najmniej się tego spodziewamy.
6. Agresywne zachowania pogody i natury. Nawet
dzisiejsza ateistyczna nauka przyznaje że "środowisko
kształtuje ludzi". Jednak jeśli sprawę podda się
dokładnym badanim wówczas się okazuje, że
"moralność i filozofia ludzi kształtuje zachowanie
się natury i pogody" (czyli że moralność ludzi
kształtuje ich środowisko). W rezultacie, jeśli
ktoś potrafi oddzielić aktualne zachowywania się
pogody i natury danego obszaru, od długoterminowych
cech powpisywanych w jego klimat, wówczas
się okazuje, że owe aktualne zachowania się
pogody i natury są rodzajem "znaków" które
są w stanie dokładnie nas poinformować jaki jest
aktualny stan moralności i filozofii społeczności
mieszkającej na danym obszarze. Tym samym
"znaki" owe potrafią ostrzec jeśli do miejsca tego
zbliża się jakiś morderczy kataklizm. Dokładniej tą
niezwykłą zdolność lokalnej pogody do odzwierciedlania
stanu moralności i filozofii mieszkańców danego
obszaru, opisuje punkt #I4 na totaliztycznej stronie
day26_pl.htm.
Oczywiście, powyższe wcale nie wyczerpuje
wszystkich oznak zbliżania się danej społeczności
(np. miasta) do stanu "intelektu agonalnego",
a stąd do zesłania na nią jakiejś morderczej
katastrofy. Po podsumowanie dalszych informacji
na ten temat - patrz strona internetowa o
filozofii pasożytnictwa.
Natomiast pełny opis tego stanu zawarty jest
w tomie 7 monografii naukowej
[8/2] "Totalizm",
a także w tomach 8 dwóch starszych monografii
[1/4] i
[1/5].
#B8.
Czy owo lawinowe nasilanie się trzęsień ziemi, powodzi i innych
naturalnych katastrof oznacza iż właśnie zbliża się "koniec świata"?
Motto:
"Świat fizyczny istnieje dla bardzo istotnych powodów, stąd aby się skończył również musiałyby zaistnieć bardzo istotne powody."
Jak długo sięgam pamięcią, co kilka lat jacyś
następni "fałszywi prorocy zagłady" obwieszczają,
że właśnie nadchodzi "koniec świata" i wyznaczają
nawet termin kiedy cały świat ma ulec ostatecznej
zagładzie. Potem, gdy termin ów mija i nic się
NIE staje, wyznaczają oni następny termin i udają
że wiedzą o czym mówią a nawet podpierają się
w tym celu jakimiś "autorytatywnymi danymi".
W latach 2009 i 2010 na całym świecie hałaśliwie
zaczęła zakłócać życie ludzi coraz bardziej
histeryczna kampania owych "fałszywych proroków",
strasząca że w 2012 roku świat ma jakoby
się skończyć. W tym punkcie uzasadnię na
empirycznym materiale dowodowym, dlaczego
osoby praktykujące jakąkolwiek formę
filozofii totalizmu
nie powinni się zbytnio przejmować owym straszeniem.
Po kolejnym fiasku takich "przewidywań" dla
roku 2000, kiedy to zgodnie z prognozami
wielu fatalistów świat miał się skończyć m.in.
z powodu komputerowego wirusa "Y2K", owi
"fałszywi prorocy" wyznaczyli następny termin "końca
świata", jakim według ich opinii ma być grudzień
2012 roku. Tym razem jakoby termin ma być
wiarygodny, bowiem opiera się na starożytnym
tzw. "kalendarzu Majów" - ciągle pamiętającym
epokę kamienia łupanego, chociaż znanym
z historii jako niezdolny do ujawnienia swoim
mocodawcom, Majom, że właśnie nadchodził ich koniec.
Ponieważ na niniejszej stronie wyjaśniam najważniejsze
aspekty problemu naturalnych katastrof, za swój
obowiązek uważam również rozwianie obaw co
do owego roku 2012. Mianowicie, gwarantuję
tu każdemu, że świat się NIE skończy w grudniu
2010 roku. Niemniej spowodowane przez
niemoralnych ludzi nasilanie się katastrof naturalnych
w połączeniu z uporem ludzi w dalszym wyniszczaniu
naszej planety, może spowodować spore wyludnienie
Ziemi jakie będzie miało miejsce już w niedalekiej
przyszłości. Wyludnienie to może nawet doprowadzić
do już niedługiego wypełnienia się owej starej polskiej
przepowiedni opisanej w punktach #H1 do #H4 totaliztycznej strony
przepowiednie.htm,
że nasza planeta aż tak się wyludni, iż "człowiek
będzie całował ziemię jeśli zobaczy na niej ślady
innego człowieka". Wszakże
Bóg
używa katastrof tylko dla korygowania moralności
ludzi. Niedoskonali ludzie są zaś Bogu ogromnie
potrzebni. Stanowią oni bowiem narzędzie i pomoc
eksperymentalną jakie Bóg nieustannie używa w
celu powiększania swojej wiedzy - tak jak to opisałem
m.in. w punkcie #F1 totaliztycznej strony
rok.htm.
Ja wcale NIE jestem jedyną osobą, która od dawna
stara się upewnić innych ludzi, że ani w grudniu
2012 roku, ani o żadnej innej dacie jaką zapewne
po roku 2012 ponownie wyznaczą owi "prorocy
całkowitej zagłady ludzkości", wcale NIE będzie
"końca świata". Podobne upewnienia, tyle że
uzasadniane zupełnie innymi przesłankami
niż te które wynikają z moich badań, co jakiś
czas ukazują się w publikatorach.
Przykładowo, jedno z nich opublikowane było
w pisanej formie w artykule "World not ending,
says guru" (tj. "Świat się nie kończy, potwierdza
guru"), ze strony 6 malezyjskiej gazety
The Sun
(free copy), wydanie z wtorku (Tuesday), August
17, 2010. Artykuł ten powtarza wypowiedź "guru
z Indii", tj. niejakiego Sri Sri Ravi Shankar, 54,
założyciela i właściciela "Art of Living Foundation" -
tj. fundacji która opłacana jest przez Narody
Zjednoczone (United Nation) aby działa w
zniszczonych wojną obszarach, takich jak
Kosovo, Irak, czy Afganistan. Zapewne
w ramach tego zadania, w pokojowej
Malezji fundacja ta realizowała serię programów
jakie przekonywały ludzi aby wyzbyli się
uprzedzeń na temat rasy, religii, wykształcenia,
przynależności społecznej, itp., oraz nauczały
Malezyjczyków jak mają się rehabilitować, motywować,
modlić i żyć w pokoju. Na temat końca świata, ów guru
przekazał 8000 tłumowi ze stadionu w Penang,
Malezja, że w 2012 roku świat jedynie dozna
transformacji na bardziej duchowy i oparty na
większej miłości bliźniego. Artykuł nie wyjaśnił
jednak, ani co będzie napędzało ową transformację,
ani jak zdaniem owego guru transformacja ta się
dokona.
Dostępny jest również najróżniejszy materiał dowodowy,
który także dowodzi że w grudniu 2012 roku wcale
NIE będzie "końca świata". Jednym z najbardziej
ilustracyjnych przykładów takiego materiału
dowodowego są "wglądy do przyszłości". Wszakże
niektórzy ludzie (np. rozważ Nostradamusa) byli
w przeszłości, oraz ciągle są obecnie, zabierani
do przyszłości, gdzie jest im demonstrowane że
świat ciągle będzie wówczas istniał. Przykładowo,
w punkcie #J3 strony
wszewilki_jutra.htm
opisana jest dokładniej moja podróż do przyszłości.
Podróż ta wybiegała znacznie poza rok 2012,
bowiem widziałem w niej stare drzewa mające
około 50 do 100 lat, jakie rosły w mojej rodzinnej wsi
Stawczyk
w miejscach gdzie obecnie wcale NIE ma drzew.
Obecnie więc szacuję, że najprawdopodobniej
byłem w Stawczyku przyszłości w 2222 roku -
po szczegóły patrz punkt #C4 ze strony
stawczyk.htm.
Owo oszacowanie oznacza, że prawdopodobnie
był mi dany wgląd do przyszłości która odległa
jest od dzisiaj o ponad 212 lat (niniejszą notatkę
piszę bowiem w sierpniu 2010 roku).
Fakt więc, że niektórzy ludzie zabierani są do
przyszłości i widzą tam, że świat ciągle będzie
wówczas istaniał i nawet "miał się zupełnie dobrze",
dowodzi dosyć jednoznacznie, że obecne straszenie
ludzi rokiem 2012 jest tylko kolejnym z długiej listy
przykładów "straszenia końcem świata", które to
straszenie jest tak ulubionym zajęciem tych których
Biblia
opisuje mianem "fałszywych proroków".
Jednym z najpewniejszych sposobów oszacowania
stopnia zbliżenia się ludzkości do "końca świata",
jest oszacowanie jak zrealizowany został tzw.
"boski plan". Podobnie bowiem jak życie każdego
z ludzi jest rządzone rodzajem "programu życia",
jakiego ponowne uruchamianie pozwala np. na
urzeczywistnianie tzw.
"uwięzionej nieśmiertelności",
również życie całego świata fizycznego jest rządzone
specjalnym programem który w
Koncepcie Dipolarnej Grawitacji
nazywany jest
"przestrzenią czasową".
Treść owego programu została częściowo ujawniona
ludziom różnymi źródłami, np. rozważ te wersety
Biblii
które wyjaśniają że ludzie pokonają śmierć dopiero
przy samym końcu czasów. Jak też dokumentują
to niektóre fakty z życia, przykładowo działanie
tzw. "przekleństwa wynalazców" opisywanego m.in.
w punkcie #F1 strony
rok.htm -
które NIE pozwala aby przedwczesne wynalazki
popsuły precyzję urzeczywistniania tego planu,
Bóg
stopniowo wprowadza w życie ten swój "boski plan"
z iście żelazną konsekwencją. Jeśli więc ludzie chcą
się dowiedzieć kiedy dokładnie nastąpi "koniec świata",
wówczas powinni sprawdzić na jakim poziomie realizacji
owego "boskiego planu" ludzkość właśnie się znajduje.
Doskonałym zaś wskaźnikiem poziomu zrealizowania
tego "boskiego planu" jest tzw. "Tablica Cykliczności"
mojego wynalazku, opisywana na całym szeregu
totaliztycznych opracowań - m.in. w podrozdziałach
B1 i M6 z tomów 2 i 10 darmowej monografii
[1/4],
czy na totaliztycznych stronach internetowych o nazwach
propulsion_pl.htm,
magnocraft_pl.htm i
pajak_jan.htm.
Zgodnie z informacją dostarczaną nam ową "Tablicą
Cykliczności", do chwili obecnej Bóg pozwolił ludziom
urzeczywistnić jedynie niecałe 30% wynalazków (i
to jedynie tych najbardziej prymitywnych i prostych)
jakie ludzkość ma urzeczywistnić przed nadejściem
"końca świata". To zaś oznacza, że świat fizyczny
istnieje dopiero przez NIE dłużej niż jakieś 30%
zaplanowanego przez
Boga
czasu swego istnienia.
Warto tutaj też podkreślić, że do "końca świata"
odnosi się też owa osobista obietnica Boga wyrażona
w wersecie 18:32 z "Księgi Rodzaju" w
Biblii,
a dotycząca znaczenia tzw. "10 sprawiedliwych"
(już opisywanych powyżej na tej stronie w punkcie
#B6). Mianowicie, owa obietnica wyraża osobiste
zapewnienie Boga, że NIE zniszczy On danej
społeczności i obszaru, jeśli zamieszkowało w nich
będzie co najmniej 10 osób spełniających boską
definicję tzw. "sprawiedliwych". Ponieważ zaś
"koniec świata" ze swojej definicji mógłby nastąpić
tylko wówczas, kiedy zarówno cała Ziemia, jak i
wszystkie społeczności zamieszkuijące Ziemię,
zostałyby zniszczone przez Boga, owa obietnica
z definicji rozciąga swoją ważność również na
"koniec świata". Wyrażając to innymi słowami,
ludzkość ma również osobistą obietnicę Boga,
że "końca świata" NIE nastąpi przez aż tak długo,
przez jak długo w obrębie tzw. "strefy zniszczenia"
ciągle będzie zamieszkiwało co najmniej 10 ludzi
spełniających boską definicję "sprawiedliwych".
Oczywiście, wiele osób niewierzących w Boga
będzie wyrażało najróżniejsze zastrzeżenia co
do wiarygodności osobistych obietnic Boga zawartych
w Biblii. Typowym powodem takich zastrzerzeń
jest, że dotychczas praktycznie nikt na świecie
nie badał czy Bóg faktycznie dotrzymuje swoich
obietnic, a także że dotychczasowy poziom wiedzy
ludzkiej na temat Boga i boskich wymagań moralnych
był ciągle zbyt niski aby ludzie dokładnie wiedzieli
jakich zachowań moralnych Bóg spodziewa się
po ludziach. (Przykładowo, w odniesieniu do
opisywanej tutaj obietnicy na temat "10 sprawiedliwych",
faktycznie to do niedawna nikt NIE mógł dokonywać
sprawdzeń jak Bóg dotrzymuje tejże obietncy,
bowiem uprzednio NIE była jeszcze sformułowana
filozofia totalizmu.
Stąd ludzie uprzednio NIE potrafili jeszcze zdefiniować
poprawnie pojęcia
moralność -
a wiec także NIE byli w stanie zdefiniować kto
właściwie wypełnia boską definicję "sprawiedliwego".)
Dlatego ja prawdopodobnie byłem pierwszym
naukowcem, który dokonał takiego sprawdzenia
i opisał je w punkcie #I3 totaliztycznej strony
day26_pl.htm.
Jak też wynika z tych moich badań i sprawdzeń,
faktycznie Bóg z iście "żelazną konsekwencją"
dotrzymuje swojej obietnicy o nieniszczeniu
obszaru w którym zamieszkuje co najmniej
"10 sprawiedliwych".
Podsumowując rozważania z tego punktu, oraz
esencję ustaleń zawartych na innych totaliztycznych
stronach, na bazie raczej rozległego materiału
dowodowego daje się dosyć jednoznacznie
wykazać, że NIE będzie "końca świata fizycznego"
ani w 2012 roku, ani też w następnych latach
jakie będą poprzedzały zbudowanie przez ludzi
wehikułu czasu.
Dopiero po zbudowaniu "wehikułów czasu", oraz
po uzyskaniu (dzięki tym wehikułomi czasu)
powszechnego "dostępu do tzw. 'uwięzionej
nieśmiertelności' ", będzie mógł mieć miejsce
"koniec świata" - jeśli ówczesne władze NIE
będą pedantycznie przestrzegały wymagania
że dostęp do "uwięzionej nieśmiertelności" jest
zarezerwowany wyłącznie do osób przeżywających
zapracowaną nirwanę.
Ja od wielu już lat badam tego typu sprawy, stąd mam podstawy
logiczne i empiryczne aby z całym swym autorytetem
gwarantować, że straszenie "końcem świata" w roku
2012 jest jedynie kolejnym upowszechnianiem paniki
przez tzw. "fałszywych proroków". Jednak zaprzeczając
tu definitywnie możliwości "końca świata", chciałbym
jednocześnie wyraźnie podkreślić, że ostatnio niemoralność
ludzka stacza się coraz bliżej poziomu "intelektu agonalnego" z
filozofii pasożytnictwa -
którego Bóg najwyraźniej NIE ma zamiaru dalej tolerować.
Dlatego, zgodnie z tym co wyjaśniłem na stronach niniejszej i
day26_pl.htm,
z coraz większą pewnością należy się spodziewać,
że w najbliższych latach owo nasilanie się naturalnych
katastrof, albo stopniowo, albo też raptownie, usunie
z Ziemi większość niemoralnych osobników
i niemoralnych społeczności. Dla tych zaś
niemoralnych ludzi którzy z powodu praktykowania
filozofii pasożytnictwa
już wkrótce będą musieli umrzeć, faktycznie ich
niewielkie światki niedługo się skończą. Niemniej
osoby które praktykują jakąś formę
filozofii totalizmu
nie mają powodu aby się obawiać. Empiryka bowiem
wykazuje, że kiedy nadejdzie zagłada, oni na najróżniejsze
sposoby będą ratowani. Ponieważ zaś praktykujący
totalizm ocaleją, bez względu na to ilu ich się ostanie,
ciągle świat fizyczny i ludzkość będą nadal istniały i
nadal będą konstunuowały wypełnianie funkcji jakie
Bóg na nich nałożył.
W podobny sposób jak poprzedni punkt #B8
wykazuje na łatwo sprawdzalnym przez
każdego materiale dowodowym, że na
"koniec świata" owi zasiewający panikę
"fałszywi prorocy" będą musieli jeszcze
poczekać przez co najmniej kilkanaście
tysięcy lat, również podobnie sprawdzalny
materiał dowodowy wykazuje, że na Ziemi
nigdy NIE będzie "światowej wojny nuklernej".
(Tj. że nigdy NIE będzie wojny która swoim
promieniowaniem i opadami radioaktywnymi
całkowicie wyniszczyłaby ludzkość, zaś w
wyniku której Ziemia by opustoszała.) Ponieważ
jednak omówieniu tematyki wojen poświęcona
jest cała odrębna totaliztyczna strona, ów
materiał dowodowy że "światowej wojny
nuklearnej" nigdy NIE będzie, omówiony
został w "części #J" (tj. w punktach #J1
do #J4) odmiennej strony o nazwie
bitwa_o_milicz.htm.
Tam też odsyłam czytelników aby się zapoznali
z owym materiałem dowodowym.
Część #C:
Przegląd najbardziej morderczych trzęsień ziemi
z 21 stulecia działających jako "kary boskie"
serwowane co bardziej niemoralnym społecznościom:
#C1.
Ziemia się trzęsie bez przerwy - tyle że w większości przypadków jest to rodzaj "zasłony dymnej"
która ma ukryć przed ludźmi celowość i wybiorczość katastrof zsyłanych przez Boga:
W wielu krajach świata ziemia trzęsie się
bez przerwy, chociaż zazwyczaj niezbyt silnie.
Przykładami takich krajów jest Nowa Zelandia
czy Japonia. Aby np. naocznie odnotować
te nieustanne (choć słabe) trzęsienia ziemi
w Nowej Zelandii, wystarczy zaglądnąć na
wskazania sejsmografów pokazywane na
żywo m.in. na stronach internetowych
www.geonet.org.nz/drums.html czy
www.gns.cri.nz/what/earthact/earthquakes/.
Owe nieustanne chociaż słabe trzęsienia ziemi
są Bogu potrzebne dla umożliwienia niektórym
ludziom utrzymania ateistycznych poglądów. Wszakże
skoro ziemia trzęsie się bez przerwy, ateiści
mają podstawy aby sądzić że trzęsienia ziemi
są zjawiskami "naturalnymi" jakie następują w
czysto "przypadkowy" sposób. Natomiast dla
wierzących, Bóg zawsze wpisuje w owe
katastroficzne trzęsienia ziemi kilka dyskretnych
wskazówek, w rodzaju tych opisanych w punkcie
#B2, że faktycznie to On sprawuje nad nimi
pełną kontrolę.
#C2.
Trzęsienie ziemi z Chin z dnia 12 maja 2008 roku:
W poniedziałek dnia 12 maja 2008 roku, o
godzinie 2:28 po południu czasu lokalnego,
w południowych Chinach miało miejsce
trzęsienie ziemi o mocy 7.9 na skali Richtera.
(W dniu owego trzęsienia ziemi, na objętych
nim obszarach było właśnie jakieś lokalne
święto.) Epicentrum owego chińskiego
trzęsienia ziemi było zlokalizowane koło
10 km pod ziemią w prowincji Sichuan.
Jego szeroki opis przytoczony jest w
punkcie #E3 z totaliztycznej strony
katrina_pl.htm,
stąd nie będę go już tutaj powtarzał.
#C3.
Trzęsienie ziemi z Haiti z dnia 13 stycznia 2010 roku:
We wtorek dnia 12 stycznia 2010 roku (w
sporej części świata, włączając w to Nową
Zelandię, była wówczas już środa dnia 13 stycznia 2010 roku)
około godziny 4:30 po południu lokalnego czasu
(tj. o 16:30), potężne trzęsienie ziemi o mocy
7.0 stopni na skali Richtera zdewastowało kompletnie
wyspę-państwo Haiti z Morza Karaibskiego (tj.
sąsiada Kuby). W rezultacie tego trzęsienia ziemi
zginęło około ćwierć miliona ludzi - chociaż dokładna
liczba jego ofiar nigdy nie będzie znana z
powodu chaosu oraz braku państwowej dokumentacji
jakie panują w owym kraiku kompletnie już
sparaliżowanym praktykowaniem pasożytniczej
filozofii. Przedstawiciele "czerwonego krzyża"
twierdzili, że po tym trzęsieniu ziemi zmuszeni
byli podjąć największą operację ratunkową w
całej swojej dotychczasowej historii.
Trzęsienie ziemi z Haiti jest dla nas ogromnie
edukacyjne. Wszakże nawet owi "sceptyczni"
ludzie którzy będą zaprzeczali temu co niniejsza
strona stwierdza, NIE będą w stanie zaprzeczyć
że w chwili owego trzęsienia ziemi społeczność
Haiti osiągnęła już stan "intelektu agonalnego"
w swoim praktykowaniu filozofii pasożytnictwa.
Podczas więc kiedy powszechny brak wiedzy
co do sytuacji panującej na innych obszarach
poprzednio uderzanych trzęsieniami ziemi (oraz
innymi katastrofami) NIE upewnił nas wcześniej
że katastrofy zawsze dotykają tylko te obszary
które praktykują zaawansowaną formę pasożytnictwa,
trzęsienie ziemi w Haiti dostarczyło tego przełomowego
upewnienia. Haiti jest bowiem szczególną wyspą-państwem.
Mianowicie, dla osoby która jest świadoma
istnienia owej wysoce niemoralnej filozofii zwanej
pasożytnictwem,
Haiti jest przykładem wyspy całkowicie sparaliżowanej
tą filozofią. Praktykowanie przez Haitian owej
pasożytniczej filozofii widać tam na każdym kroku.
Wszędzie panuje tam korupcja, wyzysk, krzywda,
bieda, oszustwo, bandytyzm, oraz wszelkie inne
sytuacje i oznaki charakterystyczne dla stadium
"intelektu agonalnego" w czyimś praktykowaniu
filozofii pasożytnictwa - jako przykład patrz
artykuł "Bandits running amok, warn police"
(tj. "Bandyci szaleją, ostrzega policja") ze
strony B1 nowozelandzkiej gazety
The Dominion Post Weekend,
wydanie z soboty (Saturday), January 30, 2010
(artykuł ten opisuje jak bandyci z Haiti wykorzystują
po-trzęsieniową bezbronność i bezradność miejscowej
ludności aby tym efektywniej ją rabować i gwałcić),
a także artykuł "Chaos as crowds storm food aid
centres" (tj. "Chaos gdy dzicz zaatakowała ośrodki
rozdające żywność") ze strony A25 nowozelandzkiej gazety
Weekend Herald,
wydanie z soboty (Saturday), January 30, 2010 (ten
zaś artykuł opisuje jak w stolicy Haiti, czyli mieście
zwanym Port-Au-Prince, tłum bandytów napadł,
obrabował i zdewastował trzy ośrodki rozdające
ludności pomoc żywnościową). Wszyscy na świecie
doskonale też już zresztą wiedzą, że dokładnie tak
jak zawsze ma się to z każdym "intelektem agonalnym",
NIE ma takiej darmowej pomocy ani takich rozdawanych
pieniędzy jakie byłyby w stanie wyciągnąć Haiti z jej
moralnej "czarnej dziury" do której zepchnęły ją lata
praktykowania filozofii pasożytnictwa - co bardzo
klarownie wyraził i uzasadnił przykładami artykuł
"A country where aid billions achieve nothing" (tj. "Kraj
w którym nawet biliony dolarów pomocy nie są w stanie
nic osiągnąć", ze strony B5 nowozelandzkiej gazety
The Dominion Post,
wydanie z poniedziałku (Monday), March 8, 2010.
Nie trzeba więc być nawet biegłym w swej znajomości
oznak pasożytnictwa, aby mieć absolutną pewność,
że ludność Haiti już dawno temu osiągnęła poziom
owego "intelektu agonalnego", czyli najbardziej
zaawansowanego stadium w swym praktykowaniu
tej niemoralnej i złowieszczej filozofii.
Wszystkie fakty wskazują na to, że opisywane
tutaj trzęsienie ziemi z Haiti było spowodowane
właśnie owym powszechnym praktykowaniem
przez Haitian tej niemoralnej filozofii zwanej
pasożytnictwem.
W zaawansowanym stadium owa filozofia powoduje
bowiem rodzaj "eksplozyjnego upustu energii moralnej" -
tak jak to wyjaśnia punkt #B3 tej strony. Istnieją
też dosyć liczne przesłanki pisane które zdają
się potwierdzać ten fakt. Przykładowo artykuł
"Pact with the devil brings ruins" (tj. "Pakt z diabłem
sciągnął ruinę") ze strony B3 nowozelandzkiej gazety
The Dominion Post
(wydanie z piątku (Friday), January 15, 2010)
opisuje jak w 1791 roku niewolnicy z owej Haiti
zawarli "pakt z diabłem" który respektują tam do
dzisiaj. Z powodu owego paktu, mieszkańcy Haiti
do dzisiaj praktykują wiarę która jest rodzajem
mieszaniny chrześcijaństwa oraz tzw. "voodoo"
(pisanego też "vodou") - tj. odmiany "czarnej
magii" zadedykowanej kultowi diabła. Tematowi
owej dziwnej religii mieszkańców Haiti poświęcony
był też artykuł "Chaos in the city of the dead"
ze strony A23 i A25 nowozelandzkiej gazety
Weekend Herald
(wydanie z soboty (Saturday), January 16, 2010),
oraz "Christians monopolising aid says voodoo 'supreme
master' " ze strony B3 nowozelandzkiej gazety
The Dominion Post
(wydanie z wtorku (Tuesday), February 2, 2010).
To praktykowanie pasożytniczej religii, jest
dodatkowo uzupełniane w Haiti praktykowaniem
filozofii pasożytnictwa
w codziennym życiu tej wyspy, a więc w działaniach
jej rządu, polityków, mieszkańców, businessmenów, gangów, itp.
W rezultacie tego, na owej wyspie panuje okropna bieda,
bezrobocie, nierząd, chaos, bandyctwo, korupcja, itp. -
np. patrz artykuł "Earthquake was the only misery
Haitians had not endured" (tj. "Trzęsienie ziemi
było dotąd jedynym nieszczęściem jakiego Haitianie
uprzednio jeszcze nie doświadczyli") ze strony B7
nowozelandzkiej gazety
The Dominion Post
(wydanie z piątku (Friday), January 15, 2010).
Artykuł ten pisze, że średni zarobek mieszkańców
owej wyspy wynosił tylko około NZ$2.70 na dzień.
Mnie jednak w owym artykule szczególnie uderzyła
fotografia załączona dla jego zilustrowania. Pokazywała
ona bowiem m.in. nietknięty przez trzęsienie ziemi,
duży i kruchy marmurowy krzyż jaki był otoczony
morzem ruin z kompletnie porozwalanych, silnych
(bo betonowych) budynków. Ów nietknięty przez
trzęsienie ziemi duży, kruchy, marmurowy krzyż,
wypełniał bowiem kolejną regularność jaką wykazują
obszary dotknięte klęskami z rąk Boga, na których
to obszarach domy mieszkalne i biura są niszczone,
jednak obiekty religijne (np. kościoły, krzyże, świątynie,
meczety, itp.) pozostają tam nietknięte. W Haiti
wprawdzie zrujnowana została centralna katedra
chrześcijańska, jednak jest to zrozumiałe - wziąwszy
pod uwagę że praktykowano w niej ową mieszaninę
chrześcijaństwa i voodoo. Jednak ów kruchy
marmurowy krzyż - będący czystym symbolem
moralnego chrześcijaństwa, cudownie przetrwał
tam nietknięty przez to mordercze trzęsienie ziemi.
Materiał dowodowy dokumentuje, że Bóg ma taki
zwyczaj iż jeśli jedna "klęska żywiołowa" nie zdoła
skierować danej społeczności na drogę odnowy
moralnej i
totaliztycznych zasad postępowania,
wówczas serwowana jest jej następna klęska
żywiołowa o znacznie zwiększonej sile, lub nawet
cała seria klęśk - i tak aż do skutku. Trzęsienie
ziemi z Haiti najwyraźniej NIE osiągnęło zamierzonego
celu. Zamiast stać się narodem moralniejszym
i bardziej totaliztycznym, mieszkańcy Haiti stają
się coraz bardziej dzicy, barbarzyńscy i pasożytniczy.
Ilustruje to np. artykuł "Women at risk as rapists
prowl tent cities" (tj. "Kobiety są zagrożone jak
gwałciciele plądrują miasteczka namiotów") ze
strony B2 nowozelandzkiej gazety
The Dominion Post,
wydanie z czwartku (Thursday), March 18, 2010.
Także międzynarodowa pomoc, zamiast faktycznie
dopomagać i podnosić moralnie, była tam tak kierowana
że tylko zwiększała ona nierówności społeczne, poczucie
krzywdy, oraz przypadki niesprawiedliwości. Nic więc
dziwnego, że po daniu Haiti niemal roku czasu aby jej
mieszkańcy mogli się wykazać, Bóg stracił cierpliwość
i w październiku 2010 roku zaserwował im kolejną serię
nieszczęść. Pierwszym z nich była epidemia zabójczej
choroby "cholera" - patrz artykuł "Cholera epidemic
reaches capital" (tj. "Epidemia cholery dotarła do
stolicy") ze strony A16 gazety
The New Zealand Herald
(wydanie z wtorku (Tuesday), October 26, 2010).
Drugim nieszczęściem były powodzie które niemal
równocześnie z cholerą zalały sporą cześć owej
wyspy i dodatkowo przyspieszyły rozprzestrzenianie
się epidemii. Owa druga seria nieszczęść potwierdza,
że w przypadkach kiedy dany naród wymaga moralnego
skorygowania przez samego Boga, wówczas korygowanie
to jest powtarzane z coraz większą siłą, aż odniesie wymagany
skutek. Ponieważ władze i mieszkańcy Haiti okazują się
wyjątkowo oporni w zrozumieniu lekcji moralnej
jaka jest im udzielana, nie powinno nas zdziwić,
jeśli za jakiś czas dowiemy się o następnej morderczej
katastrofie jaka uderzy ten pasożytniczy naród.
#C4.
Trzęsienie ziemi z Chile z soboty 27 lutego 2010 roku:
O godzinie 3:34 nad ranem w sobotę dnia
27 lutego 2010 roku (tj. o godzinie 7:34
wieczorem - czasu nowozelandzkiego)
miało miejsce podwodne trzęsienie ziemi
w Chile o sile 8.8 stopni na skali Rychtera.
Epicentrum tego trzęsienia ziemi umiejscowione
było 34 km pod dnem morza koło chilijskiej
miejscowości Talca. Stąd spowodowało ono
NIE tylko wstrząsowe zniszczenia budynków
na lądzie, ale także potężną
falę tsunami
która np. tylko w nadbrzeżnym mieście Vichato
(BioBio region) zmiotła do morza setki domów.
W jego wyniku w samych Chile trzęsienie to
odebrało życie ponad 800 ludzkim ofiarom.
Fale zaś spowodowanego przez nie morskiego tsunami
zawędrowały aż tak daleko jak Nowa Zelandia
i Japonia - gdzie na szczęście NIE wyrządziły
one większych szkód. W sposób wysoce wymowny,
największe zniszczenia bydynków, a także najwięcej
ofiar ludzkich, to trzęsienie ziemi spowodowało
w chilijskiej miejscowości o religijnej nazwie
"Concepcion" (co znaczy "Niepokalane Poczęcie").
Najwyraźniej Bóg w ten sposób stara się dać
nam do zrozumienia że "szlachectwo zobowiązuje".
Znaczy, jeśli ktoś żyje w miejscowości o
religijnej nazwie, powinien zachowywać się
w niej jak przystało na miejscowość o takiej
nazwie. (To powinno zacząć martwić
mieszkańców nowozelandzkiego miasta o nazwie
Christchurch,
tj. "Kościół Chrystusa" - które to miasto ostatnio
coraz częściej trafia do wiadomości z zupełnie
niewłaściwych powodów.)
Owo chilijskie trzęsienie ziemi ponownie obrazowo
potwierdza, że Bóg "karze katastrofami" wyłącznie
te społeczności które ześlizgnęły się już w szpony
"stanu agonalnego" w swoim praktykowaniu
filozofii pasożytnictwa.
Na przekór bowiem że w społeczeństwie Chile
praktykowana jest pokazowa "pobożność", jeśli
ją się przeanalizuje wówczas wyraźnie widać
że ma ona charakter "dewotkarski". Mianowicie,
ludzie wprawdzie często tam się modlą, jednak
w codziennym życiu wielu z nich wcale NIE
praktykuje tego co religia i biblia im czynić
nakazuje. Ich codzienne życie jest więc zapełnione
zakłamaniem, oszustwami, wyzyskiem, oraz
niemoralnością. Ilustratywnym tego potwierdzeniem
były zresztą rabunki i przestępstwa popełnione
przez dotkniętą trzęsieniem ziemi ludność w krótki
czas po tamtejszej katastrofie - np. patrz artykuł
"Rampaging looters speed slide into chaos"
(tj. "Szalejący rabusie przyspieszają ześlizgiwanie
się w chaos") ze strony A13 gazety
The New Zealand Herald
(wydanie ze środy (Wednesday), March 3, 2010),
czy artykuł "Army moves in to quell chaos"
(tj. "Armia wysłana aby zdusić chaos")
ze strony B1 nowozelandzkiej gazety
The Dominion Post
(wydanie z czwartku (Thursday), March 4, 2010).
Wybory obszaru i sposobu zniszczenia owym
chilijskim trzęsieniem ziemi zdają się celowo być
tak zaprojektowane, jakby zesłaniem owej "kary"
Bóg ponownie chciał nam wyraźnie przypomnieć,
że NIE aprobuje kierunku w jakim obecnie zdążają
chrześcijanie w Chile i w niektórych innych krajach.
Przykładowo, w owym chilijskim trzęsieniu ziemi zawalona
została m.in. wieża dzwonowa w historycznym kościele
"Nuestra Senora de la Providencia" z Concepcion -
np. patrz artykuł "Terror in the night" (tj. "Nocna
trwoga") ze strony A13 nowozelandzkiej gazety
The New Zealand Herald
(wydanie z poniedziałku (Monday), March 1, 2010).
Tymczasem z najróżniejszych innych katastrof
wynika już jednoznacznie, że Bóg niszczy i zawala
obiekty religijne tylko w przypadku jeśli chce wyrazić
swoje niezadowolenie z wypaczeń jakimi zaczyna
obrastać praktykowanie religii na danym obszarze.
Wszakże przykładowo to właśnie z tego powodu
Bóg najwyraźniej zawalił katedrę w Haiti (patrz
poprzedni punkt #C3) - gdzie chrześcijanie trwają
przy zawartym kiedyś "pakcie z diabłem".
Jak najwyraźniej Bóg ponownie stara się nam
to przypomnieć, prowadzenie "moralnego życia"
i praktykowanie chrześcijaństwa wcale NIE
polega tylko na dewotkarskim chodzeniu do
kościoła, głośnym i widowiskowym modleniu
się, czy czytaniu Biblii - kiedy jednocześnie
w codziennym życiu praktykuje się dokładną
odwrotność tego co Biblia nam nakazuje, tj.
niemoralność, zboczenia, krzywdy, wyzysk, itp.
Aby "żyć moralnie" przede wszystkim trzeba
więc wypełniać na codzień (tj. praktykować) to
co Biblia nam nakazuje. Ilustratywnym przypomnieniem
tego faktu było dla nas właśnie powyżej opisane
chilijskie trzęsienie ziemi. Jest nim także cały
szereg innych "kar boskich" w formie nieszczęść,
katastrof i klęsk żywiołowych - jakie ostatnio
coraz częściej widzimy wokoło siebie.
Tsunami i trzęsienie ziemi z Chile jest także dyskutowane
w punkcie #F3 na pokrewnej stronie o nazwie
day26_pl.htm.
#C5.
Trzęsienie ziemi z Christchurch w Nowej Zelandii, z soboty 4 września 2010 roku:
W sobotę dnia 4 września 2010 roku, o godzinie
4:35 nad ranem lokalnego czasu, silne trzęsienie
ziemi uderzyło w drugie co do wielkości, około
340 tysięczne miasto Nowej Zelandii, noszące
nazwę "Christchurch". (Tłumaczenie nazwy
tego miasta na język polski brzmi "Kościół
Chrystusa".) Epicentrum tego trzęsienia
ziemi położone było na głębokości około 10 km,
jakieś 40 km na zachód od Christchurch,
mniej więcej w połowie odległości pomiędzy
miejscowościami Darfield i Rolleston. Mapa
obszaru dotkniętego tym trzęsieniem ziemi
opublikowana była w artykule o tytule
"Earthquake" (tj. "Trzęsienie ziemi"), jaki
ukazał się na stronie A3 nowozelandzkiej
gazety [1#C5] o nazwie
The Press,
wydanie z poniedziałku, September 6, 2010
(na stronach A6 i A7 ta sama gazeta [1#C5]
publikuje liczne zdjęcia z owego trzęsienia).
Główne wstrząsy samego trzęsienia ziemi trwały
przez około 40 sekund. Pierwsze uderzenie tych
wstrząsów miało początkową moc 7.4 w skali
Richtera, pozostałość zaś głównych wstrząsów
miała moc 7.1.
Owo trzęsienie ziemi z Christchurch było dosyć
szczególne i wyraźnie różniło się od innych
trzęsień ziemi opisanych na tej stronie.
Przykładowo, o takich innych trzęsieniach
ziemi zwykle miałem niewiele informacji - bowiem
ich opisy nie pojawiały się w publikatorach do
których ja mam dostęp. Tymczasem na temat
tego trzęsienia ziemi w Christchurch miałem
dostęp do olbrzymiej ilości informacji - wszakże
nastąpiło ono w kraju w którym normalnie mieszkam.
Faktycznie to zastrzęsło ono nawet domem
w jakim znajduje się moje mieszkanie - wzbudzając
panikę sąsiadki która mieszka ponad moim
mieszkaniem. Tyle tylko że w chwili kiedy ono
nastąpiło ja przebywałem właśnie na swoich
wakacjach w odległym Kuala Lumpur, Malezja.
Stąd pierwsze jego cechy mogłem ustalić tylko
na podstawie opisów i zdjęć jakie opublikowane
były w malezyjskich gazetach. Jednak w 8 dni po
nim powróciłem już do Nowej Zelandii i mogłem
na bieżąco wyfiltrować najważniejsze informacje
z całego oceanu gazetowych i telewizyjnych
opisów jakie tam się pojawiały na jego temat.
Jedyny problem jaki ograniczał moje badania,
to że żyjąc w Nowej Zelandii bez zatrudnienia
już od 2005 roku, oraz nie otrzymując tam żadnego
zasiłku dla bezrobotnych czy jakiegokolwiek
innego wsparcia finansowego - tak jak to
wyjaśniłem w punktach #A2 i #B1
swojej autobiografii,
nie stać mnie było aby wybrać się osobiście
do Christchurch i dokonać badań oraz
sprawdzeń na miejscu tego trzęsienia ziemi.
Stąd wszystkie zaprezentowane tutaj informacje
uzyskałem zdalnie poprzez analizę artykułów i
zdjęć w gazetach i w wiadomości telewizyjnych.
Szczególne w owym trzęsieniu ziemi z
Christchurch było również, że ja
przewidywałem jego nadejście, tyle tylko że
nie wiedziałem kiedy dokładnie ono nastąpi.
Te swoje przewidywania oględnie opisałem
już na szereg miesięcy wcześniej zanim
ono nastąpiło - czytelnik znajdzie je ostrożnie
wkodowane zarówno w treść poprzednich
punktów z niniejszej strony, jak i w "części #I"
innej pokrewnej strony o nazwie
day26_pl.htm.
Poniżej dokonam przeglądu najważniejszych
cech owego trzęsienia ziemi z Christchurch,
wyfiltrowanych z ogromnej ilości informacji
jakie ukazały się na jego temat. Cechy te
ujawniają intencje, mądrość, dalekowzroczność,
przezorność oraz troskę z jakimi
Bóg
zaserwował ten kataklizm. Owo owe cechy:
1.
Cudowny brak śmiertelnych ofiar. Ani jeden człowiek
NIE zginął w tym trzęsieniu ziemi. Tylko dwóch ludzi
doznało nieco poważniejszych niż inni obrażeń
i zostało zabrane do szpitala. Jednak już niedługo
później zostali oni przywróceni do zdrowia.
Przywódca Nowej Zelandii w swoim przemówieniu
w TV stwierdził, że był to cud iż nikt z ludzi
NIE zginął. Przykładowo zgodnie z artykułem [1#C5.1]
"Quake scare for M'sians" (tj. "Trzęsienie wystraszyło
Malezyjczyków") ze strony N3 malezyjskiej gazety
Sunday Star
(wydanie z niedzieli, 5 września 2010 roku), w 1968
roku podobne trzęsienie ziemi o sile tylko 7.1, jakie
zdarzyło się w niemal bezludnym nowozelandzkim
obszarze zwanym "West Coast", ciągle zdołało
uśmiercić aż 3 ludzi. Z kolei trzęsienie ziemi z Haiti
(również o podobnej sile) odebrało życie licznym
ludziom - patrz jego opisy w punkcie #C3 powyżej
na niniejszej stronie, lub patrz artykuł [2#C5.1]
"Haiti's quake similar but deadlier" (tj. "Trzęsienie ziemi
z Haiti podobne jednak bardziej mordercze"), ze strony A2 gazety
The New Zealand Herald,
wydanie z czwartku (Thursday), September 9, 2010.
Wymowę cudownego charakteru
tego trzęsienia ziemi z Christchurch podkreśla
dodatkowo fakt, że miało ono miejsce w dużym
mieście tuż nad ranem, kiedy niemal wszyscy ludzie
głęboko spali w budynkach jakich ściany owo trzęsienie
ziemi pozawalało. Zanim też ludzie ci zdołali
pobudzić się ze snu i rozważyć ucieczkę ze
strefy zagrożenia, faktycznie było już po wszystkim.
Fakt że oczywisty cud towarzyszący owemu
trzęsieniu ziemi uchronił poszkodowanych nim
ludzi przed śmiercią, sugeruje, że owo trzęsienie
ziemi prawdopodobnie miało jedynie wstępny
charakter ostrzeżenia i potwierdzenia - tak jak
wyjaśnia to punkt #B5 powyżej na niniejszej stronie.
Zapewne dopiero jeśli owo potwierdzenie i ostrzeżenie
NIE odniesie zamierzonego skutku, tylko wówczas może być
rozważone zesłanie głównego kataklizmu, który -
zgodnie z tym co wyjaśniam w punktcie #I2
odrębnej strony o nazwie
day26_pl.htm,
a także zgodnie z tym co napisałem w poprzednim
punkcie #C4 niniejszej strony, najprawdopodobniej
uderzyłby wtedy w największe miasto Nowej Zelandii zwane
Auckland. (Trzecie bowiem duże miasto Nowej Zelandii,
tj. Wellington - w którym obecnie ja mieszkam, narazie
jest chronione przed kataklizmem przez owych
"10 sprawiedliwych" opisanych w punkcie #I3 strony
day26_pl.htm.)
2.
Nieproporcjonalny ogrom zniszczeń miasta
Christchurch i jego okolicy. W dużej ilości budynków
zawalone zostały ich ściany fasadowe, powaliły się kominy,
pozarywały co bardziej spadziste dachy. W jezdni
i w chodnikach ukazały się rowy i uskoki. Na drogach
pojawiły się szerokie pęknięcia i doły które uczyniły je nieprzejezdne.
Zaparkowane samochody były miażdżone opadającym
gruzem. Podziemne kable, rury z wodą i gazem,
oraz rurociągi kanalizacyjne uległy zniszczeniu,
zaś ulice zostały zalane ściekami i odchodami.
Koryta rzek zostały zablokowane, zaś spora część
miasta zalana została spowodowaną w ten sposób
powodzią. Na dodatek, równocześnie z owym
trzęsieniem ziemi w Christchurch pojawiły się
huraganowe wiatry oraz trudne do wytrzymania
zimno - np. patrz artykuł "High winds lift roofs,
knock out power" (tj. "Silne wiatry pozrywały dachy
i przerwały dopływ prądu"), ze strony A9 gazety [1#C5].
Wstępne oszacowania strat materialnych dokonane zaraz
po tym trzęsieniu ziemi, oceniały jego koszt na co najmniej
2 biliony dolarów nowozelandzkich. Artykuł [1#C5.2]
"Christchurch 'wobbled like jelly'" (tj. "Christchurch 'trzęsło
się jak galareta'") ze strony W41 malezyjskiej gazety
Sunday Star
(wydanie z niedzieli, 5 września 2010 roku) opisuje że
całe miasto trzęsło się jak galareta, zaś ludzie (a także
meble, telewizory, itp.) byli rzucani tym trzęsienim ziemi
po mieszkaniach i czuli się jakby znaleźli się w ogromnej
maszynie do prania.
Rozmiary zniszczenia spowodowanego tym trzęsieniem
ziemi mogą sugerować, że niezależnie od służenia jako
potwierdzenie i ostrzeżenie, trzęsienie owo zostało
zapewne tak zaplanowane aby spowodować też znaczącą
odnowę - tak jak to wyjaśnia punkt #B4 niniejszej strony.
3.
Towarzyszenie temu trzęsieniu ziemi całego szeregu
wysoce tajemniczych i zagadkowych zjawisk nieznanych
w innych trzęsieniach ziemi. Dokonajmy tutaj
przeglądu chociaż najbardziej niezwykłych z owych zjawisk.
3.1.
Przed-trzęsieniowy zanik elektryczności. Artykuł
[1#C5.1] twierdzi, że już na spory czas przed tym
zanim owo trzęsienie ziemi uderzyło, obszar
położony niedaleko od jego epicentrum doświadczył
zaniku elektryczności. (Taki przedtrzęsieniowy zanik
elektryczności odnotowany został np. w miejscowości
"Lincoln".) Skoro zaś owo trzęsienie ziemi
było poprzedzone jakimś zjawiskiem zdolnym do
całkowitego zablokowania przepływu elektryczności,
naukowcy powinni je intensywnie badać - wszakże
w przyszlości zjawisko to mogłoby być użyte do
ostrzegania iż właśnie nadchodzi taki silny kataklizm.
(Z moich odmiennych badań wynika, że owym
zjawiskiem blokującym przepływ elektryczności
są te same "fale telepatyczne" które w starożytnym
"Seismografie Zhang Henga" opisywanym w dalszej
części niniejszej strony wykorzystywane były do
wczesnego ostrzegania że silne trzęsienie ziemi
własnie nadchodzi na dany obszar.)
3.2.
Masowe ataki serca. Równoczesnie z owym zatrzęsieniem
ziemi, w przestrzeni propagowała się jakaś fala która
indukowała ataki serca u podatnych na nie ludzi. Zgodnie
z artykułem [1#C5.3.2] "Quakes cause heart
attacks" (tj. "Wstrząsy powodują ataki serca") ze strony
A1 nowozelandzkiej gazety
The Dominion Post
(wydanie z piątku (Friday), September 10, 2010),
każdej fali sejmicznej towarzyszyła fala ludzi z atakami
serca zalewająca szpitale. Z zawartych w artykule
liczb wynika że ilość ataków serca była co najmniej
trzykrotnie wyższa niż normalnie. Ich interesującym
aspektem było, że czynnikiem jaki je powodował
wcale zdawał się NIE być np. strach indukowany
przez wstrząsy, a jakiś rodzaj promieniowania
jaki owo trzęsienie ziemi wysyłało w przestrzeń.
(Tj. zapewne był to ten sam rodzaj "fal telepatycznych"
który powoduje zadziałanie "Seismografu Zhang
Henga" opisywanego dalej na tej stronie.)
3.3.
Utrata poczucia kierunku u psów i kotów. Artykuł [1#C5.3.3]
"Did cattle know tremor was coming?" (tj. "Czy bydło
wiedziało że trzęsienie nadchodzi?") ze strony A2 gazety
The Dominion Post Weekend
(wydanie z soboty-niedzieli (Saturday-Sunday), October 2-3, 2010),
raportował interesujące reakcje zwierząt (włączając domowe zwierzęta),
odnotowane przed omawianym tu trzęsieniem ziemi. Reakcje te
nazywali tam "earthquake precursors" - co można tłumaczyć jako
"zapowiedzi trzęsienia". Jak tam opisano, rolnicy odnotowali
że na króko przed nadejściem trzęsienia ziemi najpierw
świnie zaczęły głośno piszczeć - zaś ich pisk nasilał się
z czasem i stawał się coraz to piskliwszy. Potem do świń
dołączyły się krowy które zaczęły głośno ryczeć. Jednocześnie
różne ptaki zaczęły świergotać bardzo głośno i chaotycznie,
jakby ze strachu. W końcu cały ten hałas zwierząt raptownie
się uciął i zapanowała cisza. Jakieś 10 do 20 sekund później
grunt zaczął się trząść. Najbardziej jednak moim zdaniem
znacząca informacja zawarta w owym artykule dotyczyła
zaginięć psów i kotów w tygodniu poprzedzającym owo trzęsienie.
Jak bowiem się okazało, w tygodniu poprzedzającym trzęsienie
ziemi zgłoszono co najmniej dwa razy więcej zaginięć psów
i kotów niż w inne dni, zaś w samym dniu trzesienia nawet
aż kilka razy więcej zaginięć (np. w wiadomościach nadawanych
na kanale 1 TVNZ we wtorek dnia 12 października 2010
roku o godzinie 16:30, twierdzono że oficjalnie zgłoszonych
w ostanim dniu przed trzęsieniem ziemi było aż sześciokrotnie
więcej zaginięć psów niż w tym samym dniu ale poprzedniego roku).
To zaś oznacza, że przed trzęsieniem ziemi ziemia emitowała w przestrzeń coś coraz
silniejszego, co u zwierząt potrafiło zakłócić ich poczucie
kierunku i położenia. Tym czymś NIE mogły jednak być ani
fale elektromagnetyczne ani zakłócenia pola magnetycznego.
Wszakże te dwie wielkości są obecnie nieustannie
monitorowane przez najróżniejsze instrumenty zainstalowane
w całym szeregu instytucji badawczych. Owe zaś instrumenty
NIE wykrywają regularnych zakłóceń w polu magnetycznym
ani falach elektromagnetycznych pojawiających się przed
każdym trzęsieniem ziemi. Jedynym więc wyjaśnieniem
jest, że opisywane tu trzęsienie ziemi emitowało silne
fale telepatycznego hałasu
które wprowadzały konfuzję w umysłach zwierząt. Innymi
słowy, owe raporty o utracie poczucia kierunku u zwierząt
już na cały tydzień poprzedzający trzęsienie, stanowią jednocześnie
przesłankę dowodową, że nadchodzae trzęsienie ziemi
faktycznie emituje silną falę hałasu telepatycznego zdolną
wyzwolić zadziałanie "Sejsmografu Zhang Henga" opisywanego
na tej stronie. Hałas ten pojawia się co najmniej już tydzień
wcześniej niż dane trzęsienie ziemi i nasila się z upływem
czasu. Szkoda więc że dzisiejsi naukowcy tak uparcie
ignorują ustalenia mojego
Konceptu Dipolarnej Grawitacji
na temat
zjawiska telepatii.
Wszakże gdyby te ustalenia były brane pod uwagę, zaś
badania jakie prowadzę były oficjalnie popierane, wówczas
zapewne już dawno temu ja otrzymałbym możliwość zbudowania
urządzenia zdolnego do wczesnego wykrywania nadchodzących
trzęsień ziemi, bazującego na zdalnym identyfikowaniu fal
telepatycznych wysyłanych przez obszar na jakim trzęsienie
ziemi ma w przyszłości nastąpić. Nie trzeba tu wyjaśniać
ile mienia i istnień ludzkich takie urządzenie by mogło ocalić.
Interesująco, ów zanik zmysłu kierunku u zwierząt
zakłócanego silną falą teleptycznego hałąsu emitowaną
przez gotujące się trzęsienie ziemi, potwierdza
dowodowo wyjaśnienie mojego
Konceptu Dipolarnej Grawitacji
jaki jest mechanizm działania zmysłu kierunku u
zwierząt, zaś unieważnia obecne wyjaśnienie tego
zmysłu dawane przez dzisiejszą naukę.
Mianowicie, dzisiejsza nauka twierdzi
błędnie, że zwierzęta poznają kierunek w którym
leży ich dom lub gniazdo poprzez oszacowanie
swego położenia względem pola magnetycznego
Ziemi. Stąd, zgodnie z dzisiejszymi naukowcami,
zwierzęta nawigują w swoich wędrówkach na tej
samej zasadzie jak kiedyś nawigowali ludzie po
morzach. Natomiast mój
Koncept Dipolarnej Grawitacji
wyjaśnia nawigację zwierząt na zupełnie odmiennej
zasadzie. Mianowicie stwierdza on, że zwierzęta
mają dodatkowy zmysł podobny do ludzkiego
zmysłu "sumienia". Zmysł ten "podpowiada" im
inteligentnie wszystko co tylko zechcą wiedzieć,
np. gdzie jest ich gniazdo lub dom, jakich potraw
nie wolno im jeść bo są trujące, którą ofiarę mogą
łatwiej złapać i zjeść bo jest chora, jakie zioło będzie
pomocne na ich chwilową dolegliwość, itp. Przykład
działania u niedźwiedzi owego zmysłu podobnego
do ludzkiego "sumienia" opisany jest w punkcie #F4.1.2
strony o nazwie
stawczyk.htm.
Z kolei ów organ podobny do sumienia uzyskuje
informacje potrzebne danemu zwierzęciu poprzez
telepatyczne komunikowanie się z inteligentną
"przeciw-materią", tj. na podobnej zasadzie jak dzisiejsi
różdżkarze i radisteci uzyskują od owej przeciw-materii
odpowiedzi na swoje zapytania. (Jaki jest mechanizm
działania różdżkarstwa wyjaśnia to podrozdział I8.2.1
z tomu 5 monografii
[1/4].)
Jeśli więc zbliża się silne trzęsienie ziemi, owa telepatyczna
komunikacja pomiędzy zwierzęciem i inteligentną przeciw-materią
zostaje przerwana przez zakłócający ją hałas telepatyczny.
W wyniku tego zwierzęta NIE są już wówczas w stanie
m.in. wrócić do swoich gniazd i domów - jeśli oddaliły
się od nich zbyt daleko.
3.4.
Ogłuszający bang oraz rytmiczne metaliczne zgrzyty.
Artykuł [1#C5.3.4] "Quake hits Christchurch"
(tj. "Trzęsienie uderzyło Christchurch") ze strony 39
malezyjskiej gazety
New Sunday Times
(wydanie z niedzieli, 5 września 2010 roku), stwierdza
że owo trzęsienie ziemi było zapoczątkowane przez
rodzaj jakby przepotężnego sonicznego "bangu" -
jaki było słychać jak przepotężną eksplozję. Potem zaś,
podczas całego okresu trwania tego trzęsienia, ludzie
słyszeli owe ogłuszające, rytmiczne metaliczne zgrzyty
i niezwykły hałas które porównywali do odgłosu ciężkiego
pociągu przetaczającego się przez ich sypialnie. Faktycznie
to ów niezwykły hałas komuś udało się nawet nagrać i anonimowo
był on odgrywany w środę, dnia 3 listopada 2010 roku,
o godzinie 19:15, w programie zwanym "Campbell Live"
na kanale 3 telewizji nowozelandzkiej. Kiedy ja go
wysłuchiwałem, przypominał mi on rytmiczne klekotanie
powtarzalnego "tuu tutut, ..." pociągu dawnego typu który
jedzie po poskręcanych segmentowych szynach starego
typu. Tyle, że na owe "tuu tutut, tuu tutut, ..." - o tonie
rytmicznie skrobanych o siebie kamieni, nałożony był
dodatkowy dźwięk jakby głośnego i również rytmicznego
bulgotania.
Ja sam przeżyłem przez aż kilka trzęsień ziemi
i doskonale wiem, że typowo same
trzęsienia ziemi są bezgłośne. Jedyne dzwięki
jakie podczas nich słychać są wytwarzane przez
obiekty jakimi one rzucają - np. przez meble
w zatrzęsionym mieszkaniu. Niesamowitą (eerie)
bezgłośność typowych trzęsień ziemi potwierdza
też artykuł [2#C5.3.4] o tytule "Interesting
twist to the quake tale" (tj. "Isteresujący zwrot
w opisach trzęsienia"), ze strony A25 gazety
Weekend Herald
wydanie z soboty (Saturday), September 11, 2010.
3.5.
Zawalanie ścian budynków przez czynnik przybyły
drogą napowietrzną, a nie przez wstrząsy gruntu.
Jak wyraźnie sugerują to zdjęcia zniszczeń, to
właśnie ów jakby soniczny "bang" propagujący
się drogą napowietrzną (a nie ruchy ziemi) spowodował
pozawalanie się frontowych ścian tych budynków,
które były zorientowane niemal prostopadle do kierunku
epicentrum trzęsienia ziemi. Co nawet bardziej
intrygujące, zawaleniu uległy tylko te budynki i te
ich ściany frontowe, które NIE były osłonięte przed
siłą owego "bangu" sonicznego przez jakiś inny
budynek lub ścianę. W rezultacie, w sporej części
budynków, zawalone zostały jedynie górne fragmenty
ich ścian frontowych (a także wieże, dachy i kominy) -
bowiem tylko one pozostawały wystawione na ow
"bang" soniczny propagujący się drogą napowietrzną.
Pozostałe zaś zniszczenia spowodowane zostały
przez upadek owych zawalających się górnych
fragmentów ścian.
3.6.
Symetryczne "rozdęcie" wylotu setek kominów. Poprzez działanie
jakiegoś tajemniczego czynnika, setki kominów z Christchurch
które posiadały otwarte otwory skierowane dokładnie w górę,
zostały "rozdęte" od wewnątrz we wszystkich możliwych kierunkach -
wszystkie w jednakowej odległości od swego wylotu wynoszącej
około jednego metra. Wygląd owych kominów przypominał
mi wygląd rozdęcia intensywnie granych fujarek z wierzbowej
kory, jakie w czasach mojej młodości dzieci same sobie sporządzały
(w takich fujarkach z kory wierzbowej, owa kora była relatywnie
słaba, stąd jeśli się na nich intensywnie grało, fala dźwiękowa
powodowała ich rozdęcie na określonej odległości od ustnika).
Strażacy z Christchurch zmuszeni byli postrącać dosłownie
setki tak właśnie "rozdętych" kominów. Tajemniczy w owych
kominach jest fakt, że owo ich "rozdęcie" we wszystkich
kominach wyglądało tak samo i we wszystkich kominach
pojawiło się w takiej samej odległości od ich wylotu. To zaś
eliminuje wstrząsy gruntu jako powód ich powstania, zaś
sugeruje że spowodowane ono było przez jakąś falę prawdopodobnie
dźwiękową, propagującą się drogą napowietrzną. Niestety,
nikt nie zadał sobie trudu aby zbadać owe tajemnicze rozdęcia,
czy choćby aby zwrócić uwagę na ich tajemnicze cechy.
3.7.
Uprzedni brak pęknięcia skorupy zwanego "fault"
w epicentrum trzęsienia ziemi. Wysoce tajemnicze
w owym trzęsieniu ziemi było też, że zgodnie z
uprzednimi badaniami i zapewnieniami naukowców,
równina Canterbury (na której leży miasto Christchurch)
uprzednio nie miała żadnego tzw. geologicznego
"fault" (czyli pęknięcia w skorupie ziemi które staje
się zaczątkiem trzęsień ziemi). Owe uprzednie
zapewnienia naukowców nowozelandzkich, że
równina Canterbury NIE zawiera geologicznego
"fault", były potem nawet wyszydzane w wysoce
sarkastycznej fotografii [1#C5.3.7]
opublikowanej na stronie A23 gazety
The Press,
wydanie ze środy, September 8, 2010 roku.
Owa wykonana z samalotu fotografia ukazuje
zrypaną trzęsieniem ziemi zieloną łąkę jakiegoś
rolnika (czy też zielone pole z młodą zasiewą),
zlokalizowaną właśnie na owym nowym
geologicznym "fault" pomiędzy miejscowościami
Rolleston i Greendale, na jakiej to łące (czy
też polu) ów rolnik wypalił wysoce sarkastyczny
napis stwierdzający "NO FAULT HERE - yeah
right" (co można tłumaczyć jako "tu nie ma faultu -
tak oczywiście"). Zgodnie z naukowcami, najbliższy
taki geologiczny "fault" miał jakoby istnieć dopiero
pod grzebietami tzw. "Alp Południowych" - jakich
łańcuch przebiega ponad 100 km na zachód
od Christchurch. Tymczasem owo trzęsienie
ziemi ukazało uprzednio nieznany i jakby właśnie
tworzony taki zupełnie nowy "fault" - jakiego
przebiegu ani cech miejscowi naukowcy nadal
dokładnie zdają się ani nie znać ani nie badać. Co nawet
bardziej intrygujące, ów "fault" wcale nie przebiega
liniowo, a układa się jakby we fragment zamknietego
obwodu - co może sugerować że jest on zaczątkim przyszłego
wulkanu. W sumie, wszystko to zdaje się sugerować, że
Bóg
wcale z góry nie zakładał iż kiedykolwiek będzie
zmuszony potraktować trzęsieniem ziemi miasto
o nazwie "Chrischurch" (tj. "Kościół Chrystusa").
Zapewne dopiero ostatnie zachowania mieszkańców
tego miasta, wyraźnie zaprzeczające opisanemu w
poprzednim punkcie #C4 tej strony staropolskiemu
powiedzeniu że "szlachectwo zobowiązuje",
zmusiły Boga do użycia wobec nich aż tak
drastycznego posunięcia.
3.8.
Smród siarki. We wschodnich przedmieściach Christchurch
miejscowi odnotowali silny smród siarki, jaki porównywali do
smrodu odczuwanego w nowozelandzkim mieście Rotorua.
Smród ten opisany jest w krótkim artykule [1#C5.3.8]
"Sulphur smell not gas" (tj. "Smród siarki a nie gazu"), ze
strony A5 nowozelandzkiej gazety
The Dominion Post
(wydanie z czwartku (Thursday), September 9, 2010).
Aczkolwiek smród ten został szybko zignorowany i mało-kto
zwrócił na niego uwagę, w połączeniu z okrężnym obiegiem
nowego geologicznego "fault" (opisanym w poprzednim
punkcie) zdaje się on zapowiadać niebezpieczeństwo,
że pod ziemią koło Christchurch zwolna formuje się
i napełnia eksplozyjną energią zupełnie nowy potężny
wulkan. Wszakże zapach siarki zawsze ulatnia się
z ziemi w okolicy czynnych wulkanów. (Po nieco
informacji o zapachu siarki ulatniającym się w
wulkanicznej Rotorua, patrz artykuł [2#C5.3.8]
"Deadly gas warning for hot pools" (tj. "Ostrzeżenie
o morderczym gazie dla gorących basenów") ze strony A3 gazety
The Dominion Post,
wydanie ze środy (Wednesday), March 24, 2010.)
Gdyby zaś taki nowy potężny wulkan zgromadził wystarczającą
ilość energii aby przebić się przez zastałą skorupę ziemi
i eksplodować, z całą pewnością jego siła byłaby aż
tak duża, że zapewne miałby on charakter tzw. "pyroclastic
flow" - czyli że zmiótłby on z powierzchni ziemi
wszelkie ślady po istnieniu tam miasta Christchurch
i jego mieszkańców. Warto więc byłoby sprawdzić
badaniami, czy przypadkiem nie zanosi się że już
niedługo nasza planeta otrzyma drugą wersję
Pompei zlokalizowaną w centrum Nowej Zelandii.
Typowo ludzie nie wierzą, że na obszarze równinnym
może nagle eksplodować zupełnie nowy wulkan. Jednak
równiny Canterbury na których lezy miasto Christchurch
miały już raz taką równinną eksplozję. Jej ślady widać
do dzisiaj w tzw. "Centennial Park" zlokalizowanym na
obrzeżu miasteczka Timaru odległego zaledwie o około
160 km od Christchurch. To właśnie pod warstwą lawy
z takiego równinnego wulkanu, znaleziono w Timaru
najstarsze z dotychczas znanych kości ptaka Moa.
3.9.
Zagadka uporu wtórnych wstrząsów potrzęsieniowych (tzw. "aftershocks").
Niemal każde trzęsienie ziemi wywołuje kilka wstrząsów
wtórnych. Jednak po trzęsieniu ziemi z Christchurch
owe wstrząsy wtórne jakby nigdy nie miały zamiaru
ustać. Przykładowo w końcowych dniach września
2010 roku ich liczba przekroczyła już ponad 1000.
Każdy też z nich był sporej siły, bo rzędu 4 na skali
Richtera, a sporo przekraczało nawet ponad 5 - czyli
każdy z nich był jakby nowym znaczącym trzęsieniem
ziemi. Nękały one ciągle Christchurch nawet w połowie
października 2010 roku (kiedy to aktualizowałem
niniejsze informacje), zaś przykładowo wiadomość
z wieczornego dziennika telewizyjnego na kanale 3
TVNZ z godziny 18:00 w piątek dnia 8 października
2010 roku, stwierdzała że do owego czasu całkowita
liczba takich wstrząsów wtórnych wynosiła już aż 1575.
(W owym dniu Christchurch doświadczył dwóch następnych
takich wstrząsów o siłach 4.4 i 4.2 jakie pojawiły się w
odstępach 12 minut od siebie.) Ich uporczywe pojawianie się
można więc też rozumieć jako sugestię, że owo trzęsienie ziemi
wcale NIE było jednorazowym wydarzeniem, a jest ciągłym
procesem który prowadzi do czegoś jeszcze znaczniej
poważniejszego. Szkoda że wygląda iż ich wymowa jest
ignorowana zamiast być intensywnie badaną. Wszakże
mogłaby prowadzić do wykrycia czego one są zapowiedzią.
3.10.
Wędrówka epicentrum ku środkowi Christchurch.
Niezwykłą cechą nietypowo licznych i długotrwałych
wtórnych wstrząsów potrzęsieniowych (tzw. "aftershocks")
z Christchurch jest, że ich epicentra wędrują i stopniowo
zbliżają się ku środkowi miasta Christchurch. W rezultacie,
w święto po angielsku zwane "Boxing Day" z dnia 26 grudnia
2010 roku, seria relatywnie niewielkich wstrząsów wtórnych -
najsilniejszy z których (z godziny 10:30 rano) miał siłę zaledwie
4.9 na skali Richtera, spowodowały w centrum Christchurch
ponowne zniszczenia które opisywane były jako nawet większe
niż zniszczenia od oryginalnego trzęsienia ziemi z dnia 4
września 2010 roku o sile 7.1 - po przykład opisów tych zniszczeń
patrz artykuł [1#C5.3.10] "Major aftershock cruel blow
for struggling stores" (tj. "Znaczący wstrząs wtórny okrutnym
ciosem dla zmagających się sklepów") ze strony A2 gazety
The New Zealand Herald
wydanie z wtorku (Tuesday), December 28, 2010. Zniszczenia
od tamtych wstrząsów wtórnych były aż tak duże, że władze
zdecydowały iż legalnie (np. dla celów ubezpieczeń) będzie
ono traktowane jako zupełnie nowe trzęsienie ziemi. Powód
zaś dla aż takich zniszczeń z relatywnie łagodnych powstrząsów
oficjalnie tłumaczono jako wynikający z faktu że ich epicentrum
znalazło się dokładnie pod samym środkiem Christchurch - np.
patrz artykuł [2#C5.3.10] "Quake directly beneath city"
(tj. "Trzęsienie dokładnie pod miastem") ze strony A3 gazety
The Dominion Post,
wydanie z poniedziałku (Monday), December 27, 2010. Ów
artykuł informował, że pod względem siły owe wstrząsy
wtórne były dopiero na 17 miejscu - jednak pod względem
zniszczeń okazały się być przodujące.
Jeśli jednak zamiast patrzeć ateistycznie na ową
wędrówkę wstrząsów wtórnych, spojrzymy na nie
z punktu widzenia intencji Boga, wówczas wyglądają
one jak zechęta do "opuszczania miasta" - zgodne
z procedurą kataklizmów opisaną w "Ad. (3)"
z punktu #B5 powyżej. Mianowicie, owa wędrówka
epicentrum ku środkowi Christchurch może wyglądać
jak doping "jeśli możesz to przenieś się w inne
miejsce - tutaj staje się już niebezpiecznie".
NIE bez symbolicznego znaczenia jest też fakt,
że owe opisywane tu niszczycielskie wstrząsy
wtórne miały miejsce 26-go grudnia, czyli w
dzień który dla dotkniętych nim ludzi zdaje się
przenosić wiadomość o treści "ja NIE aprobuję
Waszych wierzeń, filozofii i zachowań".
(O istnieniu wiadomości ukrywającej się pod
datą 26-tego, ja staram się ostrzegać m.in.
w 3 z punktu #B2 niniejszej strony, a także
w punkcie #D8 odrębnej strony o nazwie
day26_pl.htm.)
Nie powinno więc dziwić, że niektórzy mieszkańcy
Christchurch już potraktowali poważnie owe
ostrzeżenia i wyprowadzają się z tego miasta
jeśli tylko mają taką możliwość.
3.11.
Prawdopodobne zaistnienie przesłanek, że telepatyczne zjawiska
zaindukowane gotowaniem się nadejścia trzęsienia ziemi
do Christchurch, zaindukowały aż tak "nadprzyrodzone"
i zakłócające spokój zachowywanie się repliki starożytnego
wykrywacza nadchodzących trzęsień ziemi pokazanego
poniżej na "Fot. #D1", że zmusiło to muzeum do usunięcia
tego zdalnego wykrywacza z aktywnej wystawy. (Niestety,
oficjalne potwierdzenie tych przesłanek przekracza moje
możliwości.)
3.12.
Dysproporcja pomiędzy stanem moralnym części mieszkańców
Christchurch opisywanym przez publikatory, a następstwami
tego trzęsienia ziemi. Od sporego już czasu miasto Christchurch
zaczyna trafiać do wiadomości z powodów z jakich jego
mieszkańcy wcale nie mogą być dumni. Na dodatek mieszkańcy
Christchurch wykazali spory gniew i wrogość wobec możliwości
że Drugi Jezus odwiedził ich miasto w 1999 roku - tak jak to
opisane w punkcie #G2 ze strony o nazwie
przepowiednie.htm.
Pomimo tego Bóg potraktował ich wyjątkowo delikatnie. Jest
więc tajemnicą wartą wyjaśnienia dlaczego tak się
stało i jakie były intencje Boga kiedy dokonywał tak
delikatnego trzęsienia ziemi. Wszakże istnieje możliwość
iż było ono tylko rodzajem potwierdzenia, przypomnienia
i ostrzeżenia - jakie w przypadku zignorowania będą
miały znacznie poważniejsze następstwa w przyszłości.
3.13.
Zgodność z zaprognozowaniem. Już na sporo
miesięcy przed pojawieniem się trzęsienia ziemi
z Christchurch, ja przewidywałem że ono nastąpi.
Faktycznie też uderzyło ono zgodnie z moimi przewidywaniami.
Taka zgodność moich prognoz z faktycznymi zdarzeniami
jest raczej niezwykła. Z moich dotychczasowych
badaniach wynika bowiem, że
Bóg
typowo unika potwierdzania przepowiedni i przewidywań
jakiegokolwiek człowieka. Wszakże fakt czy swoimi działaniami
Bóg potwierdzi, czy też NIE potwierdzi, przewidywania
jakiegoś człowieka, jest tym istotnym szczegółem jaki m.in.
decyduje o różnicy pomiędzy np. "naukową prognozą"
a czyimś "ignoranckim bajdurzeniem", albo pomiędzy
np. "prawdziwym prorokiem" i "fałszywym prorokiem".
Tymczasem Bóg jest zbyt wszechwiedzący,
dalekowzroczny, przewidujący, oraz ma On w swojej
dyspozycji zbyt wielkie możliwości, aby bez istotnego
powodu nadawać jakiemuś człowiekowi zdolności przepowiadania
i popierać swoimi działaniami jego przewidywania czy ostrzeżenia.
To dlatego, jeśli ktoś z ludzi przewiduje iż już wkrótce ma
nastąpić jakas katastrofa, w typowych przypadkach jest niemal
pewnym że katastrofa ta NIE nastąpi w przewidywanym miejscu
i okresie czasu. Potwierdzeniem tej właśnie zasady jest np. tzw.
"pandemia" ptasiej i potem świńskiej grypy, jaka zgodnie z przewidywaniami
najróżniejszych uczonych w piśmie miała nastąpić już około
2008 roku, a jaka do dzisiaj się nie pojawiła. W podobny
sposób wielokrotnie już przewidywany "koniec świata"
nigdy NIE nastąpił w wyznaczonym przez ludzi terminie.
(Włączony w owe "fałszywe przepowiednie" jest także
i ów "koniec świata" który według przewidywań
najróżniejszych "fałszywych proroków" ma jakoby nastąpić
w grudniu 2012 roku - tak jak to wyjaśnia dokładniej
punkt #B8 w poprzedniej części niniejszej strony.) W
podobny sposób ludzkość nigdy NIE będzie doświadczona
"jądrową (3-cią) wojną światową" - bez przerwy przewidywaną
przez najróżniejszych "fałszywych proroków". (Po więcej
szczegółów dlaczego taka "światowa wojna nuklearna"
nie może mieć miejsca na Ziemi - patrz punkt #J4 na
totaliztycznej stronie
bitwa_o_milicz.htm.)
Jeśli więc, na przekór kierowania się przez Boga
zasadą aby ogromnie rzadko potwierdzać ostrzeżenia
i przewidywania indywidualnej osoby, Bóg ciągle
potwierdził przewidywania opisywanego tu kataklizmu,
najwyraźniej miał ku temu naprawdę istotne powody
i wyraźnie życzy sobie aby spisane zostało to co
prezentuje niniejsza strona, a także aby na ostrzeżenia
te (i na wyjaśnienia ich powodów) ludzie zaczęli jednak
zwracać uwagę.
Fakt że trzęsienie ziemi z Christchurch dało się
przewidzieć na podstawie sytuacji filozoficznej
i moralnej w Nowej Zelandii wprowadza sobą
najróżniejsze implikacje. Jedną z nich jest
następstwo podobieństwa Anglii (UK) i Nowej
Zelandii. Nowozelandczycy są ogromnie dumni
ze swoich związków z macierzystą UK i zawsze
podkreślają że ich kraj jest niemal dokładną kopią
kultury, języka, religii, filozofii, moralności, itp., w UK.
Duża liczba Nowozelandczyków ma nawet brytyjskie
paszporty i spędza znaczącą proporcję swego
życia w UK. Z kolei nowozelandzka telewizja
i gazety omawiają niemal wyłącznie UK i
angielskojęzyczne kraje, przeważająco ignorując
wiadomości z innych miejsc i krajów. Takie zaś
ścisłe związki z UK sugerują, że jeśli filozofia i moralność
Nowozelandczyków stanowiła powód dla opisywanego
tutaj kataklizmu, wówczas ich podobieństwo do UK
implikuje iż już wkrótce i w UK należy się spodziewać
równie potężnego kataklizmu.
3.14.
Takie zrealizowanie owego trzęsienia ziemi, że jego
pochodzenie, wymowa i następstwa dają się interpretować
aż na kilka odmiennych sposobów. Wszakże obecność
w trzęsieniu ziemi z Christchurch aż tak dużej liczby tajemniczych
i wcześniej nieznanych zjawisk jak niektóre z tych opisanych
powyżej, pozwala badaczom wyznającym cały szereg zupełnie
odmiennych poglądów wypracować i udokumentować
co najmniej 3 drastycznie różniące się od siebie
wyjaśnienia dla pochodzenia tego trzęsienia ziemi.
Zgodnie też z ustaleniami opisanymi w podpisie
pod "Fot. #D8", oraz w punkcie #C2 strony o nazwie
day26_pl.htm,
każde też z tych wyjaśnień może zadowalać odmiennych
ludzi w obecnym świecie pełnym drastycznie różniących
się światopoglądów. Przykładowo, obecność powyższych
cech pozwala aby zależnie od wyznawanego światopoglądu
to trzęsienie ziemi dało się wytłumaczyć jako (1) bezmyślne
działanie dzikiej natury, (2) celowe zniszczenia wywołane
przez UFOnautów, lub (3) moralnie i filozoficznie korygujące
działanie Boga. Na dodatek do tego, trzęsienie to dostarcza
też silnych przesłanek, aby w każdym z tych tłumaczeń
doszukać się zapowiedzi że niedługo będzie jeszcze dopisany
dalszy ciąg do tego trzęsienia ziemi.
W powyższych punktach ujawnione są tylko te tajemnicze
zjawiska, których zaistnienie w Christchurch udało mi się
ustalić zdalnie poprzez analizę artykułów w gazetach
i raportów w dziennikach telewizyjnych. Oczywiście,
gdybym mógł wybrać się do Christchurch i dokonać
badań oraz sprawdzeń na miejscu, z całą pewnością
wykryłbym, sprawdziłbym w terenie, oraz opisałbym,
znacznie więcej takich tajemniczych zjawisk. Niektóre
z nich być może byłyby w stanie w przyszłości ocalić
czyjeś mienie lub nawet życie. Niestety, pozostając
bezrobotnym już od 2005 roku, oraz nie mając żadnego
źródła dochodu ani nie otrzymując zasiłku dla bezrobotnych -
tak jak to wyjaśniłem na swojej stronie autobiograficznej o nazwie
pajak_jan.htm,
finansowo po prostu mnie nie stać abym tam się wybrał.
Wszakże Christchurch znajduje się na odmiennej wyspie
niż ta na której ja mieszkam, a ponadto bazująca na
monopolach struktura ekonomiczna Nowej Zelandii
powoduje że podróżowanie jest w niej okropnie drogie
i zupełnie nie na moją kieszeń. A szkoda. Wszakże
mój wieloletni trening w wykrywaniu i wyjaśnianiu
tajemnic natury, wsparty przez moją szeroką
i wielodyscyplinarną wiedzę reprezentowaną przez
teorię wszystkiego
zwaną
"Konceptem Dipolarnej Grawitacji"
którą ja sam wypracowałem, pozwoliłby mi na wykrycie
oraz zinterpretowanie tych zjawisk i śladów materialnych,
których istnienie normalni naukowcy zwyczajnie przeoczą.
Na dodatek, moja odwaga osobista i oddanie moralności
oraz prawdzie pozwoliłaby mi na opublikowanie nawet
ustaleń których normalni naukowcy nigdy nie odważyliby
się podać do wiadomości publicznej.
Nie muszę się też tutaj już rozwodzić, że gdybym był na
miejscu w Christchurch, wówczas w rozmowach z lokalnymi
postarałbym się również ustalić moralne i filozoficzne powody
dla których Bóg zesłał tam ów kataklizm, a ponadto postarałbym
się ustalić czy faktycznie działania ludzi w odpowiedzi na
ów kataklizm już od początku zakręcają w moralnie niedozwolonym
kierunku - jak to zdają się sugerować raporty w nowozelandzkiej
prasie i telewizji (tym samym ustaliłbym też czy kataklizm
ten już wkrótce będzie powtórzony). Wszakże jak narazie
ja jestem jedynym naukowcem na Ziemi który wypracował
narzędzia i metody przeprowadzenia tego rodzaju oszacowań,
jedynym naukowcem który jest w stanie zakwalifikować
filozofie swoich rozmówców już na podstawie kilku zdań
jakie oni wypowiedzą, a także prawdopodobnie i jedynym
naukowcem który miałby odwagę opublikować swoje
ustalenia na ów temat.
4.
Niewidzialność naukowców. Po trzęsieniu ziemi
aż tak pełnym niewyjaśnionych tajemnic, możnaby
się spodziewać, że naukowcy rzuciliby się do ich
badania i do wyjaśniania zainteresowanej społeczności.
Tymczasem w potrzęsieniowym Christchurch
nowozelandzcy naukowcy byli zupełnie niewidzialni.
Jedynym śladem jaki mi pozwolił odnotować że
ciągle oni istnieją, był niewielki artykuł [1#C5.4]
"Fault awakens after 16,000 years of inactivity" (tj.
"Fault zbudził się po 16000 lat braku aktywności"),
ze strony A11 gazety
The Press,
wydanie z wtorku, September 7, 2010 roku. Niestety,
treść tego artykułu dokumentuje że naukowcy którzy
go zasugerowali wcale nie ruszyli się ze swoich foteli
z poręczami aby przebadać sytuację na miejscu. Jest
on bowiem pełem spekulacji zupełnie oderwanych
od realiów obecnych na miejscu tego trzęsienia. Nie
dostarcza też wyjaśnienia dla żadnej z zagadek wskazywanych
powyżej w 3.1 do 3.9. Powstanie zupełnie nowego
"fault" wyjaśnia on jako istnienie tego "fault" już od
16000 lat - jednak nie adresuje pytania jak to możliwe
że naukowcy uprzednio nie mieli pojęcia o jego istnieniu.
Nie ustosunkowuje się też do wielu zagadek owego
"fault", przykładowo dla faktu że jest on zakrzywiony -
tak jakby był on fragmentem okrężnego pęknięcia, albo
do faktu że jego długość wynosi jedynie około 30 km
zaś jego oba końce wcale nie łaczą się z żadnym
innym "fault". Warto tez odnotować, że ów artykuł
[1#C5.4] ukazał się w porannej gazecie już na 3-ci dzień
po trzęsieniu ziemi - co oznacza że musiał być pisany
nie później niż na drugi dzień. Tylko naukowcy siedzący
w wygodnych "krzesłach z poręczami" i oglądający
świat z wysokości swojej "wieży z kości słoniowej"
już na drugi dzień po trzęsieniu ziemi wiedzą z całą
pewnością że spowodował je nieznany wcześniej
"fault" jaki spał pod powierzchnią ziemi przez ostatnie
16000 lat.
W (1) z punktu #E1 na stronie o nazwie
rok.htm
wyjaśniłem, że począwszy od 1989 roku uczelnie
wyższe Nowej Zelandii "ujeżdżają tygrysa" - czego
efektem jest nieustanny spadek jakości ich nauczania
oraz spadek ich osiągnięć naukowych. Ów spadek
został już zresztą obiektywnie potwierdzony np.
badaniami opisanymi w artykule [2#C5.4]
"Universities slide down world ranks" (tj. "Uniwersytety
ześlizgują się w dół w zajmowanych pozycjach")
ze strony A7 gazety
The New Zealand Herald
wydanie ze środy (Wednesday), September 8, 2010.
Według informacji z owego artykułu, uczelnie Nowej
Zelandii spadły już do pozycji pomiędzy 68 i 302. Nie
powinno więc nikogo dziwić, że w potrzęsieniowym
Christchurch miejscowi naukowcy pozostawali niewidzialni.
5.
Uszkodzenie kilku kościołów Christchurch, w tym
zawalenie wieży prezbyteriańskiego kościoła z
Hororata. Raport telewizyjny jaki po raz pierwszy
widziałem w Malezji w wiadomościach nadawanych
przez stację "Al Jazeera", pokazywał że owo trzęsienie
ziemi zawaliło wieżę 99-letniego, historycznego
kościoła prezbyteriańskiego z Hororata - pod
wezwaniem św. Jana. Fotografię zniszczeń owego
kościoła publikował też artykuł [1#C5.5]
"Tremors strike historic church" (tj. "Wstrząsy
uderzyły historyczny kościół"), ze strony A14
gazety [1#C5]. W połowie września 2010 roku
w internecie fotografia owego kościoła dostępna
była pod adresami
www.chch.anglican.org.nz/Lifestyle/Earthquake-Update oraz
www.anglicanlife.org.nz/Anglican-Life-Home/Lifestyle/Earthquake-Update/Earthquake-Hit-Churches.
Podczas trzęsienia ziemi z Christchurch
Bóg
działał ogromnie wybiorczo. Zniszczeniu uległy
tylko niektóre starannie wybrane budynki, co
nawet odnotowali zaskoczeni dziennikarze -
patrz artykuł [2#C5.5] "Surprise as
most houses left intact" (tj. "Zaskoczenie jako
że większość domów pozostała nietknięta"),
opublikowany na stronie A13 gazety [1#C5].
To zaś znaczy, że każde
zniszczenie z tego trzęsienia ziemi było NIE
tylko aktem Boga, ale także wyraźną wiadomością
od Boga. Na dodatek, z innych kataklizmów
wiadomo, że w typowych sytuacjach Bóg
oszczędza obiekty religijne, pozostawiając je
nietknięte. Stąd owe znaczące zniszczenia w
anglikańskich kościołach, też wyrażają sobą
konkretną wiadomość od Boga - na którą to
wiadomość staram się już zwracać uwagę
czytelnika w punktach #C3 i #C4 tej strony.
Można się domyślać, że owe zniszczenia są
oznaką dezaprobaty Boga dla dającego się
odnotować już od jakiegoś czasu stopniowego
"rozmywania" granic tego co odróżnia moralne
od niemoralnego, na jakie pozwalają kapłani
tego kościoła. Przykłady owego "rozmywania
granic" obejmują m.in. przedmiot nakazu powtarzanego
w Biblii aż wielokrotnie i wyrażonego np. słowami
z bibilijnej Księgi Kapłańskiej (Leviticus),
werset 18:22 - cytuję: "Nie będziesz obcował
z mężczyzną, tak jak się obcuje z kobietą".
Albo stanowisko wyrażone artykułem [3#C5.5]
"Archdeacon backs atheist ads-on-buses campaign" (tj.
"Arcydziekan aprobuje ateistyczną kampanię
ogłoszeń-na-autobusach"), ze strony A6 gazety
The New Zealand Herald
wydanie z wtorku (Tuesday), March 2, 2010.
Albo też inicjatywy w rodzaju wyeksponowania
przy kościele w Auckland słynnego plakatu
(billboard) który pokazywał św. Józefa w łóżku
z Matką Boską - tak jak wyjaśnia to artykuł [4#C5.5]
"Anger at biblical bed scene" (tj. "Dezaprobata
bibilijnej sceny w łóżku"), ze strony A3 gazety
The New Zealand Herald
(wydanie z czwartku (Thursday), December 17, 2009),
zaś zilustrowała fotografia owego "billboard" pokazana
przy artykule [5#C5.5] "Billboard will stay,
despite upsetting bishop" (tj. "Plakat pozostanie,
na przekór że wzburzył biskupa"), ze strony A9
Weekend Herald
(wydanie z soboty (Saturday), December 19, 2009).
6.
Po głównym trzęsieniu ziemi, Christchurch było trapione
setkami wstrząsów wtórnych (tzw. "aftershocks").
Zgodnie z artykułem [1#C5.6] "Aftershocks
strike" (tj. "Po-trzęsieniowe wstrząsy uderzają")
opublikowanym na stronie 14 malezyjskiej gazety
The Malay Mail
(darmowe wydanie z wtorku, 7 września 2010 roku),
tylko podczas następnej nocy po owym trzęsieniu ziemi,
Christchurch zostało uderzone przez około 20 po-trzęsieniowych
"aftershocks" największe z których miały siłę 5.4. W
przedziale zaś całej doby od owego trzęsienia, naliczono
tam ponad 100 owych "aftershocks" o wielkości od 3.2
do 5.4 w skali Richtera. Owe wtórne trzęsienia ziemi
pojawiały się powtarzalnie aż przez kilkanaście następnych
dni, wstrzymując ludzi przed wejściem do swoich domów,
pogłębiając na ulicach niepewność i poczucie zagrożenia,
oraz dodając dalszych zniszczeń do tych spowodowanych
głównym trzęsieniem ziemi. Przykładowo, o całej ich
serii ciągle zaistniałej 14 września 2010 roku informowały
owego dnia wieczorne dzienniki TVNZ. Jak w owych
wiadomościach to podkreślano, do wówczas Christchurch
doświadczył już ponad 300 takich wstrząsów wtórnych
powstrzymujących powrót stabilności i normalności do
życia mieszkańców owego miasta. Owe wtórne wstrząsy
ciagle trwały nawet w listopadzie 2010 roku. Przykładowo,
o kolejnych dwóch z nich o sile niemal 5 na skali Richtera
informuje artykuł "More shakes" (tj. "Więcej wstrząsów")
ze strony A3 gazety
The Dominion Post,
wydanie z poniedziałku (Monday), November 15, 2010).
W owym artykule informowano, że do wówczas Christchurch
był już wstrząsany przez aż kilka tysięcy podobnych
wstrząsów wtórnych.
Takie wydłużanie poczucia zagrożenia i niepewności
sprzyja zapewne rachunkowi sumienia, poszukiwaniu
przez ludzi prawdy, oraz bardziej poważniejszemu
potraktowaniu przez nich niezbędności odnowy -
zgodnie ze staropolskim powiedzeniem kiedy
trwoga to do Boga. Jak wysoką atmosferę
zagrożenia wprowadzają owe wtórne "aftershocks"
doskonale oddają to słowa burmistrza Christchurch
opublikowane w artykule [2#C5.6] "Big
aftershock rocks New Zealand city again" (tj. "Silne
wstrząsy ponownie zakołysały Nową Zelandią") ze
strony 14 malezyjskiej gazety
The Malay Mail
(darmowe wydanie ze środy, 8 września 2010 roku).
Burmistrz ów stwierdził, cytuję: "Aż wnętrzności mi
się wywracają. Kiedy to wszystko się skończy?
To jest jak życie w wirówce. ... Nasz personel
popłakuje, wozy straży pożarnej uganiają się po
centrum miasta, elektryczność nie dopływa, zaś
wielu, wielu ludzi jest całkowicie przytłoczone
tym wszystkim." (W angielskojęzycznym
oryginale (Mayor, Bob Parker, said):
"My guts is churning up here. When will this
thing end? It is like living in a maelstrom. ...
We have got staff in tears, we have got fire
engines going through the middle of the city,
power is out and a lot of people are very,
very churned up by that.")
7.
Symboliczna wymowa mojej nieobecności w Nowej Zelandii
w chwili owego trzęsienia ziemi. Z powodu kiepskiej
sytuacji finansowej, od 2008 roku ja nie wyjeżdżałem na
wakacje. W 2010 roku też nie miałem zamiaru wyjechać.
Do wyjazdu zmusił mnie głównie przewlekły kaszel,
jaki w owym zimnym, przeciekającym i zagrzybionym
mieszkanku jakie wynajmuję nie chciał ustąpić przez
wiele miesięcy. Wierzyłem więc że pobyt w gorącej
Malezji pozwoli mi ów przewlekły kaszel wyleczyć - co
też faktycznie się stało. Potem jednak się okazało, że mój
wyjazd z Wellington miał też wysoce symboliczne znaczenie.
Ujawnił bowiem, że Bóg - jeśli tylko zechce, wówczas z
łatwością może niepostrzeżenie usunąć każdą osobę
z zasięgu katastrofy jaką właśnie przygotowuje
dla danego obszaru. To z kolei oznacza, że miasto
Wellington przy którym ja mieszkam wcale nie jest
trwale chronione przed kataklizmami przez owych
"10 sprawiedliwych" których opisuję w punkcie #I3 strony
day26_pl.htm.
Jeśli więc mieszkańcy Wellington ześlizgną się do
niedozwolonego poziomu
filozofii pasożytnictwa -
który stworzy potrzebę "korygującego kataklizmu",
zaś niektórzy z owych "10 sprawiedliwych" z niego
się wyprowadzą, wówczas Bóg bez trudności tymczasowo
usunie z miasta pozostałych z owych "10 sprawiedliwych"
jacy narazie ciągle je chronią, poczym zaserwuje miastu
wymagany kataklizm.
8.
Stworzenie szansy dla Christchurch, aby wypełnić
powiedzenie "nie ma takiego złego
co by na dobre nie wyszło". Brak ofiar
ludzkich, selektywność zniszczeń, oraz gotowość
rządu Nowej Zelandii do udzielenia pomocy
finansowej ludziom dotkniętym tym trzęsieniem
ziemi, ujawnia że owo trzęsienie ziemi może
też z czasem okazać się rodzajem "dobrodziejstwa"
dla Christchurch. Chodzi bowiem o to, że Nowa
Zelandia, włączając w to miasto Christchurch, ma
najbardziej pożałowania godne warunki mieszkaniowe
ze wszystkich krajów jakie ja znam, włączając w
to kraje tzw. "trzeciego świata" - np. Malezję.
Typowe mieszkania w Nowej Zelandii są w domach
zbudowanych z dykty i zupełnie niezaizolowanych
przed zimnem. Typowo mają one błędnie
zaprojektowaną architekturę która ignoruje
realia klimatyczne i koncentruje się wyłącznie
na wyglądzie. Ich dachy i źle osłonięte ściany
zwykle przeciekają - w rezultacie czego owe
domy z dykty gniją, zaś ich mieszkania są
wilgotne, zagrzybione i wysoce niezdrowe dla
zamieszkujących je ludzi. Mieszkania są też
zimne, bowiem ich nieszczelne ściany, okna
i cała architektura uniemożliwiają ich efektywne
ogrzewanie. Nie bedę się tu już rozpisywał,
że obecna cena rynkowa owych podrzędnych
jakościowo domostw jest ponad 10 razy wyższa
niż wynosi ich faktyczna wartość - tak że normalny
Nowozelandczyk nie jest już ich w stanie
sobie zakupić. (To zaś praktycznie oznacza, że
na zakup domów stać jedynie tych bardziej bogatych
Nowozelandczyków, którzy potem je wynajmują
swoim biednym współziomkom, wykorzystując ową
sztucznie stworzoną trudną sytuację mieszkaniową
jako narzędzia dla bezwzględnej eksploatacji biednych
Nowozelandczyków przez ich bogatych współziomków.)
W rezultacie, opisywane tu trzęsienie
ziemi może być okazją jaką wyjaśnia artykuł
[1#C5.8] "Opportunity to build houses
suitable for our climate" (tj. "Okazja aby budować
domy odpowiednie dla naszego klimatu"), ze strony A21 gazety
The Press,
wydanie ze środy, September 8, 2010 roku.
9.
Niemal równoczesne uderzenie Nowej Zelandii przez
całą gamę innych kar i kataklizmów. Trzęsienie ziemi
z Christchurch było tylko jednym z całego szeregu
kataklizmów które ostatnio zaczęły uderzać w Nową
Zelandię, a których nieprzerwane pojawianie się jest
wskazówką że Bóg stracił już cierpliwość dla nieustannego
ześlizgiwania się mieszkańców owego kraju w szpony
filozofii pasożytnictwa.
Już wrótce po trzęsieniu ziemi z Christchurch, hodowcy
owoców "kiwi" z owego kraju, uparcie popierający
niemoralne zasady monopolistycznej sprzedaży owych
owoców, zostali ukarani wysoce niszczycielską chorobą
PSA - patrz artykuł "Grower begins to destroy kiwifruit"
(tj. "Sadownik zaczął niszczenie owoców kiwi") ze strony A6 gazety
The New Zealand Herald
(wydanie z wtorek (Tuesday), November 16, 2010) -
która to choroba PSA w listopadzie 2010 roku zaczęła
raptownie dewastować nowozelandzkie sady z owocami
"kiwi" - tak jak to opisałem w punkcie #D5 strony o nazwie
fruit_pl.htm.
Dziwna choroba nagle zaczęła dziesiątkować również
poszukiwane na świecie nowozelandzkie ostrygi, których
eksport generuje około 30 milionów dolarów zysku rocznie -
po szczegóły patrz artykuł "Mystery as oysters wiped out"
(tj. "Tajemnicze wymieranie ostryg") ze strony A3 nowozelandzkiej gazety
The Dominion Post,
wydanie z piątku (Friday), December 3, 2010. Ponadto
u wybrzeży Nowej Zelandii, lub na jej plażach, co jakiś
czas pojawiają się ogromne ławice martwych ryb - patrz
artykuł "Mass of floating snapper a mystery to officials"
(tj. "Masa zdechłych snapperów zagadką dla urzędników")
ze strony A9 gazety
The New Zealand Herald
(wydanie z czwartku (Thursday), Decemb 2, 2010).
Nie wpomnę tutaj już, że nieodpowiedzialne wylewanie
trucizn na lasy, łąki i pola Nowej Zelandii spowodowały
masowe wyginięcie jej pszczół - tak że obecnie zobaczenie
pszczoły np. koło mojego domu jest już niemal niemożliwe.
Z kolei kopalnia węgla zwana "Pike River Coal Mine"
została wstrząśnięta eksplozją gazu o godzinie 15:43
w piątek dnia 19 listopada 2010 roku - patrz artykuł
"Don't seal the mine, beg relatives" (tj. "Nie zamurowujcie
kopalni, błagają krewni") ze strony A5 nowozelandzkiej gazety
The Dominion Post,
wydanie z piątku (Friday), November 26, 2010.
W wyniku tej eksplozji w kopalni zostało uwięzionych
29 górników, zaś każda kolejna próba ich uwolnienia
była udaremniana coraz to innym dziwnym "zbiegiem
okoliczności". W rezultacie zapewne NIE uda się
wydobyć na powierzchnię nawet ich ciał. Do tego
wszystkiego dadają się fenomeny pogodowe które
dewastują rolnictwo Nowej Zelandii. Przykładowo,
we wtorek 28 grudnia 2010 roku obszar Nowej
Zelandii znany jako "Golden Bay" został uderzony
największą od 150 lat powodzią - patrz artykuł
"Clean-up begins after storm inflicts worst flooding
in 150 years" (tj. "Sprzątanie się zaczyna po tym
jak sztorm spowodał najgorszą powódź od 150 lat")
ze strony A2 gazety
The New Zealand Herald
(wydanie z czwartku (Thursday), December 30, 2010).
Interesująco, owa "Golden Bay" leży niedaleko
Petone w której ja mieszkam - faktycznie gdyby NIE
góry otaczające Petone, wówczas zapewne byłoby ją
widać z mojego domu. Jednak kiedy w "Golden Bay"
szalała najgorsza powódź od 150 lat, w Petone świeciło
wówczas słońce - aż tak duża jest moc ochronna
owych "12 sprawiedliwych" których bronienie Petone
przed kataklizmami zostało opisane w punkcie #I3 strony
day26_pl.htm.
W sumie, tylko dla ludzi pozbawionych zdolności do
patrzenia ciągle nie jest jeszcze widocznym, że Bóg
jest coraz bardziej rozgniewany na to co się dzieje
w Nowej Zelandii. (Oczywiście, Nowa Zelandia jest
tylko jednym z całego szeregu krajów o szybko
obniżających się moralnościach, którym Bóg coraz
wyraźniej ujawnia swój narastający gniew seriami
najróżniejszych kataklizmów podobnych do tych
które tutaj zostały opisane jako przykłady ilustrujące
objawy czyjegoś ześlizgiwania się w niedozwolony
obszar pasożytnictwa i niemoralności. Jedynym
zaś powodem dla którego pisze tutaj o Nowej Zelandii,
zamiast np. o Pakistanie, Afganistanie, czy Zimbabwe,
jest że dostęp do faktów i do precyzyjnych informacji
mam głównie o kraju w którym aktualnie mieszkam.
Wcale jednak to NIE oznacza, że w innych krajach
sytuacja moralna ich mieszkańców jest lepsza niż
ta którą tu opisuję.)
* * *
Niestety, problem - a zapewne również i "test na
moralność" jakiemu Bóg poddaje Nową Zelandię
za pośrednictwem tego trzesienia ziemi, polega
na tym że zarówno decydenci jak i poszkodowani
obywatele owego kraju sprawiają wrażenie zbyt
już zasiedziałych (complacent) i zbyt głęboko
zanurzonych w filozofię pasożytnictwa aby
owo trzęsienie ziemi obrócić dla dobra ludzi.
Przykładowo, z zapewne cenzurowanych a stąd
raczej ostrożnych wypowiedzi w prasie i w telewizji,
wyłania się obraz że ofiary trzęsienia są jednak
trapione wieloma plagami reprezentującymi typowe
manifestacje pasożytniczej filozofii. I tak, np.
trapi ich nadmierna biurokracja paralizująca
niemal wszelkie działania, odwlekanie i brak
rozstrzygajacych decyzji, monopolizowanie
wszystkich działań i decyzji przez instytucje
i władze które są zbyt wolne i zbyt nieudolne
aby podołać obowiązkom - które jednak
upierają się przy utrzymywaniu swego
monopolu i nie chcą dzielić robót (a stąd
i zysków) z innymi, monopolistycznie
nastawione prawa które wyróżniają wybrane
jednostki i grupy kosztem postępu i dobra
całego społeczeństwa, itd., itp. Jeden
poszkodowany przez owo trzęsienie ziemi
skarżył się w telewizji w dniu 15 listopada 2010
roku, że potrzęsieniowa biurokracja jest tak
silna, zaś istniejące prawa tak mocno krępują
działania obywateli, że on osobiście się
przekonał iż zbudowanie zupełnie nowego
domu na całkowicie nowej działce budowalnej
przychodzi mu łatwiej, szybciej i mniej kosztownie
niż naprawienie kilku uszkodzeń w starym domu.
Jak mocno owe monopolistycznie zorientowane
prawa potrafią paraliżować
obywateli, ja też przekonałem się na własnej
skórze około 10/10/10 - kiedy to wysiadł mi
programator w mojej pralce nowozelandzkiej
produkcji. Na przekór że jestem byłym profesorem
wykładającym kiedyś m.in. elektronikę, oraz
na przekó że na Politechnice w Timaru
prowadziłem kurs dla elektyryków, ciągle nie
mam nowozelandzkich uprawnień rzemielśniczych
elektryka uprawniających do naprawy pralek.
(Kiedyś miałem takie uprawnienia na Polskę,
gdy jako student dorabiałem sobie jako maszynista
młockarni - jednak polskie uprawnienia NIE
są ważne w Nowej Zelandii.) Stąd sklepom
NIE wolno sprzedać mi nowego programatora
wartego około 20 dolarów. Aby go więc wymienić
musiałbym zawołać "specjalistę" który za
"diagnozowanie" najpierw pobiera 100 dolarów,
potem zaś za "wymianę programatora" każe sobie
zapłacić około 200 dolarów. Tymczasem nowa pralka
kosztuje 699 dolarów. Naprawa kosztowałaby
mnie więc niemal połowę ceny nowej, podczas
gdy pralka ciągle byłaby już stara i zapewne wkrótce
coś innego by w niej nawaliło. Tak więc odkryłem
wówczas, że na przekór iż w pralce nawaliła mi
część warta 20 dolarów, oraz na przekór że aby
wymienić tą część potrzebny jest jedynie śrubokręt
warty około 5 dolarów, z powodu anty-postępowych
praw jakie obowiązują w Nowej Zelandii korzystniej
się okazuje kupić sobie nową pralkę za 699
dolarów niż naprawić starą. Podobne prawa
działają też w niemal każdym innym obszarze.
Ich efekt na społeczeństwo miejscowi nazywają
"red tape" (tj. "czerwona taśma") - ponieważ zakuwają
one ludzi i obezwładniają ich działania tak samo
skutecznie jakby ludzie zostali cali pooklejani lepką
taśmą. Do biurokracji i do zakuwających wszelką
inicjatywę praw, w Christchurch zdają się też
dodawać problemy z dystrybucją funduszy i
pomocy, problemy społeczne spowodowane
brakiem gotowości ludności do samodzielnego
działania i czekaniem aż inni wszystko dla nich
zorganizują, brak informacji i niewiedza co
naprawdę się dzieje, itd., itp. W rezultacie,
wygląda na to że zamiast odnowić moralnie,
owo trzęsienie ziemi z Christchurch tylko
ugruntowuje zasiedziałość i niektóre niemoralne
zachowania. To zaś oznacza, że po jakimś
czasie zapewne usłyszymy o następnym
katakliźmie, np. o następnym trzęsieniu
ziemi, tym razem znacznie już bardziej
niszczącym i pozbawionym cudu jaki
poprzednio miał miejsce w Christchurch.
#C5.1.
Istnieje bardzo prosty (i tani) sposób na jaki Christchurch (a także inne miasta i społeczności) mogłoby
się chronić przed wszelkimi kataklizmami - niestety miasto to postępuje dokładnie odwrotnie do tego sposobu:
Motto:
"Jeśli chcesz wieść spokojne życie dalekie od kataklizmów, wówczas 'ufunduj stypednium dla aktywnego totalizty'."
Najbardziej wartościowa dla nas byłaby
filozofia która potrafi nas wybronić przed
kataklizmem lub stratą. Dlatego ambicją
filozofii totalizmu
jest wskazanie prostej i taniej metody z użyciem
której miasta i społeczności, włączając w to
Christchurch, mogłyby się wybronić przed
kataklizmami. Wypracowanie zaś takiej metody
wymaga aby zacząć od ustalenia, co naprawdę
było powodem danego kataklizmu. Dla opisywanego
poprzednio przykładu Christchurch, filozofia
totalizmu wyjaśnia, że istnieją dwa główne powody
dla których począwszy od pamiętnego 1999 roku
Christchurch dotykany jest całą serią kataklizmów,
włączając w to trzęsienia ziemi opisane w
punkcie #C5 powyżej. Powody te obejmują:
(a) brak w mieście owych "10 sprawiedliwych"
którzy chroniliby Christchurch przed kataklizami -
tak jak to wyjaśniłem w punkcie #A2.3 ze strony
totalizm_pl.htm,
oraz (b) niewłaściwa filozofia (a stąd i
niewłaściwe wierzenia) które miasto to wyznaje
jako tzw. "intelekt grupowy". ("Intelekt grupowy" jest
wyjaśniony m.in. w punktach #B2 do #B4.4 strony
mozajski.htm.)
Mianowicie, zamiast np. przyciągać i nakłaniać
"sprawiedliwych" do osiedlania się w owym
mieście, mieszkańcy Christchurch wolą ich
"wypędzać", zaś przyciągać ludzi którzy reprezentują
odwrotność "sprawiedliwych" i którzy potem
czynią to miasto sławne z zupełnie niewłaściwych
powodów. Ja jestem świadomy o dwóch przypadkach
kiedy miasto owo faktycznie "odpychało" od
siebie "sprawiedliwych" mogących zmienić
jego losy (zamiast ich przyciągać). Jednak
jest oczywiste, że przypadki te reprezentują
trwały "trent" jaki w nim dominuje. Pierwszym
przypadkiem jest ten z 1999 roku, kiedy to
w mieście nastąpiło cudowne objawienie że
Christchurch będzie wizytowany przez
"Drugiego Jezusa" - co opisałem szerzej
w punkcie #G2 ze strony o nazwie
przepowiednie.htm.
Zamiast jednak pomagać dyrektorowi który
przygotowywał owo miasto do tamtej istotnej
wizyty, miasto wolało go wyszydzać i usunąć
z zajmowanej posady. Drugim przypadkiem
są moje własne starania o pracę w Christchurch.
Mianowicie, począwszy od czasu
wyemigrowania do Nowej Zelandii, ja osobiście
składałem co najmniej jedno podanie każdego
roku o pozycję na University Canterbury z
Christchurch. Wszakże ja uwielbiam to miasto
i chciałem w nim zamieszkać. Jednak wszystkie
te moje liczne podania były systematycznie
odrzucane. Odrzucanie to NIE mogło też
bazować na mojej wiedzy, wykształceniu,
doświadczeniu i umiejętnościach - wszakże
tymi zawsze biłem na głowę innych kandydatów.
Musiało więc wynikać z moich poglądów które
były znane osobom z komisji kwalifikacyjnych,
a które są dalekie od ateizmu i od ortodoksyjności
dominujących ten uniwersytet i miasto.
Nie muszę tu już wyjaśniać, że wierzenia ludzkie
będące źródłami motywów dla obu powyższych
przypadków "odrzucania" przez Christchurch
"sprawiedliwych" mogących chronić to miasto,
były źródłem powodu (b) powyżej dla którego
miasto to gnębione jest seriami kataklizmów.
Po zidentyfikowaniu powodów dla których
zarówno Christchurch, jak i wiele innych miast
i społeczności, są gnębione kataklizmami,
filozofia totalizmu
pozwala wypracować kilka prostych sposóbów
jak wyeliminować te powody - a tym samym jak
przywrócić do nich spokój i balans moralny.
Tutaj wyjaśnię tylko jak działałby jeden taki sposób,
jaki odnosi się do Christchurch, jednak jaki daje
dobre pojęcie jak zaprojektować podobne sposoby
dla innych miast i społeczności. Dla Christchurch,
taki najprostrzy i najtańszy z tych sposobów
stwierdza, że "wystarczy oficjalnie zaprosić
Jana Pająk do zamieszkania w Christchurch
na koszt jego mieszkańców,a katakizmy
natychmiast zaczną omijać to miasto".
Działanie tego oficjalnego zaproszenia
opierałoby się na filozoficznych efektach
zrealizowania procedury wystąpienia z takim
zaproszeniem. Takie procedury spowodowałoby
bowiem wyeliminowanie zarówno powodu (a)
jak i powodu (b) powyżej. Wyeliminowanie
powodu (a) wynikałoby z faktu, że moja
(szeroko już znana) postawa moralna
kwalifikuje mnie jako jednego z owych
"sprawiedliwych" który chroniłby Christchurch
przed kataklizmami. Na dodatek, po zamieszkaniu
w Christchurch ja wkrótce otoczyłbym się grupką
zwolenników totalizmu, uzupełniając w ten sposób
liczbę sprawiedliwych do co najmniej 10-ciu. Z
kolei wyeliminowanie powodu (b) wynikałoby z
samego procesu wystosowania dla mnie oficjalnego
zaproszenia do zamieszkania w Christchurch na
koszt miasta. Procedura takiego wystosowania
spowodowałaby bowiem znaczącą modyfikację
filozofii i wierzeń dominujących w owym mieście
traktowanym jako tzw. "intelekt grupowy". Z kolei
taka zmiana filozofii i wierzeń w mieście wyeliminowałaby
działanie owej zasady Boga opisanej w punkcie #A2.2 ze strony
totalizm_pl.htm,
"aby zawsze traktować ludzi materiałem dowodowym
który jest odpowiedni dla wierzeń jakie ludzie ci wyznają
i na bazie których podejmują oni swoje działania".
Innymi słowy, gdybym ja faktycznie został zaproszony
do zamieszkania w Christchurch na koszt miasta,
wówczas ów fakt zrealizowałby metodę obrony przed
"złośliwościami rzeczy martwych" opisaną w punkcie #A2.2 ze strony
totalizm_pl.htm.
Do powyższego warto też dodać, że w mojej obecności
zawsze dzieją się dosyć dziwne rzeczy które daje się
opisac nazwą "cichych cudów". Wykaz ich przykładów
podałem w punkcie #H2 strony
god_proof_pl.htm.
Gdybym więc zamieszkał w Christchurch na koszt
owego miasta, wówczas też zaczęłyby tam się
zdarzać takie "ciche cuda", zaś wszelkie kataklizmy
zaczęłyby omijać to miasto z daleka - tak jak obecnie
omijają one miasteczko Petone w którym mieszkam.
(Po dowody omijania Petone przez kataklizmy -
patrz punkt #I3 na stronie
day26_pl.htm.)
Opisana powyżej metoda obrony przez "ufundowanie
stypendium dla aktywnego totalizty" jest szybka
i efektywna. Doskonale nadaje się więc ona do
"sytuacji kryzysowych" - tj. dla przypadków
kiedy filozofia danej społeczności już osiągnęła
stan przy którym Bóg zesyła kataklizmy. Jednak
w dzisiejszych czasach takie sytuacje panują
już w wielu obszarach świata, np. w Nowej
Zelandii obejmują już sporą liczbę miast i
prowincji regularnie trapionych suszami, pożarami,
powodziami, mrozami, śniegiem, huraganami,
trzęsieniami ziemi, itp. Z kolei w Australii objęte
jest nimi już aż kilka stanów regularnie trapionych
suszami, pożarami, powodziami, burzami pyłowymi,
tornadami, plagami szarańczy, itp. Nie będę się
tutaj już rozwodził nad resztą świata, włączając
w to Polskę i całą Europę, gdzie najróżniejsze kataklizmy
są na porządku dziennym. Oczywiście, przy stosowaniu
tej metody, "sprawiedliwym" zaproszonym
do osiedlenia się na koszt danej społeczności
niekoniecznie musi być moja osoba, a może być
dowolny aktywny "totalizta" praktykujący "totalizm formalny"
który wypełnia pecyzjnie wyjaśnioną w treści
Biblii
boską definicję "sprawiedliwego" i który na
dodatek jest szeroko znany w świecie z aktywnego
promowania owej nieortodoksyjnej filozofii.
Wszakże w opisanej tutaj metodzie taki zapraszany
"sprawiedliwy" wcale sam nie powstrzymuje
kataklizmów, a jedynie działa na filozofię
miejscowych ludzi na podobnej zasadzie
jak aktywne "katalizatory" działają w reakcjach
chemicznych - tj. wyzwala swoimi poglądami
i działaniami zmiany filozofii w danej społeczności,
zaś dopiero efektem owych zmian filozofii i
wierzeń jest zanik kataklizmów.
Jak czytelnik może się tego doczytać z
mojej autobiografii,
totalizm ciągle jest prześladowaną filozofią -
tak jak w pierwszych stuleciach AD prześladowane
było chrześcijaństwo. Wszakże wszystko co
wnosi istotny postęp, w tym totalizm, prześladowane
jest tzw. "przekleństwem wynalazców" opisywanym
w punkcie B4.4 strony
mozajski.htm.
Większość więc "totaliztów" ukrywa przed swym
otoczeniem praktykowanie tej filozofii. Jednak
dużo z nich jest w kontakcie ze mną - wszakże
ja jestem twórcą totalizmu. Dlatego jeśli ktoś
pragnie wejść z kontakt z najbliższymi siebie
totaliztami, powinien w tym celu zwrócić się do mnie.
Oczywiście, totalizm wskazuje także metody dla
długoterminowego "zapobiegania" kataklizmom
(działające jako odwrotności powyższej metody
szybkiego i krótkoterminowego oddalania już
zaistniałego "kryzysu" spowodowanego kataklizmami).
Najpewniejsza z owych metod zaleca zagrożonym
społecznościom włączcie do programu nauki
w swych szkołach i uczelniach dwa dodatkowe przedmioty, tj.
"totalizm" oraz
"Koncept Dipolarnej Grawitacji",
tak aby balansowały one "ateizm" i "naukową
ortodoksyjność" monopolistycznie forsowane
obecnie w wysoce stronniczej edukacji.
Na zakończenie chciałbym wyjaśnić "dlaczego
ja opisuję tutaj to wszystko, mimo że realistycznie
wiem z góry iż dzisiejsi ateistyczni ludzie zupełnie
to zignorują, a niektórzy z nich zaczną nawet z tego szydzić".
Są ku temu trzy powody. (1) W sytuacji Christchurch
znajduje się obecnie wiele miast i społeczności
na Ziemi. Na przykładzie więc miasta Christchurch
niniejszy punkt wskazuje im wszystkim, jak prosto
i tanio mogą się one wszystkie bronić przed coraz
częstrzymi dzisiaj kataklizmami. (2) Gdybym, znając
metodę obrony, zdecydował się ją przemilczeć,
wówczas winę za następstwa brałbym na swoje
barki. Jeśli jednak inni ludzie zostaną poinformowani
co powinni uczynić aby uniknąć kataklizmów,
jednak na własną odpowiedzialność zdecydują
się tego NIE uczynić, wówczas to na nich spada
cała odpowiedzialnośc za to co się staje. Ponadto, (3)
powysze opisy wskazują oczywisty materiał dowodowy
na faktyczne działanie na Ziemi wyjaśnionego tutaj
powodu (b) dla zaistnienia dzisiejszych kataklizmów.
Wszakże powodem tym są niewłaściwe filozofie i wierzenia
dzisiejszych ludzi, zaś punkt ten wyraźne uświadomia
że te filozofie i wierzenia stały się już aż tak dominujące
iż faktycznie uniemożliwiają one wdrażanie tak prostej
i tak dobrze już udokumentowanej metody ochrony
przed kataklizmami jak ta opisana tutaj. Zamiast więc
faktycznie bronić się przed kataklizmami, dzisiejsi
ludzie wolą raczej postępować tak jak podps pod
"Fot. #D1" poniżej wyjaśnia że pracownicy "Te Papa"
postąpili z "houfeng didongy yi" - tj. wolą usuwać z
widoku i chować po piwnicach ten materiał dowodowy
który dokumentuje iż weszli na zupełnie błędną drogę.
Część #D:
Ta część została celowo usunięta aby móc wypełnić wymóg niniejszego
serwera że strona NIE może przekraczać 260 KB (aby zobaczyć także
i tą część poszukaj pełnej wersji niniejszej strony pod adresami z "Menu 3")
Część #E:
Sejsmograf Zhang Henga który umożliwia przewidzenie i zdalne wykrycie właśnie nadchodzącego trzęsienia Ziemi:
#E1.
Starożytna idea "chi" (tj. "fal telepatycznych") dostarcza zasady działania dla wczesnego wykrywania nadchodzących trzęsień ziemi:
Starożytni Chińczycy
zgromadzili wyjątkową wiedzę na temat zjawiska jakie oni nazywają
"chi". (Zjawisko to znane jest także w innych kulturach. Dla przykładu
Japończycy nazywają je "reiki", Indyjczycy zwą je "vril", Europejczycy
nazywają je "promieniowaniem piramid", zaś Australijczycy i
Nowozelandczycy zwą je "vibes".) Ich wiedza o owym "chi" była na
tak wysokim poziomie, że nawet dzisiaj ludzie bez przerwy z niej
korzystają. Aby było śmieszniej, dzisiejsza ortodoksyjna nauka ciągle
ani nie ustaliła, ani nie garnie się aby ustalić, czym owo "chi" właściwie
jest. Dlatego w chwili obecnej cała nasza wiedza na temat "chi"
pochodzi ze starożytnych Chińskich manuskryptów. Na szczęście
ja dokonałem swoich prywatnych badań nad "chi". Niektóre z wniosków
do jakich doszedłem zaprezentowane są w podrozdziałach H2 i H7.1
monografii [1/4], której egzemplarze można sobie załadować
za darmo poprzez "Menu 1" lub
"Menu 4"
niniejszej strony internetowej (w celu takiego załadowania wystarczy
kliknąć w owych menu na
"Tekst [1/4]").
Zgodnie z moimi ustaleniami, nazwa "chi" używana była
przez starożytnych Chińczyków dla opisania całego zbioru najróżniejszych
zjawisk jakie następują w tzw. przeciw-świecie. Obejmują one, między
innymi, zjawiska jakie w monografii [1/4] są opisane takimi nazwami
jak: fale telepatyczne (patrz podrozdział H7.1 z tomu 4 monografii [1/4]),
energia moralna (patrz podrozdział I4.3 z tomu 5 monografii [1/4]),
energia życiowa (patrz podrozdział I5.6 z tomu 5 monografii [1/4]),
oraz myśląca substancja nazywana przeciw-materią (patrz podrozdział
I2 z tomu 5 monografii [1/4]). Z owych odmiennych składników "chi",
najbardziej interesujące z punktu widzenia trzęsień ziemi są
"fale telepatyczne". Powodem jest, że fale telepatyczne faktycznie są odpowiednikami dla dźwięków, tyle że rozchodzą się one w przeciw-świecie. Jako takie, są one wytwarzane w sposób ciągły przez każdy obiekt i przez każdy proces. Jednak ich ton, a stąd także i wiadomość jaką w sobie przenoszą, zależy od procesu jakiemu dany obiekt został poddany. Dlatego, kiedy trzęsienie ziemi się zaczyna, owe telepatyczne "dźwięki" rozprzestrzeniają bardzo unikalny "hałas" jaki faktycznie powiadamia każdego kto się w niego wsłuchuje, że trzęsienie ziemi właśnie się gotuje i że już wkrótce uderzy. Jednak jak dotychczas tylko zwierzęta i bardzo szczególni ludzie zwani "psychikami" byli w stanie przechwycić owe telepatyczne informacje na temat nadciągającego trzęsienia ziemi. Czas więc abyśmy zbudowali urządzenie techniczne które byłoby w stanie to też uczynić.
Fot. #E1. Oto przykłady które illustrują unikalny
kształt "parabolicznej anteny komorowej"
przyjmowany przez instrument obecnie znany pod
mylącą nazwą "Zhang Heng Seismograph" (choć
instrument ten wcale nie stosuje zasady działania
dzisiejszych sejsmografów inercyjnych):
Fot. #E1a. Oto prawdopodobnie
najdokładniejsza replika odzwierciedlająca
kształt zewnętrzny "Zhang Heng seismograph".
Daje ona dosyć dobry pogląd jak ten instrument
faktycznie wyglądał. Dla przykładu, pokazuje ona
że oryginalnie jedynie głowy smoków były zamocowane
do "komory antenowej", nie zaś całe smoki jakie
są widoczne na innych replikach. (Faktycznie to
całe smoki przytwierdzone do "komory antenowej"
moim zdaniem mogą nawet wypaczyć poprawny
odbiór telepatycznego sygnału alarmowego, czyli
"chi".) Jedyna nieścisłość w powyższej replice
to najbardziej górna część - oryginalnie była ona
fragmentem czaszy kulistej i nie posiadała kołnierza
widocznego na powyższej replice. W 2003 roku
powyższa replika była pokazywana na następujących
stronach internetowych:
inventors.about.com or
www.sra-4kids.com.
Zachęcam do oglądnięcie przynajmniej jednej z nich,
lub obu.
Fot. #E1b: Stary rysunek "houfeng didongy yi".
Pokazany on jest w artykule pióra Sara Rhodes, "Chinese
Contribution" (tj. "Wkład Chinczyków"), w 2003 roku dostępnym
na stronie internetowej
home.earthlink.net
(proponuje rzucić okiem na ów ciekawy artykuł).
Odnotuj z kształtu jego "komory antenowej" jak
doskonale kształt ten jest dostosowany do skupiania
sygnałow telepatycznych odbijających się od ścianek
na wlotach wody do pysków smoków.
Fot. #E1c: Jeszcze jedna stara replika
"houfeng didongy yi". Również bardzo dobrze odzwierciedla
ona paraboliczny kształt "komory antenowej" tego urządzenia.
W 2003 roku pokazana ona była na stronie internetowej
szkoły "Albertson College" z Idaho, USA. Każdy może
odwiedzić ową interesujacą stronę szkolną pod adresem:
www.albertson.edu
(proponuje rzucić na nią okiem).
Fot. #E1d: Sensacyjna starożytna replika
"Zhang Heng seismograph". Wzór na niej zdaje się
sugerować, że może ona pochodzić z okresu Western
Zhou (1100 BC do 770 BC). To z kolei mogłoby
oznaczać, że "Zhang Heng seismograph" mógłby
być nawet ponad 1000 lat starszy niż obecnie w to
się wierzy. Niestety, sporo szczegółów tego "artyfaktu"
zdaje się jednocześnie wskazywać, że jest on jedynie
zręczną fabrykacją spreparowaną już w dzisiejszych
czasach. Więcej danych o tej kontrowersyjnej replice
"Zhang Heng seismograph" może dostarczyć Mr
Keewee Tan, z którym daje się skontaktować pod
adresem emailowym
keeweetan@pacific.net.sg.
Z kolei dalsze dane o samej tej replice zaprezentowane
są na odrębnej stronie internetowej
artefact
dostepnej z tej strony poprzez jej "Menu 1" i
"Menu 2"
(zachęcam do rzucenia na nią okiem).
#E2.
Czym są fale telepatyczne (starożytne "chi"):
Zachowania i cechy fal telepatycznych były opisywane przez dziedzinę wiedzy starożytnych Chińczyków zwykle nazywaną "feng shui" (patrz podrozdział H7.1 z tomu 4 monografii [1/4]), lub "hou feng". Właściwie to "feng shui" lub "hou feng" to po prostu zbiór wiedzy jaka podsumowuje naturalne prawa które rządzą odbijaniem, koncentrowaniem, osłanianiem, oraz wpływem medycznym fal telepatycznych. Najbardziej interesującym atrybutem "fal telepatycznych" jest, że niezwykle potężne spiętrzenie tych fal jest emitowane przez epicentrum każdego trzęsienia ziemi tuż przed tym kiedy owo trzęsienie ziemi ma nastąpić. Dlatego to spiętrzenie fal telepatycznych może zostać użyte w zasadzie wczesnego wykrywania nadchodzących trzęsień ziemi. Jest ono w stanie dostarczyć wyprzedzające ostrzeżenia o nadchodzących trzęsieniach ziemi na długo zanim owe trzęsienia nas uderzą. Ta zasada jest też faktycznie użyta w przeciw-trzęsieniowym urządzeniu alarmowym jakie opisuję na niniejszej stronie internetowej.
Ponieważ nauka ortodoksyjna nie wyjaśnia czym właściwie są owe fale telepatyczne (lub "houfeng"), najlepiej jeśli tutaj krótko podsumuję najważniejsze informacje na ich temat. (Dla pełnego zrozumienia czym one są najlepiej przeczytać rozdział H z tomu 4 monografii [1/4] opisujący tzw. "Koncept Dipolarnej Grawitacji", zaś szczególnie jego podrozdział H7.1 który dla jego lepszego zrozumienia poprzedzony będzie wcześniejszym przeczytaniem wstępu aż do podrozdziału H3 włącznie.) Dla potrzeb opisywanego tutaj urządzenia wystarczy mi uwierzyć na słowo, że fale telepatyczne daje się objśnić jako rodzaj przeciw-materialnych fal podobnych do dźwięku z naszego świata, które: (1) rozprzestrzeniają się nieskończenie szybko, (2) przenikają przez każdy obiekt tak jakby był dla nich całkowicie przeźroczysty, dlatego są w stanie z łatwością przeniknąć nawet przez takie ogromnie obiekty jak ziemia czy słońce, (3) są częściowo odbijane od każdej powierzchni, (4) są nieustannie emitowane przez każde zjawisko i każdy obiekt, przenosząc w sobie kompletną informację o tym zjawisku lub obiekcie, oraz (5) mogą być przechwytywane i rozszyfrowywane przez rośliny, zwierzęta, ludzi, a także przez urządzenia techniczne.
Fot. #E2. Spektakularna replika z Taiwanu
opisywanego tutaj instrumentu niesłusznie nazywanego
"Zhang Heng seismograph". (Zreprodukowana i
hyperlinkowana za pozwoleniem Centrum Komputerowego
Ministerstwa Edukacji, datowanego 3 listopada 2003 roku,
autoryzowana przez Yenchen Lin, Inżyniera Centrum, yenjen@mail.moe.gov.tw.)
Znajduje się ona na wystawie w słynnym "National Museum
of Natural Science" (tj. "Narodowym Muzeum Naturalnych
Nauk"), z Tai Chung na Taiwanie. Powyzsza fotografia
znajduje się na wystawie w słynnym "National Museum
of Natural Science", in Tai Chung (Taiwan). W 2003 roku
była ona dostępna do oglądania na stronie internetowej
która pokazuje najróżniejsze eksponaty z owego muzem.
Owa strona posiada adres:
content.edu.tw.
Proponuję rzucić na nią okiem, bowiem pokazuje ona
szczegóły paszczy smoka trzymającego "perłę".
Pokazuje ona też rysunek techniczny "inercyjnego"
mechanizmu, jaki zgodnie z opiniami niektórych
naukowców ortodoksyjnych powodował wypadanie
owych "pereł". (Odnotuj że niniejsza strona polemizuje
z owymi opiniami i wyjaśnia że urządzenie to wcale NIE
działało na zasadzie inercji.)
#E3.
"Houfeng didongy yi" działający na "chi":
W starożytnych Chinach został zbudowany i sprawdzony w działaniu sejsmograf jaki wykorzystywał "chi" dla wykrywania trzęsień ziemi na długi czas zanim one uerzyły. Zasada działania tego sejsmografu była tak zaprojektowana, że reagował on na owo spiętrzenie potężnych fal telepatycznych jakie jest wytwarzane przez epicentrum każdego trzęsienia ziemi tuż przed tym zanim owo trzęsienie ziemi uderzy. To cudowne urządzenie alarmowe do wykrywania nadchodzących trzęsień ziemi i do podnoszenia wczesnych alarmów ostrzegawczych pokazane jest na rysunku N6. Zbudowane ono zostało w 132 roku AD przez genialnego astronoma i matematyka Chińskiego o nazwisku Zhang Heng. Dlatego obecnie znane jest ono pod niemal nic nie mówiącą angielskojęzyczną nazwą Zhang Heng seismograph. Jednak jego oryginalna Chińska nazwa była bardziej wymowna. Brzmiała ona "houfeng didongy yi" co zwykle jest tłumaczone jako
"instrument dla śledzenia przepływu fluidu i poruszeń ziemi". Odnotuj jednak, że segment "hou feng" owej nazwy specificznie referuje do fal telepatycznych. Segment ten precyzyjnie wskazuje, że owo urządzenie m.in. wykrywało ruchy chińskiego "chi". Pechowo jednak, w dzisiejszych czasach chińska nazwa "hou feng" jest błędnie tłumaczona jako "wiatry", podczas gdy powininna być tłumaczona jako "chi", a nawet jeszcze lepiej jako "fale telepatyczne". Stąd owa starożytna nazwa chińska dla tego urządzenia bezpośrednio podkreśla, że działało ono na zasadzie fal telepatycznych (tj. "houfeng"), a nie na zasadzie inercji. Opisy owego cudownego urządzenia mogą być znalezione w internecie jeśli słowa kluczowe "Zhang Heng seismograph" wpisze się w dowolnej angielskojęzycznej wyszukiwarce. Połowy wielkości replikę tego urządzenia wykonaną z miedzi, zarząd miasta Beljing (Pekinu) w Chinach podarował ciągle trapionej trzęsieniami ziemi Nowej Zelandii. Replika ta ma wysokość około 1.5 metra, zaś średnica jej beczko-kształtnego zbiornika w najszerszym miejscu wynosi niemal 1 metr. Waży ona 600 kg. W 2003 roku ta replika umieszczona była na wystawie do publicznego oglądania w muzeum nazywanym "Te Papa" (Nasze Miejsce), jakie znajduje się Wellington czyli w stolicy Nowej Zelandii - i zaledwie kilka kilometrów od mieszkania jakie wynajmowałem w 2003 roku. To właśnie ta replika została przeze mnie sfotografowana i pokazana na zdjęciu "Fot. #D1".
Fot. #E3. W Hong Kong'u istnieje fabryka
nazywanjąca się "Sinopro International Ltd.", która
zajmuje się produkcją replik tego instrumentu dla
zainteresowanych klientów. Powyższa fotografia
pokazuje dwie repliki "Zhang Heng seismograph",
które były wyprodukowane właśnie przez ową
fabrykę i zaisntalowane w Sheraton Hotel z Chengdu,
Chiny. Zdjęcia owych replik, a także innych - też
wyprodukowanych przez "Sinpro", w 2003 roku
można było oglądać na stronie internetowej tej
fabryki, która znajdowała się pod adresem
www.sinopro.com.
Powyższa fotografia zreprodukowana została za
uprzejmym pozwoleniem Pana Wayne Thompson,
Sinopro (wrtomson@sinopro.com).
#E4.
Historia życia Zhang Heng'a jest dosyć niezwykła:
Zhang Heng (czasami też pisany "Chang Heng") żył w latach od 72 AD do 139 AD, podczas rządów Wschodniej Dynastii Hanów. Większość swego życia spędził w mieście Luoyang (dzisiejsze miasto Nanyang), jakie było stolicą chińskiej prowincji Henan. W końcowym etapie życia był on nawet ministrem zarządzającym historycznymi zapisami dla swego władcy, chociaż jest nam wiadomym że odmówił przyjęcia wielu ważnych urzędów jakie były mu oferowane. W naszym dzisiejszym zrozumieniu był on niezwykłą osobą. Chociaż jego oficjalnym zajęciem była matematyka i astronomia, jego faktyczne zainteresowania leżały w moralności, filozofii, oraz w niewyjaśnionych zjawiskach. (Znaczy że był on jakby starożytną wersją mnie samego.) Dokonał on zapisów, jakie ujawniają że w dzisiejszym nazewnictwie mógłby być nazywany "świadomym uprowadzanym do UFO". Dla przykładu, opisywał on własną podróż przez kosmos, odmienne planety, oraz kosmiczne widoki, w ten sposób sugerując, że faktycznie to osobiście je widział i pamiętał. (Np. pisał "Niebo jest jak parasol, ziemia jest jak odwrócone naczynie", oraz "oglądnąłem się za siebie i widziałem obracające się słońce i księżyc".) W 132 roku AD zbudował on instrument opisywany na niniejszej stronie internetowej. Owo urządzenie było jednym z cudów technicznych naszej planety. Nawet dzisiaj wyprzedza ono stan naszej ortodoksyjnej nauki i techniki o co najmniej 100 lat. Jednak żadna dokumentacja techniczna owego cudownego urządzenia nie przetrwała do dzisiejszych czasów. Osobiście wierzę, że taka dokumentacja konstukcyjna istniała, jednak później została celowo zniszczona. Na szczęście dla nas, ów ktoś kto zniszczył ową dokumentację, przeoczył jeden bardzo krótki paragraf laickich opisów wyjaśniających jak owo urządzenie wyglądało i jakie były wyniki jego działania. Owe opisy zachowały się w biografii Zhang Heng'a z "Hou Han shu" - znaczy z "Historii Późniejszej Dynastii Hanów". Sejsmograf Zhang Heng'a był tak czuły, że wykrył on trzęsienie ziemi jakie w dniu 1 marca 138 roku AD zniszczyło miasto Longxi z zachodniej prowincji Gansu. Owo miasto było oddalone o około 500 kilometrów od tego urządzenia. Fizyczne wstrząsy z tego trzęsienia ziemi były zupełnie niewyczuwalne dla ludzi żyjących w Luoyang - to było powodem dla jakiego początkowo, kiedy sejsmograf głośno zaalarmował wszystkich o owym odległym trzęsieniu ziemi, Zhang Heng został okrzyknięty kłamcą, podczas gdy jego urządzenie - oszustwem. Na szczęście dwa dni później do Luoyang przybyli gońcy na koniach z wiadomością o trzęsieniu, jaka potwierdziła precyzję i wysoką czułość działania tego urządzenia.
Po tym jak Zhang Heng umarł w 139 roku AD, nie istniał nikt kto byłby w stanie naprawiać i podstrajać owo urządzenie. Dlatego wkrótce zaprzestało ono działania. W rezultacie zostało ono przeniesione na cmentarz w Luoyang, w chińskiej Prowincji Henan, gdzie Zhang Heng był pochowany. Pozostawało ono w grobowcu Zhang Henga aż do czasu kiedy zostało zniszczone kilkaset lat później przez Mongołów. Po raz pierwszy zostało ono zrekonstruowane w 1875 roku przez japońskiego naukowca. W 1951 roku Chiński badacz, Wang Zhenduo, zrekonstruował je ponownie zgodnie z modelem inercyjnym jaki w jego opinii urządzenie to wykorzystywało w działaniu. Jego replika została potem wystawiona na widok publiczny w "Beijing Observatory - Tien Ven Tai", w Pekinie, Chiny. Dalsze repliki też zostały sporządzone. Połowy wielkości replika owego urządzenia podarowana muzeum Te Papa w Nowej Zelandii jest podobno pierwszym przypadkiem repliki wykonanej przez Chińczyków jaka została udostępniona poza granicami Chin.
Fot. #E4: Zhang Heng - genialny matematyk
i astronom z Chin. Powyższa podobizna pochodzi z artykułu
pióra Shi Ke, zatytułowanego "The Universe Unlimited
in Both Space and Time" (tj. "wszechświat nieograniczony
zarówno w przestrzeni jak i w czasie"), jaki w 2003 roku
udostępniany był na stronie internetowej
www.pureinsight.org
(proponuje rzucić okiem na ów ogromnie interesujący
artykuł, jeśli ciągle dostępny jest w internecie).
Część #F:
Moje badania "Sejsmografu Zhang Henga":
#F1.
Ja sam badam prywatnie "houfeng didongy yi" od 1993 roku:
O istnieniu i działaniu tego cudownego urządzenia dowiedziałem się już w 1993 roku od zaprzyjaźnionych Chińczyków zamieszkujących Malezję. Nastąpiło to wkrótce po podjęciu przeze mnie profesury na Uniwersytecie Malaya w Kuala Lumpur. Od owego też czasu sporadycznie udawało mi się zbierać różne skąpe informacje na jego temat. To z kolei umożliwiało mi studiowanie jego zasady działania. Jednak sfotografować i opisać to urządzenie zdołałem dopiero w 2003 roku, kiedy zupełnie przypadkowo odkryłem je w Wellington. Aby móc zobaczyć w działaniu, przebadać i sfotografować to unikalne urządzenie, kiedyś zamierzałem nawet wybrać się prywatnie do Chin. Jednak powstrzymywał mnie przed ową podróżą brak dokładnych danych co do adresu miejsca w jakim oryginał tego urządzenia się znajduje. Obecnie wiem już, że powodem dla którego było tak trudno ustalić ten adres, jest że oryginał tego urządzenia po prostu został zniszczony bardzo dawno temu. Opóźniałem więc tamten wyjazd do Chin, ponieważ nie posiadam wystarczających funduszy aby urządzenie to odszukiwać dopiero po przybyciu do Chin. Jak jednak widać, "ponieważ Mohamed nie mógł przybyć do góry, góra sama przybyła do Mohameda". (Czy też powinienem powiedzieć: "skoro Pająk nie mógł przybyć do sejsmografu, sejsmograf musiał przybyć do Pająka".) W marcu 2003 roku całkiem niespodziewanie dla siebie i zupełnie przez przypadek stąpnąłem na to urządzenie w muzeum
Te Papa
w Wellington, czyli w mieście w jakim wówczas zamieszkiwałem. Oczywiście natychmiast je sfotografowałem i poddałem szczegółowym analizom funkcjonalnym. Do końca października 2003 roku miałem już działanie tego urządzenia całkowicie rozpracowane i opisane w treści niniejszej strony internetowej. Wysoce przydatna do tego rozpracowania okazała się przy tym moja poprzednia wiedza jaką zgromadziłem na temat jego działania. Wszakże na wystawie w Wellington jedynie wysoce mylące wyjaśnienia dla działania tego urządzenia zostały zaprezentowane. Bazowały one wyłacznie na wykorzystaniu sił inercji. Przykładowo, aby lepiej podeprzeć owo inercyjne wyjaśnienie, tak kluczową informację wygodnie "zapomniano" przytoczyć, jak że urządzenie to faktycznie jest fontanną. Tymczasem absolutnie koniecznym warunkiem faktycznej jego zasady działania objaśnionej poniżej, jest przepływ modulowanej telepatycznie wody przez paszcze ośmiu smoków. To zaś oznacza, że owo urządzenie nie byłoby w stanie zadziałać bez wody, czyli że przemilczenie udziału wody całkowicie wypacza nasze zrozumienie jego zasady działania.
Fot. #F1. To jestem ja, Dr Jan Pająk. Rozpracowanie
prawdziwej zasady działania "houfeng didongy yi" jest jednym z moich
osiągnieć naukowych. Swoje badania nad owym niezwykłym urządzeniem
rozpocząłem w 1993 roku. Jego faktyczną zasadę działania rozpracowałem
w 2003 roku. Począwszy zaś od 2003 roku aż do dzisiaj bezskutecznie
poszukuję miejsca pracy i badań gdzie mógłbym urzeczywistnić działający
prototyp tego cudowanego instrumentu zdolnego uratować życie tysięcy ludzi.
#F2.
Kształ i współdziałanie podzespołów w omawianym instrumencie:
Opisywane tutaj urządzenie
do alarmowania o nadchodzących trzęsieniach ziemi ma postać
ozdobnej fontanny. W fontannie tej wypływająca woda najpierw
gromadzona jest i ustalana w osiowo-symetrycznej "komorze
antenowej" odlanej z najprzedniejszego brązu i ukształtowanej
jak beczka lub jak duża butla (lub garnek czy "amfora") na wino z
kopulastą przykrywką. Największa średnica tej komory wynosiła
osiem starożytnych stóp chińskich, znaczy około 1.9 metra.
Była ona wysoka na niemal 3 metry. Woda w owej komorze
wyłapywana jest przez wloty do ośmiu "rur wylotowych".
Wloty te otaczają pionową oś centralną tego urządzenia. Potem
woda ta wypływa rurami do ośmiu stylizowanych "pysków
smoczych" poumieszczanych na największym obwodzie
owej beczkowatej "komry antenowej". Aby zminimalizować
tarcie i zwiększyć niezawodność pracy tego urządzenia, wnętrze
każdego smoczego pyska jest pozłacane. W paszczy każdego
z tych ośmiu smoków umieszczona jest luźna metalowa
"perła". Powtarzam tutaj nazwę "perła", ponieważ
oryginalna chińska mitologia stwierdza, że smoki lubowały
się w noszeniu pereł w swoich pyskach. Stąd metalowe kule
jakie znajdują się w pyskach owych ośmiu smoków z omawianego
tutaj urządzenia, przez Chińczyków nazywane są "perłami".
Jednak faktycznie są to zwykłe kule wykonane z metalu
niepodatnego na korozję - według moich informacji oryginalnie
z pozłacanego brązu. Po omyciu owych "pereł", woda ta wypływa
z pysków smoków i łagodnym łukiem wpada do otwartych pysków
małych spiżowych "dzwonów w kształcie żab" umieszczonych
pod każdym z ośmiu smoków. Żaby te są tak skonstruowane,
że praktycznie działają one jak spiżowe dzwony. Jeśli więc na
którąś z nich upadnie jedna z metalowych "pereł" umieszczonych
powyżej w pyskach smoków, żaba ta wydaje głośny dźwięk
uderzenia w dzwon. Dźwięk ten jest wystarczająco donośny i
wyraźny, aby zwrócić na siebie uwagę wszystkich ludzi dookoła
i aby wywołać alarm. Zgodnie z historycznymi zapisami, dźwięk
upadających pereł był wystarczająco donośny aby obudzić cały
dwór władcy Chin, ostrzegając ich przed nadciągającym trzęsieniem
ziemi. Ponieważ alarm zawsze był podnoszony z wyprzedzeniem
czasowym, dawał on możliwość każdemu aby uciec z niebezpiecznego
miejsca. W normalnym jednak przypadku, "perły" tkwią w pyskach
smoków i nie podnoszą żadnego alarmu. Aby precyzyjnie wyregulować
siłę jaka jest konieczna aby woda wyrwała daną "perłę" z pyska
smoka, stopień zamknięcia i pochylenia tego pyska podlega
dokładnej regulacji za pośrednictwem układu "dźwigni
dostrajających" uruchamianych drążkiem sterowniczym
umieszczonym w środku komory. Dlatego tylko dopiero kiedy
zbliża się faktyczne trzęsienie ziemi, ta z "pereł" jaka znajduje
się po stronie z której owo trzęsienie nadchodzi, wypada z pyska
smoka i wpada do pyska żaby, dzwoniąc przy tym głośno na
alarm. Po wznieceniu alarmu, strumień wody skierowany ku
nadchodzącemu trzęsieniowi ziemi utrzymuje burzliwy wypływ i
strzela na odległość dłuższą niż normalnie. Poprzez ogarnięcie
odległości na jaką strumień ten strzela, a także intensywności
jego burzliwości, niszczycielska moc nadchodzącego trzęsienia
ziemi może być łatwo oceniona. Ponadto precyzyjne regulowanie
stopnia otwarcia pysków poszczególnych smoków pozwala aby
urządzenie to ustawić na wzniecanie alarmu tylko kiedy moc
danego trzęsienia ziemi przekracza nastawioną wartość progową.
Fot. #F2: Rysunek techniczny który pokazuje
projekt inercyjnej repliki omawianego tutaj instrumentu.
(Odnotuj jednak, że nigdy nie zdołano zbudować działającego
prototypu który pracowałby na owej "inercyjnej zasadzie". Stąd
powyższy projekt jest czysto hipotetyczny i nigdy nie udowodnił
swojej zdolności do działania.) Wewnętrzne szczegóły zostały
uwidocznione. W 2003 roku powyższy rysunek był pokazany
i opisany na stronie internetowej
international.tamu.edu.
Strona ta jest faktycznie warta oglądnięcia. Dla przykładu
pokazuje ona też widok cmentarza na jakim omawiany
sejsmograf ułożony został do swego ostatniego spoczynku.
#F3.
Zasada działania "houfeng didongy yi":
Zasada działania omawianego tutaj urządzenia alarmowego opiera się na zdolności beczko-kształtnej komory rezonasowej fontanny do odbijania i ogniskowania fal telepatycznych. Każde bowiem trzęsienie ziemi wzbudza sobą spiętrzenie wysoko-amplitudowych fal telepatycznych. Fale te z nieskończoną prędkością rozchodzą się koncentrycznie po liniach prostych od epicentrum tego trzęsienia. Owe fale docierają też natychmiast do każdego miejsca na ziemi, do jakiego wolne zafalowania gruntu pochodzące z owego trzęsienia ziemi dotrą dopiero po jakimś czasie. Stąd fale te przybywają ze znacznym wyprzedzeniem czasowym do obszarów jakie zostaną potem zniszczone danym trzęsieniem ziemi. Między innymi, owe fale telepatyczne przenikają też i przez beczko-kształtną komorę rezonansową omawianej fontanny. Część z nich odbija się od wewnętrznej powierzchni owej beczki, podobnie jak fale dźwiękowe odbijają się od powierzchni wklęsłej muszli. Z uwagi na beczkowaty kształt komory rezonansowej fontanny, a także z powodu właściwego umieszczenia otworów wlotowych do rur z których woda przepływa do pysków poszczególnych smoków, owe odbite fale teleptyczne koncentrowane są właśnie na wodzie wypływającej do pyska wybranego smoka. Po skoncentrowaniu na owej wypływającej wodzie, fale te zmieniają charakter jej wypływu. W normalnym bowiem przypadku, woda przepływa przez pyski smoków w sposób jaki hydromechanika nazywa "przepływem laminarnym". Przepływ ten jest tylko możliwy jeśli woda w danym naczyniu z jakiego wypływa jest ustalona, oraz jeśli spływa ona w sposób zupełnie niezakłócony. Taki przepływ laminarny charakteryzuje się szczególnie niskim współczynnikiem tarcia, a stąd też niskim ciągiem przepływającej wody. Nie jest on więc w stanie pociągnąć za sobą i wyrzucić na zewnątrz "pereł" jakie woda ta omywa w pyskach smoków. Jeśli jednak na danym ujściu wody do pyska któregoś ze smoków skoncentrowane zostanie silne spiętrzenie wibracji telepatycznych, wibracje te zmieniają charakterystykę przepływu wody. Z "przepływu laminarnego" woda ta przechodzi na "przepływ burzliwy". Nauka hydromechaniki stwierdza, że przepływ burzliwy charakteryzuje się wysokim współczynnikiem tarcia, a stąd też i wysokim ciągiem. Objęta nim woda jaka omywa daną "perłę", porywa więc tą "perłę" ze sobą i zrzuca ją do pyska żaby położonej poniżej pyska smoka. Za pośrednictwem więc opisanego tutaj mechanizmu zmieniania charakteru przepływu wody przez fale telepatyczne zogniskowane parabiliczną komorą rezonansową owej fontanny, fontanna ta z powodzeniem wypełnia funkcję przeciw-trzęsieniowego urządzenia alarmowego.
Fot. #F3: Spektakularna replika
"Zhang Heng seismograph". W 2003 roku
była ona wystawiona na stronie internetowej
pod nastepującym adresem
www.kepu.com.cn
(warto rzucić na nią okiem). Dosyć dobrze
ona ilustruje jak pięknie wyglądała oryginalna
fontanna z tego instrumentu, oraz dlaczego
instrument ten był ozdobą i dumą pałacu
ówczesnego władcy Chin.
#F4.
Błędne inercyjne wyjaśnienie działania tego instrumentu:
Powyższe moje objaśnienie faktycznej zasady działania tego urządzenia, koniecznie musi być uzupełnione informacją, że tylko jeden egzemplarz tego sejsmografu został zbudowany przez Zhang Heng'a. Wkrótce po jego śmierci w 139 roku AD, egzemplarz ten przestał działać. Niedługo później został on przeniesiony do jego grobowca. Potem zaś został zniszczony gdy Mongołowie podbili Chiny. Także dokumentacja oryginalnej konstrukcji tego urządzenia poznikała. Jedyna informacja jaka przetrwała o nim do naszych czasów są krótkie opisy oraz zewnętrzny rysunek wykonane przez jakiegoś laika który widział je w działaniu. Stąd faktycznie stawiani jesteśmy obecnie przed wyzwaniem wynalezienia tego cudownego urządzenia od samego początku. Poczynając więc od 19 wieku, na bazie tych laickich opisów najróżniejsi ludzie starali się zrekonstruować owo cudowne urządzenie (a ściślej - wynaleźć je od nowa). Jednym z nich był Anglik o nazwisku Dr John Milne, który sam był wynalazcą i budowniczym sejsmografu inercyjnego. Zasugerował on, że sejsmograf Zhang Heng'a działa na zasadzie sił inercji, znaczy bardzo podobnie do działania jego własnego sejsmografu inercyjnego. Dr Milne pradopodobnie wziął drążki strownicze które używane są do regulowania stopnia rozwarcia i nachylenia paszcz smoków, za dźwignie które mechanicznie zwalniają wypadanie "pereł". Idee Dra Milne były później powielane przez innych, w ten sposób wzmacniając inercyjne wyjaśnienie dla tego urządzenia, oraz upowszechniając to wyjaśnienie po świecie. W 1951 roku Wang Zhenduo zrekonstruował to urządzenie właśnie na założeniu że działa ono na zasadzie sił inercji. Począwszy od owego czasu każda replika tego urządzenia, włączając w to replikę która jest wystawiona w Nowej Zelandii, była rekonstruowana zgodnie z inercyjnym modelem Wang Zhenduo'a (lub inercyjną zasadą Dra Johna Milne). Pechowo, owo błędne wyjaśnienie inercyjne ortodosksyjnych naukowców nie ujawnia faktycznych możliwości tego cudownego urządzenia. Na dodatek do tego wprowadza ono też wiele konfuzji.
Fot. #F4: To jest grobowiec Zhang Heng'a
zlokalizowany w chińskiej prowincji Henan. To właśnie
do tego grobowca "houfeng didongy yi" został przemieszczony
wkrótce po śmierci tego genialnego twórcy. To także tutaj
instrument ten został w końcu zniszczony podczas inwazji
Mongołów na Chiny. Powyższa fotografia, razem z opisami
tej i innych atrakcji turystycznych wartych odwiedzenia
w owym historycznym mieście wartym zobaczenia, do
2005 roku zawarta była na doskonalej stronie internetowej
prowincji Henan która istniała kiedyś pod adresem
www.henan-window.com.cn/tour/lvyoue.htm
(niestety, nie istniejącej już od początka 2005 roku).
#F5.
Dlaczego "houfeng didongy yi" nie miał prawa działać na zasadzie inercji:
Faktycznie to istnieje całe zatrzęsienie dowodów i przesłanek logicznych, jakie wyraźnie wskazują że opisywany tutaj telepatyczny wykrywacz trzęsień ziemi działał na zasadzie "chi" (znaczy "fal telepatycznych") a nie inercji, a stąd że obecne inercyjne wyjaśnienie tego działania propagowane przez naukę ortodoksyjną jest całkowicie błędne. Wymieńmy tutaj najważniejsze rodzaje tego materiału dowodowego:
#i.
Kształt. Uformowanie komory rezonansowej tego wykrywacza trzęsień ziemi na kaształt parabolicznego lustra wklęsłego jest zadaniem ogromnie trudnym i kosztownym. Wszakże, pionowy przekrój przez ową komorę ukazuje precyzyjny kształt paraboli, na jaki muszą być też ukształtowane dzisiejsze satelitarne anteny telewizyjne. Znacznie łatwiej i taniej byłoby uformować tą komorę na kształt prostego cylindra, czy nawet prostokątnej skrzynki. Oczywiście, dla inercyjnego sejsmografu wystarczyłby taki prosty kształt cylindryczny, albo nawet zwykły kształt skrzynki, aby chronić mechanizm zawarty w środku. (Nawet łatwiej przyszłoby zbudowanie tego urządzenia wogóle bez komory i wody - znaczy w sposób jak budowane są dzisiejsze sejsmografy inercyjne.) Jednak dla telepatycznego wykrywacza trzęsień ziemi ten kształt musi być dokładnie taki jak pokazany na rusunku N6. Jest tak ponieważ musi on działać jak wklęsłe lustro które skupia fale telepatyczne na wlotach do rur które doprowadzają wodę do pysków smoków.
#ii.
Działanie jako fontanna. Gdyby owo urządzenie działało na zasadzie inercji, wówczas woda w jego wnętrzu jedynie wprowadzałaby problemy. Stąd dla inercyjnego działania, nie byłoby trzeba budować go jako fontanny. To właśnie dlatego dzisiejsze wyjaśnienia inercyjne wygodnie "zapominają" nawet wzmiankować wodę oraz działanie tego urządzenia jako fontanny. Jednak woda i działanie jak fontanna są absolutnie konieczne dla przechwytywania fal telepatycznych.
#iii.
Wyłapywanie odpływającej wody tuż przy osi centralnej fontanny. Jak wskazują na to stare ilustracje chińskie, woda jaka wypływała z pysków poszczególnych smoków, dostarczana była do tych pysków długimi rurami do których wloty umieszczone były tuż przy pionowej osi centralnej urządzenia. Oczywiście w sensie technicznym takie rozwiązanie nie miałoby żadnego sensu gdyby nie podyktowane było zasadą działania owego urządzenia. Wszakże pyski smoków przymocowane były do ścianek bocznych komory rezonansowej jaka gromadziła w sobie wodę. Aby więc dostarczyć wodę do tych pysków, wystarczyło ścianki te przedziurawić i nie trzeba było używać owych długich rur doprowadzających. Jednak rury owe stają się konieczne jeśli urządzenie to działa na fale telepatyczne ("chi"). Wszakże wówczas fale te koncentrowane są właśnie na osi centralnej urządzenia. Czyli aby wyłapywać wodę jaka jest modulowana przez te fale, koniecznym staje się użycie owych długich rur doprowadzających rozbiegających się od osi centranej ku pyskom poszczególnych smoków.
#iv.
Umiejscowienie paszcz smoków mniej więcej w połowie wysokości "komory antenowej". Taka wysokość ich umieszczenia nie ma najmniejszego sensu ani z punktu widzenia działania tego urządzenia jako inercyjnego sejsmografu, ani też z punktu widzenia działania tego urządzenia jako fontanny. Mianowicie, aby zmaksymilizować czułość wyzwalania dźwigni w przypadku działania tego urządzenia jako inercyjnego sejsmografu przy "stojącym" ustawieniu wahadła inercyjnego, paszcze smoków powinny być umieszczone tuż przy wierzchołku komory rozonansowej. Takie ich umieszczenie czyniłoby także wszelkie działania regulacyjne i sterownicze na mechaniźmie wyzwalającym znacznie łatwiejsze i dające prostszy dostęp osobom obsługującym to uządzenie. Z kolei gdyby urządzenie to było fontanną z mechanizmem inercyjnym w środku, wówczas upływ jej wody byłby najsilniejszy gdyby pyski smoków znajdowały się tuż przy jej podstawie, zaś wahadło wyzwalające umieszczone było w pozycji "wiszącej", zawieszone u wierzchołka komory rezonansowej. Wszakże umieszczenie pysków smoków w połowie wysokości komory rezonansowej powodowuje jedynie, że dolna połowa tej komory pozostaje przestrzenią martwą jaka zupełnie nie zostaje wykorzystana dla zwiększania ciśnienia wytrysku wody z fontanny. W przypadku jednak jeśli urządzenie to działa na "chi", wówczas umieszczenie pysków smoków w połowie wysokości tej komory czyni jak największy sens. Wszakże wówczas ścianki komory rozonansowej wypełniają funkcję wklęsłych zwierciadeł skupiających, jakie koncentrują fale teleptyczne właśnie mniej więcej w połowie wysokości komory rezonansowej. Tam też umieszczone muszą być wloty do rur odprowadzająych wodę modulowaną tymi falami.
#v.
"Chi". Starożytna Chińska nazwa tego urządzenia zawiera słowo "houfeng". To zaś jednoznacznie wskazuje że "chi" (znaczy "fale telepatyczne") były w sposób zamierzony potwierdzane jako użyte w działaniu tego urządzenia. Także sam Zhang Heng był bardziej obznajomiony z własnościami fal telepatycznych niż z siłami inercji i drganiami. Wszakże istnieje całe zatrzęsienie dowodów pisanych, że w jego czasach fale telepatyczne były doskonale znane jako składowe "chi". Przykładowo do dzisiaj jego rodzima prowincja Henan jest światowym liderem w tradycji praktycznego wykorzystania chi, będąc np. miejscem słynnej szkoły "kung-fu" mnichów buddyjskich z Shaolinu (więcej na temat niezwykłych wyczynów mistrzów kung-fu z Shaolinu wyjaśnione zostało w podrozdziale JB3.3 z tomu 6 monografii [1/4]). Jednak niemal nie istnieje żaden dowód, że ludzie w jego czasach byli obznajomieni z siłami inercji i z mechanicznymi wibracjami na poziomie wymaganym do zbudowania inercyjnego sejsmografu. Dlatego dla niego było bardziej racjonalne użycie "chi" w działaniu tego urządzenia, niż użycie sił "inercji" i mechanicznych drgań gruntu.
#vi.
Symetria. Wibracje mechaniczne zawsze są symetryczne. Stąd jeśli ktoś rozważy działanie dzisiejszych sejsmografów, ich podzespół inercyjny zawsze dokonuje symetrycznych oscylacji w odniesieniu do chasse. Jest to doskonale pokazane na dzisiejszych sejsmogramach, w których rysowana linia zawsze odchyla się symetrycznie w obu kierunkach z położenia równowagi. To oznacza, że jeśli inercyjny podzespół wychyli sie o wartość "x" w jednym kierunku, wkrótce także musi wychylić się o podobną wartość "x" również i w odwrotnym kierunku. W przypadku więc gdyby omawiany tutaj wykrywacz trzęsień ziemi działał na zasadzie inercyjnej, takie symetryczne wychylenia musiałyby także się w nim pojawić. Praktycznie to oznacza, że po tym jak fale uderzeniowe dotarły do tego urządzenia, dwie kule z dwóch odwrotnych stron urządzenia musiałyby upaść w dół, a nie jedna. Pierwsza kula upadłaby w dół kiedy fala trzęsienia ziemi wychyliłaby podzespół inercyjny w jednym kierunku, podczas gdy kula po przeciwstawnej stronie wypadłaby kiedy ten sam podzespół inercyjny przechyliłby się w odwrotnym kierunku. Z kolei przy działaniu tego urządzenia na zasadzie "chi" (znaczy "fal telepatycznych") - jak to opisałem poprzednio, tylko jedna kula wypadłaby w dół z tylko jednego pyska smoka. Faktycznie też zapisy historyczne wyraźnie wskazują, że zawsze tylko jedna kula spadała w dół. To zaś potwierdza, że owo urządzenie z całą pewnością działało na zasadzie fal telepatycznych, a stąd że zawsze wyrzucało ono w dół tylko jedną kulę.
#vii.
Alarm dźwiękowy. Sejsmograf Zhang Heng'a wytwarzał alarm dźwiękowy - to dlatego używał on spiżowych żab jakie wytwarzały głośny dźwięk bicia w dzwon. Jednak gdyby urządzenie to działało na zasadzie inercji, wówczas wytwarzałoby ono alarm tylko kiedy dane trzęsienie ziemi już nim wstrząsnęło. Oczywiście, w takim przypadku alarm dźwiękowy nie miałby sensu, ponieważ towarzyszył by on doskonale widocznym manifestacjom i dźwiękom trzęsienia ziemi, takim jak zawalanie się budynków, wywracanie się i przesuwanie mebli, spadanie zawieszonych przedmiotów, kołysanie się podłogi i sufitów, itp. Stąd jedyne uzasadnienie dla użycia alarmu dźwiękowego leżało w tym, że alarm ten pojawiał się na długo przed tym zanim dane trzęsienie ziemi uderzyło. To zaś oznacza, że owo urządzenie musiało działać na zasadzie "chi".
#viii.
Czułość. Jak podają historyczne źródła, oryginalny sejsmograf Zhang Heng'a był ogromnie czuły. Faktycznie to wykrywał on trzęsienia ziemi jakich epicentrum było oddalone o ponad 500 kilometrów, oraz jakich wstrząsy mechaniczne pozostawały zupełnie nieodczuwalne dla ludzi. Tymczasem zasada działania dzisiejszych replik inercyjnych jest tak sformułowana, że aby one zadziałały trzęsienie ziemi musiałoby mieć epicentrum niemal tuż pod nimi, zaś samo urządzenie musiałoby zostać tak silnie wstrząśnięte, że całe głowy smoków by od niego poodpadały. Faktycznie też do dnia pisania niniejszego punktu w połowie listopada 2003 roku zdołałem ustalić położenie i dane około 10 rzekomo "wiernych" replik inercyjnych tego urządzenia zlokalizowanych w różnych muzeach i istytucjach świata. Jak dotychczas jednak nie zdołałem odkryć nawet jednej repliki której mechanizm inercyjny faktycznie by działał w praktyce i faktycznie by wykrywał trzęsienia ziemi, aczkolwiek o wszytkich ich się twierdzi że są "wiernymi" kopiami owego oryginalnego urządzenia. Wszystkie obecnie istniejące repliki tego urządzenia są jedynie replikami ozdobnymi, jakie starają się imitować wygląd zewnętrzny tego urządzenia, oraz jakie tylko twierdzą, że posiadają działający mechnizm inercyjny w swym wnętrzu. Jednak żadna z owych replik inercyjnych nie działa. Na podstawie też mojej znajomości działania proponowanego dla tego urządzenia inercyjnego mechnizmu dźwigniowego osobiście jestem głęboko przekonany, że NIE jest możliwe aby mechanizm taki był wystarczająco czuły dla wykrycia trzęsienia ziemi nieodczuwalnego dla ludzi. Ponadto musimy pamiętać, że czułość takiego mechanizmu dźwigniowego dodatkowo by zmniejszał fakt jego pracy w wodzie oraz związaną z tym szybko postępującą korozją przegubów dźwigni.
Podsumowując powyższe, inercyjne wyjaśnienie dzisiejszych naukowców ortodoksyjnych dla działania tego telepatycznego urządzenia jest całkowicie błędne. Wydedukowane ono zostało na sposób wyłącznie teoretyczny, bez uwzględnienia faktycznych realiów pracy tego cudownego urządzenia. Ponadto, owo teoretyczne wyjaśnienie nigdy nie było testowane w faktycznym działaniu, zaś wyniki jakie by ono praktycznie dawało podczas działania nigdy nie były porównywane z historycznymi zapisami. Stąd owo teoretyczne wyjaśnieniami jest jedynie poprawne na papierze, nigdy nie działałoby w praktyce, zaś jedyny aspekt w jakim naprawdę imituje ono oryginalne urządzenie to kztałt zewnętrzny. Jako takie, dewaluuje ono i poniża faktyczną wartość tego niezwykłego urządzenia telepatycznego. Prawdziwe wyjaśnienie dla tego urządzenia kryje się w użyciu fal telepatycznych wynikających z wiedzy o "chi" ("houfeng") przez starożytnych Chińczyków.
Fot. #F5: Pełnej wielkości replika "houfeng didongy yi".
Zauważ że jest ona około 3 metrów wysokości. Prawdopodobnie
jest to jedyna replika która wyraźnie ilustruje dla oglądających, że
instrument ten faktycznie był fontanną. Inne repliki nie podkreślają
wpływu przepływającej wody na prawidłowe działanie tego unikalnego
instrumentu. Owa interesująca replika w 2003 roku była pokazana
na stronie internetowej
international.tamu.edu.
Warto na nią rzucić okiem, ponieważ zawiera ona także sporo
innych informacji o Zhang Heng'u i jego instrumencie.
#F6.
"Houfeng didongy yi" wyprzedza stan dzisiejszej nauki ortodoksyjnej o co najmniej 100 lat:
Aczkolwiek dzisiejsza nauka ortodoksyjna tak hełpi się swoimi osiągnięciami, faktycznie omówione powyżej urządzenie alarmowe z 132 roku AD ciągle wyprzedza ją o co najmniej jakieś 100 lat. Owa liczba 100 lat wynika z moich oszacowań, że dzisiejsza nauka ortodoksyjna potrzebuje co najmniej dalszych 50 lat aby zaakceptować istnienie fal telepatycznych. Potem potrzebuje dalsze co najmniej 30 lat aby poznać te fale wystarczająco dobrze dla znalezienia sposobów ich technicznego wykorzystania. Potem ciągle jeszcze potrzebuje co najmniej 20 lat do zaprojektowania, wytestowania i doszlifowania urządzenia technicznego, takiego jak to opisane powyżej.
Warto jednak uświadomić sobie, że ów długi proces mógłby zostać skrócony do jedynie około 5 do 10 lat, jeśli już obecnie zaakceptujemy fakt, że sejsmograf Zhang Heng'a działał na zasadzie fal telepatycznych ("houfeng"), oraz po prostu rozpoczniemy nasze uczenie się technicznej telepatii of skonstruowania nowoczesnego odpowiednika dla tego cudu starożytnej techniki.
Fot. #F6: Replika "houfeng didongy yi"
która była wystawiona w Kanadzie na wystawie
zatytułowanej "China! 7000 Years of Innovation"
zlokalizowanej w Vancouver's Science World.
Powyższa fotografia została zreprodukowana
za uprzejmym pozwoleniem Kim M. Fong
(kim@china4visitors.com), ze strony internetowej
china4visitors.com.
(warto jest zobaczyć ową interesującą stronę!)
Części #G do #J:
Te części zostały celowo usunięte aby spełnić wymóg tego
serwera że udostępniana na nim strona NIE może przekraczać 260 KB
(aby zobaczyć także i te części poszukaj pełnej wersji niniejszej strony pod adresami z "Menu 3")
Część #K:
Podsumowanie, oraz informacje końcowe tej strony:
#K1.
Podsumowanie tej strony:
W odniesieniu do urządzeń naprawdę istotnych
ludzie wykazują zagadkową postawę. Mianowicie
im bardziej coś byłoby im przydatne, tym większe
opory stawiają przeciwko zbudowaniu tego.
Aktualne adresy emailowe autora tej strony, tj.
dra inż. Jana Pająka
(a przez okres 2007 roku - Prof. dra inż. Jana Pająka),
pod jakie można wysyłać ewentualne
uwagi, zapytania, lub odpowiedzi na zadane
tu pytania, podane są na stronie internetowej
o mnie (Dr Jan Pajak).
Tam również dostępne są adres pocztowy
i numery telefonu autora.
Proszę też odnotować, że z powodu mojego
chronicznego deficytu czasu, ja bardzo niechętnie
odpowiadam na emaile, które zawierają TYLKO
wykonawczo czasochłonne prośby, jednocześnie
zaś dokumentują zupełną ignorancję ich autora
w tematyce którą ja badam.
If you prefer to read English,
click on the flag below (jeśli preferujesz czytanie po angielsku,
kliknij na poniższą flagę)
Data pierwszego opracowania niniejszej strony: marzec 2003 roku.
Data najnowszego jej aktualizowania: 7 stycznia 2011 roku.
(Sprawdź pod adresami z "Menu 3" czy już istnieje nawet nowsza aktualizacja!)